Czy Wasi bliscy wierzą w Waszą chorobę?

07.11.08, 10:52
Moi nie. Właściwie myślę sobie dziś, że nie mam bliskich. Serio.
I strasznie mi z tym smutno. Kochana stara babcia, gdy u niej jestem
pyta czasem "czy wypiłam już swoje lekarstwo", dopiero od niedawna
wie, że to na "na głowę". Jedynie Ona.
Powiecie, że się użalam, ale wiem to, czuję, że jestem dla trzech
osób, z którymi jestem najbliżej fonetyczne zero. Gdy mam depresję.
Nie wiem, może pora to zaakceptować. Podnieść wysoko głowę i rzec sobie
"Czniam na to". Zastanawiałam się już nad tym, czy nie wpadam
w depresję po to, aby uprawomocnić jakiekolwiek roszczenia, doznać
opieki itp. Nie. Stan, który kocham ponad życie to wesoła hypomania,
gdy wystarczam sama sobie, gdy nikogo nie muszę prosić o jakąkolwiek
pomoc, gdy kocham świat, napęd jest strasznie duży. Wiecie, nie muszę
drobiazgowo opisywać.
Umieranie w depresji jest straszne. Wstaję tylko po to, aby zrobić siusiu.
Po nic więcej. Może warto w takim razie umrzeć, bo puste
miejsce to chyba zauważą, prawda?

K****, zależało mi na tych 3 osobach (mama, ojciec, siostra), ale
może trzeba sobie powiedzieć "to obcy". Obcy nie obchodzą. O obcych
się nie pamięta. Żaden z tych obcych (alienów?) nie przeczytał
żadnej książki nt. depresji, ChAD. Bo i po co. Ojciec przełączył
kanał, gdy mówię "Ty, zobacz, program o takich jak ja". Siostra
dalej twierdzi, że walę ściemy. Że jestem zdrowa. Właściwie to tak,
jakaś tam wrażliwość jest oznaką zdrowia psychicznego, więc tak,
pod tym względem jestem zdrowiutka...

Chciałam się "wypisać". Komentarzy w stylu "to norma" raczej nie
potrzebuję. Może ktoś podoba budujący przykład, gdy w depresji
ktoś przynajmniej potrzyma za rękę?
Mam sobie powiedzieć, że to mało ważne i że grupę odniesienia
ma się na zewnątrz? Kurczę blaszka, jakoś nie umiem jak Amerykanie
"odległość 1000 km, szkoda mi kasy, aby lecieć do Ciebie, bo właśnie
umarłeś"
Do ojca piszę smsy, jeśli chcę mu coś powiedzieć. Inaczej oglądam
jego plecy. Do siostry też.





(do diabła, ale swąd, spaliłam jajko, niecałkowicie, ale był huk,
gdy pękła skorupka smile
    • laguma Re: Czy Wasi bliscy wierzą w Waszą chorobę? 07.11.08, 11:28
      rozumiem Cię, u mnie jest trochę inaczej, ale myślę, ze znam te
      odczucia. Rodzina zaakceptowała dopiero po próbie. Ale niech to nie
      zabrzmi jak podpowiedź smile Miałam fuksa, żyję a oni zrozumieli, ze to
      choroba. Nie zawsze tak jest. Często po probie z rodziną jest
      jeszcze gorzej, bo nadal nie wierzą (zrobiła to, zeby nam coś
      udowodnić) a jeszcze mają pretensje.
      Ja dwubiegunowość "przerabiam" dopiero od pół roku. Wcześniej
      zdarzały się wyże, ale nie zwróciłam na to uwagi, nie rozumiałam.
      Deprechy to mam "od zawsze". Teraz jednak wyże się nasilają, ale na
      szczęście takie "bezpieczne". Tłumaczę kiedy mam okazję rodzicom,
      mężowi, siostrze dlaczego tak się zachowuję, udowadniam na
      przykładach, że to nie jest normalne. Trudno im to czasem zrozumieć,
      ale się starają.
      Dlaczego zatem piszę, że rozumiem? Chodzi o moją przyjaciółkę,
      jesteśmy bardzo związane, rozumiemy się w innych sprawach prawie bez
      słowa. Z wyjątkiem tej jedej - mojej "choroby", która dla niej nie
      jest żadną chorobą. Kiedy zaczynam rozmowę na ten temat ona ma
      zawsze głupi uśmieszek na twarzy, który doprowadza mnie do szału.
      Jakby miała klapki na oczach, niby wykształcona osoba, a uważa, ze
      takie choroby to oznaka słabego charakteru, wygodnictwo, lenistwo
      itd. Do psychiatry się z tym nie chodzi tylko trzeba się wziąc do
      roboty i przestać użalać nad sobą. Na depresję jest teraz według
      niej moda , bo nawet w Claudii o tym pisali.
      I po co ja Ci to piszę? Chyba się chciałam wypisać, bo takie
      sytuacjie, i tacy ludzie działają na mnie jak płachta na byka. Gdyby
      nie tacy ludzie (moja rodzina tez kiedyś do nich należała)
      zaczęłabym się leczyć o wiele lat wcześniej, nie doprowadziłabym się
      do próby, nie byłabym teraz inwalidką. Jeszcze kilka dni przed jedna
      kumpela wyśmiała mnie, zwymyślała od mięczaków i schowała leki
      antydepresyjne. Ludzie, którzy byli wtedy wokól mnie, moi bliscy,
      znajomi strasznie mnie skrzywdzili. Przebyliśmy długa drogę, zeby
      oni mogli zrozumieć i zaakceptować moją chorobę, a ja wybaczyć.
      • 35.a Re: Czy Wasi bliscy wierzą w Waszą chorobę? 07.11.08, 11:44
        *
        • meggi_gi Re: Czy Wasi bliscy wierzą w Waszą chorobę? 07.11.08, 12:31
          to prawda ze nawet wykształceni ludzie uwazają ze depresja to lenistwo.Az włos się na glowie jeży.Społeczeństwo prezentuje bardzo niski poziom rozumienia tych spraw.kto tego nie przezył na własnej skórze nie zrozumie tego.sczególnie przykre jak ci wykształceni nie rozumieja,oczekiwałoby się od nich wyzszego poziomu.przestałam oczekiwać zrozumienia bo głownie to mozna się rozczarować.
          • matrioszka42 Re: Czy Wasi bliscy wierzą w Waszą chorobę? 07.11.08, 13:45
            Moi wierzą, może dlatego że ja ich raczyłam maniami. Chyba ludziom też trudno uwierzyć, że ktoś coś robi dlatego, że nie kontroluje własnego mózgu a nie dlatego że jest zimnym skurwysynem/córką.
          • skam43 Re: Czy Wasi bliscy wierzą w Waszą chorobę? 07.11.08, 13:57
            Dlaczego rodzice nie rozumieją problemów własnych dzieci. Wynika to
            z
            prostej przyczyny dla naszego pokolenia leczyć się psychiatrycznie
            to
            wstyd dla całej rodzinny. Potrafimy udzielać dobrych rad innym ale
            gdy
            problem dotyczy nas nie akceptujemy diagnozy lekarza i robimy
            wszystko
            by udowodnić, że problemem jest charakter chorego a nie
            CHAD.Czytając
            Was uczę się jak pomagać synowi by nie ranić to wy pokazujecie, że
            można żyć normalnie a tak naprawdę to każdy z nas znajdzie w swoim
            życiu wyskoki podobne do waszych.Osobiście od pewnego czasu
            zachowuje
            się jakbym miał depresje totalne lenistwo czuje się jak balonik z
            którego wypuszczono powietrze gdyby tak można troszkę popłakać.
            • 35.a Re: Czy Wasi bliscy wierzą w Waszą chorobę? 07.11.08, 23:13
              Płacz...
              Możesz mieć depresję sezonową (SAD, seasonal affective disorder).
              Ha, swoją drogą po ang. to brzmi ładnie, winter blues...

              pl.youtube.com/watch?v=UDACh-iSYeA
              Zabijcie, nie wiem, czy ona śpiewa o SAD właśnie (Lolinko, ratuj).
              Ale wolę dziwne skojarzenia od depresji.
              • skam43 Re: Czy Wasi bliscy wierzą w Waszą chorobę? 08.11.08, 14:44
                Masz racje 35.a płacz pomaga ale facetowi nie wypada płakać taka
                szkoła. Przez całe życie zmagałem się z czymś by kilka lat temu
                dowiedzieć się, że to tylko fobia społeczna. Nikogo nie interesowały
                moje problemy sam musiałem sobie z tym problemem poradzić gdy
                dorosłem odkryłem lekarstwo, które pomagało mi opanować strach
                lampka koniaku jedna druga i świat stawał się piękny i kolorowy
                problem w tym, że wychodziłem z dołka ale przy okazji nieźle
                narozrabiałem z odludka stawałem się całkiem innym facetem
                akceptowanym i lubianym w towarzystwie. Dziś w trudnych sytuacjach
                lek nadal zdaje egzamin.DZIĘKI za przyzwolenie
      • kajka68 Re: Czy Wasi bliscy wierzą w Waszą chorobę? 09.11.08, 12:04
        ja wierze w chorobę męża i wspieram jak mogę.Ale oni jego matka ani siostra nie
        wierza,uwazają ,ze wmówiłam mu chorobe,bo mi tak było na reke- nie pytaj mnie
        dlaczego -pojecia nie mam.kiedy ma depreche i nie może rano wstac matka dzwoni i
        kaze mi go z łóżka zwlec bo ile będzie gnił...moje twarde NIE wzbudza
        wsiekłosc.kiedy tłumacze ,ze jak bedzie potrzeba i bede widziała,ze juz czas to
        bede budziła,ale to był okres po silnej długiej manii- na mój rozum mózg musi
        odpoczac dlatego nie budziłam,zreszta zawsze działam intuicyjnie i chyba mnie to
        nie zawodzi...
    • ka_an Re: Czy Wasi bliscy wierzą w Waszą chorobę? 07.11.08, 14:52
      Chyba łatwiej jest uwierzyć w coś namacalnego, w sensie, że przy grypie jet
      wysoka gorączka. A tutaj, żadnych pewników. Depresja z boku wygląda jak skrajne
      lenistwo. Do tego dochodzi jeszcze mechanizm zaprzeczenia. I tak to.
      • mykolina88 Re: Czy Wasi bliscy wierzą w Waszą chorobę? 07.11.08, 16:03
        U mnie jest identycznie. Ciągle odnoszę wrażenie, że w stanach obniżonego
        nastroju wszyscy postrzegają mnie jako leniwca pospolitego.. I nieważne, że
        przez 20 prezentowałam zupełnie inny model, osoby ambitnej, dążącej do celu i
        bardzo systematycznej. Dopóki spełniałam wymagania rodziców, tj, uczyłam się
        dobrze, poszłam na studia, które jak się okazuje nie są wcale moja pasją,
        starałam się być idealną córką, która i tak zawsze dostawała nagany. Nie wiem za
        co, chyba za niedokładne starcie kurzu...Obecnie wszystko się we mnie zbuntowało
        i krzyczę z całych sił " Chcę stabilnej osobowości i uśmiechu, który znam..."
        Żałuje jedynie, że ludzie skreślają mnie równie szybko, jak niegdyś
        zaakceptowali. Ich słowa weź się w garść, wystarczy chcieć, wmów sobie, ze
        będzie lepiej, a zwłaszcza, jakbyś chciała to byś była zdrowa... Bolą, bo z
        daleka biją niezrozumieniem.
        • laguma Re: Czy Wasi bliscy wierzą w Waszą chorobę? 07.11.08, 16:43
          a ja sobie odpuściłam, ale to tylko dlatego, że teraz, po latach mam
          bliskich, którzy zrozumieli (no z wyjątkiem tej jednej przyjaciłóki,
          która nadal mnie załamuje swoją postawą - jeszcze na niej mi zależy)
          Resztę mam w nosie, i tak nie zrozumieją, nawet nie uwierzą albo
          nawet wyśmieją. Nie rozmawiam z nikim o mojej chorobie, jak mam doła
          mowię, że mnie boli kręgosłup i wtedy każdy mi wsółczuje, użala się
          nade mną. Zabawne, jaka ironia losu - wykorzystuję moje fizyczne
          niedomagania, żeby się wytłumaczyć z psychicznych. Ale to działa.
          Jak mam górkę staram się wyhamowywać przy ludziach, a jak widzą, ze
          jestem nadmiernie nakręcona, mówię, ze wreszcie nic mnie nie boli i
          czuję się lekka jak ptaszek. Nie liczę na zrozumienie, pogodziłam
          sie z tym. Nie wstydzę się swojej choroby, ale szkoda mi sił i
          czasu, żeby ludzi "nauczać".
        • 35.a Re: Czy Wasi bliscy wierzą w Waszą chorobę? 07.11.08, 23:36
          Bierzesz leki?
          No i hej, witamy na forum.
    • singapurkaa Re: Czy Wasi bliscy wierzą w Waszą chorobę? 07.11.08, 20:10
      35.a - przeczytałam jednym tchem Twój post...
      Rozumiem... aż za dobrze.
      Może później napiszę coś więcej, póki co nie mam siły... jest mi dziś źle i mam
      wrazenie, że nikt mnie nie rozumie... nawet najbliższe osoby. Nadaję się według
      nich do szpitala wyłączniesad To boli, strasznie...
      • 35.a Re: Czy Wasi bliscy wierzą w Waszą chorobę? 07.11.08, 23:23
        Hm? Chyba razem wchodzimy w fazy, prawda? U mnie depresja, ale mam
        nadzieję, że da się ją przesterować w hipo lekami...
        Dziś musiałam walczyć z mimiką a raczej jej brakiem (mam twarz-maskę
        w depresjisad na odprawie projektowej. Patrzę w stół. Rozumiem, że
        z boku musi to strasznie wyglądać. Starałam się przynajmniej ruszać
        oczamismile Jestem szpieg i się gapięsmile

        Napisz, czekamy.
        Przytulenia.
        • singapurkaa Re: Czy Wasi bliscy wierzą w Waszą chorobę? 09.11.08, 23:00
          Piszę zatem...
          To jeszcze nie pełnoobjawowa depresja ale czuję, że nadciąga... Chyba nauczyłam
          się już prognozowac nadchodzący kataklizm. Kataklizm neuroprzekaźnikowy w mojej
          głowiewink
          Mam nadzieję, że się MYLĘ! że depresja przejdzie gdzieś bokiem.
          Co do bliskich.... w depresji nie są w stanie mi pomóc, chwilami czuję, że
          irytuję ich swoim depresyjnym stanem... Wiem, że nie rozumieją, jest im to
          zupełnie obce... Wydaje mi się, że gdybym miała dośc siły i odwagi mogłabym
          odejśc z tego najlepszego ze światów, a nawet nikt nie domyślałby się, że
          chodziło mi to po głowie.
          "miałem kiedyś plan
          Zostawic wszytskich was
          odmienic dziwny los
          zbudowac sobie raj
          Zaczepic mysli gdzies
          gdzie nie dochodzi dźwięk
          gdzie żaden ślepy szpieg
          nie rozszyfruje mnie
          miałem kiedys plan
          bez okien kupic dom
          pod drzwi postawic stół
          lecz zrozumiałem, że
          kiedy ściemnia się
          to z was wychodzi zło
          pożera wszystkich
          nie ja
          nie ja
          w każdym z was jest wariat.... w każdym z was jest wariat
          Dzika noc dziki dzień
          wielki strach i przerażenie
          mówią źle mówią zły
          mówią wariat...
          Tak się czuję w depresji, a w zasadzie jeszcze gorzej.

          Później faza się zmienia... Ja pragnę zrekompensowac sobie wszelkie straty
          zawłaszczone przez depresję więc nadrabiam WSZYSTKO wink świetnie się przy tym
          bawiąc co doprowadza otoczenie do szału...wink
          Ciężko ze mną mają, oj ciężko... Ale ja kocham HIPOwink
          • 35.a Re: Czy Wasi bliscy wierzą w Waszą chorobę? 09.11.08, 23:39
            Ja też...
            Posprzątałam dziś w końcu, życie znów musi wrócić na właściwe tory,
            przemyślałam to i owo, parę planów. I rozłożyć na raty, nie od razu.

            Znasz to?

            merlin.pl/Jak-wydobyc-sie-z-depresji_Sue-Atkinson/browse/product/1,455937.html
            Masz nawet do wyboru dwie różne okładki, wybieram pogodniejszą.
            Tak, neuroprzekaźniki i oby złe przewodzenie trwało u Ciebie jak
            najkrócej, jeśli już musi zaistnieć. I z pełną mocą mogę dziś powiedzieć,
            że naprawdę w depresji się umiera, bo doświadczyłam kilka dni temu.
            Jakieś przypieczętowanie. To jest, istnieje. I już wiem, że wtedy
            mam prawo zażądać od bliskich pomocy, wrzasnąć nawet o pomoc.
            Kurczę, pamiętać o tym przy kolejnej równi pochyłej.

            Wiesz, o czym marzę w depresji? Aby ktoś nieerotycznie potrwał ze mną
            w łóżku. Na waleta nawet. Moja mama świetnie grzeje, lubię być z nią blisko, ale
            nawet
            gdy ją przytulam mówi "uwaga, boli", ma problemy z kręgosłupem; jest taka
            ciepła i miękka.


            Hypomania. Jak czytam, co tu wypisuję to mi słabo. Myśli płyną aż miło, sens
            niewielkismile

            Nie - ciężko innym ze mną, tylko - Tobie/mnie/innym ciężko. Zmiana
            optyki.

            Myslovitz? Słuchając bodajże Karova Milky Bar czy jakoś tak chciałam
            z sobą skończyć. Chodziłam po mieście i płakałam. Siedziałam na odludziu
            na przystanku autobusowym słuchając Rojka i wyłam. Mam
            na kasecie, nie na płycie, więc jestem o siebie spokojna.
            Ale zachęciłaś do posłuchania.

            A to dla Ciebie. Doskonałe muzycznie:

            pl.youtube.com/watch?v=ABO19J-rTdo
            A to jest pełne nadziei, pachnące ziemią wieczorem, w marcu:

            pl.youtube.com/watch?v=h17e_XQHyrQ
            Śpij spokojnie.
    • poetkam Re: Czy Wasi bliscy wierzą w Waszą chorobę? 07.11.08, 21:11
      Współczuję. Ciężkie kontakty z najbliższymi to trudny orzech do zgryzienia....
      Mój tata: przecież jest ci już lepiej, dlaczego więc wciąż ryczysz?
      L. (to do mamy- z ChAdem też), ja nie mogę patrzeć, jak ty całymi dniami śpisz i
      śpisz, weź się w garść, albo idź spać do drugiego pokoju!

      Moje zdanie- bliscy może wierzą w chorobę, ale jej nie rozumieją.

      O rany..Jak Twoje jajko? Zagotowałaś nowe?
      • dr.zabbon Re: Czy Wasi bliscy wierzą w Waszą chorobę? 07.11.08, 21:23
        35.a,
        nie czytałam dyskusji, bo nie mam dziś na to siły.
        Trzymaj się, Żabko.

        (Jak rodziłam pierwszą córkę, to położna ciagle mówiła do mnie "żabko", było to
        bardzo miłe)


        Trzymaj się mocno.
        • 35.a Re: Czy Wasi bliscy wierzą w Waszą chorobę? 07.11.08, 23:35
          Kupiłam. Żabko... Ładne.
          Nabieraj sił.
      • 35.a Re: Czy Wasi bliscy wierzą w Waszą chorobę? 07.11.08, 23:32
        big_grinDDDD

        Skąd wiesz? Tak. Tamto wystudziłam i do kosza. Bałam się, że gorące
        kosz spalismile Strasznie lubię jaja. Robić, jeść i po całości.

        Z drugiej strony - senność jest niepokojąca. Tylko cholera jasna i
        psiakrew, bliski, który niedomaga wymaga chyba jakiejś delikatnej
        interwencji ze strony swoich jakby nie było bliskich. "Co Ci?"
        "Pomóc Ci w czymś?" "Chcesz pogadać?" "Masz jakiś kłopot?" "Zostawić
        Cię w świętym spokoju?" Aha.
        Ja nie jestem święta, ale jakoś reaguję na otoczenie. Kiedyś się
        wywaliłam na ulicy. I dwoje młodych ludzi podniosło mnie i zapytali,
        czy wszystko OK. I to było jakoś budujące. A miałam wtedy jakieś
        zaburzenia równowagi. A tu się człowieku wywalasz przed bliskimi
        a oni nic. Jajo...
    • bodomlake Re: Czy Wasi bliscy wierzą w Waszą chorobę? 08.11.08, 11:55
      moi wierzą, w końcu trudno żeby nie wierzyc, jak sie widzi, co sie
      ze mną dzieje.
    • solokija Re: Czy Wasi bliscy wierzą w Waszą chorobę? 08.11.08, 12:34
      Moi to samam nie wiem. Wiedzą w części, martwią się, a nie mam
      pojecia czy wierzą. Chyba nie. Wolałabym odwrotnie- żeby wierzyli a
      się nie martwili. I najlepsza recepta na wszystko: "bierz się do
      roboty! Idź do jeszcze jednego lekarza, to może ci powie że wszystko
      ok" (to mama). Czasem się czuje jakbym ich wkręcała w swoją chorobę,
      wymuszała coś na nich w ten sposób - tylko co? Nawet zainteresowanie
      w depresji mi ciąży bo nie gadam, muszę wstać i posprzątać żeby ich
      przyjąć itd. Mąż wierzy, ale za bardzo się martwi i złościł się, że
      choruję. Bo chce, żebym była zdrowa, boi sie że wróci ciężka depa
      sprzed półtora roku. A tak w zasadzie to jakoś ostatnio nie
      potrzebuje ludzi prawie wcale. Jak mnie jakieś ciągotki do
      towarzystwa biorą, to fora poczytam wink)
      • ikar113 Re: Czy Wasi bliscy wierzą w Waszą chorobę? 08.11.08, 13:03
        Musiało minąć sześć lat, żeby moi bliscy zaakceptowali fakt, że
        jestem chory. Z tym, że np. matka wciąż kombinuje, zebym nie brał
        żadnych leków, próbuje manipulować dawkami (zmniejszając ofkors), bo
        niby "konsultowała" z moim lekarzem, a Lamitrinu mam np. nie brać
        wcale, bo znajoma farmaceutka powiedziała, że to świństwo i
        trucizna, i ogólnie wciąż bazuje na mojej wypisowej karcie ze
        szpitala z dawnych czasów, gdzie leki i dawki były zupełnie inne.
        tak mnie to wkur***, że w ogóle prawie się już do niej nie odzywam.
    • xsenia Re: Czy Wasi bliscy wierzą w Waszą chorobę? 09.11.08, 11:55
      Jesteś strasznie egocentryczna osoba.
      • 35.a Re: Czy Wasi bliscy wierzą w Waszą chorobę? 09.11.08, 13:00
        I love Yousmile

        Na tyle nie egocentryczną, że ojciec dostał wczoraj kawę (ekspres
        dla taty to wyższa szkoła jazdy, podobnie jak postawienie czajnika
        na gaz, nie umie zapalać...trzeba przytrzymać 10 sek, ale kto
        inteligentny przejmowałby się czytaniem instrukcji), siedząc na
        oparciu fotela opowiedziałam mu pokrótce, co się u mnie działo
        w ciągu tygodnia (wychodzi do pracy, śpię, przychodzę, widzę jego
        wystawioną poza obręb kołdry jedną nogę), śmiał się pod wąsem,
        dostał śniadanie, a dziś już zeszłam mu z oczu (bo mam słowotok), dostał "Politykę",
        chciałam mu podrzucić coś do czytania, nie zamierzam go oglądać do końca dnia.
        I już nie boli, już nie, że na moją pokaźną, niegłupią bibliotekę rok, dwa lata temu mówił c h ł a m.

        To on jest chory, nie ja.


        (jak tak piszę, to czasem myślę, że jednak jestem szczęśliwa, wiesz?)


        Tata nauczył mnie egocentryzmusmile Wyszedł wczoraj rano po jeden
        biały chleb (na weekend dla 3 osób to za mało) i Gazetkę Wyborczą.
        Na nieszczęście on nie koza i gazety jeść nie będziesmile Później
        poszłyśmy z mamą jego śladami i wróciłyśmy z ciężkimi pakunkami
        (mama dodatkowo ze skarbami od swojej mamy, była u swoich rodziców).

        I love You, Xenia, once again.

        Rozpisałam się znowu.
        Chodzi mi o malutko. O zapytanie, gdy "umieram" - chcesz herbaty?

        Chcę...

        Kobiet się o wiek nie pyta, ale pozwolę sobie zgadnąć: zgorzkniałe
        45 do 60?
        • xsenia Re: Czy Wasi bliscy wierzą w Waszą chorobę? 09.11.08, 13:25
          tak sie rozpisalas i po co?
          lepiej bylo dowiedziec sie czegos n/t egocentryzmu.

          • 35.a Re: Czy Wasi bliscy wierzą w Waszą chorobę? 09.11.08, 13:30
            I love You.

            Jednak zgorzkniałasmile

            Teorię mam w jednym palcu niemal...
            • xsenia Re: Czy Wasi bliscy wierzą w Waszą chorobę? 09.11.08, 13:35
              > Teorię mam w jednym palcu niemal...

              gratuluje mniemania o sobie big_grin
              • 35.a Re: Czy Wasi bliscy wierzą w Waszą chorobę? 09.11.08, 13:40
                Xenia, jestem omc psycholog (o mało co), sama się z tego śmieję.

                Dobrze dziś myślę o sobie. Stan umiarkowanie dobry, w depresji
                będzie gorzej, zaraz podam Ci swój tel, w depresji zrobisz mi
                herbatę i posiedzisz przy mnie trochę.

                eot
                • xsenia Re: Czy Wasi bliscy wierzą w Waszą chorobę? 09.11.08, 13:44
                  35.a napisała:

                  > Xenia, jestem omc psycholog (o mało co),

                  a ja jestem Bon, James Bond


                  sama się z tego śmieję.
                  >
                  > Dobrze dziś myślę o sobie. Stan umiarkowanie dobry, w depresji
                  > będzie gorzej, zaraz podam Ci swój tel, w depresji zrobisz mi
                  > herbatę i posiedzisz przy mnie trochę.
                  >
                  > eot
    • xsenia Re: Czy Wasi bliscy wierzą w Waszą chorobę? 09.11.08, 12:13
      Bliscy/dalecy was nie akceptują, a wy nie akceptujecie ich. Błędne
      koło. Ale co ja tam wiem.
Pełna wersja