bosa_mysz
16.06.08, 12:46
kto powiedział, że świadomość to błogosławieństwo? chyba diabeł w
swej uroczej kpinie z ludzkości!
jestem, a jednak mnie nie ma. endo mnie uprzedził jak do muru
przyparłam, że po odstawieniu provery może mnie przez jakieś pięć
dni bujać. ja wymogłam na nim to wyznanie! pytam się go czy przy
wywoływaniu cyklu może coś się dziać, bo musze wiedzieć coby nie
panikować z moją psychiatryczką. a on się mnie pyta, czemu myśle, że
będę mieć huśtawkę. więc mu w piątek odpaliłam - bo już mam!
i tak się buja, od mniejszego do większego dołka. tylko 5 dni...
no i mam świadomość. tę błogosławioną, pieprzoną świadomość.
świadomość, ze nie mam wyboru, że moje życie nie zależy ode mnie. że
zależy od maszyny jaką jest ciało. drobny dysonans i bezsenne noce i
myśli których być nie powinno i pragnienie, żeby uciec wreszcie w
wielki sen. kilka tabletek i jest gorzej, kilka innych i jest
lepiej. zbyt dobrze, zbyt źle, nigdy zbyt normalnie. ciało jak
samochód - masz farta to żadko się coś psuje, masz pecha to nie
wychodzisz z warsztatu. tyle że samochód można sprzedać.
TYLKO PIĘĆ DNI! pięć dni i wieczna świadomość, że nawet decyzja o
tym czy żyć czy nie nie zależy ode mnie. bo wiem, że nie chce
umierać, a tymczasem moje ciało, mój mózg, moje neuroprzekaźniki
mówią mi że tak.
kiedy wszystko w moim autku działa ok powoli nabieram prędkości i
zaczynam pewniej jeźzdić. czasem t6ylko troszkę nawali sprzęgło.
zwykle jak już dojeżdżam do celu wybucha silnik. a ja nie mogę o
niczym zadecydować.
tylko pięć dni. i nocy...
--
Zawsze iść - rozkaz który mam we krwi