Dodaj do ulubionych

straty w przebiegu psychotycznym

11.02.09, 23:24
No i opamiętałam się w piątek..
9 tysięcy długu, rozpoczęte rozmowy z jakimiś prezesami wielkich firm, w
sprawie jakiegoś chaotycznego projektu. Złożone wypowiedzenie w pracy.
Wszystko trwało.. no właśnie nie wiem. Nic nie zauważyłam. To jakiś żart!

No i teraz płacz i myśli o beznadziejności takiego życia.
Nie radzę sobie z tym. Tak nie można żyć. Nie chcę tak żyć!
Ludzie dzwonią, piszą. Pytają o coś o czym ja już dzisiaj nie mam zielonego
pojęcia.

Tak oto przywitałam nowy 2009 rok.
Jeszcze kilka miesięcy temu, nie wiedziałam, że to co mi się przydarza to
wynik jakiejś choroby. Dalej się z tym nie godzę.

Obserwuj wątek
    • stardusts Re: straty w przebiegu psychotycznym 12.02.09, 00:37
      Oj wiem jak sie czujesz.....jakby to byl zly sen, ja w skutek nakrecenia tez
      narobilam sobie jakies 3.5 roku temu kłopotow i finansowych i emocjonalnych i z
      glowka....teraz probuje rozwiazac te problemy i nastepnym razem jak bede chciala
      zdobywac swiat to postaram sie np. przemeblowac pokoj, kupic jakies tanie
      ciuchy...etc. Eh, teraz tak mowie i sobie nie ufam, dlatego staram sie zeby
      pilnowal mnie ktos mi Bliski jak zaczynam szalec.... Tak samo jest ze smutkiem.
      Nie wiem czy juz tak bedzie i czy na zawsze, ale staram sie zyc i cieszyc, ze sa
      szanse, ze wciaz zyje i ze np. nie mam bialaczki, albo SM....

      Moze to nie pociesza, ale w koncu jest jak jest i oby to zycie jak najmniej
      bolalo. Wkurza mnie jednak ze problemy nie pozwalaja mi sie cieszyc z tych
      dobrych iskierek, ze tak trudno jest mi zauwazyc te dobre rzeczy przez brak sily
      i hustawki....Dzis sie poplakalam w pracy....., ale przeszlo. Tylko taki
      niesmak. Dzis zostaje w domu....tak strach mimo ze powiedzieli "jest ok
      Aga"...ja sie boje...w pt pewnie pojde. Czas leczy....
      • perfekcjonizm Re: straty w przebiegu psychotycznym 13.02.09, 19:13
        Dzisiaj byłam u mojej lekarki. Zmieniła mi dawkę. Jeden lek dodała,inny
        odstawiła, jeszcze inny zwiększyła.

        Tylko, że nie wiem, co dalej. Miała być inna praca, miały być studia, plany na
        życie a tu proszę taki niefart. Zawodowo mogłam prawdopodobnie spaliłam kilka
        ważnych mostów. W branży, w której pracuję to może być brak perspektyw na rozwój.

        Czy ktoś zmienił zawód ze względu na chorobę?


        • dr.zabba Re: straty w przebiegu psychotycznym 13.02.09, 20:10
          perfekcjonizm napisała:

          > Czy ktoś zmienił zawód ze względu na chorobę?
          >

          Ja nie podjęłam jeszcze decyzji, trwam w zawieszeniu na wywalczonym urlopie
          wychowawczym. (Wywalczonym - bo nie chcieli mi go dać)
          Jestem lekarzem. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że stres, przemęczenie,
          chamstwo współpracowników i nocne dyżury przyczyniły się do ujawnienia ChAD. Nie
          wiem, czy tam wrócę. Nie wiem, czy będę pracować w zawodzie. Nie wiem, czy
          skończę specjalizację. Po prostu nie wiem.
          • perfekcjonizm Re: straty w przebiegu psychotycznym 13.02.09, 21:07
            dr.zabba napisała:


            > Ja nie podjęłam jeszcze decyzji, trwam w zawieszeniu na wywalczonym urlopie
            > wychowawczym. (Wywalczonym - bo nie chcieli mi go dać)
            > Jestem lekarzem. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że stres, przemęczenie,
            > chamstwo współpracowników i nocne dyżury przyczyniły się do ujawnienia ChAD. Ni
            > e
            > wiem, czy tam wrócę. Nie wiem, czy będę pracować w zawodzie. Nie wiem, czy
            > skończę specjalizację. Po prostu nie wiem.


            Widzisz, mam podobne wątpliwości i jakiś taki nieład w sobie.
            Stres spowodowany skutkami manii, zmęczenie organizmu, terminy, które gonią mnie
            w pracy,chaos w pracy, wciąż za niskie zarobki i świadomość konieczności
            utrzymania się w warszawie, utrzymania się w terapii - wszystko to nie pozwala
            wrócić do równowagi i tylko na nowo nakręca tę sprężynę.

            Na szczęście nie mam dzieci, za które musiałabym być odpowiedzialna. Ale też nie
            mam partnera, który by mi towarzyszył zwyczajnie w tej jakże bardzo splątanej
            drodze życia.

            Ja myślę, że jednak tacy ludzie jak my potrzebujemy bardzo dużo spokoju, bo
            tylko spokój pomaga nam pozostawać w równowadze.
            Gdyby nie wcześniejsze stresy nie weszłabym w manię.

            Pytanie, w jakim stopniu można uniknąć stresu?

              • stardusts Re: straty w przebiegu psychotycznym 13.02.09, 21:45
                Ja tez sie podpisuje obiema łapkami...ze wzgledu na glowke i leki zaczełam
                pracowac w ZPCHu, teraz tego nie zaluje i nie zamieniłabym tej pracy na zadna
                inna bo ZPCH okazał sie zwyczajnym zakładem pracy smile. Pozwolil mi tez zaczac
                pracowac w zawodzie, dal pewosc i odnalazlam sie jako nauczyciel.....wiem ze nie
                jest tak perfekcyjie jakby moglo byc, ale powolutku ide do przodu choc bardzo
                sie boje....nie wiem jak bedzie....
            • dr.zabba Re: straty w przebiegu psychotycznym 13.02.09, 22:06
              > Pytanie, w jakim stopniu można uniknąć stresu?
              >
              Uściślając pojęcia: stres jest reakcją organizmu na bodziec, a ten bodziec to
              stresor. Stresorów można starać się unikać, ale uda się to zapewne w
              ograniczonym stopniu. Natomiast można uczyć się kontrolować reakcję na stresor
              czyli stres. Samodzielnie lub na różnego rodzaju warsztatach.
        • maliana Re: straty w przebiegu psychotycznym 13.02.09, 22:52
          perfekcjonizm napisała:


          > Czy ktoś zmienił zawód ze względu na chorobę?

          Ja. Z pani magister po SGH ukończonej z wyróżnieniem nie mogłam trafić na
          fantastyczną pracę, jaką mi te studia mialy zapewnić i pracowalam jako spec ds
          marketingu z nazwy, a tak naprawdę zwykły handlowiec w firmach "krzak", studia
          do tego nie były mi potrzebne.
          Jestem na bezrobociu prawie 5 lat, bez renty bez zasiłku i za chwilę podejmę
          pracę w charakterze ekspedientki w sklepie zeby dopracowac staż potrzebny mi do
          ubiegania się o rentę, co jest błędnym kołem, bo renty pewno nie dostanę, skoro
          mogę pracować. O.
          • 36.a Re: straty w przebiegu psychotycznym 14.02.09, 13:37
            www.telepracuj.pl

            zawszeć to lepsze od pracy w sklepie.
            to nie są oszałamiające zarobki, ale większe niż u kobiety
            za ladą. w mazowieckiem mignęła mi praca umawiania klientów z
            bazy na wizyty u lekarza. z umową o pracę, pakietem medycznym.
    • perfekcjonizm o tęsknocie za manią - z artykułu. 14.02.09, 08:38
      "(...)Jeśli chodzi o zwiastuny górki pacjent musi nauczyć się odróżniania
      zdrowego, dobrego samopoczucia od nakręcenia jakie towarzyszy manii. Jest to
      trudne, ponieważ osoby bardzo krytycznie oceniające siebie, swój potencjał i
      możliwości w fazie depresji tęsknią za okresem, w którym wszystko staje się
      możliwe. Jedna z pacjentek w czasie fazy maniakalnej podjęła decyzję o rozwodzie
      z mężem, który od wielu lat znęcał się nad nią psychicznie. Jak opowiadała, bez
      górki nigdy nie znalazłaby w sobie tyle siły, żeby tego dokonać. Inna osoba
      zmieniła pracę na znacznie lepszą i wymagającą wyższych kwalifikacji, ponieważ
      dopiero w manii pojawiało się przekonanie, że poradzi sobie na bardziej
      odpowiedzialnym stanowisku. Oczywiście narastająca mania sprawia, że coraz
      trudniejsze staje się normalne, sprawne funkcjonowanie. Otoczenie zaczyna
      zauważać napięcie i nakręcenie takiej osoby. W miarę narastania górki człowiek
      wbrew własnej ocenie zaczyna mieć coraz większe problemy z radzeniem sobie z
      zadaniami. Zaczynają się problemy w domu, w pracy. Dlatego tak ważne staje się
      uświadomienie sobie przez pacjenta konieczności kontynuowania leczenia po
      zakończeniu okresu depresji i przeanalizowanie objawów sygnalizujących
      wchodzenie w fazę manii. I znowu, tak jak w przypadku depresji, sygnały
      ostrzegawcze mogą być różne. Przykładem niech będzie osoba, która odkryła, że
      dzwonek alarmowy powinien włączyć się, kiedy zaczyna bez okazji dawać ludziom
      kwiaty i prezenty. Inny pacjent mówił natomiast o tym, że zaczyna więcej niż
      zwykle jeździć taksówkami.
      Pacjenci często wyrażają żal za dobrym samopoczuciem i trudno im właściwie
      ocenić straty, jakie przynosi okres wzmożonego nastroju. Często dopiero analiza
      kilku pojawiających się okresów wzlotów i upadków uświadamia im, że to nie zły
      doktor chce zabrać im ich dobre samopoczucie, ale koszty życia na takiej
      huśtawce są bardzo duże i bolesne. Pacjenci bardziej akceptują wtedy konieczność
      stałego przyjmowania leków i zaczynają cenić okresy wyrównanego nastroju.
      Pojawia się wtedy możliwość głębszej pracy psychoterapeutycznej, aby pacjent
      mógł w życiu osiągać to, czego pragnie. Kiedy człowiek nauczy się doceniać
      własną wartość, zadba o swoje potrzeby, jest głęboko przekonany, że należy mu
      się szacunek ze strony otoczenia, kończy się również tęsknota za manią. Zaczyna
      realizować swoje marzenia i znika "potrzeba wchodzenia w górkę", by życie stało
      się choć trochę satysfakcjonujące. Ważne staje się przygotowanie otoczenia
      pacjenta do tych zmian. Rodzina często boi się dobrego humoru i pomysłów zmian w
      życiu, ponieważ przypomina to okres poprzedzający manię. Różnica polega na tym,
      że człowiek, który wie czego chce i umie to zrealizować jest spokojny, rozważa
      dobre i złe strony swoich posunięć, bierze pod uwagę swoje potrzeby i potrzeby
      innych ludzi.
      Współpraca pacjenta, psychoterapeuty i lekarza, jest niezbędna na każdym etapie
      leczenia. Docelowo to pacjent ma wziąć na siebie odpowiedzialność za swoje dobre
      samopoczucie i umieć sam decydować, kiedy potrzebne jest wsparcie terapeuty, a
      kiedy wizyta u lekarza w celu skorygowania leczenia. Tylko wtedy będzie potrafił
      interweniować wystarczająco wcześnie aby utrzymać dobre samopoczucie."

      Monika Główczak-Polak
      Psychoterapia u pacjentów z chorobą afektywną dwubiegunową
      www.psyche.info.pl/nowy1_2.htm
      • perfekcjonizm Re: o tęsknocie za manią - z artykułu. 14.02.09, 08:47
        Najbardziej interesujący jest ten fragment: smile)

        "Często dopiero analiza
        kilku pojawiających się okresów wzlotów i upadków uświadamia im, że to nie zły
        doktor chce zabrać im ich dobre samopoczucie, ale koszty życia na takiej
        huśtawce są bardzo duże i bolesne. Pacjenci bardziej akceptują wtedy konieczność
        stałego przyjmowania leków i zaczynają cenić okresy wyrównanego nastroju.
        Pojawia się wtedy możliwość głębszej pracy psychoterapeutycznej, aby pacjent
        mógł w życiu osiągać to, czego pragnie. Kiedy człowiek nauczy się doceniać
        własną wartość, zadba o swoje potrzeby, jest głęboko przekonany, że należy mu
        się szacunek ze strony otoczenia, kończy się również tęsknota za manią. Zaczyna
        realizować swoje marzenia i znika "potrzeba wchodzenia w górkę", by życie stało
        się choć trochę satysfakcjonujące."

        No właśnie mój terapeuta tak gada. Ale nic a nic go nie rozumiem/rozumiałam.
        Teraz właściwie jest to logiczne. Tak się zafiksowałam na tym, że chce mi coś
        zabrać, albo że mi coś zabrali razem z lekarką, że przestałam chyba słuchać. Bez
        sensu...
        • stardusts Re: o tęsknocie za manią - z artykułu. 14.02.09, 09:00
          Bardzo fajny artykuł, z wiekszoscia sie zgodzic musze zwalasza z ta czescia
          analizy kilku okresow- jakby o mnie.

          Nie wiem tylko, czy da sie okiełznać manie....Jakos u mnie malo tego zlotego
          srodka...Przez zle leczenie najprawdopodobniej ale przez czynniki zewnetrzne
          rowniez...Mam wrazenie ze moja psychika jest nadszarpnieta i coraz trudniej
          funkcjonowac mi normalnie, tzn. moge starac sie zyc normalnie, ale bez
          nakrecenia jakos mi pusto- nie wiem czy uda mi sie to zmienic kiedys....Dlatego
          na obecnym etapie koniec artykułu wydaje mi sie utopijna(atopos)-w sensie
          miesjce ktore nie istnieje- teoria.
          • nowako-wa Re: o tęsknocie za manią - z artykułu. 14.02.09, 10:33
            Ja uważam ,że wszystko co sprawia nam przyjemność , choćby
            chwilową , bardzo szybko nas uzależnia- człowiek jak zwierze szybko
            kojarzy przyjemne stany z czynnikiem je wywołującym i do niego
            podświadomie dąży.To co odróznia nas od zwierząt , to wolna wola,
            ale wymaga walki, konsekwencji i świadomego wyboru.Czy to sie komuś
            podoba czy nie o jakoś swojego życia trzeba WALCZYĆ do końca życia...
            Łatwiej to znieść kiedy się jest świadomym ,że w życiu piekne są
            tylko chwile...Mniej oczekiwać od życia, to umieć się nim bardziej
            cieszyć.
            • 36.a Re: o tęsknocie za manią - z artykułu. 14.02.09, 13:33
              Aha. Taka sama myśl mi towarzyszyła, gdy czytałam ten wątek. Jakieś
              niesamowite oczekiwania wobec życia. Nazwę wprost: rozbuchane ego
              wpisowiczek smile Miało byc tak wspaniale, jak ma Lolinka w profilu
              "...kariera i zaszczyty", a tu nagle tak szaro.

              Miałam być psychologiem. I nie wyszło. Z wielu powodów. Także z takiego,
              że bliski kontakt z ludźmi jest jednak za bardzo stresujący.
              Co jest teraz: powolne pięcie się w górę. Są: coraz lepsze zarobki
              i coraz większa satysfakcja z pracy. Jest: świadomość, że próbowałam
              w kilku miejscach i wiem, jakie środowiska ewidentnie mi nie pasują.
              Świat finansjery, z którego się podśmiewam. I wzajemnie. I sobie
              tak po szczebelku idę w górę. Może to dobre wyjście?

              Mania generuje potworną zachłanność na życie. Wiem. Ale jak się już
              spadnie na dno to może na pierwszy szczebelek, a nie znów na 10?
              Refleksja, nie rada.


              • perfekcjonizm Re: o tęsknocie za manią - z artykułu. 15.02.09, 08:34
                36.a napisała:


                > Miałam być psychologiem. I nie wyszło. Z wielu powodów. Także z takiego,
                > że bliski kontakt z ludźmi jest jednak za bardzo stresujący.
                > Co jest teraz: powolne pięcie się w górę. Są: coraz lepsze zarobki
                > i coraz większa satysfakcja z pracy. Jest: świadomość, że próbowałam
                > w kilku miejscach i wiem, jakie środowiska ewidentnie mi nie pasują.
                > Świat finansjery, z którego się podśmiewam. I wzajemnie. I sobie
                > tak po szczebelku idę w górę. Może to dobre wyjście?
                >
                > Mania generuje potworną zachłanność na życie. Wiem. Ale jak się już
                > spadnie na dno to może na pierwszy szczebelek, a nie znów na 10?
                > Refleksja, nie rada.

                Jak mam powiedzieć mojej manii by skakała po szczebelkach tak jak ja chcę? -
                ja-zdrowa, mocno zainfekowana, przez chorobę? Kiedy nie wiem jeszcze gdzie się
                zaczynam i gdzie się kończę - owa ja.

                Istnieję od czterech lat, żyję od czterech lat, od dwóch ze świadomością
                choroby, na którą jeszcze się nie godzę ale już mówię o niej i do niej przyznaję.
                Wszystko jest dla mnie w życiu nowe. Jakaś potrzeba kroczenia na przód dajmy na
                to. Mną nie tyle zachłanność kieruje co ciekawość, rodzące się we mnie potrzeby.
                Ciekawość ludzi, miejsc, głównie w sensie zawodowym ale i prywatnym. Ale kieruje
                mną również lęk, bo ciekawość okupiona jest pewnymi decyzjami, a decyzje
                konsekwencjami.

                Prawdopodobnie to lęk przed konsekwencjami budzi u mnie stres, a to wyzwala
                manię. Mania natomiast pomaga te decyzje podejmować za mnie a potem - zobaczcie
                - nie brać za nie odpowiedzialności.

                Hm.. myślę, że to bardzo ciekawa dedukcja, prawda? Może to jaki wgląd?

    • perfekcjonizm z manii w psychozę 21.02.09, 00:12
      Tak sobie tu ciągnę ten wątek, nie wiem w czym to pisanie może mi pomóc ale
      piszę. Będzie troszkę dłużej.Chyba chcę tym razem opisać swoje niedowierzanie.

      Wszystko ostatnio dzieje się tak szybko. Najpierw dociera do mnie po dwóch
      latach, że cierpię na Chad. Następnie zaczynam się borykać z jakimiś
      permanentnymi maniakalnymi stanami, aż dwa tygodnie temu - po tym jak wpadłam na
      ten cały maniakalny pomysł/odkrycie - słyszę od lekarki informację o potrzebie
      zmiany leczenia. Terapeuta zaś oceniając moje obecne działania, myśli i dążenia
      wywala jak z armaty z psychozą paranoidalną.

      Tak jak napisałam wyżej, w ostatnich sześciu miesiącach działo się szczególnie
      dużo w moim życiu. Byłam w jakimś potwornym stresie i wciąż coś mi się waliło.
      Nie wiem, nie rozumiem kiedy do tego doszło, gdy dwa tygodnie temu zrozumiałam,
      że już od dawna ukrywam się przed śledzącą mnie mafią internetową (hakerzy,
      najwięksi gracze na rynku internetowym). Nawet teraz jestem o tym przekonana i
      chciałabym napisać więcej, ale boję się, że oni mnie sczytają i zidentyfikują,
      że ja tu to ja tam. Wówczas zostanę rozpoznana. Kurcze, ja w to rzeczywiście
      wierzę a jednocześnie uważam, że to jakiś idiotyzm.

      Moja koleżanka z pracy zadała mi kilka dni temu bardzo rozsądne pytanie.
      "Dlaczego to właśnie Ciebie śledzą?" - zapytała. Wówczas jakbym dostałam w łeb.
      Rzeczywiście to wydało się na kilka chwil zupełnie niedorzeczne. Kompletne
      zawirowanie i brak argumentacji. Nie wiem pomyślałam. Nie wiem, dlaczego. Czuję,
      że tak po prostu jest - powiedziałam.

      Problem w tym, że pracuję w branży, gdzie takie rzeczy mają miejsce. Nie jest
      tajemnicą, że internet jest przesycony tysiącami programów śledzących. Problemem
      jest to, że uważam, że oni śledzą w szczególności mnie. Jakby chcieli uzyskać
      ode mnie coś co wiem tylko ja.

      W środę mam wizytę u mojej lekarki, ona jeszcze nie wie (chyba, że od mojego
      terapeuty), że mój terapeuta dokopał się do tych myśli u mnie. Najgorsze jest
      to, że wszystko dzieje się w momencie rzucania przeze mnie terapii ( bo przecież
      ostatnio tak się zadłużyłam, że mnie nie stać). Terapeuta mnie straszy, że to
      nieleczone i bez odpowiedniego wsparcia z jego strony skończy się bardzo
      przykrymi konsekwencjami a w efekcie hospitalizacją. Oczywiście mówi o
      negocjowaniu płatności za terapię, o jej kredytowaniu, ale dla mnie to jest nie
      do pomyślenia.

      Nie wiem już co mam myśleć. Teraz mi się wydaje, że on to robi specjalnie. Że
      wymyśla mi te wszystkie psychozy.
      Miałam zmieniać pracę na lepszą i prestiżową firmę, a ten mi teraz gada, że to
      absolutnie zły moment.Że to będzie się wiązać z dodatkowym stresem i wzmocni
      moją psychozę.

      Zabiera mi wszystko. Bardzo nieśmiało i subtelnie w ułamkach sekund pojawia się
      w mojej głowie myśl o tym, że oni (lekarka i terapeuta) też są jakoś uwikłani w
      tę całą sprawę z mafią.

      No. Wreszcie to napisałam. Uff...

      • awanturka Re: z manii w psychozę 21.02.09, 09:51
        Z tą zmianą pracy to rzeczywiście zły moment.

        No a z tą psychozą terapeuta ma niestety rację. Z tym, że akurat w psychozie rola psychoterapii nie jest aż tak wielka jak on Ci przedstawia. Na to bierze się leki i one są dużo bardziej skuteczne niż np. antydepresanty w depresji.

        Czy bierzesz już jakiś neuroleptyk? Koniecznie opisz to wszystko lekarzowi, niczego nie ukrywaj. A może zanim leki zadziałają pójdź na zwolnienie lekarskie? Po co w pracy mają Cię widzieć w takim stanie, w takim stanie możesz narobić trochę głupot, których potem będziesz się wstydzić.

        Czy masz kogoś na kogo mogłabyś liczyć? Opowiedz mu o swoim stanie i poproś o pomoc na wypadek gdybyś tak straciła całkiem kontakt z rzeczywistością (nie myślę, że tak będzie, ale "przezorny zawsze ubezpieczony").

        Pozdrawiam! Jakoś wytrwaj do wizyty.

        Mam nadzieję, że masz dobrego lekarza i będzie dobrze!

        No i pisz na forum, podtrzymamy na duchu a może i coś doradzimy?

        awanturka
        • perfekcjonizm Re: z manii w psychozę 21.02.09, 18:30
          Wiesz, ja funkcjonuję raczej zwyczajnie (zwyczajnie jak na mnie)- na razie. To
          właściwie wygląda tak, że poza zwykłym wykonywaniem obowiązków i czynności
          gdzieś w tyle głowy mam świadomość, że... hmm... muszę uważać. Ale moje życie
          się wokół tego nie kręci - być może póki co - jeszcze. Nie wiem.

          Oczywiście czekam na wizytę u lekarza. Dotrwam bez trudu raczej - biorę leki.
          Sprostuję jeszcze, że mój terapeuta rozumie i podkreśla obecną wagę interwencji
          mojej psychiatry. Wciąż powtarza, że w przypadku mojej psychozy jego rola
          terapeutyczna jest ograniczona. Chce jedynie zatrzymać mnie w terapii. Bo
          przecież idę jak czołg próbując atakować akurat to co pozwala mi utrzymywać się
          w rzeczywistości.

          Być może dlatego objawy (myśli) są tak mało wyczuwalne, bo zafiksowałam się na
          zmianie pracy i przerwaniu terapii. Dodatkowo dochodzi bulimia.

          Prawdopodobnie jest to jakaś mocno destrukcyjna siła, która ściąga mnie w dół.

          Dzisiaj stać mnie jedynie na tyle samokrytycyzmu.
      • megan.k Re: z manii w psychozę 22.02.09, 09:59
        Uważam, że przy takich objawach kontakt z lekarzem potrzebny jest natychmiast. Przy zaburzeniach psychotycznych urwanie kontaktu z rzeczywistością może nastąpić nawet w ciągu kilku godzin (tak było u mnie). Leczenie ambulatoryjne może okazać się w tej sytuacji za słabe. A o tym, co robiłaś w pracy podczas tego stanu, możesz się dowiedzieć dopiero wtedy, gdy będziesz na nowo sobą. Dlatego popieram pomysł wzięcia jednak zwolnienia lekarskiego.
        • perfekcjonizm Re: z manii w psychozę 22.02.09, 17:21
          Zapewne wiecie, że głównym mechanizmem obronnym przy tego typu zaburzeniach jest
          zaprzeczenie. Dlatego, tak trudno będzie mi przyznać komukolwiek rację. Wciąż
          uważam, że nic się nie dzieje, choć właśnie przed chwilą wróciłam z zakupów
          spożywczych z rachunkiem na 286 zł. Po drodze poszłam zrobić manicure,
          podpierając się szczególną potrzebą doprowadzenia paznokci do porządku w związku
          z jutrzejszym interview. Omal nie kupiłam sukienki za 180 zł, tylko dlatego, że
          spieszyłam się do manicurzystki. A przecież jestem zadłużona na grube tysiące po
          ostatnim szaleństwie.

          Proszę napiszcie mi coś więcej. Byłabym gotowa się kłócić o to, że nic mi nie
          jest, chcąc powiedzieć, że wszyscy zafiksowaliście się (łącznie z moimi
          lekarzami) na tyle na różnych chorobach, że każde odchodzące od normy zachowanie
          odbieracie jako psychozę czy inne zaburzenie.

          Czuje się naprawdę dobrze. Czuję się jak zwykle i Google już mnie dzisiaj nie
          śledzi smile
          Z pracą jest tak, że wszyscy w moim pokoju są "wtajemniczeni". Szefowie wiedzą,
          że się leczę i chodzę na terapię.

          Jedynie raz - jakoś w listopadzie - kiedy wpadłam w jakiś depresyjny chwilowy
          stan, ale jakiś taki katatoniczny. Natychmiast zamknięto drzwi do naszego pokoju
          i przez godzinę wszyscy siedzieli ze mną próbując ustalić na ile jest źle. Kiedy
          zaczęłam jaśniej myśleć, poprosiłam o telefon i zadzwoniłam do psychiatry.
          Porozmawiałam z nią i za chwilę byłam już zupełnie normalna.

          Mogę ich ewentualnie uprzedzić, że może się tak stać. Że mogę stracić kontakt i
          dać im numery do kogo trzeba. Nigdy dotąd nie straciłam kontaktu. Dwa lata temu
          jedynie zrobiłam awanturę po czym wybiegłam (z trudem bo trzymali drzwi) z firmy
          i pojechałam na Sobieskiego. Dostałam zastrzyk w tyłek i poszłam spać. Wieczorem
          pojechałam do domu. Dwa dni później byłam już w pracy. Trochę było mi głupio,
          ale na szczęście ludzie zachowali się fantastycznie, łącznie z szefami i jakoś
          się to wszystko unormowało.

          Boję się, że gdy zostanę w domu, to wówczas "rozkręcę" jakąś myśl, albo poczuję
          się źle a obok nikogo nie będzie.

    • perfekcjonizm i w dóóół... 25.02.09, 08:32
      To wszystko dzieje się zbyt szybko. Te zmiany i ta intensywność zmian.
      W poniedziałek poszłam na interview. Prace dostałam. To mnie przeraziło. Czemu
      tak szybko? Chciałam się tylko zorientować.

      Weszłam teraz w jakiś depresyjny stan. Na szczęście chyba już mnie nikt nie
      śledzi, żadna mafia itp. Dzisiaj mam wizytę u mojej lekarki. Będę musiała jej o
      tym powiedzieć. Terapeuta radzi zwolnienie i zaopiekowanie się tylko sobą i tym
      co we mnie, bez dodatkowych akcji z pracą, która w tej chwili mnie przerasta.
      Zobaczymy co na to lekarz.

      Jestem już mocno zmęczona. Jeśli to jeszcze tak potrwa - a dzieje się tak od
      września - ta góra, dół - nie wytrzymam. Nie będę walczyć. Nawet dla moich dwóch
      najbardziej fantastycznych kotów na świecie. Nie dam rady.

      • matrioszka42 Re: i w dóóół... 25.02.09, 09:28
        Parę miesięcy temu miałam takie jazdy. Przyznałam się lekarce do różnych wizji. Stwierdziła, że tak mnie rozbujał antydep, który brałam przez jakiś czas. Natychmiast kazała go wycofać i zmieniła na neuroleptyk. Mam wrażenie, że mnie ocaliłsmile Dzięki niemu mam remisję. Terapia nic nie zmieni póki leki nie ustawią Cię na zrównoważonym poziomie. Może wręcz bardziej rozbujać. Nie rezygnuj z niej całkiem, ale może odpuść na jakiś czas.
        • perfekcjonizm Re: i w dóóół... 27.02.09, 01:57
          matrioszka42 napisała:

          > Parę miesięcy temu miałam takie jazdy. Przyznałam się lekarce do różnych wizji.
          > Stwierdziła, że tak mnie rozbujał antydep, który brałam przez jakiś czas. Naty
          > chmiast kazała go wycofać i zmieniła na neuroleptyk. Mam wrażenie, że mnie ocal
          > iłsmile Dzięki niemu mam remisję. Terapia nic nie zmieni póki leki nie ustawią Cię
          > na zrównoważonym poziomie. Może wręcz bardziej rozbujać. Nie rezygnuj z niej c
          > ałkiem, ale może odpuść na jakiś czas.

          No ja z lekami mam jeszcze wiele do wyjaśnienia. Jestem w tym początkująca. Tzn.
          powinnam była brać je od lat, ale nie stosowałam się do zaleceń i mam to co mam.
          Nauczkę. Może gdybym je brała jak należy od początku, już wcześniej byłoby
          wiadomo, że nie działają jak trzeba. A tak moja lekarka i mój terapeuta toczyli
          ze mną bój o leki. Wreszcie zrobiło się tak źle, że przyleciałam po receptę z
          podkulonym ogonem. Widać za późno...

          Co do terapii, myślę, że nie chodzi o to by ją przerywać (specjaliści, którym
          ufam orzekli, że nie) ale, żeby dozować intensywność i dopasowywać ją do mojego
          stanu. Co też mój terapeuta robi. Jest mi ona potrzebna, bo ostatnio nie
          wychwytuję już stanów maniakalnych. O wszystkim dowiaduję się od terapeuty.

          Wiesz, w moim życiu mam tylko ich dwoje. Dwoje takich czujnych ludzi, którzy,
          naprawdę się o mnie troszczą w sensie psychicznym, którzy podchodzą do tego
          poważnie, bo nawet ja tego nie robię niestety.
          Ufam im. Przez te cztery lata wiele się u mnie zmieniło, aż doszliśmy do tego
          momentu. Jestem trochę przerażona,nie wiem co się ze mną dzieje. Pierwsza myśl,
          to zrzucić winę na nich, że coś zepsuli. Że terapia była za głęboka itd. Ale to
          nie prawda.

          Jakby się w to zagłębić... ale dobra, starczy tego. W końcu mam odpoczywać.

          Pozdrawiam.

      • 36.a Re: i w dóóół... 25.02.09, 11:53
        Hm, jakby to napisać...
        Tak piszesz od jakiegoś czasu te ładne, staranne akapity i
        mam dziwne wrażenie, że stoisz obok i patrzysz, co Tamta
        robi, a tu chłodno relacjonujesz wydarzenia. Coś tu nie gra.
        Podobasz się sobie w manii i nie zmieni się nic w Tobie pomimo
        rozmów z dziesiątkiem terapeutów, pomimo leków czy faktycznie boli i
        chcesz sobie hm ulżyć? Bo na razie to widzę jednak fruwanie...
        ładne, okrągłe fruwanie. Jesteś w stanie coś zmienić jeszcze, bo
        masz głupio mówiąc wgląd, post factum przekładasz zdarzenia na
        słowo pisane. Jeszcze całkiem nie odleciałaś.

        A do pracy, tej nowej, iść przeciez nie musisz smile Świat Cię
        przecież nie ciągnie za ręce i nogi. Poszłaś, zobaczyłaś, wracasz.
        Gratulacje, że rynek pracy Cię chce. Rozumiem chodzenie na interview
        dla hecy i dla badania swego miejsca na rynku, dobry trening, gdy
        trzeba potem szybko znaleźć zajęcie.

        Posłuchaj terapeuty i odetnij się od świata.

        Zalecam rozdz. 9, ss. 278-322, Biegnąca z wilkami, Estes
        (nie przeczytasz, ale lekarstwo jest naprawdę dobre)

        wink
    • perfekcjonizm Na zwolnieniu lekarskim. 27.02.09, 01:35
      Dzisiaj jestem po wizycie u mojej lekarki. Dostałam zalecenie odpoczynku i
      wyciszenia i zwolnienie lekarskie oraz jeszcze większą dawkę
      przeciwpsychotycznego. Jeśli to nie pomoże pójdę do szpitala ustawić leki.

      Z powodu tego zwolnienia wpadłam w popłoch. Nie mogłam wyjść z firmy. Wreszcie
      wyszłam jakoś i szok. Co teraz ze sobą począć?

      Na sesji omówiłam z terapeutą możliwe, dopuszczalne formy mojej rekreacji.
      Żadnych pomysłów. Pustka w głowie, jedynie myśli o pracy. O goniących terminach,
      zadaniach do wykonania. Paranoja. Wreszcie oderwał mnie jakoś od tego pędu. Choć
      zanim to nastąpiło, stoczyłam ze sobą i z nim jakąś przedziwną walkę.

      I wtedy poczułam się jak mała zagubiona dziewczynka. Poza myślami o pracy i
      ewentualnymi objawami wytwórczymi, które obecnie przystopowały ale czuje, że się
      tlą - poza tym nie mam w sobie nic. Poczułam wstyd za siebie taką. Poczułam
      siebie siedzącą przed nim w fotelu, taką ubogą w siebie. Bez tysiąca pomysłów na
      sekundę. Bez nagłych skojarzeń i ich błyskotliwych maniakalnych interpretacji.

      Poczułam, że on (terapeuta)i ona (lekarka) nie żartują. Choć ja nadal nie mogę
      pojąć, po co to całe zwolnienie. Tzn, jedną częścią rozumiem ale inną - tą
      maniakalną odcinam się od myślenia o tym.
      Poczułam się jak jakaś oferma. I te słowa jego - terapeuty, jakieś takie
      słodkopierdzące czy jak.

      Odpuścił jakiekolwiek głębsze tematy. Właściwie analizowaliśmy jedynie mój
      negatywny stosunek do zwolnienia i tego co miałabym na nim robić.

      Wiecie, chodzi o to, że czuję się fatalnie z tym swoim niedomaganiem, brakiem,
      nieporadnością. To dlatego mania jest tak nęcąca, ponieważ sprawia pozory
      wszechmocy.

      Tyle wiem, a raczej tyle rozpoznaje moje "ja" obserwujące - to w odpowiedzi na
      komentarz 36a.

      Moim zdaniem przy tego typu (mojego typu) zaburzeniach "ja" obserwujące rzadko
      kiedy bywa skomunikowane z "ja" obserwowanym. Obie te części funkcjonują
      niezależnie. Można wówczas mówić o podwójnej świadomości, w której "ja
      obserwujące", pełni jedynie rolę obserwatora i krytyka. Bywa też tak, że ego
      obserwujące po prostu nie funkcjonuje, nie zostało wypracowane.


      • 36.a Re: Na zwolnieniu lekarskim. 27.02.09, 02:13
        ładnie piszesz, zapachniało Wilberem. wgląd masz, bardzo ładny. mechanizmy obronne
        też niczego sobie. jesteś z tych, którzy na wakacje jeżdżą z notebookiem?
        a masz prywatne ciuchy? Carly Gry ma fajne weekendowe, drożyzna.
        czy tylko służbowe mundurki?


        rekreacyjnie można robić rózne fajne rzeczy. jesli człowiek się
        nie czuje tylko/aż pracownikiem. to nie złośliwosci, podrzucam
        Ci materiał do rozważań. możesz odkopać nogą, co tam smile mozesz się
        zrewanzować. no i nick charakterystyczny.
        • perfekcjonizm Re: Na zwolnieniu lekarskim. 27.02.09, 18:25
          No dobrze, dziękuję. Piszę ładnie i co z tego? Nie po to tu jestem. Jestem tu po
          to by się wylewać. Nie chcę mówić o swojej powierzchowności. O mechanizmach
          obronnym może być.

          Nie jestem osobą jeżdżącą na wakacje. To zwolnienie lekarskie jest moim
          pierwszym urlopem, wypoczynkiem od lat.

          Słusznie zauważasz, że to dobry czas na refleksję nad tym wszystkim chociażby o
          czym wspominasz.

          Dzisiaj i tak musiałam popracować z rana (dla precyzji: w moim mniemaniu
          musiałam) Ale później ugotowałam obiad mojej siostrzenicy i choć obiecałam jej,
          że gdzieś się wybierzemy to leki nie pozostawiły mi wyboru. Zasnęłam. Właśnie
          się przebudziłam. Złapałam szefów na gg, zagadałam o tym i owym związanym z
          pracą (sądzę, że to poczucie winy wynikające z tego, że tak ich tam zostawiłam).

          Bardzo słuszna uwaga co do bycia "tylko/aż pracownikiem". Tak to dokładnie
          wygląda. Dziękuję Ci za te słowa.

          Kompletnie nie wiem jak można spędzać czas na urlopie spowodowanym taką a nie
          inną przyczyną. Dopuszczenie do świadomości myśli z tym związanych nie jest
          koniecznie miłe. Stąd też w większości nie czuję nic. Wciąż podkreślam, że nie
          rozumiem sensowności tego zwolnienia.

          A nick? Hm.. nie zastanawiałam się nad nim. To był raczej spontan. Chcesz
          przeanalizować? Czy raczej jesteś z tych co to po prostu już wszystko wiedzą?
          • 36.a Re: Na zwolnieniu lekarskim. 27.02.09, 19:23
            Patrzę z boku i pewne rzeczy ewidentnie rzucają się w oczy.
            Ale zdecydowanie lepiej, aby zainteresowany sam do nich doszedł.
            Pozdrowienia.

            (chociaż przyznam, że ostatnio siedzę nad własną pracą także po
            godzinach. a) wciagnęło b) premia uznaniowa to duże COŚ
            • perfekcjonizm Po co na tym forum? 27.02.09, 20:31
              36.a napisała:

              > Patrzę z boku i pewne rzeczy ewidentnie rzucają się w oczy.
              > Ale zdecydowanie lepiej, aby zainteresowany sam do nich doszedł.
              > Pozdrowienia.

              Nie chciałabym, by to zajrzało jak atak ale:

              Zastanawiałaś się kiedyś nad tym jakie komunikaty wysyłasz? Myślisz, że rolą
              kogokolwiek z nas, jest by je komentować i uzmysławiać Ci Twoje skłonności? Być
              może myślisz, że tylko Ty jesteś tak wyśmienitym obserwatorem. Być może myślisz,
              że jedynie Ty zgłębiłaś tajniki psychiki ludzkiej. Z pewnością masz dużą wiedzę
              o sobie. Z pewnością potrafisz wyciągać trafne wnioski wobec zachowania innych.
              Super. Tylko czemu ma to służyć? Czy nie jest tak, że Twoje mechanizmy, każą Ci
              funkcjonować w jeden i ten sam sposób? Po co miałabym zadać Ci pytanie: "Czemu
              to służy?"

              W tym miejscu nic mi do tego. Fajnie, że jesteś. Ale psychologiczne pogadanki i
              terapeutyczny bełkot mi tu niepotrzebny. Być może znajdą się chętni. Ja dziękuję.

              No chyba, że uważasz, że jest to miejsce na to. Miejsce na dogłębne analizy
              mechanizmów obronnych.

              Pozwól by zajmowali się tym specjaliści znających swoich pacjentów a sami
              zainteresowani zdobywali wiedzę o sobie w kontrolowany przez nich sposób w
              odpowiednim miejscu i czasie.

              Może powinnam podkreślić: Nie jestem tu po to by analizować siebie. (Oczywiście,
              chętnie piszę o swoich przemyśleniach.) Jestem po to by pisać o sobie wśród
              ludzi takich jak ja. Chcę w ten sposób przyznać się do tego, że CHAD mnie
              dotyczy. Chcę się nauczyć akceptować to w sobie, nie brzydzić się ludzi takich
              jak ja. Nie uciekać od nich/Was od jakiejś swojej słabości. Chcę Was czytać i
              widzieć siebie w Was, Was w sobie. Chcę rozumieć, że to nie hańba. Chad, mania,
              depresja, pustka, niezdolność do prawidłowego funkcjonowania, podejmowania
              decyzji - to mnie nie deprecjonuje. To choroba i dysfunkcja jak każda inna. Chcę
              zobaczyć jak sobie z tym radzicie? Czy się przed sobą do tego przyznajecie? Jak
              reagują Wasze rodziny, bliscy? A może postrzegacie diagnozę jak wyrok?

              Chcę się tu oswajać z tym co przyniosło życie i iść dalej. Być może któregoś
              dnia w gabinecie mojego terapeuty powiem: "Dobra, byłam tam, poznałam ludzi
              takich jak ja. Chcę z tym żyć. Chcę się tego nauczyć. Chcę rozumieć. Uczmy się
              rozumieć. Walczmy!"

              Póki co nie chcę walczyć... Nie widzę sensu.

              • 36.a Re: Po co na tym forum? 27.02.09, 20:45
                Masz rację. Milknę. Każdy ma swój ogródek i swoje marchewki.
                Psychologiczne pogadanki? Chyba nie... 2 zdania odautorskiego
                komentarza. Fakt, lubię się gapić. Ale masz rację, zamknę się.
                Przyjemnego urlopu.
                • megan.k Re: Po co na tym forum? 28.02.09, 09:40
                  Uważam, że nie musisz milknąć. Masz prawo do własnych wypowiedzi. Jeśli ktoś nie chce, żeby komentowano jego wpisy, po prostu nie pisze. Nie wszyscy muszą mieć jedno zdanie na każdy temat.
                • perfekcjonizm Re: Po co na tym forum? 28.02.09, 18:26
                  36.a napisała:

                  > Masz rację. Milknę. Każdy ma swój ogródek i swoje marchewki.
                  > Psychologiczne pogadanki? Chyba nie... 2 zdania odautorskiego
                  > komentarza. Fakt, lubię się gapić. Ale masz rację, zamknę się.
                  > Przyjemnego urlopu.


                  Dokładanie wiesz, że nie o to chodzi by się zamykać. I ja lubię się "gapić". W
                  ocenie ludzi jestem pierwsza. Tak już wszystkich oceniłam, że rzadko kiedy
                  podchodzę do jakiejkolwiek polemiki smile

                  Poza tym fakt, że usadzili mnie na tym zwolnieniu, budzi we mnie frustrację.
                  Frustrację związaną z tym, że coś ktoś lepiej o mnie wie. Że ktoś mi pokazał, o
                  proszę tu nie jest z Panią dobrze. Trzeba odpoczywać, bo będzie szpitalik z
                  czubkami.

                  Albo mnie przeciągną po podłodze, albo za chwilę znów będę fruwać i ustawiać
                  wszystkich dokoła. Wcinać się w czyjeś kompetencje.

                  Mój terapeuta nazwał mnie kiedyś zagrabiającym cudze terytorium bachorem. Cóż
                  więcej dodać. Wiadomo, że taki bachor zawsze musi stanąć na swoim.

                  To tak trochę o sobie.
              • megan.k Re: Po co na tym forum? 28.02.09, 09:36
                Przykro mi, ale jeśli zamieszcza się jakikolwiek wpis na forum internetowym, trzeba się liczyć z tym, że każdy ma prawo do własnych komentarzy (jeśli tylko nie łamią regulaminu forum).
      • czareg Re: Na zwolnieniu lekarskim. 27.02.09, 10:04
        Potrzebne Ci jakieś hobby w żaden sposób nie związane z pracą, zarobkowaniem
        pieniędzy, podejmowaniem szybkich decyzji.
        Wszystko się nada: joga, biegi, szydełkowanie, fotografia, malowanie, rzeźbienie
        w drewnie, robienie modeli, czy też studiowanie ciekawych zagadnień (np rozwój
        klasycznej opery rosyjskiej).
        Mając zajęcie "zamiast" dasz mózgowi czas na spokojniejsze obrobienie problemów,
        osłabisz ten potężny imperatyw charakterystyczny dla mani/hipomanii: już, teraz,
        natychmiast.
        I nie przejmuj się, że od razu nie jesteś w swoim hobby perfekcyjna -
        najważniejsze jest dochodzenie umiejętności niż sam efekt końcowy. Może
        zmniejszy się potrzeba robienia wszystkiego na tip top.
        Na zwolnieniu możesz wypróbować ze cztery, pięć kandydatów na hobby - czas sobie
        zajmiesz.
        Bo leniuchować też trzeba umieć, bo radość z prostego leżenia brzuchem do góry
        przeważnie mija po godzinie (choć podejrzewam, że dla ciebie to akurat tortura).
        I luzik - uspokojenie ducha najszybciej pozwoli ci wrócić do kieratu.
        • perfekcjonizm Re: Na zwolnieniu lekarskim. 27.02.09, 18:58
          Obiecałam sobie, że dwie godziny dziennie, dobra - cztery poświęcę na pracę.
          Problem nie leży tu w obszarze pracoholizmu a raczej maniakalnego wrażenia bycia
          niezastąpioną. Mało tego, moi współpracownicy wzmacniają to poczucie poprzez
          jakieś histeryczne reakcje, że muszą mieć coś na teraz na już, że nie potrafią,
          że nie nikt inny nie umie. Wiesz. Rozpływam się wówczas.

          Pisałam w którymś z postów - kiedy się pozbywam tego wrażenia - wiesz nie
          pozostaje we mnie nic. Taka bardzo nieprzyjemna pustka. Taka bardzo
          niekomfortowa świadomość bycia nikim i już.

          A najgorsze jest to, że to co osiągnęłam zawodowo, w większości wypracowałam na
          manii.
          Gdyby odłożyć manie na bok - cóż, obawiam się, że to ta ciężka praca i wzięcie
          za siebie odpowiedzialności NA ZAWSZE, DO KOŃCA - to przeraża najbardziej.


          • megan.k Re: Na zwolnieniu lekarskim. 27.02.09, 19:11
            "Obiecałam sobie, że dwie godziny dziennie, dobra - cztery poświęcę na pracę."

            No to mam nadzieję, że liczysz się z tym, że to zwolnienie lekarskie będzie niepłatne. U mnie pracownicy w czasie zwolnienia lekarskiego nie odpisują nawet na maile.
        • wsb123 Re: Na zwolnieniu lekarskim. 03.03.09, 04:17
          wlasnie zrobilem to samo
          po latach przeplatanych speedem i deprecha
          pracoholizmem, pogonia za kasa ktora i tak sie zle skonczyla
          ostatni okres manii i potworne dlugi
          nie przyszlo mi to latwo
          ale zredukowalem wszystko
          ograniczylem prace do minimum, ograniczylem wymagania od zycia
          deprecha mnie dopadla
          pomalutku sobie zyje
          a wlasciwie wegetuje
          zamknalem sie w domu wychodze gdy musze
          takie mam wrazenie
          taka pustke
          nie mam ochoty na kontakt z ludzmi, wszystko mnie wkurza a wlasciwie
          wiekszosc ludzi z mojego otoczenia
          jestem na etapie szukania zajecia - hobby - tak mysle o fotografii
          poki co zbieram na kurs i naprawe aparatu smile
          a co do znalezienia hobby
          znalazlem
          fora netu
          ktore sa kopalnia jak dla mnie gdyz zawsze chcialem studiowac
          kulturoznawstwo i zagadnienia z nim zwiazane gdyz zauwazylem ze to
          mnie b interesuje
          studia nad ludzmi
          przepraszam jesli kogos obrazilem
          z wiekszej liczby for netowych prywatnych juz wylecialem za swoje
          poglady, nieraz prowokacje
          • perfekcjonizm Re: Na zwolnieniu lekarskim. 03.03.09, 19:50

            Spoko, czuj się jak u siebie. Mój wątek stoi przed tobą otworem (wszystko w
            ramach regulaminu) smile

            Ja też mam ostatnio średni stosunek do ludzi, do siebie, i do życia. A może było
            tak zawsze. Mniejsza z tym.
            Zakrywam się szlachetnymi ideami i miłością do bliźniego, która wychodzi mi
            coraz gorzej. Na zwolnieniu odkrywam siebie na nowo. Chodzę spać nie myta. Jem
            za czterech. Rzygam, jako, że jestem bulimiczką. Zapominam o "obowiązkach"
            związanych z pracą. Na terapii zaś odkrywam jak bardzo nie chcę pogodzić się z
            chorobą.

            Może ktoś chciałby wziąć to cholerstwo ode mnie??

    • perfekcjonizm Uratuj mnie 02.03.09, 23:43
      Uratuj mnie to tytuł książki, którą podrzuciła mi moja znajoma terapeutka.
      Zastanawiam się czy to czytać. Jakaś Heros-Pacjentka z BPD + Mega-znakomity
      terapeuta + wsparcie przyjaciół = cudowne uzdrowienie.

      Wiem, piszę o tym z kpiną. Mam tę książkę w ręce, przyglądam się jej,
      przeczytałam kilka stron, zasnęłam - taka nudna? czy taka niewygodnie prawdziwa?

      No nie wiem. Robię kolejne podejście.
      • perfekcjonizm Re: Uratuj mnie 04.03.09, 10:13
        Czytam tę książkę, jakoś tak bardzo leniwie z ogromną dozą sceptycyzmu.

        Nie chciałam jej czytać w momencie, gdy gdzieś w jakiejś recenzji dowiedziałam
        się, że tak im dobrze poszła ta terapia.

        Pomyślałam sobie, kto do jasnej cholery wie ile sił, czasu i pieniędzy trzeba w
        to włożyć. I co z tego, gdy po czterech latach przychodzi jak wyrok świadomość,
        że jeszcze nie koniec, że to właściwie początek drogi. Początek świadomego życia
        z chorobą.

        Dotychczas byłam "kimś". Omnipotentna, maniakalna, idąca do przodu jak burza,
        mająca najwięcej do powiedzenia, władcza, manipulująca innymi. Terapia zdarła ze
        mnie te warstwy kłamstw o sobie, jedną po drugiej.

        Tamtego smutnego dnia w listopadzie, stanęłam naga przed sobą, tylko ja i moja
        choroba. Przeraziłam się jej i siebie takiej. Uciekłam w mega psychozę, z której
        wychodzę dopiero teraz na zwolnieniu.

        Kobieta z książki, będąca zresztą jej autorką, podjęła bardzo świadomą walkę.
        Zajęła się sobą i swoją chorobą bardzo poważnie - nie od samego początku
        oczywiście. Przestała uciekać, gdy nauczyła się rozpoznawać mechanizmy swoich
        ucieczek. Wiedziała co wnosić do terapii. Nauczyła się rozpoznawać swoje chore
        części, zaczęła się nimi zajmować.

        Nie wiem co będzie dalej, jestem dziś na ósmym rozdziale z trzydziestu kilku.
        Można by to uznać za metaforę mojej drogi w terapii. Myślałam, że to już koniec
        a tymczasem okazało się, że jedynie przedarliśmy się do "ósmego rozdziału", do
        jakiejś prawdy o mnie.

        Nie wiem jak ją znosić? Zachowuję się bardzo różnie. Przyszłam na to forum by
        pisać, pisać, pisać. Założyłam blog. Początkowo obiecałam sobie nikomu o tym nie
        mówić. Po tym gdy psychika zaczęła płatać mi figle postanowiłam poinformować
        choć te osoby, które są najbliżej, by dawały mi znać, kiedy ja nie będę mogła
        już tego zauważyć. Kiedy okazało się, że mogę wkręcić w moje fantazje otoczenie,
        okazało się, że właściwie najważniejsze jest, by być w terapii, bo tylko jedynie
        ten człowiek i lekarka widzą, kiedy "to" się dzieje. Chwilę potem uznałam, że
        oni również należą do mafii przed którą uciekam.

        No i wtedy poszłam już na zwolnienie...

        Siedzę na tym cholernym zwolnieniu. Właściwie już mi lepiej. Coraz mniej
        zastanawiam się nad pracą. Nawet myślę sobie, że ludzie w firmie, ludzie w moim
        pokoju odpoczywają ode mnie. Od tego mojego pędu, biegu, chaosu, wściekania się,
        sprawdzania wszystkich, awantur, które muszę zrobić raz na jakiś czas - nawet
        szefom.

        Dzisiaj zadzwoniłam do matki i spytałam ją czy mi pomoże finansowo, gdybym
        musiała pójść na dłużej do szpitala.
        Naprawdę podziwiam moją rodzinę (matka i dwie starsze siostry). Mają tak samo
        rozwinięty system zaprzeczeń jak ja. Tak samo nie godzą się na to co się ze mną
        dzieje. Chorobę uznają za wymysł, terapię za ekstrawagancję. Ale od kilku
        tygodni coś się zmienia. Zaczęły zadawać pytania.

        A jeżeli one postanowiły rozumieć, może i ja będę dla siebie bardziej wyrozumiała?
        Ach.. czemu to nie jest takie proste? Czemu tyle myśli wokół tego wszystkiego?


        • 36.a Re: Uratuj mnie 07.03.09, 09:46
          perfekcjonizm napisała:

          > Terapia zdarła zemmnie te warstwy kłamstw o sobie, jedną po
          > drugiej.

          bo terapia tak ma. "prawda psychoanalityczna boli..." - by mój
          psychoanalityk dawno temu. "chodziłam na terapie jak na uniwersytet,
          dowiadujac sie coraz wiecej o sobie" - cyt. niedokładny, by M.
          Cardinale.

          masz lekkie pioro. pisz.

          Od tego mojego pędu, biegu, chaosu, wściekania się
          > ,
          > sprawdzania wszystkich, awantur, które muszę zrobić raz na jakiś czas - nawet
          > szefom.
          >

          bylam asystentka kobiety, ktora tak trzaskala drzwiami, ze tynk sie
          sypal. dla niej bylam nic. a kim dla Ciebie sa inni? to nie
          jest pytanie podchwytliwe.

    • perfekcjonizm na zakończenie tego wątku 07.03.09, 01:13
      Myślę, że moją największą stratą jest utrata złudzenia bycia zdrową. To ten
      moment, kiedy zostałam wybudzona z tego maniakalnego pędu, przywołana do
      rzeczywistości. Przymuszona do uruchomienia resztek zdolności racjonalnego
      myślenia.

      Nie wiem jak będzie. Może to w ogóle niczego nie zmieni. Z etykietką czy bez.
      Szaleństwo zawsze pozostanie szaleństwem. Dotąd myślałam, że jestem nietuzinkowa
      a teraz wiem, że to się nazywa ChAD.

      Siedzę i płaczę. Myślę sobie jak wiele pokory ode mnie to wymaga. Usiąść na
      łóżku oddziału psychiatrycznego wśród innych tak "nietuzinkowych" jak ja. W maju
      skończę 32 lata... Oto moje bogactwo...

      I jakoś w tej chwili tłuką mi się po głowie słowa Tetmajera:

      "Przekleństwo?... Tylko dziki, kiedy się skaleczy,
      złorzeczy swemu bogu, skrytemu w przestworze.
      Ironia?... Lecz największe z szyderstw czyż się może
      równać z ironią biegu najzwyklejszych rzeczy?

      Wzgarda... lecz tylko głupiec gardzi tym ciężarem,
      którego wziąć na słabe nie zdoła ramiona.
      Rozpacz?... Więc za przykładem trzeba iść skorpiona,
      co się zabija, kiedy otoczą go żarem?

      Walka?... Ale czyż mrówka rzucona na szyny
      może walczyć z pociągiem nadchodzącym w pędzie?
      Rezygnacja?... Czyż przez to mniej się cierpieć będzie,
      gdy się z poddaniem schyli pod nóż gilotyny?

      Byt przyszły?... Gwiazd tajniki któż z ludzi ogląda,
      kto zliczy zgasłe słońca i kres światu zgadnie?
      Użycie?... Ależ w duszy jest zawsze coś na dnie.
      co wśród użycia pragnie, wśród rozkoszy żąda.

      Cóż więc jest? Co zostało nam, co wszystko wiemy,
      dla których żadna z dawnych wiar już nie wystarcza?
      Jakaż jest przeciw włóczni złego twoja tarcza,
      człowiecze z końca wieku?... Głowę zwiesił niemy."

      Wszystkim dobrego bez wyjątku,
      P.
      • 36.a Re: na zakończenie tego wątku 07.03.09, 09:53
        usmiecham sie, jestes nietuzinkowa. zawodowo na pewno. mnie tez sie
        chce plakac, bo empatyczna jestem czasem jak niemowle.
        odchodzic z forum? a po co? im wiecej tu nietuzinkowych, tym barwniej

        zawsze zaskakuje mnie wiek piszacych. myslalam ze wiecej, spory bagaz
        doswiadczen. nie namawiam i nie wiem czy cos ci to da, ale zajrzyj
        do "smiertelnych niesmiertelnych". jesli chcesz. polowa to dziennik
        trei (kiedys mocno bliska mi duchem), polowa to wyklad z filozofii
        wieczystej. sporo tez o nerwicach, ego etc. --> trudno uciec od tego
        w kciazce dwojga psychologow w tym jednego transpersonalnego.
        (by ken wilber)

        pozdrowienia

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka