Dodaj do ulubionych

ChAD niczego nie usprawiedliwia?

13.02.09, 20:19
Nosimy w sobie chorobę. Choroba ma okresy zaostrzeń, jak wiele innych chorób.
Wtedy nie możemy normalnie funkcjonować. Jesteśmy chorzy. A jak jest remisja?
Czy w tym momencie "posiadanie" rozpoznania ChAD nas usprawiedliwia? Może po
prostu nie chcemy wziąć odpowiedzialności za własne życie w swoje ręce?
Obserwuj wątek
    • veritas8 Re: ChAD niczego nie usprawiedliwia? 13.02.09, 21:02
      Ze mną jest tak:
      sumienie podpowiada mi, które z moich uczynków są efektem choroby.
      Za inne ponoszę pełną odpowiedzialność.
      Przestałam tłumaczyć chorobą wiele moich paskudnych postępków.
      Nie jest mi z tym lekko, ale przynajmniej jestem wobec siebie
      uczciwa.
      O.
    • awanturka Re: ChAD niczego nie usprawiedliwia? 14.02.09, 00:30
      Dla mnie odróżnienie tego na co mam wpływ a na co nie mam wpływu jest dość dużym probleme. Granice między nawrotem depresji a remisją są nieostre. To wielka sztuka odpuścić sobie gdy naprawdę nie można nic zrobić i się dodatkowo nie dołować niepotrzebną szarpaniną oraz nie odpuszczać sobie w sytuacjach gdy się jest w stanie wziąć pełną odpowiedzialność za swoje życie....

      A jest pokusa, aby zasłaniając się chorobą robić sobie "wolne od życia" mam tego pełną świadomość.

    • megan.k Re: ChAD niczego nie usprawiedliwia? 14.02.09, 08:08
      Jeśli ktoś nie jest ubezwłasnowolniony, to ponosi pełną odpowiedzialność za swoje życie bez względu na choroby. CHAD niczego nie usprawiedliwia. Ja traktuję tę diagnozę tak, jak wiele innych postawionych mi diagnoz lekarskich. Jest diagnoza, ale życie toczy się dalej. To właśnie powrót do normalnego życia, pracy zawodowej spowodował, że czuję się świetnie.
      • awanturka Re: ChAD niczego nie usprawiedliwia? 14.02.09, 11:37
        Chyba trochę pezesadziłaś. Jak się ma depresję taką, że nawet nie
        potrafi się wstać z łóżka i się umyć czy wziąć sobie coś do picia
        czy jedzenia to trudno od siebie wymagać dbania o dom czy pracy
        zawodowej. Kiedyś miałam taką taktykę, że do końca sobie nie
        odpuszczałam, ale w takich stanach nie dawało to nic poza głębokim
        poczuciem winy i jeszcze głębszą świadomością swojej kompletnej
        niemocy.
        • nowako-wa Re: ChAD niczego nie usprawiedliwia? 14.02.09, 13:02
          Zycie to sztuka.Ten je lepiej przeżyje kto je dobrze rozegra. Sztuką
          w tej chorobie jest poznanie zasad , które nią kierują i próba
          dostosowania się do nich.Może to dobre samopoczucie i umiejętnośc
          radzenia to sztuka kompromisu i uległości , a nie dar z nieba.
          Każdy może się roztkliwiać nad sobą, ale to niewiele pomaga.
          Ta sama sytuacja różnie wygląda zależnie od punktu widzenia, dlatego
          uważam, że warto nad nim pracować...
    • 36.a Re: ChAD niczego nie usprawiedliwia? 14.02.09, 13:18
      Ej, to jasne. Remisja, czyli brak objawów, Twoje życie w Twoich rękach.
      Jeśli nic nie robisz, to na własną odpowiedzialność.

      Trochę źle zadane jest pytanie. Bo sugeruje odpowiedź. Tak, diagnoza
      niczego nie usprawiedliwia smile

      Łatwo jest samego siebie tłumaczyć diagnozą. "Nabluzgałam mu, bo
      jest tępy osioł", dziś myślę raczej "bo nie potrafiłam powściągnąć
      emocji". Mogłam sobie przecież zdrowiej kopnąć w ścianę. ChAD to diagnoza,
      ale i stan(y). Skoro ChAD, to są okresy aktywności i wtedy
      "coś się robi" ("wymówkę" bezczynności mogą mieć jednobiegunowi).

      Wiem, czego nie zaakceptowałabym u ChAD-owego partnera (i niech
      mnie taki omija, ChAD u mężczyzn jest potworne, ale to tylko moje
      zdanie) - przemoc, zdrady, alkoholizm. Wg mnie takie zachowania
      nie mają podszewki ChAD, sa tym czym są. Cały czas: IMO.
      • dr.zabba Re: ChAD niczego nie usprawiedliwia? 14.02.09, 21:11
        Zadałam tak ambitne (i w dodatku źle sformułowane wink) pytanie, że sama nie do
        końca rozumiem odpowiedzi (wybaczcie, mam katar, który mnie otępia).
        Ja chciałam zapytać czy wolno powiedzieć: "Nie skończyłam studiów, bo mam ChAD",
        "Jestem bezrobotna bo mam ChAD", "Nie mam chłopa, bo...
          • dr.zabba Re: ChAD niczego nie usprawiedliwia? 14.02.09, 21:49
            A jaka jest prawda?

            Ja tak wyraźnie pamiętam Małgosię, dziewczynę, którą spotkałam w psychiatryku -
            tylko ja tam jako lekarz praktykujący byłam. Byłam w 2004r i ona tam była. Byłam
            w 2008r - ona nadal tam była. Wyglądała dużo gorzej niż cztery lata wcześniej i
            taka była odosobniona, oderwana od reszty pacjentów, samotna w swoim świecie.
            Kiedy omawiałam jej przypadek, usłyszałam: "A ona to po prostu jest chora", co
            było ciekawą odpowiedzią na oddziale pełnym chorych psychicznie pacjentów.
            Czy są wśród nas chorzy i chorsi? Od czego to zależy?
            • megan.k Re: ChAD niczego nie usprawiedliwia? 15.02.09, 08:35
              Myślę, że w chorobach psychicznych wszystko zależy od dobrze dobranych leków i ścisłej współpracy z lekarzem, żadnych eksperymentów na własną rękę. Jeśli ktoś ma diagnozę CHAD i uważa, że musi mieć górki i doły, nie dąży do zmiany leków, nie korzysta z oddziałów dziennych, na których bardzo dobrze można ustawić leki, to już jego problem. Leczenie CHAD polega na wyrównaniu nastroju i jest to możliwe. Dlatego uważam, że nie należy swoich niepowodzeń życiowych zwalać na CHAD. A tym bardziej jeśli ktoś jest zdolny do pracy zawodowej.
              • awanturka Re: ChAD niczego nie usprawiedliwia? 15.02.09, 09:42
                Z tymi lekami to nie jest tak. Ja na przykład jestem lekooporna. Ostatnia depresja (bardzo głęboka) trwała 4,5 roku. Za ten czas to mogłabym studia magisterskie skończyć!! W czasie gdy studiowałam też miałam 3,5 letnią deprechę z 3 pobytami w szpitalu i marnie mi szło to studiowanie mimo, że podobno byłam cholernie zdolna. I co? Na własny rachunek?? W pracy zawodowej nie odnosiłam sukcesów, bo trudno o tym mówić jak się ma co chwilę nawroty depresji a tak w ogóle to się nie wychyla poza stan subdepresyjny. Ile razy lekarz mi proponował pójście na L_4 a ja nie chciałam!! Trzymałam się pracy zawodowej pazurami, no ale się nie dało. Pracę straciłam z powodu ostatniej ciężkiej depresji. Też na własny rachunek???

                Denerwuje mnie to co piszesz, ta choroba ma swój własny rytm, i nie wielu jest takich szczęściarzy jak Ty, u których udaje się ją okiełznąć lekami. Straty życiowe spowodowane chorowaniem na CHAD są oczywiste!

                Co do mnie to gdy tylko czuję się lepiej, staram się nadrobić to co tracę przez chorobę i muszę się "napracować nad swoim życiem" dużo bardziej niż osoba zdrowa a i tak większości spraw w których jestem "do tyłu" nie da się nadrobić.
                • megan.k Re: ChAD niczego nie usprawiedliwia? 15.02.09, 10:08
                  Są inne metody leczenia depresji lekoopornej np. elektrowstrząsy.
                  Trzymanie się pracy zawodowej pazurami zamiast stosowanie się do zaleceń lekarskich ... nie wiem, czy było to lepsze rozwiązanie. Ja przerwałam pracę zawodową, żeby stanąć na nogi. Skupiłam się wyłącznie na leczeniu, wracałam co kilka miesięcy na mój ulubiony oddział dzienny, a po ostatnim pobycie wyszłam w takiej formie, że wysłałam kilkanaście CV, odbyłam 4 rozmowy kwalifikacyjne i dostałam 2 propozycje pracy. Na konkurencyjnym forum choroby afektywnej dwubiegunowej jest zakładka remisja, tam pisze bardzo dużo osób, którzy mają wieloletnią remisję. To się da osiągnąć.
                  • awanturka Re: ChAD niczego nie usprawiedliwia? 15.02.09, 10:21
                    Elektrowstrząsy też przerabiałam (14)i pomogły. Niestety nie zabezpieczają przed kolejnymi depresjami a przecież nie mogę i brać przy każdej depresji. Do zaleceń lekarza stosuję się bardzo ściśle. Co do L_4 to była propozycja a nie zalecenie. Lekarz mnie pozostawił wybór. No to wybrałam tak jak wtedy wydawało mi się dobrze.

                    Czemu nie uznasz, że może być i tak i tak. To znaczy CHAD z przebiegiem z remisjami i przebiegiem bezremisyjnym. I, że nie wszystkich się da ustawić na lekach.

                    Nie mierz wszystkich swoją miarą. Nie wszyscy mają tyle szczęścia co Ty!
                    • megan.k Re: ChAD niczego nie usprawiedliwia? 15.02.09, 11:13
                      Jeżeli założysz, że tak być musi, to nigdy nie poczujesz się lepiej.
                      Ja założyłam, że z tego można wyjść i wytrwale dążyłam do celu.
                      Wiem, że są osoby, które mają diagnozę CHAD i nigdy nie miały remisji. Ale czy na pewno tak musi być? Po co stosować metody, które nie działają, czy nie lepiej poszukać takich, które doprowadzą do remisji.
                      • 36.a MEGAN, 15.02.09, 14:34
                        lubię Cię, ale przestań robić ludziom wodę z mózgu. Jak wcześniej
                        pisałaś, zdiagnozowano Cię przy okazji innej choroby, brałaś silne
                        leki mogące spowodować objawy jak u ChAD, tak? Ty jest Czołg,
                        nie chadowiec smile Przesz do przodu jak czołg. Skonsultuj diagnozę
                        jeszcze z kilkoma psychiatrami. To nie jest żadna remisja, po
                        prostu nie masz ChAD. Myślę, że nie masz nawet żadnych dobowych
                        wahnięć nastroju. Typowy android wink Bierzesz chyba Tegretol?
                        Ja też, ale oprócz innych leków, jak na mój gust on działa mało
                        albo wcale. Placebo. Nieźle grają.

                        Konkurencyjne forum jest niezłe, ale sorrrrry: dział REMISJE jest
                        tam szczuplutki i niemal nikt tam nie pisze.
                        • megan.k Re: MEGAN, 15.02.09, 14:55
                          "Myślę, że nie masz nawet żadnych dobowych
                          wahnięć nastroju."

                          Nie mam, ale boję się odstawić tegretol. W remisji bierze się tylko stabilizator. Nie robię nikomu wody z mózgu, takiego postępowania z CHAD uczono mnie na terapii na oddziale dziennym. Uczono nas, jak funkcjonować mimo choroby, jak zauważać pierwsze objawy przechylania się w górkę lub dół, jak wtedy reagować.
                          • 36.a Re: 15.02.09, 15:34
                            Jak to robisz?
                            Bo normalnie, to są dobowe wahnięcia, u zdrowego i u tego z zaburzonym nastrojem.

                            smile To był oddział dzienny? Bo z Twoich palców to wychodzi Szkoła
                            Przetrwania. Gdzie Ty byłaś?

                            (bo wiem, jak zauważać kryzys, ale i tak czasem lecęęęęęęęę w dół.
                            uczyli was, jak zmieniać chemizm organizmu?)

                            • megan.k Re: 15.02.09, 16:20
                              "Bo normalnie, to są dobowe wahnięcia, u zdrowego i u tego z zaburzonym nastrojem."

                              To czym się one różnią, jak odróżnić zdrowego od chorego? Ja myślałam, że szybkie zmiany nastroju są tylko w CHAD.

                              "To był oddział dzienny? Bo z Twoich palców to wychodzi Szkoła
                              Przetrwania. Gdzie Ty byłaś?"

                              W Warszawie na ul. Gruzińskiej.

                              "uczyli was, jak zmieniać chemizm organizmu?"

                              Tego się nie zmieni, ale można szybko reagować zmianą leków, żeby zahamować proces. Zauważyłam, że Wy najpierw konsultujecie problem na forum, zamiast natychmiast kontaktować się z lekarzem.
                              Ja nie wpadam teraz w żadne doły, ale czasami się nakręcam, wtedy staram się zatrzymać, przestać gadać, zmniejszam aktywność. Potrafię to robić świadomie, tak mi się przynajmniej wydaje. W nowych miejscach pracy nie doprowadziłam jeszcze do żadnego konfliktu, chociaż zawsze bronię swojego zdania i zwracam uwagę na wszystkie niedociągnięcia. Myślę, że to sukces, bo kiedyś było inaczej.
                              • 36.a "My" 15.02.09, 17:54
                                na forum potrzebujemy chyba bardziej współczucia, wiadomo, że nikt
                                tu nikogo nie wyleczy.

                                szybka konsultacja?

                                dzwonię. nie odbiera.
                                zapisuję się. na za miesiąc.

                                leki sa tak drogie, że nie stać mnie na płacenie komuś, kto powie
                                "może Pani nawet w nocy do mnie dzwonić"

                                • megan.k Re: "My" 15.02.09, 18:05
                                  Na ul. Andersa w Warszawie jest przychodnia, gdzie można zawsze zadzwonić (poza nocą oczywiście, ale od tego są szpitale) i oni kontaktują z lekarzem, który tego samego dnia oddzwania i ustala z pacjentem zmiany dawek leków. W ramach NFZ oczywiście, więc chyba nie chodzi tu o kasę tylko ... no właśnie o co, nie rozumiem. Moja lekarka podała mi telefon prywatny, kiedy zmieniała mi leki i nie była pewna, jak zadziałają. Też z NFZ.
                                  • 36.a dobrze 15.02.09, 18:20
                                    to jest właśnie "moja" poradnia. następnym razem poproszę, aby
                                    lekarz w ciągu 24 h oddzwoniła na moją komórkę. przecież ona
                                    łaskę robi, gdy dzwonię, wyciągam jej z ust "tak" na moją sugestię
                                    "zwiększyć"...ręce mi opadły.
                                    • megan.k Re: dobrze 15.02.09, 18:26
                                      Dlaczego uważasz, że robi Ci łaskę, przecież dała Ci swój telefon? Może następnym razem niczego nie sugeruj, tylko zapytaj, co masz zrobić.
                                      • 36.a re: 15.02.09, 18:31
                                        mam jej telefon, bo 2 razy byłam prywatnie. na poczatku leczenia.
                                        gdy dzwonię do "poradni na andersa" odpowiada z łaski na pociechę. huk, nieważne.
                                        • megan.k Re: re: 15.02.09, 18:53
                                          Nie wiem, czy to ta sama przychodnia. Podaję adres i namiary: Dorota Jarczewska, ul. Andersa 29 m 244. Mała przychodnia prywatna przyjmująca pacjentów również w ramach NFZ.
                                          • dr.zabba Re: re: 15.02.09, 19:05
                                            Megan, a Ty chodzisz tam prywatnie, czy z NFZ? Mój tata doświadczył różnicę w
                                            traktowaniu pacjentów płacących z własnej kasy a tych NFZ w prywatnym szpitalu,
                                            gdzie miał operowane żylaki. Niby ten sam doktor a jakby były to dwie różne osoby.
                                              • dr.zabba Re: re: 15.02.09, 19:17
                                                Wiesz, to tylko się cieszyć, że tak trafiłyście. Są bardzo różni lekarze i
                                                bardzo różne sytuacje. Mi się ze dwa razy zdarzyło dac pacjentowi swój nr kom.
                                                (nie praktykuję(jeszczewink)prywatnie)
                          • skwr2 Re: MEGAN, 15.02.09, 22:21
                            megan.k napisała:

                            > Uczono nas, jak funkcjonować mimo choroby, jak zauw
                            > ażać pierwsze objawy przechylania się w górkę lub dół, jak wtedy
                            > reagować.
                            Symptomy depresji zauważam i bez specjalnego szkolenia, ale jedyną
                            sensowną reakcją jest pójście do lekarza po chemię.
                            Jak można powstrzymać nadchodzącą depresję?
                            • megan.k Re: MEGAN, 16.02.09, 05:18
                              "Symptomy depresji zauważam i bez specjalnego szkolenia, ale jedyną
                              sensowną reakcją jest pójście do lekarza po chemię.
                              Jak można powstrzymać nadchodzącą depresję?"

                              O tym właśnie ciągle piszę. Należy NATYCHMIAST kontaktować się z lekarzem, żeby zmienić dawki albo leki. Jeśli depresja wynika tylko ze złej pracy neuroprzekaźników, nic innego nie można zrobić. Jeśli powodują ją czynniki zewnętrzne, a tak zdarzało się często u mnie, nauczyłam się nie doprowadzać do sytuacji, które były w przeszłości początkiem obniżonego nastroju.
                        • megan.k Re: MEGAN, 15.02.09, 14:58
                          "Bierzesz chyba Tegretol?
                          Ja też, ale oprócz innych leków, jak na mój gust on działa mało
                          albo wcale. Placebo."

                          To po co bierzesz, jeśli to placebo?
                          • dr.zabba Re: MEGAN, 15.02.09, 18:37
                            Megan, bardzo mnie denerwuje, że zajmujesz tak arbitralne stanowisko mając tak
                            mały staż choroby. Jeśli dobrze pamiętam, to Twoja remisja trwa jakieś dziesięć
                            miesięcy. Może pogadamy za dziesięć lat?
                            • megan.k Re: MEGAN, 15.02.09, 19:00
                              Niestety mam dłuższy staż choroby od Ciebie, o ile dobrze pamiętam, a moja remisja trwa już ok. 1,5 roku. Ja biorę tegretol, bo uważam, że jest dobrym stabilizatorem. To 36.a twierdzi, że to placebo.
                              • dr.zabba Re: MEGAN, 15.02.09, 19:14
                                Cześć, Megan, miło,że odpisujesz. Ja nie chcę się z Tobą licytować na staż
                                chorobowy. Wydaje mi sie,że jednak ja choruję dłużej, najdłuższa remisja siedem
                                lat. Zarówno 36.a jak i ja bierzemy dużo leków i obie jesteśmy teraz w remisji
                                (tak mi się wydaje smile) Jak się bierze 10 tabletek na dobę(chodzi mi o sztuki,
                                nie o rodzaje leków), to się zaczyna wydawać: czy to różnica brać 10, 8 czy 12...
                                A z resztą nich się a. sama tłumaczy.
                                • megan.k Re: MEGAN, 15.02.09, 19:21
                                  Jeśli miałaś 7 letnią remisję, to wiesz, że jest to możliwe, więc dlaczego denerwuje Cię, kiedy piszę, że można to osiągnąć i należy do tego dążyć odpowiednio kierując leczeniem.
                                  • dr.zabba Re: MEGAN, 15.02.09, 19:29
                                    Bo na własnym przykładzie wiem, że ta choroba potrafi być nieprzewidywalna. Po
                                    siedmioletniej remisji wszystko się rozhuśtało. Ale z wszystkich sił wierzę, że
                                    obecna remisja będzie trwać, trwać i trwać...
                                    • awanturka Re: MEGAN, 15.02.09, 20:08
                                      Tak... Ta choroba jest nieprzewidywalna i żyje swoim własnym życiem. Lekami czy psychoterapią jakoś można wpłynąć na jej przebieg, ale tym nie da się do końca zapewnić remisji.

                                      Siedzę na tym forum już od 10 lat i wiele postów tu przeczytałam, więc nie tylko na swoim własnym doświadczeniu się opieram.

                                      Oczywiście, wieloletnie remisje się zdarzają, ale jest to bardziej kwestia wewnętrznego rytmu tej choroby (który u niektórych jest całkiem nieprzewidywalny) a mniej jakichś naszych wysiłków. (nie chcę być źle zrozumiana, nie znaczy to, że należy siedzieć z założonymi rękami i tak nie robię, o czym piszę w innym moim poście)

                                      Wiele razy mi się zdawało w okresach gdy czułam się lepiej, że to dzięki pracy nad właściwym dobraniem leków, skrupulatnym stosowaniu się do zaleceń lekarz, pracą nad swoim sposobem myślenia i nad emocjami (psychoterapia), umiejętności rozpoznawania wczesnych symptomów nawrotu udało mi się okiełznąć chorobę. I byłam taka z siebie dumna !!! I co? przychodziła wieloletnia ciężka depresja mimo moich starań i wysiłków!

                                      Tak... Z czasem pokornieje się wobec tej choroby...
                      • awanturka Re: ChAD niczego nie usprawiedliwia? 15.02.09, 19:42
                        To znaczy jakie?
                        Psychoterapię też przerabiałam: grupową (5 miesięcy w ośrodku zamkniętym - 5 dni w tygodni po 5 godzin dziennie, 3 miesiące psychoterapia grupowa "z dojścia"- pięć dni w tygodniu 4-5 godzin dziennie, psychoterapia grupowa przez 6 miesięcy 2 razy w tygodniu po 3 godziny dzienni i indywidualną (lata całe).

                        Byłam tez w Centrim Leczenia Depresji gdzie stosowano metody oparte o medytację, wizualizację, trening autogenny, jogę itp.

                        Byłam w ośrodku gdzie stosowano: terapię indywidualną, arteterapię, muzykoterapię, pracę z ciałem, terapię indywidualną i wiele innych form.

                        Starczy?

                        Co jeszcze do... (tu słowo jakiego nie napiszę) mam zrobić. Nie mów mi, że nie zrobiłam wszystkiego !!!
                      • awanturka Re: ChAD niczego nie usprawiedliwia? 16.02.09, 10:55
                        Ja nie zakładam, że tak być musi. Stan w jakim teraz jestem jest już bardzo zbliżony do remisji więc pełna remisja też mi się może trafić i bardzo na nią czekam. moja psychoterapeutka powiedziała, żebym po każdej kolejnej głębokiej depresji myślaqła o niej tak jakby to miała być ostatnia depresja w moim życiu. No i do tej rady się stosuję.
                • maliana Re: ChAD niczego nie usprawiedliwia? 15.02.09, 10:49
                  Ja tez jestem lekooporna, i większość swojego życia spędziłam w depresji. To
                  właśnie depresja spowodowała, że musiałam zrezygnować z pracy, dwukrotnie w moim
                  życiu. Dopiero po jakimś czasie, jak już wróciłam z Warszawy na łono rodziny
                  (nie mogłam sama siebie utrzymywać, a stan był taki, ze bałam się wychodzić na
                  ulicę) zrobiono mi tomograf glowy i się okazało, że pół mózgu wcięło. Nie
                  nazwałabym tego usprawiedliwieniem, po prostu mój stan był bardzo kiepski i
                  inaczej nie dało rady.
              • skwr2 Re: ChAD niczego nie usprawiedliwia? 15.02.09, 22:13
                megan.k napisała:

                > Leczenie CHAD polega na wyrównaniu nastroju i jest to m
                > ożliwe.
                Skąd wobec tego nawracające depresje i komentarz lekarza, że bez
                stabilizatorów mogłoby być dużo gorzej? Owszem, leki wyciągają mnie
                z depresji, ale wyrównania w dłuższym czasie nie obserwuję.
        • megan.k Re: ChAD niczego nie usprawiedliwia? 15.02.09, 09:49
          A jak często masz do czynienia z ludźmi, którzy są zupełnie zdrowi ("O" diagnozy lekarskiej)? Czy tylko oni nie mają prawa niczego zwalać na chorobę, bo jej nie mają? Jak wyglądałby świat, gdyby wszyscy stale zasłaniali się swoimi chorobami. Dlaczego CHAD miałby być jakąś wyjątkową jednostką chorobową, która daje człowiekowi inne prawa? Osoby zdrowe też nie kończą studiów, są bezrobotne, nie mają chłopa ...
          • stardusts Re: ChAD niczego nie usprawiedliwia? 15.02.09, 11:37
            hmmm jest takie określenie w prawie "Poczytalność/niepoczytalność w czasie
            popełniania czynu" i dla mnie to jest kryterium. Jezeli zdajemy sobie sprawę z
            tego co robimy to żadna choroba nie daje wytłumaczenia, usprawiedliwienia...mowa
            tutaj o okresie remisji, w zaostrzeniu-nakreceniu bywa roznie, ja np. nie zawsze
            jestem w stanie powiedziec sobie "stop"....i wtedy, mimo ze ponosze
            odpowiedzialnosc, to jednak moj stan psychiczny w momencie popelniania czynu
            jest dla mnie w mniejszym lub wiekszym stopniu usprawiedliwieniem....
            • megan.k Re: ChAD niczego nie usprawiedliwia? 15.02.09, 12:09
              Czy nie lepiej, kiedy istnieje niebezpieczeństwo popełnienia czynu niedozwolonego, albo po prostu niekorzystnego dla nas, zamknąć się na czas leczenia w szpitalu, żeby później nie trzeba było leczyć ran, albo ponosić strat psychotycznych?
              • stardusts Re: ChAD niczego nie usprawiedliwia? 15.02.09, 13:11
                Lepiej, ale nie zawsze zdaje sie sobie z tego sprawe i jest ktos obok, kto
                podpowie ej sluchaj "stop" przeginasz....ja nie zawsze czuje ze juz jestem po
                niewlasciwej stronie mocy...czasami zbyt szybko pobiegne za impulsem. tereaz juz
                coraz mniej, ale w przeszlosci "bieglam" ile sil i niestety zostałam
                wykorzystana. Odpowiedzialnośc za tamte czyny ponosze do dzisiaj...wtedy nie
                mialam kogos kto by mi powiedzial "stop" teraz juz sama wiecej rozumiem i
                dodatko staram sie pytac zaufanych mi ludzi czy nie przeginam przypadkiem.....
                • czareg Re: ChAD nie wszystko usprawiedliwia! 15.02.09, 16:30
                  Spójrzmy prawdzie w oczy - jesteśmy inwalidami. I jak każdy inwalida trzeba
                  zaadaptować się do życia z własnym kalectwem. Kto odmawia takiej adaptacji, ten
                  nie żyje, co najwyżej wegetuje.
                  Na tym forum spotkałem się z dziesiątkami sposobów adaptacji - właściwie to
                  każdy ma inny, choć większość wspiera się na zaleceniach lekarzy, terapeutów.
                  Więc nie żądajmy od siebie rzeczy niemożliwych - nigdy nie będziemy żyć
                  normalnie. Stała czujność i ocena własnych emocji, niezbędna w ChAD, to
                  uniemożliwia.
                  ChAD bardzo dużo usprawiedliwia - szczególnie działania podjęte przed
                  zdiagnozowaniem choroby. Ale im więcej się wie o swojej przypadłości, tym
                  większa wina gdy postępuje się ignorując lub nawet wykorzystując ChAD (na pewno
                  kogoś spotkaliście, kto rząda traktowania go jak świętej krowy, bo on jest CHORY).
                  ChAD usprawiedliwia niepowodzenia w przeszłości (szczególnie jak potwierdzi to
                  lekarz lub psychoterapeuta), ale nie usprawiedliwia zaniechania działania na
                  dzisiaj (a bo za trudne, a bo przyjdzie depresja, a bo się nie uda - chory
                  jestem). Tylko trzeba zmiarkować siły na zamiary - w końcu nikt nie każe
                  beznogiemu biegać (proszę tylko nie przywoływać przykładu beznogiego biegacza,
                  który nie został dopuszczony do olimpiady w Pekinie [dla normalsów], bo podobno
                  konstrukcja jego protez dawała mu handicap).
                  • 36.a Re: ChAD nie wszystko usprawiedliwia! 15.02.09, 18:29
                    czareg napisał:

                    > Spójrzmy prawdzie w oczy - jesteśmy inwalidami.

                    Mów za siebie, ja nie jestem.

                    > I jak każdy inwalida trzeba
                    > zaadaptować się do życia z własnym kalectwem. Kto odmawia
                    > takiej adaptacji, ten nie żyje, co najwyżej wegetuje.

                    Bzdura na resorach smile Żyję, płacę podatki, pracuję...
                    Jakie kalectwo? Co Ty w ogóle piszesz. "Kaleką" jesteś, jeśli
                    chcesz być. Czytałam kiedyś o niewidomej kobiecie, która jeździła
                    na nartach, a przed nią ktoś z dzwoneczkiem. Niewidoma 100-letnia
                    księgowa w Laskach (nie wiem, czy jeszcze żyje).

                    Ograniczenie masz w głowie. Sam siebie nazwałeś kaleką.

                    Mamy ograniczenia, ale ma je też każdy, kto nie może pochwalić
                    się żadną diagnozą.

                    > Na tym forum spotkałem się z dziesiątkami sposobów adaptacji - właściwie to
                    > każdy ma inny, choć większość wspiera się na zaleceniach lekarzy, terapeutów.
                    > Więc nie żądajmy od siebie rzeczy niemożliwych - nigdy nie będziemy żyć
                    > normalnie.


                    ??????

                    Właściwie dlaczego?

                    Co to wg Ciebie "normalność"?
                    • czareg Re: ChAD nie wszystko usprawiedliwia! 15.02.09, 19:18
                      pl.wikipedia.org/wiki/Niepełnosprawność
                      Pamiętam twoje wpisy 36.a z depresji i hipomanii, łapałaś się w definicji bez
                      problemu. A w remisji nie masz ograniczeń wynikających z ChAD?
                      Nie czujesz się kaleką - nie musisz, ale wyparcie niczego nie załatwia, bo by
                      funkcjonować jak najbardziej normalnie (czyli po prostu robić jak najwięcej z
                      tego co chcesz robić) - o swoim ChAD nie możesz zapomnieć. Tak jak niewiadoma
                      kobieta nigdy nie mogła zapomnieć o swojej ślepocie i stale brać pod uwagę w
                      trakcie podejmowanych działań. Jej łatwiej - ograniczenie jest tak namacalne.
                      Po drugie - dlaczego deprecjonujesz inwalidów (jak zresztą większość naszego,
                      tak światłego i "chrześcijańskiego" społeczeństwa). Inwalida może pracować,
                      uczyć się, być artystą, a nawet sportowcem - dlaczego utożsamiasz go z nierobem,
                      niedojdą, pasożytem na zdrowym ciele społeczeństwa?
                      Normalność - to traktowanie inwalidów jako zagrożenie, albo pokutę za grzechy =
                      kara boża, w najlepszym razie jako niepotrzebnego śmiecia. Według tej definicji
                      jesteś jak najbardziej normalna - moje gratulacje.
                      PS. Gdy masz możliwość zapracować na realizację swoich potrzeb i marzeń -
                      prowadzisz normalne życie. To, że czasami jest potrzebna pomoc (jak w twoim
                      przykładzie z niewiadomą), nie powinno nikogo deprecjonować. I nie ważne, czy to
                      pomoc innego człowieka, czy instytucjonalna.
                      • 36.a Re: ChAD nie wszystko usprawiedliwia! 15.02.09, 19:37
                        czareg napisał:

                        > pl.wikipedia.org/wiki/Niepełnosprawność
                        > Pamiętam twoje wpisy 36.a z depresji i hipomanii, łapałaś się w definicji bez
                        > problemu. A w remisji nie masz ograniczeń wynikających z ChAD?

                        Skoro kochasz def. - nie. Remisja to podobno brak objawów?
                        Remisje miewam krótkie, raczej kołyszę się od niezbyt głębokich
                        depresji do miłych hipo.

                        > Nie czujesz się kaleką - nie musisz, ale wyparcie niczego nie załatwia, bo by
                        > funkcjonować jak najbardziej normalnie (czyli po prostu robić jak najwięcej z
                        > tego co chcesz robić) - o swoim ChAD nie możesz zapomnieć.

                        Jakie wyparcie? Gdyby wyparła, nie ciągnęłoby mnie wcale do
                        for mających ChAD w nazwie.


                        Denerwuję się, gdy wypowiadając się w swoim imieniu aproksymujesz
                        jakie piękne słowo na cały zbiór chorych na ChAD. Później robisz
                        to samo, wrzucając mnie do worka pn. "katolicy". Po kiego, skoro
                        nie praktykuję, a jesli juz to najbliżej mi do buddyzmu...

                        Po drugie: nie zgadzam się, aby z def. wrzucić alkoholika i narkomana
                        do kat. inwalida. To tak na marginesie. Przyznaję się bez bicia,
                        nie szanuję tych dwóch grup.

                        Szanuję natomiast kategorię "inwalida" (wyłączając jw.)

                        Dobrze. Jesteś więc inwalidą. W czymże zdrowe społeczeństwo miałoby Ci pomóc?

                        Widzę Ciebie raczej jako dużego bobasa, który kocha sobie pobłażać...
                    • maliana Re: ChAD nie wszystko usprawiedliwia! 15.02.09, 19:30
                      36.a napisała:

                      > czareg napisał:
                      >
                      > > Spójrzmy prawdzie w oczy - jesteśmy inwalidami.
                      >
                      > Mów za siebie, ja nie jestem.

                      A ja jestem.. z dwóch "paragrafów",. Chad jak i depresja i mysle rózne inne
                      choroby psychiczne przebiegają niejednakowo u róznych ludzi. Pewnie, jesli 36.a
                      masz remisję z powodu dobrego ustawienia na lekach to jasne, ze nie odczuwasz
                      skutków swej "niepełnosprawonosci", ale przeciez ona nie znikła. Mnie natomiast
                      mimo 8 lat leczenia, nie udalo sie dobrac leków tak, aby zapewnić mi choc trochę
                      "normalności" i mało tego - moja psychiatra twierdzi, ze w ogóle nie wie, czy to
                      się kiedykolwiek uda. Chce osiagnąc jak najbardziej zbliżony do poprawnego
                      "komfort" zycia. Pozdrawiam, m.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka