dzedlajga
01.07.09, 23:24
część z nas robiła na terapii ćwiczenie, polegające na uspokojeniu dziecka,
które w nas głośno płacze, bo stało się coś strasznego. Najczęściej były to
sytuacje, gdy zostaliśmy sami, lub obudziliśmy się w nocy i nikt do nas nie
przyszedł.
Jeśli chcecie, możecie sprawdzić, popytać rodziców: ZAWSZE ktoś przyszedł,
żeby zobaczyć co się dzieje i nas uspokoić. Tylko powiedział, że nic się nie
stało i tego właśnie nie mogliśmy zapamiętać. Bo dziecko, które czuje się
opuszczone traci poczucie bezpieczeństwa i dla niego stało się najgorsze, co
mogło się stać. Dziecko bez opiekuna traci grunt pod nogami.
NIGDY NIE WOLNO MU WTEDY POWIEDZIEĆ, że nic się nie stało. Trzeba je
przytulić, powiedzieć, że już jest dobrze i pozwolić mu się wypłakać. Niech
płacze tak długo jak będzie tego potrzebować, żeby się uspokoić. A potem po
całym wydarzeniu nie zostanie żaden ślad w pamięci. Bo problem został
rozwiązany, więc nie ma problemu. Nie ma o czym pamiętać.
Więc jeśli nikt nas nie utulił wtedy, musimy teraz zrobić to sami. I
zapamiętajmy na zawsze, NIE WOLNO ZAPRZECZAĆ UCZUCIOM INNYCH.
Jeśli ktoś cierpi, to nawet jeśli NAM powód wydaje się absurdalny, to dla tej
osoby, powód do rozpaczy jest REALNY. I trzeba TYLKO zrozumieć, że ten ktoś
cierpi. Zrozumienie uczuć leczy.