Dodaj do ulubionych

najwiekszy wybryk w manii....

23.03.09, 18:16
ciekawe co najbardziej zwariowanego można zrobić będąc nakręconym - ktoś ma
jakiś faktyczny przykład który miał miejsce ? może przykład z własnego życia ?
Obserwuj wątek
    • 36.a Re: najwiekszy wybryk w manii.... 23.03.09, 19:39
      spotkania z przedstawicielką płci własnej, podczas gdy głównie
      kręci mnie przeciwna. spotkania były odjechane, częto w samochodzie
      "pani", w lesie, parku, bo coś mi wtedy mocno stuknęło (bajeczna
      hipomania), pani tylko podążała za mną.
      leżę na kompie i kwiczę - kiedyś namówiłam ją na jazdę po rondzie
      w pobliskim mieście. poddawała się temu, patrząc na mnie jak na
      szalone dziecko.
      nie brałam wtedy jeszcze stabilizatorów.
      uwielbiam takie Stany Odjechane, ale teraz ramy nadają im już leki.

      • czareg Re: najwiekszy wybryk w manii.... 23.03.09, 21:21
        Zdałem maturę z maksymalnymi ocenami (zawsze bylem trójkowiczem, i to słabym).
        Dzięki mnie zdała prawie cały rocznik z matmy, mieli ściągi ode mnie. I nie
        ważne, że błędnie zrobione - nauczyciele musieli "popełnić błąd" przy
        sprawdzaniu, boby chyba tylko z 5 osób na 100 pisemną matmę zdało. Sorka
        strasznie mnie za to objechała, ale mogła mnie tuż przed egzaminem nie stresować
        zapowiadając wzmożone pilnowanie (którego oczywiście nie było).
        Do tej chwili się zastanawiam, czy to, że na polaku siedziałem w pierwszej
        ławce, a na matmie na ostatniej, to był przypadek.
        PS. Niemieckiego, który zdałem na maksa, nadal nie znam uncertain
        • lolinka2 Re: najwiekszy wybryk w manii.... 23.03.09, 23:42
          w 6 tygodni nauczyłam się na 2 sesje (czyli materiał z 2 semestrów),
          zaliczyłam to na średnią pow. 4, napisałam i obroniłam licencjat smile
          smile smile

          to z pozytywnych wybryków
          na negatywy spuszczam zasłonę miłosierdzia, muszę być dla siebie
          dobra - inaczej nikt nie będzie...
          • awanturka Re: najwiekszy wybryk w manii.... 24.03.09, 09:12
            W wieku 16 lat zapadłam na ciężką wielomiesięczną (prawie roczną) depresję. Przestałam chodzić do szkoły, opuściłam prawie caly rok szkolny i było niemal pewne, że będę powtarzać klasę. Potem przyszła hipomania, w ciągu trochę ponad trzech tygodni opanowałam materiał z całego roku z większości przedmiotów (matematyka, fizyka, chemia, biologia, j.angielski), wszystko zdałam na bdb, pozostałe przedmioty zdawałam po wakacjach (już bez hipo) i ślęczałam nad nimi przez całe wakacje a efekty nie były już tak oszałamiające...
      • awanturka Re: najwiekszy wybryk w manii.... 24.03.09, 09:21
        Moja ciotka, też z CHD-em, który widać gołym okiem, (choć niezdiagnozowana)w hipo zaczęła robić szum medialny wokół tematu "zanieczyszczenie środowiska (szczególnie ołowiem)a wady wrodzone u dzieci" (jest lekarzem, ma dwójkę niepełnosprawnych dzieci)i stała się gwiazdą (sezonową)kilku stacji radiowych, i paru gazet, opowiadała z pasją i elokwencją o problemie. Na fali tego szumu wokół jej osoby została wiceprezydentem 200 tys miasta. Potem, jak hipo przeszła z obowiązkami prezydenta nie dawała sobie rady bo tak na codzień to taka trochę nieśmiała i wycofana, z trudem podejmująca decyzję szara myszka...
    • dzedlajga Re: najwiekszy wybryk w manii.... 27.03.09, 19:30
      ja w poczatkowej manii moglam uczyc sie tylko jak mnie trzeslo, czyli bralam
      notatki i jezdzilam od petli do petli po calym miescie. Calkiem niezle mi szlo.
      A jak probowalam w domu - natychmiast zasypialam smile A Mama myslala, ze to z nia
      nie moge w domu wytrzymac, a ja tylko chcialam sie nauczyc

