Dodaj do ulubionych

Bardzo Mało Świąteczne Rozważania

23.12.08, 09:53
Smucę się.
Po co być z kimś, jeśli będzie boleć, gdy będzie interesował się innymi
kobietami. Po co iść z nim na plażę, jeśli gros kobiet będzie miało ładniejsze
ode mnie ciało. Po co z nim być, jeśli będzie mógł za n lat
wymienić mnie na kogoś młodszego. Albo przynajmniej zdradzić. Zranić. Po co z
kimś być, jeśli wiem słyszę widzę, że z takiego układu, gdy ludzi łączą rzeczy
czysto materialne wyjść jest bardzo trudno. Po co z kimś być, jeśli może
okazać się, że trafię na kogoś kto pod pozorem bycia interesującym człowiekiem
zda się być później kimś...kogo chciałoby się zostawić. Po co mieć dzieci,
jeśli bycie z nimi oznacza cholerny trud.
I smutno mi, bo dochodzę do świadomego wyboru pt SAMOTNE ŻYCIE.
Z wypadem na bok od czasu do czasu. Z jakimiś emocjonalnymi zawirowaniami, z
których szybko będę uciekać. Z byciem ciocią. Czasem. Na pewno nie na co dzień.

Cholera.
Obserwuj wątek
      • wariackie_papiery Re: Bardzo Mało Świąteczne Rozważania 23.12.08, 10:24
        bingo. egoistka, zaborcza i...lepiej czująca się nie mając obok siebie nikogo.
        nie wiem, czy umiem kochać. fakt, że raz na jakiś czas chcę sponiewierać się z
        kimś, wymienić z kimś płyny (sorry sad nie oznacza,
        że mam się z kimś wiązać. dwa: nie wiem, co mi strzeli do łba. czy nie będę w
        hypo/manii zdradzać na lewo i prawo. nie wiem, kto wytrzyma z kobietą, która raz
        na jakiś czas ma pianę na ustach, złorzeczy, klnie na czym świat stoi (i mimo to
        ciągle czuję się człowiekiem...nie zwierzęciem)

        trzy: boli, że nie przynależę do nikogo, tu chyba ten pies.

        a pod pozorem zaborczości leży chyba fakt, że sama mam ochotę na flirty, zdrady
        i takie tam. bo nikogo nie kocham?

        estes fajnie pisze, że "nie ma sensu życia kontrolować, bo co wtedy zostaje"?
        młynarski każe "robić swoje". ja, gdy zaczynam się kimś interesować, zaczynam
        dużo o tym kimś myśleć. nie życzę sobie tego...wypad z mojej głowy. tam ma być
        miejsce na mój świat. na moją Wolność. zakładam jeszcze taką ewentualność, że
        zwiążę się z kimś, ale bardzo późno. za 10 lat powiedzmy. z kimś już
        ukształtowanym, jako i ja będę miała wyraźniejszy obraz siebie. na razie ciągle
        się staję się. strasznie długo...
        • tosiedazrobic Re: Bardzo Mało Świąteczne Rozważania 23.12.08, 10:31
          to tylko strach przed bliskością. Nigdy nie będzie końca
          kształtowania się Ciebie, nie czekaj na Ten Właściwy Moment. Trwasz
          i jesteś teraz-tak sobie teraz tłumaczę, ale wiem jak okropnie boli,
          kiedy nie wychodzi. A ja nie znoszę rozstań, bo jak? Przecież
          niepodobna tak się rozejść. Dobrze, że mózg pojemny i spory w nim
          zapas, mam miejsce aby myśłec o wielu. o Was również.
          A. z tym myśleniem o kimś to tragedia, sama to przechodzę. Może mam
          za mało zajęć.
    • ka_an Re: Bardzo Mało Świąteczne Rozważania 23.12.08, 10:04
      Też kiedyś sobie wybrałam to SAMOTNE ŻYCIE, głównie dlatego, że tak łatwiej. Ale
      mój wybór jakoś odstaje od rzeczywistości. W ubiegłym roku pobiłam swój
      ilościowy rekord w zakochiwaniu się, próbie stworzenia związku i leczeniu ran po
      tym.
      Inna rzecz, że SAMOTNE ŻYCIE to nie oznacza bycie samym.
      Na wniosku do Funduszu Socjalnego jest taka opcja do zaznaczenia mężatka, wdowa,
      samotna. Ja z uporem maniak co roku skreślam i wpisuję SINGIEL.
    • poetkam Re: Bardzo Mało Świąteczne Rozważania 23.12.08, 11:12
      Dlaczego zakładać, że będzie źle? Wiesz to na 100%? Tak bardzo boisz
      się ryzyka? Wiem, rozumiem. Boisz się późniejszego zranienia. Ale na
      litość boską, wiesz to, że ktoś Cię zrani, zostawi, zdradzi, etc.?
      Tu jest chyba lęk przed odrzuceniem. Angażujesz się, otwierasz, ale
      do końca nie możesz tego zrobić, bo boisz się, że ukochana osoba
      może Cię skrzywdzić.
      A gdybyś raz zaryzykowała. Pokochała kogoś. Otworzyła się
      całkowicie. Może to jest rozwiąznie? Może ten, z kim jesteś, nie
      zostawia Cię dlatego, że stęsknił się za młodszym, ładniejszym
      ciałem, ale temu, że mu nie ufasz?
      Absolutnie nie chcę niczego Ci narzucać. To takie moje Bardzo Małe
      Świąteczne Rozważania w związku z Twoim postem.
        • wariackie_papiery zaobserwowałam wczoraj 23.12.08, 11:25
          swojego adoratora smile jednocześnie przyciągam i daję mu kopa.
          bo sobie myślę "chcę od Ciebie trochę, dam trochę, nie zagarniesz
          mnie, nie chcę Cię, bo będzie boleć". za duży mętlik. a miłość
          chyba pozbawia lęku, jak piszą we wszystkich kueljopodobnych
          poradnikach smile
          • poetkam Re: zaobserwowałam wczoraj 23.12.08, 11:27
            Tak. Miłość powinna być pozbawiona lęku. Pełna zaufania. Ale zanim
            będzie miłość jest: zauroczenie, zakochanie, wzajemna fascynacja.
            Miłość przychodzi później, wraz z dojrzałością do związku.
            • lolinka2 Re: zaobserwowałam wczoraj 24.12.08, 09:09
              poetkam napisała:

              > Tak. Miłość powinna być pozbawiona lęku. Pełna zaufania. Ale zanim
              > będzie miłość jest: zauroczenie, zakochanie, wzajemna fascynacja.
              > Miłość przychodzi później, wraz z dojrzałością do związku.

              AMEN.
              A sama miłość nie jest różowa, ani nawet błyszcząca... jest zwykła. Ale piękna.
              Bo daje bezpieczeństwo, oparcie, zaufanie, poleganie, wzajemność, poczucie
              przynależności, bliskość. Nie udawaną - jak są motylki, to jestem blisko, ale
              potem pójdę do domu... prawdziwą: zawsze tu będę i ty zawsze tu będziesz, bo
              jesteśmy tu razem.
          • wariackie_papiery i dlaczego właściwie 23.12.08, 11:47
            kolega z którym mam spotkać się w Święta, nie ma chwili czasu
            dla mnie jutro? bo jest w Kopehhadzesmile jak on k**** może smile
            przeczuwam, że mam nachrzanione równo w głowie, więc wybieram
            samotność, co by w ogóle nic nie bolało. żadnych malutkich wyimaginowanych
            nawet pseudozranień. żadnego dostosowywania się
            do innych. co to jest? aż taka niezależność czy faktycznie zachowania
            jak u 6-latki?
            i...wracamy z pracy z koleżanką. zebrało się jej na zwierzenia. musiałam
            ujawnić kawałek siebie. yyyy, dziwnie. nagość. wzięła mnie pod rękę.
            yyy, niewygodnie. chociaż przeczucie, że bliskość z facetem
            przyszłaby mi naturalnie (przychodziła kiedyś, więc chyba nic się
            nie zmieniło). zostałam zapytania, czy mam przyjaciółkę. nie. nie
            chcę mieć. nie umiem.

            i...szlag mnie kiedyś trafiał, gdy mój były nastoletni, gdy już nie
            był ze mną, potrafił wpaść do mnie na pół godziny, bo tyle czasu
            zostało mu do odjazdu pociągu, a ja byłam "na trasie". żeby go
            pokręciło.

            nienawidzę bycia wtłoczoną miedzy obiad z przyjaciółmi, a kolację
            z kimś tam. zaborczość? przeczuwam, że nie do końca. nie chcę
            być wypełniaczem czasu. kulką ze styropianu. folią z bąbelkami.

            (proszę o wyrozumiałość. owszem, mam słowotok, ale ciekawa jestem
            waszego zdania)
            • matrioszka42 Re: i dlaczego właściwie 23.12.08, 12:07
              Bycie z kimś nie jest łatwe, nie jest proste. Dajemy kawałek siebie i bierzemy. Trzeba uważać by nie zniszczyć tego co się dostało. Łatwo sprawić ból, kiedy kogoś się kocha, wiadomo gdzie uderzyć żeby bolało. Ale wiadomo też, co zrobić by było fajnie, by druga osoba rozpływała się z zachwytu. Związek to nie tylko fajne momenty, to także codzienne życie, często niełatwe. W związku jesteś trochę sobą, a trochę partnerem. Związek to docieranie się obcych osób, wychowanych w różnych rodzinach, w różnych warunkach. To kompromisy i ścieranie się. To bliskość i wspólna radość, to strach gdy zachoruje, to wspieranie się, to wspólne łzy i wspólny śmiech. To ciężki trud, by było dobrze.
              Czy warto?
              • wariackie_papiery Warto. 23.12.08, 12:15
                Przyglądam się też swojej znajomości z Tobą. Jesteś ode mnie ciutek
                starsza i jednak dojrzalsza. Jesteś już Stworzonasmile I z mojej strony
                nie ma żadnego yyyy. Jeśli z Twojej jest - przełknę smile Nie jesteś
                histeryczna, co mi w ludziach (kobietach) bardzo przeszkadza. Sprowadzasz
                mnie do parteru, gdy nie odpisujesz np. wieczorem na mojego
                smsa, myślę wtedy: M. ma teraz czas dla męża. I OK. Mogę Cię poklepać
                po plecach świątecznie?

                (nie obrazisz się mam nadzieję, za takie wyznanie smile)
            • lolinka2 Re: i dlaczego właściwie 24.12.08, 09:15
              ale ty sama dla siebie jesteś folią bąbelkową, wiesz?

              bo usiłujesz wieeeeeelką sooooobą, (tzn. takim ego które pompujesz pompujesz i
              huk z tego wychodzi, bo rozdęte do takich rozmiarów z natury nie jest) zapchać
              dziurę, puste bolące miejsce, w którym najchętniej (chociaż o, nie - do tego się
              nie przyznasz przed nikim, nawet przed sobą, bo mówić o problemie = przyznać, że
              on istnieje, a zaprzeczać i wypierać jest łatwiej) widziałabyś drugiego
              człowieka. Więc dorobiłaś sobie teorię- o 80% czasu, zaborczości, wolności... a
              to wszystko gówno prawda. Chcesz mieć kogoś na stałe i kropka. Tyle, że się
              boisz, że dostaniesz kopa w dupę jak się otworzysz. To już znamy smile skądś.
              Znaczy - my, lolinka, to znamy. I my, lolinka, wiemy też, że KTOŚ przychodzi
              zawsze wtedy, kiedy się go nie szuka. I że jak już przyjdzie - to taki
              "żółw-kobieta" wyłazi z pancerza w try miga smile Sama.

              Czego i Tobie życzę.
              • wariackie_papiery ... 28.12.08, 09:11
                miałaś rację a może masz rację - nie wiem.
                właśnie mignęło mi/miga? też nie wiem, jakieś przeczucie.
                miraż. i mimo to walczę o niezależność. bo kompletnie nie wiem,
                co będzie dalej. jasne jasne, nie wie nikt. nie uprzedzam faktów,
                na pewno na kilka dni zamykam uszy i spokojnie zajmuję się sobą.
                poczytam sobie, powłóczę się, "porozwijam się".
                taksmile trochę ucieknę. bo boję się uzależnienia. a ono bierze się
                podobno z niedosytu, nie z nadmiaru.
                ego wróciło do normalnych rozmiarów. ego ma imię w wołaczu, ego
                się podoba. ego zaciekawił ktoś poznany parę dni temu. i ego uważnie
                patrzy. i nie spieszy się.

                dobrze mi, wiesz? dzięki Ci za ten post.
    • awangarda1970 Re: Bardzo Mało Świąteczne Rozważania 25.12.08, 13:05
      Bezsensowne pisanie.Jak każda próba wyartykułowania z siebie niezrozumiałych
      (dla wszystkich?) słów. Piątkowy powrót ze szpitala. Dwa miesiące wyrwane z
      życiorysu. Kolejna faza mieszana. Jest żona, są dzieci,jestem sam.Bo ona ma
      dosyć mojej choroby,którą w jej mniemaniu wybrałem. Ona ma tysiące
      znajomych,setki telefonów,maili.Boję się,lękam,przeczuwam. W końcu znajdzie w
      życiu (jeśli już tego nie uczyniła1) kogoś NORMALNEGO.Silnego, męskiego,
      czarującego,kupującego kwiaty i prezenty.Kogoś, kto będzie milczał o swoim
      wnętrzu,bo tak jest ZDROWIEJ I NORMALNIEJ. Boję się, że zostanę
      zdradzony,oszukany,zraniony. Ale na cóż w końcu liczyłem?
      • tosiedazrobic Re: Bardzo Mało Świąteczne Rozważania 25.12.08, 14:06
        awangarda1970 napisał:

        > Bezsensowne pisanie.Jak każda próba wyartykułowania z siebie
        niezrozumiałych
        > (dla wszystkich?) słów. Piątkowy powrót ze szpitala. Dwa miesiące
        wyrwane z
        > życiorysu. Kolejna faza mieszana. Jest żona, są dzieci,jestem
        sam.Bo ona ma
        > dosyć mojej choroby,którą w jej mniemaniu wybrałem. Ona ma tysiące
        > znajomych,setki telefonów,maili.Boję się,lękam,przeczuwam. W końcu
        znajdzie w
        > życiu (jeśli już tego nie uczyniła1) kogoś NORMALNEGO.Silnego,
        męskiego,
        > czarującego,kupującego kwiaty i prezenty.
        Skąd wiesz, że Twoja żóna chce, pragnie kogoś takiego? Powiedziala
        Ci to? Czy to Twoje domysły?
        Kogoś, kto będzie milczał o swoim
        > wnętrzu,bo tak jest ZDROWIEJ I NORMALNIEJ. Boję się, że zostanę
        > zdradzony,oszukany,zraniony. Ale na cóż w końcu liczyłem?
        Może na silną, kochającą żónę?

          • lolinka2 Re: Bardzo Mało Świąteczne Rozważania 25.12.08, 15:15
            Na przyjaźń, empatię i życzliwość to sobie zapracować trzeba. Na
            szacunek i zachwyt w oczach żony też. Wiem, że to JEST na miarę
            możliwości faceta z ChAD, bo sama jestem żoną takiego... takiego
            wyjątkowego człowieka smile

            A ty póki co, sądząc po poście powyżej pierdółkujesz i cnocisz się
            nad sobą jak ten, za przeproszeniem, eunuch. Dzieci masz, nie urabiaj
            samego siebie na dziecko. Zajmij się swoją żoną i dziećmi, zamiast
            kazać całemu światu zajmować się sobą, egocentryku.
            • awangarda1970 Re: Bardzo Mało Świąteczne Rozważania 25.12.08, 15:46
              "...chorego psychicznie, zdanego tylko na siebie samego, nie powinno się
              niepotrzebnie dręczyć, bo o to postara się dostatecznie reszta świata." (F.Kafka
              - sparafrazowany).
              Jestem chory psychicznie, czy to się komuś podoba,czy nie. Po dziesięcioleciach
              nieobecności zajrzałem na to forum i ...żałuję.
              Tępota, chamstwo, obskurantyzm bliźnich nie mają granic. Rady typu: "Weź się w
              garść", "Nie użalaj się nad sobą", "Pomyśl o innych", kiedy jest się po serii
              nie udanych elektrowstrząsów, a każda myśl sprawia ból brzmią,jak po aramejsku.
              Szkoda tylko, że forum to ma w założeniu odnosić się do choroby. A w chorobie
              czasem (często?) się cierpi. Bez względu na to,czy jest się
              egocentrycznym,popierdółkowatym eunuchem.
              Życzę dużo zadowolenia z siebie. Ciekawi mnie jeszcze w jaki sposób się "cnoci".
              Nie chcę znać jednak odpowiedzi.
              • lolinka2 Re: lolinko :) 25.12.08, 17:46
                poniosło mnie, nie trawię niekonkretnych ludzi, którym chodzi o tzw.
                huk_wie_co...

                A wiem, że ogarnięcie się do pewnego stopnia jest możliwe, wyzbycie
                się charakterystycznego dla chorób psychicznych (i ogólnie chorób
                przewlekłych) egoizmu też - do pewnego stopnia. I jak się tak
                "punktów" nałapie w lepsze dni, to można na współmałżonka liczyć, gdy
                przyjdą dni gorsze. Ale jeżeli ktoś z choroby robi parawan, zasłonę
                dymną, za którą się chowa w czambuł, żądając podziwu, uwielbienia,
                wiekuistego niesłabnącego wsparcia oferując w zamian swoją lekko
                cuchnącą osobę rozwaloną na kanapie przed telewizorem, z gazetą,
                termometrem, piwem (niepotrzebne skreślić) w ręku, to sorry - nierób,
                obibok, egoista i leń jest, a nie jakikolwiek partner. I to, cholera,
                jeszcze mając dzieci...... scyzoryk mi się otwiera.
                • tosiedazrobic Re: lolinko :) 25.12.08, 18:11
                  Ja wiem, że miałaś pokojwe zamiary smile ale chłop wzioł wyszoł ze
                  szptala we piątek. I chyba nikt mu nie powiedział :kochany mój
                  idziemy do domu, będzie dobrze. Ale może ja naiwna jestem.
                  • lolinka2 Re: lolinko :) 25.12.08, 18:50
                    Ja poszłam dalej: znając całą masę małżeństw, gdzie jedno lub dwoje
                    są chorzy, weszłam w pytanie: dlaczego nikt mu tego nie powiedział. I
                    tak powstała rekonstrukcja zdarzeń sprzed szpitala, opisana powyżej.

                    Myślę, że np kajka i poetkam potwierdzą, że to tak potrafi
                    wyglądać.... I wtedy nic dziwnego, że tej drugiej osobie (płci
                    obojętnej) po prostu nic się już nie chce.
                • awangarda1970 Re: lolinko :) 25.12.08, 18:46
                  W moim skromnym odczuciu charakterystyczny jest mentorski ton pseudoterapeutów,
                  którzy rozwikławszy wszelkie ontologiczne tajemnice, pieprzą w kółko,jak
                  buddyjskie młynki o pracy nad sobą,mobilizacji,braniu się w garść itd. Do ich
                  zakutych łbów nie dochodzą fakty mówiące o biologicznym podłożu choroby. Gdybym
                  nie jęczał, nie użalał się nad swoim zasranym żywotem, nie ciął sobie łap,nie
                  miał prób samobójczych, psychotycznych manii i stanów mieszanych - byłbym do
                  kurwy nędzy zdrowy. Moja choroba objawia się właśnie tak, a nie inaczej. Jeśli
                  ktoś chrzani o jakiś parawanach i otwieraniu noża w kieszeni ma bardzo mgliste
                  pojęcie na temat CHAD. Choruję na nią już od 10 lat i w żaden sposób nie miałem
                  wpływu na to,że choroba się będzie coraz bardziej rozwijała.
                  Symptomatyczne jest dla mnie także to,że tak mentorski głos rozbrzmiewa od
                  osoby,która sama na CHAD nie cierpi. Że mąż choruje? Mnie to vichy.
                  Nawet jeśli jestem nierobem,egoistą,obibokiem,cuchnącą osobą,to wydaje mi się,
                  że to forum powinno (przynajmniej z założenia) być dla mnie.Jeżeli jest inaczej
                  i się mylę - dobry Pan Bóg z wami.Bądźcie silni,piękni,zdrowi i miejcie łatwe
                  wypróżnienia.
                  • lolinka2 Re: lolinko :) 25.12.08, 19:02
                    Ja choruję na ChAD (w sensie objawów) od 20 lat, leczę się od 7. Męża
                    też mam z ChADem (kiepsko koleś wyszukiwarkę obsługujesz, najpierw
                    należy sprawdzić, z kim masz do czynienia, polecam).

                    Szpital zaliczyłam parę lat temu - przeszło 4 miesiące tam byłam.

                    I wiem, i wierzę, że da się wziąć w garść, brać codziennie od nowa z
                    życiem i problemami za łeb, wspierać innych po drodze tym, co masz,
                    albo co nawet nie wiesz, że masz, a "w praniu" wychodzi...

                    Nie jestem i nie będę terapeutą, bo za bardzo jestem obciążona sama -
                    oprócz ChAD jestem też DDA, na to nakładają się zaburzenia
                    odżywiania... (i na upartego szłoby jeszcze powyliczać)... i nadal
                    twierdzę z pełnym przekonaniem, że da się z tym żyć całkiem nieźle,
                    nie użalając się nad swoim zasranym (jak piszesz) żywotem przez 100
                    procent czasu, redukując liczbę myśli i prób samobójczych (metodą
                    małych kroków np), chociażby dla dobra dzieci - od kogo mają się
                    uczyć życia, normalnego życia, jeśli nie od rodziców? Jak się je już
                    powołało do istnienia, to ma się wobec nich jakiś obowiązek. A jeśli
                    ci on vichy (skoro cytujesz.... miło), to daj tym ludziom spokój po
                    prostu i niech sobie żyją. Normalnie. Zakładając, że normą jest to,
                    co nie podlega pod ICD-10 albo DSM-IV, jesteśmy w mniejszości i
                    musimy się dostosować. Dla mnie to naturalne. I dla dobra twoich
                    dzieci, oraz twojego szczęścia małżeńskiego (vel w ogóle trwałości
                    tego małżeństwa) lepiej byłoby żebyś również uznał to za naturalne.
                  • wariackie_papiery ja się nie znam. 25.12.08, 20:18
                    ale jeśli ktoś ma siłę na napisanie sporego akapitu, umie otworzyć
                    puszkę piwa (średnio mi to idzie), to ma siłę żyć...

                    awangardo...

                    a) należy się zachowywać stosownie do nicku
                    b) w momencie wiązania się z kimś wiedziałeś, że jesteś chory?
                    c) jest takie pojęcie jak "dzielność", powiedzmy, że sama ukułam.
                    "bądź więc dzielny".
                    okrutnie zapytam: pijesz, bierzesz? (manie można mieć też na własne
                    życzenie)
                    • awangarda1970 Re: ja się nie znam. 25.12.08, 21:12
                      Cokolwiek bym nie napisał (nie mam siły pisać,mam siłę pisać, nie mam ochoty i
                      mam ochotę)będzie odczytane według odpowiedniego klucza. Co ma znaczyć,że mam
                      być adekwatny do swojego nicka? Nie otwieram puszki piwa, niczym (poza
                      neuroleptykiem i innym badziewiem) się nie szprycuję. Jestem alkoholikiem - mam
                      farta,jakiś czas udaje mi się trzeźwieć. Mimo wszystko moja choroba zdaje się
                      być silniejsza. Zamiast remisji -jej postęp.Obecnie jestem w fazie mieszanej.
                      Błogosławieni, którzy jej nie dostąpili,jakkolwiek by to nie zabrzmiało. Każdy
                      ma swoją bajkę. Chciałem opowiedzieć swoją. Nie udało się. Wysiadam.Nie miałem
                      pojęcia,że tego typu portale funkcjonują na zasadzie towarzystwa wzaje3mnej
                      adoracji.
                      Mimo wszystko pozdrawiam,licząc,że uda mi się już więcej tu nie pojawić.
                      • kruszonka1 Re: ja się nie znam. 25.12.08, 21:18
                        Ja się niewiele znam na chdzie, alkoholizmie, na facetach to juz
                        pewnie w ogóle, poza tym, że dają mi w kość smile))ale nie bądź
                        kolejnym przewrażłiwionym płci męskiej i nie bocz się na kilka
                        krytycznych uwag.
                        Zaglądaj i napisz również jak się czujesz.Pozdrawiam.
                        p.s. dzisiaj ktoś tak rozpierd...mi Święta, że juz tylko mogę się
                        śmiać.
                      • lolinka2 Re: ja się nie znam. 25.12.08, 21:29
                        awangarda1970 napisał:
                        > Nie miałem
                        > pojęcia,że tego typu portale funkcjonują na zasadzie towarzystwa
                        wzaje3mnej
                        > adoracji.

                        Czyli nadal nie masz pojęcia, na jakiej zasadzie funkcjonuje to
                        forum. My tu mamy dość spójny cel: chcemy żyć, najlepiej jak
                        potrafimy, motywujemy się nawzajem do kontynuowania leczenia,
                        regularnych wizyt u lekarzy, kogo trzeba to i na szpital namawiamy,
                        wspieramy się nawzajem kiedy trzeba i ostro opieprzamy, kiedy ktoś w
                        ewidentne gówno brnie. Nie widzę powodu, żeby cię w tej społeczności
                        traktować wyjątkowo. Czym się wyróżniasz? Tym, że chorujesz na ChAD?
                        My też. Jesteś alkoholikiem? Nie jedynym, a w sumie też i nie
                        najbardziej chlubnym przypadkiem jaki znam z tego forum..... sam
                        widzisz.
                      • wariackie_papiery Re: ja się nie znam. 25.12.08, 22:00
                        * bycie w awangardzie do czegoś zobowiązuje
                        * nie mam żadnego klucza, w dodatku chyba zgubiłam portfel (się znajdzie)
                        * to moja słabość: nie rozumiem alkoholików, napiszę tylko, że
                        alkohol pięknie rozpiernicza nastrój
                        * bądź na forum, ja właśnie z jednego wyleciałam z adnotacją "tak
                        będzie lepiej dla ogółu" (śmieję się, nasze forum jest jednak
                        bardziej tolerancyjne, wylatują oszołomy, a na takiego nie wyglądasz)
                        * wiem, czym jest faza mieszana
                        * pisz, ja lubię czytać.
    • szalowa_posepnica Re: Bardzo Mało Świąteczne Rozważania 25.12.08, 18:18
      Dochodzę do podobnych wniosków. Mam za sobą ciężki kilkuletni związek ( który
      jak już pisałam kiedyś zakończył się traumatycznie ) nie był to tylko mój
      partner ale był dla mnie wszystkim czego mi przez całe życie brakowało. Był
      mamą, przyjacielem etc. za bardzo go obciążałam sobą i moimi problemami, zaczął
      sie dusić i na dalszą część nie jest jeszcze gotowa aby opisywać to na forum.
      Teraz poza tym, że utrzymuje z nim kontakt a powinnam go udusić własnymi rękoma
      to czasami zdarza mi sie spotykać z innymi. na początku może jest nawet
      interesująco ale po kilku spotkaniach gdy oni zaczynają sie bardziej angażować
      ja zaczynam uciekać. Facetów kręci gonienie króliczka więc bawią sie w za mną,
      tylko, że ja zaczynam czuć się osaczona i najczęściej koniec wygląda
      następująco: Pijana krzyczę na imprezie żeby zostawił mnie w spokoju.
      Boję sie bliskości a jednocześnie tak bardzo jej potrzebuję
      Boję sie komuś zaufać a ufam i opowiadam o sobie
      Boję się, że już nigdy nie pokocham nikogo tak jak mojego byłego a staram sie
      szukać kogoś
      Przeklinam swoją naiwność a nagminnie słucham ten infantylnej piosenki Mariki
      pt. Pochwała naiwności
      Tak bardzo sobie obiecuję, że będę uważała na to jakimi ludźmi się otaczam i nie
      dam się już tak łatwo skrzywdzić a wpadam w ramiona każdemu kto skusi się na
      komplement w moją stronę.
      Jaki z tego wniosek? Nie uczę sie z własnych błędów tylko tkwię cały czas w tym
      samym marazmie. I nie potrafię nic zrobić żeby z niego wyjść, pomimo tego, że
      jestem tego wszystkiego świadoma...
      • wariackie_papiery kurde blaszka 26.12.08, 02:10
        nie bardzo potrafię odpowiedzieć na Twoje pytania...
        swoje na razie zamiotłam pod dywan, dobrze mi w miarę,
        bo świątecznie i dobrze ma mi być jeszcze tak do pierwszych dni
        nowego roku. a potem się zobaczy smile

        może warto wejść w nastrój - choinka, sylwester i te sprawy.
        aha, jestem zaskoczona, że masz "tylko" 22 lata. nie wymagaj od
        siebie nie wiedzieć czego.
        • szalowa_posepnica Re: kurde blaszka 26.12.08, 14:00
          heh.. ja chyba nawet nie oczekuję odpowiedzi. Wydaje mi się, że chciałam to
          tylko z siebie wyrzucić a tu temat okazał sie w miarę zbliżony. Wiem,że wygląda
          to dosyć szczeniacko: panienka 22 lata rozpacza po nieudanym związku. Chcę tylko
          powiedzieć, że: ( już nie w ramach jakiegoś usprawiedliwiania się ale potrzeby
          zrozumienia) znam go już 8 lat. Najpierw był moim mentorem, najlepszym
          przyjacielem,osobą która ( do dziś) najlepiej mnie znała, w pewnym sensie
          stworzył we mnie kobietę i dorosłego człowieka( nie rodzice, bo ich nie było).
          Następnie zakochał się w swoim stworzeniu a gdy zaczęły go doganiać stare demony
          ( jest chyba uzależniony od uprawiania sexu poza związkiem) poddał się im i
          zdradził i porzucił swoje dzieło, które nie potrafi bez niego funkcjonować.
          • wariackie_papiery Re: kurde blaszka 26.12.08, 14:19
            Pigmalion... (dużo dobrego słyszałam, ale nie czytałam)

            Ale wieję aż się za mną kurzy, gdy ktoś ma demony.

            Podsunęłaś mi pomysł - obejrzeć kilka filmów o takich związkach.
            [hipomania...zatrzymajcie mnie. cały świat dostarcza mi pomysłów]

            Nie. Nie śmieję się. Chodzi o to, że zdumiewa fakt, że ludzie znacznie
            młodsi ode mnie mogą być tak mądrzy (dziel na 4 to, co piszę).

            Dzieło, ale Ty chyba musisz już funkcjonować samo...
            Opowiem Ci coś, chociaż to pryszcz przy Twojej 8-letniej znajomości.
            Pojawił się kiedyś w moim życiu po kabelku ktoś, kto nazwał się moim
            Aniołem. Uspokajająco pisał, wysłał 2 x 20 $ na smsy do siebie (jedno
            20 ukradła pani/pan z poczty), rodzaj ukojenia. Nawet kazał wybrać
            sobie prezenty na urodziny za 300 zło w Merlinie. Czułam się b.
            obdarowana tymi kilkoma płytami i książkami. Ale w pewnym momencie
            (po paru tyg.) napisał, że juz sobie dam radę sama (jak na mój gust
            znalazł sobie kolejną "sierotkę"smile Co chcę powiedzieć. Że teraz już
            będziesz funkcjonować sama. Może byś nie mogła pójść dalej, gdyby
            był przy Tobie. Kurczę, może nie jestem tolerancyjna, ale...hm...
            dotykać, całować, brać do ust coś co hm swawoli także gdzie indziej?
            NIE.
            Sophie Marceau odeszła od Żuławskiego. Może Ty byś też odeszła?

            I coraz wyraźniej widzę, że sens ma tworzenie się samemu. Czerpanie
            ze świata, od innych, ale lepisz się sama. Na siebie jest się
            skazanym. Słuchałam dziś chwilę J.Pałkiewicza, lubię się przyglądać
            takim ludziom (od samotnych wypraw, survivalu) i powiedział, że
            samotne wyprawy dają głębsze przeżycia. Coś w tym jest. Znajdziesz
            kogoś innego, chociaż wiem (serio, wiem), że teraz bardzo boli.
            • tosiedazrobic Re: kurde blaszka 26.12.08, 14:24
              wariackie_papiery napisała:

              > Pigmalion... (dużo dobrego słyszałam, ale nie czytałam)
              >
              > Ale wieję aż się za mną kurzy, gdy ktoś ma demony.
              >
              > Podsunęłaś mi pomysł - obejrzeć kilka filmów o takich związkach.
              > [hipomania...zatrzymajcie mnie. cały świat dostarcza mi pomysłów]
              >
              > Nie. Nie śmieję się. Chodzi o to, że zdumiewa fakt, że ludzie
              znacznie
              > młodsi ode mnie mogą być tak mądrzy
              bo my sie zatrzymałyśmy w rozwoju.

              (dziel na 4 to, co piszę).
              >
              > Dzieło, ale Ty chyba musisz już funkcjonować samo...
              > Opowiem Ci coś, chociaż to pryszcz przy Twojej 8-letniej
              znajomości.
              > Pojawił się kiedyś w moim życiu po kabelku ktoś, kto nazwał się
              moim
              > Aniołem. Uspokajająco pisał, wysłał 2 x 20 $ na smsy do siebie
              (jedno
              > 20 ukradła pani/pan z poczty), rodzaj ukojenia. Nawet kazał wybrać
              > sobie prezenty na urodziny za 300 zło w Merlinie. Czułam się b.
              > obdarowana tymi kilkoma płytami i książkami. Ale w pewnym momencie
              > (po paru tyg.) napisał, że juz sobie dam radę sama (jak na mój gust
              > znalazł sobie kolejną "sierotkę"smile Co chcę powiedzieć. Że teraz
              już
              > będziesz funkcjonować sama. Może byś nie mogła pójść dalej, gdyby
              > był przy Tobie. Kurczę, może nie jestem tolerancyjna, ale...hm...
              > dotykać, całować, brać do ust coś co hm swawoli także gdzie
              indziej?
              > NIE.
              > Sophie Marceau odeszła od Żuławskiego. Może Ty byś też odeszła?
              >
              > I coraz wyraźniej widzę, że sens ma tworzenie się samemu. Czerpanie
              > ze świata, od innych, ale lepisz się sama. Na siebie jest się
              > skazanym. Słuchałam dziś chwilę J.Pałkiewicza, lubię się przyglądać
              > takim ludziom (od samotnych wypraw, survivalu) i powiedział, że
              > samotne wyprawy dają głębsze przeżycia. Coś w tym jest. Znajdziesz
              > kogoś innego, chociaż wiem (serio, wiem), że teraz bardzo boli.
            • szalowa_posepnica Re: kurde blaszka 26.12.08, 15:18
              Ja wiem, ja to wszystko bardzo dobrze wiem. Słyszałam to już wiele razy ale za
              każdym kolejnym razem może to bardziej do mnie dociera, mam nadzieję smile
              Tylko czasami przychodzą takie dni kiedy te myśli trudno jest odgonić, gdy się
              zapętlają i trudno jest spojrzeć na to wszystko logicznie i realistycznie.
              Ale dzięki za słowa otuchy i proszę nie rób ze mnie starej maleńkiej ;P
              od tego stylu próbuję uciec, najwyraźniej nieudolnie
              • wariackie_papiery nie wiem 28.12.08, 09:03
                jak dawno temu się rozstałaś. żałoba podobno trwa długo, nawet
                do dwóch lat. będzie dobrze. a stara, maleńka, na pewno nie jesteś
                (pobawiłam się przecinkami tongue_out
      • szalowa_posepnica Re: trochę bardziej świątecznie 26.12.08, 00:07
        rękawiczki- no cóż
        rajstopy-blee
        naszyjnik-może być
        kasa- to jest to co mi się najbardziej podobało
        Wiem,ze święta, że prezenty i takie tam ale uważam, że jak już ktoś nie wie co
        ma kupić to powinien albo zapytać czego dokładnie oczekujemy albo dać kasę,
        pomimo tego, że wygląda to dosyć dziwacznie i w dzisiejszych czasach co najmniej
        korupcyjnie smile
        • wariackie_papiery Re: trochę bardziej świątecznie 26.12.08, 00:25
          mnie się nawet podobało to, co otrzymałam, chociaż jak wzięłam butelkę
          soli za szyjkę to myślę: koniak dostałamsmile albo inny trunek.
          pieniędzmi nie sypnęli. od babci dostałam symbolicznie 20 zeta, ale
          i tak ją kocham. mogliby dać książkę, płytę, szachy, bo nie mamsmile
          nawet pudełeczko cygaretek. puściłabym prezent z dymem. albo 0.5 kg
          genialnej kawy. dla nałogowca. albo wieczne pióro. może być nawet
          ładny automatyczny ołóweksmile no i czuję takie...niezaspokojenie.
          w przyszłym roku już jednak napiszę ten list do Dieda Maroza.
            • czareg Re: zapomniałam. 26.12.08, 12:13
              Czekolady 440g z orzechami laskowymi -> Cadbury jednak nie wychodzi Wedlowi na
              zdrowie (ale i tak już wchłonięte).
              Lampę antydepresyjną do naświetlania -> właśnie sprawdziłem w internecie ceny
              wywoławcze i ch... mnie strzelił, kup-a forsy która jest mi jak wrzód na du...
              potrzebna -> nigdy niedobory światła mnie nie dołowały (wręcz przeciwnie, gro
              hipomanii miałem zimą). Pewnie znacie to z autopsji - "My lepiej wiemy co ci
              pomoże", a wystarczyło delikatnie podpytać, jeżeli nie mnie to chociaż Magdę.
              Do tego potężny atak nadkwasoty - obżarstwo jest beee.
              Wylałem swoje żale i ulżyło.
              Co do meritum wątku - przyjaźnie i silny związek z partnerem ułatwiają radzenie
              sobie z ChAD, choć zagrożeń jest więcej niż u normalsów (a może tylko wszystko
              bardziej przeżywamy). Samotność zawsze kończy zadawaniem sobie pytań o własną
              wartość i sens życia. Trzeba być wielkim egoistą i egocentrykiem by wtedy zawsze
              wystawić sobie laurkę.
              Lolinka jedzie po bandzie, fakt, taki ma styl, nie mówiąc o tym, że Święta
              ChADowcom nie służą. Forum, gdy stanie się towarzystwem wzajemnej adoracji
              przestanie pomagać. A swoją drogą pamiętam jak mocno pojawiły się zarzuty, że
              sobie za bardzo kadzimy.
              Awangarda, nie bierz wszystkiego tak bardzo do siebie, czasami tak bywa, że ze
              swoim bólem pojawiamy się gdy nie ma w okolicy akurat nikogo gotowego
              powspółczuć. Tak chłopie, masz przez ChAD przerąbane. Współczuję ci - choć z
              empatią u mnie cienko. Ale by poza prostymi zwrotami: "Weź się w garść"/"Ależ Ty
              biedniutki" cokolwiek innego usłyszeć, trzeba dać się poznać. Więc czytaj i
              pisz. Może w przyszłości bardziej Ci się przydamy.
              PS. Tak, wiem, jestem obrzydliwie mentorski - Wam też wszystkiego najlepszego
              (jakoś przed świętami nie miałem siły na nawet parę słów na forum - proszę o
              wybaczenie).
              • wariackie_papiery ooo, czareg pisze hurtem. 26.12.08, 13:43
                tak trzymać.
                partnera/partnerki nie mam. świnie. czekolady nie dostałam. świnie. ale za to znalazłyśmy z siostrzenicą ukrytą w szufladzie Milkę z rodzynkami, kolendrą i cynamonem. boska! lampy nie kupili. świnie. za to idę dziś do kolegi z piernikiem i dobrą herbatą. już zapytał, na którą podstawić kolaskęsmile robi najpiękniejsze błędy ortograficzne na świecie i jest rąbnięty, choć niezdiagnozowany. nazywam się zosia-samosia i święta robię sobie sama. pozdrowienia dla depresyjnych.
                • kruszonka1 Re: ooo, czareg pisze hurtem. 26.12.08, 13:48
                  co to takiego "kolaska"?
                  A ja w tym roku nie upiekłam piernika lalala. Wszystko przez ten
                  net, no przez net nie da się upiec, chociaż przecież są próby aby
                  oglądając TV czuć zapachy. Takiego Bundiego albo Ferdka Kiepskiego...
                  • wariackie_papiery piernika nie umiem 26.12.08, 13:59
                    tylko brownie i ciasto orzechowe. oba płaskie i ciężkie. lubię takie.
                    czekoladowe jest genialne. podsunęłaś mi pomysł. upiekę na Sylwestra
                    marchewkowe. z polewą jogurtową. sęk w tym, że w domu tylko ja to
                    jadam. mam dobry przepis z kuchni żydowskiej.
                    tv nie oglądam. tylko informacyjnie. aby wiedzieć, co na świecie.

                    dobrze mi i ekspansywnie. nawet pomimo dialogu:

                    ciągle masz jakieś głupie pomysły (ojciec) (chciałam karmić sikorki
                    i gile, nie pozwolił, bo ciągle będą się zlatywać)
                    bo to CHAD (ja)
                    akurat (o)
                    nie mogę znieść, jak ciągle gadasz (znowu o)
                    urok choroby (j)
                    ładne kart dostałeś na Święta? jak w kasynie. nie odkształcają się,
                    są śliskie...(j)
                    już 10 x mówiłaś (o)

                    on wygląda jakby chciał wyjść z siebie i stanąć obok, gdy włącza mi
                    się katarynka.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka