crazyone
18.03.09, 23:47
Mój chłopak przyznał mi się, że ma ChAD i powiedział, że zrozumie
jeśli odejdę. Od kilku godzin siedzę i czytam wszystko co się da o
tej chorobie i porównuje z jego opowieścią. Czuję się taka
skołowana.

Był kilka razy hospitalizowany po zdiagnozowaniu ale
obecnie jest w stanie remisji. Od 7 lat nie miał poważnego ataku
mani czy depresji. Nie bierze też żadnych leków. Stwierdził, że jest
w stanie sie bez nich obejść. Teraz w sumie to rozumiem skąd te jego
dziwne pytania kiedy opowiada mi o swoich planach ("Czy to brzmi
szalenie? Myślisz, że to realne? Nie jestem huraoptymistyczny? Da
się to zrobić?") Jak powiedział najlepszym lekarstwem była dla niego
zmiana środowiska (z jego opowiadań: patologiczne otoczenie i
skrajnie patologiczna rodzina). Odkąd się odciął nie czuł potrzeby
odwiedzenia psychiatry (lekarz rodzinny wie o chorobie)
Brzmi to wszystko w sumie dobrze ale czy to możliwe? Można sobie tak
poradzić czy może to oznacza, że atak jest blisko bo tak długo jest
dobrze?
Nie chce uciekać ale może tak byłoby lepiej dla niego też? Spotykamy
sie 4 miesiące i jest nam dobrze ale co będzie jeśli za kilka
miesięcy dojdę do wniosku, że to nie to? Mogę go tak złamać...
Powiedział mi o chorobie bo "zrozumiał, że mnie naprawde kocha i
chciał być szczery"
Proszę pomóżcie. Można zbudować szczęśliwy związek? Można sobie
radzić bez lekarstw? Nie mam z kim o tym porozmawiać, proszę
napiszcie mi coś o realu z ChADem bo od encyklopedycznych wiadomości
już mnie głowa boli.