      w super manii napisze tylko tyle, ze wkurzylam sie na taksowkarza, wyrzucilam
      telefon za okno (wlasny), on go grzecznie poskladal, bo kazda czesc byla osobno,
      potem ... to juz zostwie dla siebie a na koniec wrocilam do domu boso, tez
      taksowka ale juz inna i juz nic nie wyrzucalam smile
    • bezsennaaa Re: najwiekszy wybryk w manii.... 01.05.09, 20:06
      narobiłam długów na ponad 20 tys , dałam łapowe policjanta apozniej
      sie wypierałam , w sadzie na sedziego wrzeszczalam hehe ...co tam
      jeszcze hmmm ... wydawało mi sie ze zakochana jestem w chloapku
      poznanym przez neta , slub w trojke chcialam brac ( tylko ze nie
      dalo rady <lol2> ) ....
    • elfrid Re: najwiekszy wybryk w manii.... 01.05.09, 21:11
      hmmm z takich szaonych rzeczy to pochopone podejmowanie decyzji: rzucilem studia, zmieniłem prace, polecialem samolotem do warszawy na zakupy na szmaty, kupilem trzy telefony na abonament bo wszytskie byly mi bardzo potrzebne; jezdzilem po calej polsce ogladac przedstawienie teatrtalne bo wszytskie byly takie fascynujace. no i oczywiscie imprezy w krakowie warszawie dzien po dniu z soboty na niedziele w klubie sie zakochalem...
      no, ale ja mialem tylko hipo
          • elfrid Re: najwiekszy wybryk w manii.... 02.05.09, 10:51
            wiesz fajnie przezyc taka hipomanie, na zasadzie przekonac sie jak to jest. mam nadzieje, ze tak bylo tylko po efectine. teraz biore andepin i jest ok, ale czasami tez sie za bardzo wkrecam w niektore czynnosci. a niestety antydepresanty brac musze, bo bez nich nie potrafie normalnie funkcjonowac.
            zreszta nie mam czasu na eksperymenty jak bedzie bez lekow. czy przyjdzie depresja, a czy po niej jakas hipo
        • 36.a Re: najwiekszy wybryk w manii.... 02.05.09, 10:55
          ale powiedz, dlaczego?
          przecież można się uśmiechnąć, być nawet rozbawionym przypominając sobie co się wyczyniało w hipo (i tylko w niej, nie posuwając się do manii)
          podobało mi się "tamto" szaleństwo i jeśli powtórzą się okoliczności, będzie osoba chętna aby się zapomnieć i bardzo nie nazbyt ułożona - nie zawaham się "popłynąć" znów. potrzebuję tylko wyzwalacza. piszę serio.

          ja tam się uśmiecham, gdy piszesz o przemieszczaniu się za wydarzeniami teatralnymi albo latasz samolotem. to takie spektakularne smile dlaczego niby życie ma być przykładne, z piąstkami na kołdrze wink
          • 36.a Re: najwiekszy wybryk w manii.... 02.05.09, 11:17
            dopisek:

            nagle ma się siłę na jakąś kreację, która ma czasem tylko jednego widza, zresztą nieważne ilu. nieśmiałość pryska. zakład, że byty twórcze są właśnie hipomaniakalne i częsta w biografiach, wspomnieniach bliskich jest notka - był zabawny na zewnątrz, bo w domu depresyjny. komicy prywatnie podobno są zadziwiająco ponurzy. takoż clowni. czy to nie urocze? wink

            nie wiem elfrid jak Ty, ale czułam się bardzo silna czyniąc rzeczy, którymi choćby bardzo gorszyła się moja mama i trochę ale minimalnie mi teraz przykro, że naraziłam ją na smutek, ale tamtej radości robienia rzeczy dziwnych nie dam sobie odebrać. zaznaczam, że kontrola była. post factum, ale jednak.

            nie łamałam jeszcze w jakiś widowiskowy sposób prawa. następnym razem. bo to daje radość. pokochałam tego Francuza, co to łaził bez żadnych zabezpieczeń po tych wieżowcach, a na szczycie zawsze czekała na niego policja. to jest to
          • elfrid Re: najwiekszy wybryk w manii.... 02.05.09, 12:35
            czyli uwazasz, ze tworcy tworzyli dzieki manii a nie pomimo manii? a ile osbob z chad jednak tworcami sie nie stalo, tylko bezrobotnymi, bezdomnymi, rencistami?
            jesli chcesz wyzwalacz to polecam najbardziej aktywizujace psychotropy jak wenlafaksyna, fluoksetyna, moklobemid. po nich po wysokich dawkach na pewno stan maniakalny osiagniesz, tylko po co? zaangazujesz w nowe aktywnosci, ktorych i tak nie dokonczysz. co z tego ze to spektakuralne leciec do warszawy samolotem, jak sie to robi w jakims szale, obledzie, nie bedac soba lata od sklepu do sklepu i wydaje kase. fakt miasto jest zywe, cos sie dzieje, bodzce sa stymulujace, ale czy to na prawde jestem ja? juz nie mowi o jakims przymusie kupienia telefonow na abonament 3 w przeciagu pol roku, gdzie kazda umowa jest na dwa lata, bo jestem bardzo przekonany ze jest mi to potrzebne. to glupie a nie spektakulrane.
            i najwazniejsze: ZAWSZE niezaleznie po kazdej (hipo)manii niezależnie czy pierwotnej czy wywolanej na skutek antydepresantow przychodzi depresja, dol i placi sie surowa cene za to falszywe "szczescie". jezeli faktycznie ktos jest inteligentny, tworczy to moze swoja chorobe spozytkowac w pracy, ale nie ukrywajmy ze w wiekszosci chadowcy to ludzie ktorzy niszcza zycie sobie i swoim bliskim poprzez wybryki, czesto chuliganskie. czasami hipomanie przynosi tez jakis cel, jakies poslannictwo, ze koniecznie pewne rzeczy trzeba zralizowac, jakies cele osiagnac, ale najczesciej mania przechodzi zanim sie te cele zrealizuje. a te cele to najczesciej jakies falszywe przekonania, wyjaskrawione, bo tak sie w to czlowiek wkreca, a pozniej na "trzezwo" sie tylko z siebie smieje
            • 36.a Re: najwiekszy wybryk w manii.... 02.05.09, 12:43
              tylko "bez nerw"

              z całym szacunkiem i bardzo ostrożnie --

              w takim razie masz złą kwalifikację choroby. skoro jednak obłęd, a pierowotnie o tym nie pisałeś, miałeś manię. bo jednak hipo to w głównej mierze jednak bardzo dobry nastrój, niadekwatna czasem do zdarzeń radość etc.

              i cały czas dookoła hipo: tak, powoduje tę cudowną kreatywność, napęd, często pozytywny. gdzie granica między już nie hipo, blisko mania - nie wiem.

              a wyzwalaczem nazwałam drugą w podobny sposób usposobioną do życia osobę...

              przepraszam, nie chciałam Cię urazić
              • elfrid Re: najwiekszy wybryk w manii.... 02.05.09, 12:49
                ale daj spokoj jestem calkiem spokojnywink absolutnie mnie nie urazilas ani ja nie chcialem ciebie urazic. po prostu pisze o swoich wrazeniach. wiem, ze hipo to nadwyraz dobry nastroj, ale jednak podejmowane wtedy dzialania nie zawsze sa dla nas dobre? chodzi mi o ta granice miedy gdzie jestesmy my jako my a gdzie choroba zafalszowuje rzeczywistosc robimy cos, czego potem zalujemy. zreszta mi kiedys jedna lekarka powiedziala, ze zawsze nawet po hipomanii przychodzi depresja, wiec nawet jak ta hipo nie dezorganizuje ci zycia i to kontrolujesz to ona woli walnac stabilizator bo pozniej i tak przyjdzie depresja.... takie jest jej zdanie.... a ja zwialem do innego lekarzawink
                • 36.a Re: najwiekszy wybryk w manii.... 02.05.09, 12:55
                  jak jest z tą hipo/manią? ma się ją 24 h/dobę? bo potrafię zacząć dzień od przygnębienia i zakończyć dzień nad wyraz wesoło. i nawet jesli potrafię określić, że 5 godz. dnia było nieracjonalne i odleciane, część dnia może być bardzo rozsądna. hm.
                  • elfrid Re: najwiekszy wybryk w manii.... 02.05.09, 13:11
                    mnie sie nie pytaj. ja nie jestem zdiagnozowany poki cowink spytaj bezsennej ona ma manie, ale tez jest dosc dziwnym przypadkiem bo zwykle wiecej jest depresji niz manii. mysle ze maniakalni tez maja wahania nastroju w ciagu dnia, ale ogolnie sa bardziej pobudzeni, szybciej mowia, mysla chociaz jakies zmeczenie pewnie tez odczuwaja
                    • bezsennaaa Re: najwiekszy wybryk w manii.... 02.05.09, 20:23
                      elfrid , podczas prawdziwej manii nie mam wahan cumoru ani nie
                      odczuwa sie zmeczenia ..czlowiek czuje sie caly czas jak by byl
                      stymulowany przez fete i jakis mocny poprawiacz chumoru ... wachania
                      nastroju i oslabienie napedu wystepuje tylko w stanie mieszanym ...

                      wiem ze jestem dziwnym przypadkiem , moze nie mam chadu a osobowosc
                      maniakalna big_grin


                      co do lekow to juz jadlam ketrel i inne swinstwa na schizofrenie i
                      nie pomagaly mi - jedyne co to tylko zasnac pomagaly ...

                      dlatego lekarz zmienia te leki jak rekawiczki ... moze jestem
                      lekooporna tongue_out
                  • bezsennaaa Re: najwiekszy wybryk w manii.... 02.05.09, 20:18
                    36.a , u mnie z maniaa jest tak ze jak juz sie zacznie to trwa przez
                    3 miechy i caly czas mam podwyzszony naped, gonitwe mysli , co jakis
                    czas euforie , humor wysmienity , nie odczowam potrzeby snu sypiam
                    tylko po 3 h ...


                    w stanie mieszanym pojawiaja sie naprzemiene chumory , raz dobry raz
                    zly pozniej znow dobry i tak w kolko ...
          • drugikoniecswiata Re: najwiekszy wybryk w manii.... 03.07.09, 21:28
            > podobało mi się "tamto" szaleństwo i jeśli powtórzą
            > się okoliczności, będzie osoba chętna aby się zapomnieć
            > i bardzo nie nazbyt ułożona - nie zawaham się "popłynąć"
            > znów. potrzebuję tylko wyzwalacza. piszę serio.

            heh, chyba się zgłoszę na ochotnika, choć nie wiem, czy moja kandydatura cię
            uszczęśliwi smile ale po rondzie mogę pojeździć i inne takie, myślę, że nawet na
            trzeźwo smile))
    • dzedlajga Re: najwiekszy wybryk w manii.... 03.07.09, 19:08
      moj najdziwniejszy wybryk wydarzyl sie w szpitalu na izbie przyjec. Ja sobie tam
      siedzialam a lekarz przeprowadzal ze mna wywiad, ale w ogole na mnie nie
      patrzyl, patrzyl tylko i wylacznie w karte. Ja wtedy zapytalam czy on mnie
      widzi, bo na serio mialam wtedy uczucie, ze jestem niewidzialna.

      Jak mozna z kims rozmawiac i nie patrzec na niego? Tylko teraz to sie powaznie
      zastanawiam, kto z nas dwojga byl bardziej nienormalny...

      to bylo chyba najdziwniejsze dla mnie
      • dzedlajga Re: najwiekszy wybryk w manii.... 03.07.09, 20:20
        chcialam pojechac taksowka, zobaczylam, ze niedaleko z taksowki zaraz bedzie
        ktos wysiadac.

        Podeszlam i spytalam taksowkarza, ktora jest godzina. Na to pasazerka, czy nie
        widze, ze ona placi za kurs. Ja odpowiedzialam, ze widze. I ona wtedy, ze jak
        widze ze placi, to powinnam tez wiedziec, ktora jest godzina. Autentycznie
        pamietam, i wiem, ze nic nie pokrecilam.

        Do dzis nie wiem co ma wspolnego dobry wzrok z wiedza na temat czasu...

        Wiec Mama zawiozla mnie do szpitala, no bo to w koncu ja na boso wrocilam do
        domu a nie tamta normalna smile

        i ja do dzis pamietam, ze jej podyktowalam co dokladnie ma mi przyniesc, jakie
        kosmetyki i inne rzeczy (no tu juz szczegolow nie pamietam)

        nastepnego dnia dostalam leki. I wtedy dopiero sie zaczelo. Pamietam tylko ze
        sie kleilam jak nienormalna do jakiegos chlopaka, z ktorym co prawda
        poprzedniego dnia milo mi sie rozmawialo, ale nie tak, zeby sie zaraz do niego
        kleic, bo w koncu bylam mocno zakochana i rozmawiac z innymi facetami to do dzis
        rozmawiam, ale ze tak powiem erotycznie, to mnie oni w ogole nie interesuja.
        Poza tym jednym oczywiscie.

        Tak naprawde to bardzo niewiele z tamtego dnia pamietam, wszystko jakies takie
        niewyrazne, rozmazane. I nawet nie pamietam tego, ze Mama przeciez przyjechala i
        wszystko mi przywiozla. A juz nastepnego dnia, bylam bardzo zdziwiona, ze nic
        nie ma. Bo tak jak mowie, z tamtego dnia to naprawde malo pamietam.

        Oczywiscie lekarze mi powiedzieli, ze to choroba postepowala, ale ja jakos
        dziwnie przez caly czas choroby do momentu przyjecia pierwszych lekow wszystko
        doskonale jasno widzialam i do dzis pamietam.

        I teraz najlepsze odkrycie. Swiadomie wydalam ok. 3 tysiace. Po lekach, na
        przepustkach 7 tysiecy. I za cholere sie tego nigdy nie moglam doliczyc. Dopiero
        teraz jak to pisze, to mnie olsnilo.

        A jak do tego doszlo? Bylam wyjatkowo grzeczna w szpitalu, po prostu szczesliwa,
        bo sie zakochalam, tylko on do cholery sie tego bal, bo jest sporo mlodszy, a ja
        po prostu WIEM, ze on czuje to samo. I mowcie sobie, ze to moje urojenie a ja i
        tak wiem, ze mam racje i w koncu bedziemy razem.

        A do tego i Mama i moja lekarka, baly sie, ze sie za bardzo do tamtego faceta
        przykleje, tylko, ze mnie o to nigdy nie zapytaly a jakbym im powiedziala, to
        przeciez by mi nie uwierzyly. No bo jak mozna wierzyc wariatce? A ja bylam
        zwyczajnie szczesliwa, ze go w koncu po tylu latach znalazlam. A nawet w Afryce
        go szukalam. I wtedy przeciez poszlam do niego i dopiero teraz wiem, ze on na
        mnie czekal i zwyczajnie prawie umarl ze strachu jak mnie zobaczyl. Bo czy mozna
        pomyslec o kims i ten ktos sie nagle zjawia???

        Wiec zalatwily mi przepustke ze szpitala, tylko Mama miala przykazane, zeby oka
        ze mnie nie spuszczac i raz w tygodniu przyjezdzalysmy po leki. Ale sami wiecie
        jak to jest w manii, sila przekonywania jest duza, wiec sobie wychodzilam kiedy
        chcialam. I pamietam tylko, ze sobie kupilam walkmana (stary zostal w torebce w
        taksowce, a kierowca odjechal). A gdzie te 7 tysiecy i co ja wtedy robilam...
        mam nadzieje, ze Bóg nade mną czuwał. I moja milosc.

        A teraz, jak dobrze wiecie ostatnie dni zdarzalo mi sie troche odlatywac, i
        nawet mialam glosy, stad ten post o Ewie, ktora rzeczywiscie tam lezala razem ze
        mna, i kiedys na spacerze, szlysmy z tylu, za grupa. Wtedy ona powiedziala, ze
        znow jestesmy ostatnie, bo ciagle sie wloklysmy. A ja wtedy polecialam cytatem z
        Biblii, ze ostatni beda pierwszymi. I dlatego chcialam ja znalezc. Choc juz
        wiem, ze to akurat bylo bez sensu. Teraz wrocilam sama ale nawet raz nie wzielam
        lekow. Ani odrobiny.

        A skad depresja po wyjsciu ze szpitala? Zwyczajnie po lekach uwierzylam, ze go
        stracilam na zawsze. Dopiero jak przestalam brac to swinstwo, to znow w to
        wierze. Ale teraz juz nie fruwam, tylko dzialam. A po antydepresantach, to
        wszystko to juz nie byla depresja, tylko bezsilnosc.

        Bede sie jeszcze odzywac, wiec sie bedziecie mogli przekonac, czy jestem
        stabilna i prosze o komentarze, gdybym jednak bredzila. Zreszta przeciez sama
        sie moge przyznac, ze latalam, skoro wiem jak wrocic. Ale na razie nie bede juz
        latac.

        Zreszta po drugim razie, to bardzo szybko wrocilam i sama widzialam ze bredze i
        poprosilam lolinke, zeby usunela niektore moje wpisy

        A dzis sie po prostu przespalam i przeszlo samo.

        co o tym myslicie?
      • dzedlajga Re: najwiekszy wybryk w manii.... 04.07.09, 08:25
        wiecie co? zupelnie nie wiem co ja tu w nocy dziś nawypisywalam. Chyba normalnie
        zaczelam znow lunatykowac... Tylko dlaczego? Juz nie biore lekow, a wczesniej to
        wlasnie cale to lunatykowanie z lekami sobie skojarzylam. Bo zanim dostalam
        olanzapine, to nigdy przedtem nie lunatykowalam. Zdarzalo mi sie wstawac w nocy
        i to dosc czesto. Ale albo szlam wtedy do kibelka albo cos jadlam.

        Ale teraz???

        No i nigdy dotąd w czasie lunatykowania nie pisalam... nic o tym nie wiem, a
        moze jednak pisalam? Kurde, juz wszystko mi sie miesza

        zauwazyliscie cos moze?

        Choc z drugiej strony mam takie dziwne wrazenie, jakbym wcale nie spala... juz
        sama nie wiem jak to rozumiec... Bo tez i nie pamietam, zebym cokolwiek pisala.
        Nawet komputer rano byl wylaczony i lezal dokladnie tak jak go wieczorem
        zostawilam.

        To wszystko jest jakies chore

        ale teraz sie czuje zupelnie normalnie, wyspana, spokojna, nie fruwam i nie mam
        dola, albo to wszystko znowu mi sie tylko wydaje

        juz sama nie wiem, moze ja jednak bredze? pomozcie mi, prosze, bo za chwile
        naprawde zwariuje
        • drugikoniecswiata Re: najwiekszy wybryk w manii.... 06.07.09, 09:04
          obawiam się, że głównie ci się wydaje. większość uwag o hipo do tej pory
          kwitowałaś "odleciałam, ale już przeszło", a twoje posty świadczą o czymś zgoła
          przeciwnym. może weź ich parę wydrukuj i pokaż lekarzowi? z naszymi
          odpowiedziami włącznie? to nie żart.

          dzedlajga, nie było mnie przez weekend i wolę nie włazić na forum schizofrenia,
          ale ja też się martwię, to co tu widziałam do piątku w zupełności mi wystarczy.
          idź do lekarza, tym bardziej, że pisałaś, że masz z nim dobry kontakt! pokaż mu
          się, przegadaj to.
          • dzedlajga Re: najwiekszy wybryk w manii.... 17.07.09, 14:38
            jestem w szpitalu i zostalam przeniesiona na lzejszy oddzial, wiec chyba nie ma
            paniki. Mysle, ze za tydzien, gora dwa przejde na dzienny oddzial

            a z ciekawosci pokaze to co pisalam lekarzowi, bo akurat mnie sie wydaje,ze to
            bylo zdrowe a nie chore wcale

            bo co wspolnego ma widzenie ze ktos placi za taksowke z wiedza na temat czasu.
            Ja nie mowie, ze cala tamta sytuacja byla normalna, tylko, ze moja reakcja byla
            prawidlowa

            dokladnie tak samo, jak wtedy kiedy lekarz rozmawiajac ze mna nawet na mnie nie
            spojrzal. Na serio sie wtedy poczulam niewidzialna. Tym razem lekarze patrza na
            mnie jak ze mna rozmawiaja a notatki robia pozniej wiec niewidzialnosc sie nie
            pojawila smile
    • dzedlajga Re: najwiekszy wybryk w manii.... 04.07.09, 13:39
      nie bede juz nigdy na nikogo krzyczec. To Ci moge obiecac.

      Niedlugo rzeczywiscie wybieram sie do lekarza i zobaczymy co powie. Zreszta
      dopiero co u niego bylam i w sumie to sumiennie przestrzegam jego zalecen.
      Naprawde myslisz, ze mi gorzej?
      • stardusts Re: najwiekszy wybryk w manii.... 05.07.09, 12:59
        Jak na moje możliwości finansowe baaaaardzo duże długi 10-12 kredytów na łączną
        kwotę około 160 tysięcy złotych... Pieniądze oddane jednemu facetowi.... Nie
        zobaczyłam z tego ani złotówki....Spłacone już, ale mieszkania też nie
        mam......... Teraz się pilnuję....

        Pozytywne: Magisterka napisanie zajęło mi 2 tygodnie, licencjat tydzień.
        Znalezienie pracy. smile
        • 38takatam Re: najwiekszy wybryk w manii.... 06.07.09, 18:52
          Lacznie z alko i bez:
          Kredyty bez pokrycia
          zdrady z malo wazne kim
          porzucanie dzieci na cale noce,weekendy
          stanie na stopa o 12 w nocy w -15 mrozu-szklanka doslownie (na szczescie nikt
          mnie nie zabral)
          bieganie w srodku nocy w parku miejskim na golasa i uprawianie seksu
          ugryzienie ciotki partnera w ramie i taka schiza ze 5 gosci mnie utrzymac nie moglo
          proba samobójcza-nigdy nie planowana-poprostu impuls
          euforia posamobojcza-w szpitalu tryskalam humorem
          itp itd
          pozdrawiamsmile
    • szalowa_posepnica Re: najwiekszy wybryk w manii.... 06.07.09, 20:41
      no cóż, kilka mogę wymieniać. Między innymi:
      - w środku nocy na imprezie namówiłam 2 kumpli żeby ze mną pojechali do Krakowa
      na kebaba i o dziwo się zgodzili. W pociągu zasnęliśmy... Później gdy już
      mieliśmy wracać ( po najlepszym kebabie w życiu big_grin ) przeprowadzałam ankietę pod
      dworcem PKP w Krakowie nt. zagospodarowania przestrzennego Krakowa oraz
      kontrastu budynku dworca i galerii obok..
      - imprezowałam sama cała noc i ściągnęłam jakiegoś faceta do mojego mieszkania,
      rano obudziłam się bez laptopa i wszystkich cenniejszych sprzętów. A na
      komisariacie gdy policjant zapytał mnie jak wyglądał ten "Krystian" ( bo tak
      chyba miał na imię) odpowiedziałam z rozbrajającym uśmiechem, że przystojny był
      big_grin. Policjant schował się pod biurko a znajomi śmieją się ze mnie do dziś.
      - ostatnio odbiło mi na punkcie faceta, którego ledwo co znałam. Rzuciłam pracę
      bo tak chciał, przestałam brać lit bo tak chciał ale to w ogóle dziwne było, on
      ma borderline,
      - o nieostrożnych zachowaniach seksualnych to raczej nie muszę pisać bo z tego
      co przeczytałam to dużo osób miało podobne przeżycia,
      Po przeczytaniu kilku postów w tym temacie doszłam do wniosku, że sporo
      przedstawicielek płci pięknej odkrywa w sobie biseksualność w manii. Ze mną jest
      podobnie tongue_out
      Na szczęście nie zaciągam długów bo nie mam zdolności kredytowej...
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka