38takatam
15.07.09, 11:41
Poraz kolejny sprobowalam.Odstawilam leki.Po 0k 2 tyg "wzielo"
mnie.Znalazlam nowego lekarza.Podszedl do mnie ludzko.Nie mogl
nadziwic,ze tyle w zyciu przeszlam...historia na miano ksiazki-
powiedzial.Mam bez watpienia CHAD.Leki do konca zycia.Jakby co to
biegiem do niego.
Nie to mnie jednak zmartwilo.Wiedzialam,ze mam to paskudztwo skoro
poczulam je w sobie kiedy odstawilam leki.Potrzebowalam tylko
potwierdzenia.Zmartwilo mnie to ze kiedy go zapytalam-p dok czy ja
moge zyc w szczesliwym zwiazku? odp. jesli partner zgodzi sie na to
ze od czasu do czasu bedzie pani znikala na kilka dni,a potem wroci i
rzuci mu sie pani na szyje to tak.Jesli wczesniej nie powstrzymala
pani wiez do swoich dzieci (a nie ma silniejszej wiezi)to jak ten
chlopina ma pania powstrzymac.
Mialam zamiar poprosic partnera do gabinetu,myslalam,ze lekarz go
podtrzyma na duchu udzieli praktycznych rad...ale po tym nie bylo
mowy.
Co to znaczy?
Czy pomimo branych lekow bedzie mi tak odbijac?
Czy ja juz nigdy nie bede miala normalnego domu?
Prosze napiszcie jak Wy to widzicie.