Dodaj do ulubionych

Jesteśmy malutką mniejszością, ale... :-)

07.03.04, 23:08
w dzisiejszych czasach każda mniejszość ma swój głoswink
i choć dość mało nas tutaj
mam kilka pytań do wszystkich "złych wiedźm"wink
czy ze względu na swoj stosunek do dzieci/ macierzyństwa miałyście problemy w
związku?
czy wasi faceci to akceptuja?
czy zawsze tak czułyście?
czy myślicie, ze to się kiedyś zmieni, czy raczej nie?
czy otoczenie, rodzina traktuje was jak dziwolągi (nawet jesli nie mówia tego
wprost)?
czy rzeczywiście widzicie jakąs "praprzyczynę" tego stanu rzeczy?
Ufff, tyle na razie. ja odpowiem jak ktoś sie odezwiesmile

Wszystkim zainteresowanym kwestią mitu instynktu macierzyńskiego i
zwolenniczkom teorii urazu z dzieciństwa polecam ksiązkę Elisabeth Badinter
"Historia miłości macierzyńskiej".

Aha, zgadzam sie z kimś tam, ze nazwa tego forum nie jest szczęśliwa, moze
sugerowac skojarzenia z kapryśnymi smarkulami, a nie z kwestią dojrzalego
wyboru. może coś innego np. "niematki"?winkok, wymyślcie coś...
dobra, kończe i pozdrawiam.
Obserwuj wątek
    • orvokki Re: Jesteśmy malutką mniejszością, ale... :-) 09.03.04, 16:48
      Cześć!
      hurra!
      Grupa wsparcia dla bezdzietnych-z-wyboru smile

      Odpowiadając na niektóre z Twoich pytań:
      - w naszym związku nie jest to problemem. Założyłam, że kwestia czy się chce
      dzieci czy nie, jest na tyle istotna, że wymaga omówienia. Mój mąż, a wtedy
      jeszcze nie mąż w pierwszym odruchu stwierdził, że chciałby kiedyś kiedyś mieć
      dzieci, ale wyszło na jaw, że to jest u niego (a mam wrażenie, że u większości
      facetów) takie raczej bezrefleksyjne, na zasadzie wszyscy mają, no i chciałby z
      synem w piłkę pograć, względnie pobawić się jego kolejką smilePrzeprowadziłam
      małą agitkę cytując co smakowitsze opisy z Wysokich Obcasów i innych żródeł (o
      naturalnych porodach, depresji poporodowej i problemach wychowawczych...) - to
      był mój okres bardziej wojujący jeszcze wtedy i swojego prawa do bezdzietności
      broniłam dość zapalczywie. Na szczęście mój luby nigdy nie uważałmnie z tego
      powodu za jednostkę zwyrodniałą i zaakceptował mój punkt widzenia dość szybko.
      - czułam, że nie chcę mieć dzieci, odkąd problem zaczął mnie naprawdę dotyczyć
      i zaczęłam się nad tym poważnie zastanawiać. Z tym, że początkowo moje uczucia
      były bardziej jaskrawe, nie lubiłam dzieci dość żywiołowo i miałam dużo
      negatywnych teorii na temat tego, dlaczego ludzie w ogóle mają dzieci (na
      przykład, że nie mają lepszego pomysłu, albo czują, że w ich życiu już wszystko
      fajne się zdarzyło...). Teraz jestem wiedźmą łagodniejszą, od dawna już nie
      wabię dzieci do swojej chatki z piernika i nie piekę na ruszcie smile
      - co do kwestii, czy się to zmieni czy nie... no cóż. Myślę, że nie, ale tak
      naprawdę myślę, że człowiek nie jest w stanie przewidzieć, w jaką stronę się
      jego rozwój i jego życie potoczy. A nuż mi się odwidzi?
      - część otoczenia traktuje mnie jak dziwoląga, a częśc po milionach rozmów
      widzi również moje racje.
      Starsza i bardziej konserwatywna część rodziny regularnie dopomina się o
      wnusia/prawnusia. Teściowa uważa, że zmienię zdanie po pierwszej wpadce,
      albowiem istnienie skutecznej antykoncepcji nie mieści jej się w głowie.
      - a doszukiwanie się praprzyczyny uważam za niewłaściwe. To właśnie chęć
      sprowadzenia na ten najlepszy ze światów następnego człowieka wymaga
      uzasadnienia jeśli już smile
      Pozdrawki i czekam, aż podzielisz się swoimi odpowiedziami na zadane przez
      Ciebie pytania, Peachess.
    • peachess Re: Jesteśmy malutką mniejszością, ale... :-) 10.03.04, 22:42
      witam orvokki i podobne stwory jeśli sie pojawią. moja kolej:
      - w dotychczasowych zwiazkach nie było w ogóle mowy o dziecku, a mój obecny
      narzeczony ma córke z poprzedniego związku, wiec czuje sie chyba spełniony w
      tej dziedziniewink akceptuje moje podejście do sprawy, zresztą ciśnienia bym nie
      zniosła.
      -zawsze tak czułam, o ile pamietam, i choć nigdy nie można przesądzac z góry,
      nie wierze by mialo sie to zmienić. (mam 26 lat)
      -na razie raczej nie, chyba ze rozmowa zejdzie na ten konkretny temat, to
      ludzie zazwyczaj są zdziwieni tym co mówie. Moja matka tez jeszcz nie ciśnie,
      choć wiem ze pewnie chciałaby być babcią i za jakis czas moge sie
      spodziewać "delikatnych" pytan - ona chyba cały czas wierzy ze ja po prostu
      jeszcze do tego nie dorosłam...smile
      -praprzyczyny nie widze. moze co najwyżej egoizm (zieloniutki, świeży i
      radosny, gdy ktoś sie go nie wstydzismile)
      pozdrawiam!
      peachess
      • izabellas Re: Jesteśmy malutką mniejszością, ale... :-) 17.03.04, 14:41
        Cześć
        ja chyba nie chcę dziecka mówiąc otwarcie, z egoizmu. Mam fantastyczną pracę,
        dużo podróżuję i lubię spędzać czas w sposób jaki lubię ja i mój partner, a nie
        w jaki ktoś na mnie wymusza - czytaj np. na gotowaniu kaszki, czy karmiebniu po
        kilka razy na dzień. Rodziców mam fajnych - nie mam żadnych urazów z
        dzieciństwa. Mam raczej problem, że to mój ukochany chce bobaska, co prawda nie
        teraz, za jakiś czas, ale chce i wiem, ze byłby nieszczęśliwy, gdyby go nie
        miał. I to dla mnie jest problemem. Natomiast wkurzają mnie (mimo, że b. się
        staram nie tracić zdroowia) rodzinne przytyki na temat tego, że mam taki
        właśnie stosunek do dzieci i macierzyństwa. Pewnie kiedyś ze względu na mojego
        partnera podejmę tą decyzję, choć dziś drżę na samą myśl o tym. Mam jednak
        nadzieję, że choć nie bedę jedną z tych matek zakochanych w swoim dziecku i
        klaszczących w rączki jak dzieciak usiądzie na nocniku, to wychowam tego kogoś
        na wartościowego człowieka. W każdym razie odkładam to na bardziej odległą
        przyszłość - pisałam tutaj, że denerwują mniekontakty z rodziną w tym temacie,
        np. moja kuzynka (jesteśmy rówieśniczkami- a mam lat 26) jedyne co w życiu
        osiągnęła to urodzenie dwójki dzieciaków i stanowisko kury domowej na pełnym
        etacie i brak czasu dla siebie, ale za to z przekonaniem i ważną miną mówi
        mi "Szkoda, że nie masz takiego bąbelka, bo to jest prawdziwy sens życia." Nic
        nie mówię, bo co mam powiedzieć, że ja za to skończyłam studia, b. szybko
        awansowałam i teraz piastuję b. ważne w mojej firmie stanowisko kierownicze i
        mogłabym jeszcze trochę moich sukcesów wymieniać. Milknę więc, bo po co, tylko
        że tak postrzega sprawę spore grono ludzi. Postanowiłam przestać się pieklić i
        zaczęłam olewać - ucinając takie dywagacje "każdy buduje swoje szczęście na
        swój sposób". Pozdrawiam
    • orvokki Re: Jesteśmy malutką mniejszością, ale... :-) 19.03.04, 21:36
      Hmmm, może moją postawę też można nazwać egoizmem... ale jak dla mnie jest to
      zdrowy egoizm i nie wstydzę się tego. Ci, co mają dzieci, też często mają je z
      egoizmu i to jest gorszy egoizm, bo wykorzystuje słabszego.

      Taaaa, rozmowy z dzieciatymi bywają dziwne. Kiedyś był taki artykuł w Wysokich
      Obcasach o porodach naturalnych, ze zdjęciami, dla mnie coś koszmarnego.
      Spotkałam się wtedy z przyszłą teściową i jej drugą synową (która wtedy miała
      dziecko paromiesięczne) i mówię, że dla mnie ten artykuł był obrzydliwy, a one
      na to chórem i z naprawdę kretyńskim wyrazem twarzy: "Ale przecież to jest
      piękne!!!" - Ale co takiego? - ja na to, a one "Nowy człowiek". Yach.

      Ja mogę zrozumieć, że dla niektórych ludzi dziecko jest spełnieniem marzeń, ale
      nie rozumiem dlaczego pęknięcie krocza i inne rozkoszności mają być
      metafizycznym doświadczeniem albo czymś pięknym i wzniosłym. Dla mnie to czysta
      fizjologia, zło konieczne i nie ma po co do tego dorabiać teorii.

      Moja druga szwagierka jest w ciąży i teraz reszta rodziny mojego męża mnie
      dopinguje, że nie powinnam zostawać w tyle. Próbowałam wyjaśnić, że nie planuję
      startować w tej konkurencji, na co moja teściowa powiedziała "Do pierwszej
      wpadki".
      A wydawałoby się, że antykoncepcja to coś oczywistego.
      • judytak Re: Jesteśmy malutką mniejszością, ale... :-) 14.04.04, 15:33
        orvokki napisała:

        > nie rozumiem dlaczego pęknięcie krocza i inne rozkoszności mają być
        > metafizycznym doświadczeniem albo czymś pięknym i wzniosłym. Dla mnie to
        czysta
        > fizjologia, zło konieczne i nie ma po co do tego dorabiać teorii.

        czytałaś kiedyś o alpinistach? himalaistach, polarnikach, itp.?
        że zimno, odmrożenia, głód tlenowy, ślepota od śniegu itp. itd.?
        też fizjologia, i to dość obrzydliwa,
        a takich ludzi powszechnie się podziwia,
        i powszchnie się uznaje, że te doświadczenia są piękne i wzniosłe

        a niektóre kobiety w ten właśnie sposób przeżywają swoje porody

        pozdrawiam
        Judyta
        • orvokki Re: Jesteśmy malutką mniejszością, ale... :-) 14.04.04, 23:18
          judytak napisała:

          > orvokki napisała:
          >
          > > nie rozumiem dlaczego pęknięcie krocza i inne rozkoszności mają być
          > > metafizycznym doświadczeniem albo czymś pięknym i wzniosłym. Dla mnie to
          > czysta
          > > fizjologia, zło konieczne i nie ma po co do tego dorabiać teorii.
          >
          > czytałaś kiedyś o alpinistach? himalaistach, polarnikach, itp.?
          > że zimno, odmrożenia, głód tlenowy, ślepota od śniegu itp. itd.?
          > też fizjologia, i to dość obrzydliwa,
          > a takich ludzi powszechnie się podziwia,

          ostożnie z takimi generalizacjami... jedni podziwiają, inni twierdzą, że to
          ucieczka od prawdziwego życia, względnie tłumienie różnych lęków ekstremalnymi
          przeżyciami... wink
          > i powszchnie się uznaje, że te doświadczenia są piękne i wzniosłe

          No chyba akurat niekoniecznie za piękne i wzniosłe uważa się doświadczenia typu
          odmrożenia i śnieżna ślepota, tylko raczej triumf ducha nad nimi, fakt, że mimo
          tego udało im się coś tam osiągnąć?

          > a niektóre kobiety w ten właśnie sposób przeżywają swoje porody
          Dobrze dla nich, ale to przecież nie jest norma. Jedne przeżywają to tak, inne
          inaczej... Znam kobiety, które sam poród wspominają jako zdarzenie dość
          koszmarne (również z powodu warunków i traktowania w szpitalu, ale to już inna
          bajka) i żadnej metafizyki do tego nie dorabiają, patrzą na to, jako na coś, co
          trzeba było i warto było przejść, skoro się chciało mieć dziecko, a nie jak na
          wartość samą w sobie...
          >
          > pozdrawiam
          > Judyta
          • judytak Re: Jesteśmy malutką mniejszością, ale... :-) 16.04.04, 11:49
            orvokki napisała:

            > ostożnie z takimi generalizacjami... jedni podziwiają, inni twierdzą, że to
            > ucieczka od prawdziwego życia, względnie tłumienie różnych lęków
            ekstremalnymi
            > przeżyciami... wink

            a co to jest "prawdziwe życie"?
            pewnie dla każdego coś innego :o)

            > No chyba akurat niekoniecznie za piękne i wzniosłe uważa się doświadczenia
            typu
            > odmrożenia i śnieżna ślepota, tylko raczej triumf ducha nad nimi, fakt, że
            mimo
            > tego udało im się coś tam osiągnąć?

            no dobrze, stosowałam skrót, który trafnie rozwinęłaś :o)

            > > a niektóre kobiety w ten właśnie sposób przeżywają swoje porody
            > Dobrze dla nich, ale to przecież nie jest norma.

            nie wiem, jaka jest norma
            na 100% pewnie, to człowiek zna tylko własne doświadczenia
            i moje są właśnie takie :o)

            Jedne przeżywają to tak, inne
            > inaczej...

            i właśnie dlatego nie lubię, jeśli ktoś coś, co ja osobiście i spontanicznie
            przeżywam w taki, a nie inny sposób, nazywa np. "dorabianiem metafizyki" -
            czyli, przekładając na prosty język, mówi, że "to wcale nie prawda, ona tylko
            tak mówi, żeby było jej przyjemniej"

            patrzą na to, jako na coś, co
            > trzeba było i warto było przejść, skoro się chciało mieć dziecko, a nie jak
            na wartość samą w sobie...

            "samą w sobie", to nie,
            wcale nie chciałabym rodzić i potem nie mieć dziecka :o)
            ale też nie chciałabym nie rodzić, i od razu mieć "gotowe" dziecko
            dla mnie to wszystko razem ma sens

            jak nie chcesz, to nie wierz :o)

            pozdrawiam
            Judyta

            • orvokki Re: Jesteśmy malutką mniejszością, ale... :-) 16.04.04, 13:59
              > i właśnie dlatego nie lubię, jeśli ktoś coś, co ja osobiście i spontanicznie
              > przeżywam w taki, a nie inny sposób, nazywa np. "dorabianiem metafizyki" -
              > czyli, przekładając na prosty język, mówi, że "to wcale nie prawda, ona tylko
              > tak mówi, żeby było jej przyjemniej"

              Hmmm. Fakt, masz rację, niektóre kobiety rzeczywiście tak to mogą odbierać i
              wcale nie chcę zarzucać, że kłamią, mówiąc o takich przeżyciach. Nie chciałam
              Cię takim posądzeniem urazić ani czegoś takiego sugerować. Ale to jest
              doświadczenie indywidualne, natomiast nie lubię czegoś takiego pojawiającego
              się w publikacjach lub też w wypowiedziach o charakterze ogólniejszym. To bywa
              niestrawne...
              pozdrawiam
    • wlekliczka Re: Jesteśmy malutką mniejszością, ale... :-) 10.04.04, 18:38
      Dorośnijcie!
      Piszecie o tym, jakbyście miały powód do dumy. Nie chcecie - to po co tu
      zaglądacie? To śmieszne.
      Ja myślę, że właśnie w Was zaczyna się rodzić pragnienie dziecka.

      Ja też nie chciałam dziecka, potem przez przypadek zaszłam i jestem bardzo,
      bardzo szczęśliwa. W czasie ciąży zrobiłam film dla młodzieży dla TVP, po
      urodzeniu synka założyłam firmę, którą prowadzę 2 lata. Wyszłam za mąż i miałam
      cudowny ślub, jak synek miał 8 mies. Wszystko jest na swoim miejscu. No i ta
      duma, bo mój mąż jest TAK NIESAMOWICIE dumny z dziecka smile Jest śliczny, połowa
      męża, połowa mnie: mój kształt oczu, spojrzenie męża. Super!

      Nie wiecie, ile tracicie.
      --
      www1.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=621&w=7712844
      • peachess to nie jest forum dla ciebie 12.04.04, 18:16
        ... więc po co tu zaglądasz?
        Ja wchodzę na eDziecko... żeby poprawić sobie humor. Jak mi cos nie idzie i
        myśle że życie ciezkie jest i pełne problemów, wchodze na forum o nocnikach,
        alergiach, ząbkowaniu, chorobach, sraczkach i matkach które nie mogą bez
        dziecka pójść do kibla - i wtedy moje problemy wydają się tak cudownie
        malutkie...

        Fajnie, że jesteś szczęśliwa, ale wybacz, że ci nie zazdroszczę.
        Nawet "podświadomie", cokolwiek by to miało znaczyćwink
    • madelaine6 Jedno male pytanko 12.04.04, 19:50
      Skoro nie lubicie dzieci,to co robicie na edziecku???Tak tylko pytam,bo mnie to zastanawia.Ja jak czegos nie lubie,to po prostu to omijam,a na tym akurat forum od tematow o dzieciach az sie w glowie kreci...
      Wydaje mi sie,ze to jakas marna prowokacja:o
    • aquarius44 Re: Jesteśmy malutką mniejszością, ale... :-) 25.08.04, 22:07
      Problem macierzyństwa (mojego) praktycznie dla mnie nie istnieje. Wiem czego
      potrzebuje do szczęścia i nie jest to dziecko. jednak masowa indoktrynacja
      jakiej jestem poddawana ze strony wszelakich cioć a nawet koleżanek zaczyna
      wzbudzać we mnie agresję. W kwestii dziecka każdy sie czuje upoważniony do
      udzielania dobrotliwych porad (zwłaszcza odkąd skończyłam 30-stkesmile że juz czas
      byłby. Nikt nie może zrozumieć, że ja NAPRAWDE NIE LUBIE DZIECI i tej całej
      oślizłej otoczki, zwiazanej z opieka nad dzieckiem. To nawet nie chodzi o jakąś
      kariere zawodową. Po prostu odpowiada mi tryb zycia jaki prowadze.
      Moj mąż tez nie cierpi dzieci, ale generalnie to kobieta jest postrzegana jako
      kuriozum.
    • serendepity Re: Jesteśmy malutką mniejszością, ale... :-) 15.09.04, 20:28
      Nigdy nie mialam problemow z zwiazku. Poprzedni facet nie spieszyl sie do
      posiadania dzieci raczej myslal w stylu moze pozniej ale bez przekonania.
      Maz absolutnie sie zgadza ze mna w tej sprawie i mysle, ze czesciowo kieruja nim
      te same pobudki co mna - egoizm i wygoda obecnego zycia.
      Czy zawsze tak czulam - nigdy nie myslalam o posiadaniu dziecka. W ogole ten
      temat przechodzil bokiem.
      Mam nadzieje, ze mi sie to nie zmieni. Na prawde podoba mi sie tak jak jest.
      Jestem jedynaczka, nie potrzebuje towarzystwa na sile, wrecz przeszkadza mi
      obecnosc osob trzecich wiec zakladam, ze wszechobecne dziecko denerwowaloby mnie
      tylko.
      Moja rodzina szczesliwie nie wnika w moje sprawy bo wiekszosc mieszka w innych
      miastach a od strony ojca praktycznie nie ma rodziny. Moi rodzice czasami
      traktuja mnie jakbym miala mniej lat i chyba nawet nie mysla o mnie jak o
      ewentualnej matce. Rozmawialam kiedys z moja matka i pytalam sie czy ona by
      chciala zebym miala dzieci itp ale w ogole mi na to jakos nie odpowiedzala. Moze
      i by chciala ale na pewno nie zdradza sie z tym. Tesciowa to moze z raz cos tam
      wspominala ze chetnie by sie wnukami zajela ale temat zostal grzecznie uciety
      przez meza, ze musi poczekac na dzieci jego brata.
      W pracy mam spokoj bo pracuje z samymi facetami wiec raczej nie ma kto mnie
      nagabywac. Co ciekawe wiekszosc z nich wlasnie niedawno zostala tatusiami i sa
      raczej zadowoleni z tego stanu (pomijajac niewyspanie i to ze musieli zaczac
      robic rozne rzeczy sami bo zona juz nie ma czasu).
      Jedyne osoby ktore czasami mnie katuja tym tematem to dosc dalecy znajomi.
      Zakladaja, ze ja na pewno chce dziecka tylko jeszcze o tym nie wiem. Bardzo
      irytuja mnie takie gadki.
      Nie widze zadnej praprzyczyny w mym zachowaniu. Po prostu bylam jedynaczka ktora
      zawsze potrafila sobie znalezc zajecie i jest absolutnie przystosowana do zycia
      w malym stadzie. Nie mialam w otoczeniu zadnych malych dzieci.
      Tak na prawde to wrecz nie wyobrazam sobie, zeby nagle moje zycie mialo runac w
      gruzach i mial pojawic sie potomek. Moim zdaniem moj maz nie nadaje sie na ojca.
      Teoretycznie jest dosc spokojny ale latwo sie irytuje drobiazgami. Obawiam sie,
      ze wiekszosc obowiazkow by spadla na mnie. Opowiesci kolegow z pracy utwierdzaja
      go w checiach nieposiadania dziecka. Widmo nie przespanych nocy i obowiazek
      zajmowania sie dzieckiem odrzuca go.
      W moim przypadku dochodzi jeszcze jedna sprawa - to ja bylabym w ciazy, to ja
      musialabym sie meczyc przez te kilka miesiecy, to ja musialabym przezywac porod,
      musialabym dochodzic do poprzedniej sylwetki po porodzie zajmujac sie
      jednoczescnie brzdacem, to moja kariera by upadla a maz co najwyzej moglby
      pozajmowac sie od czasu do czasu dzieckiem. Taka sytuacja zupelnie mi nie
      odpowiada.
      Nie chce sie poswiecac dla dziecka wystarczy mi poswiecenie dla meza. Nie
      chcialabym sie denerwowac z powodu dziecka, bac sie stresowac itp. Wygodniej mi
      zajmowac sie moim zyciem takim jakies jest teraz.

      Serendepity.

      • peachess Re: Jesteśmy malutką mniejszością, ale... witam! 07.10.04, 12:18
        witaj serendepity i autotki wszystkich wypowiedzi!

        długo tu nie zagladalam, a ty dyskusja sie rozwinela i forun urosło!
        super.

        serednepity, moje odczucia co do tematu sa zdecydowanie podobne do twoich.
        jestem jedynaczka, egoistka, kocham niezaleznosc, mozliwosc zmian i styl zycia
        jaki mam teraz. czasem potrzebuje SWIETEGO SPOKOJU i nie mam ochoty na
        zajnowanie sie kims 24/7.
        temat ciąza/poród/niemowlaki mnie przeraza i obrzydza. dzieci lubie powyżej lat
        6. z młodszymi raczej nie łapie kontaktu.
        boje sie udupienia w domu i poczucia rezygnacji z 80% rzeczy dzieki którym
        lubie swoje zycie.
        moj facet tea moim zdaniem srednio na ojca sie nadaje (nerwus) ja tez mam dosc
        trudny charakter, wiec to chyba mie najlepsza kombinacja...
        jesli ktos bardzo szuka praprzyczyny, wychowalam sie bez ojca (rozeszli sie jak
        mialam 2,5 lat, on wyjechal). znam jednak dziewczyny których brak ojca nie
        odrzucil od macierzynstwa wiec to moze nie to...

        mam 27 lat.

        Pozdrawiam!


    • oxygen100 Re: Jesteśmy malutką mniejszością, ale... :-) 02.10.04, 20:37
      Mi sie wydaje ze praprzyczyna byla wpadka mojej kolezanki jeszcze w LO. No i
      strach ze sama wpadne bo chcialam skonczyc studia itp. Ale pamietam ze jeszcze
      w podstawowce mowilam ze przeciez jak sie wychodzi za maz to dzieci mozna miec
      pozniej. Jakos tak mi sie w glowie zakodowalo ze mam jeszcze czas jeszcze
      jestem za mloda i tak mi zostalo hehe. A i tak bylabym stara pierwiastkatongue_out. Moi
      znajomi tez sie jakos z przekazywaniem wlasnych genow nie spieszyli wiec nawet
      nei mialam jak zweryfikowac czy lube dzieci czy nie. po prostu dla mnie to
      kosmos. I niech tak zostanie. Ale pewnei trzeba bedzie o tym kiedys pomyslec.
      Inna sprawa ze zawsze mialam "dobry wykret" bo taka praca, bo izotopy bo
      substancje niebezpieczne dla zdrowia, zabronione w trakcie ciazy, bo projekt
      trzeba zrobic na czas. Moj maz na szczescie jest wyrozumialy nie naciska.
    • agamagda Re: Jesteśmy malutką mniejszością, ale... :-) 03.10.04, 09:56
      Jeśli nie lubicie dzieci to ich nie miejcie, nie dorabiajcie jakiejsc
      metafizyki do tego. Jestesmy w wolnym kraju, kazdy ma prawo do własnego wyboru
      i własnego zdania. Co do presji otoczenia, to opowiadacie dyrdymałki, jeśli
      małżeństwo (ogólnie związek) nie ma dzieci przez okolo dwa lata to pytania
      ustają, bo ludzie wychodzą z założenia że jest pb "techniczny" i nie drążą.
      Wiem to z własnego doświadczenia i doswiadczenia koleżanek, które pozno miały
      dzieci (wlaśmnie studia kariera, zmiana męza itp). Jeśli wychodzicie z tekstami
      nie lubię bo "tu zostawiam miejsce na teorie ktore dopiero co przeczytałam,
      typu oslzgłe, beczące", to ludzie będą was traktować jak dziwologi.
      Wydaje mi się że ludzie nie krytykuja Was, za niechęć posiadania dzieci ale za
      sposób w jaki to okazujecie.
      • verdana Re: Jesteśmy malutką mniejszością, ale... :-) 03.10.04, 14:52
        Ciekawe. Bo dla mnie jest oczywiste, że jeśli dziewczyny piszą, że ludzie
        pytają, to ludzie pytają, jakoś nie przejmując się taktem. No chyba, zeby
        przyjąć, ze wszystkie tu piszące mają obsesję, albo bezczelnie kłamią. Może
        Twoje doswiadczenia są inne, ale jak pouczałaś dziewczyny na innym wątku, nie
        należy wyciągać wniosków z jednostkowych doświadczeń, bo one o niczym nie
        swiadczą (chyba, ze Cię z kimś pomyliłam, ale chyba nie).
        • agamagda Re: Jesteśmy malutką mniejszością, ale... :-) 03.10.04, 16:12
          Witaj Verdano,
          Nie pomyliłaś sie to ja - wątek o dobrym towarzystwie. Weszłam tu trochę przez
          przypadek, i się zasiedziałam się, gdyż zaskoczył mnie sposób podejścia
          dziewczyn do dzieci. To, że dzieci nie lubią to jedno, mają prawo, ale sposób w
          jaki się odnoszą do innych posiadających dzieci jest pełen nietolerancji.
          Wydaje mi się że właśnie w reakcjach jakie napotykają, chodzi o tę formę, a nie
          o sam fakt, że nie lubią dzieci i nie chcą ich mieć. Przeczytaj (jeśli nie
          czytałaś np.wątek o ślubie, ale bez dzieci - dla mnie ale chyba i dla
          większości rodziców, tak postawiona propozycja, to trochę jakby powiedzieć do
          inwalidy przyjdz na ślub, ale bez wózka inwalidzkiego, bo będzie przeszkadzał,
          takie się odnosi wrażenie. Dodam, ze mój pierwszy slub, też organizowaliśmy w
          restauracji i rodzicom zaznoczylismy że nie restauracja nie zapewnia opieki nad
          pociechami. Większość zrozumiała,obyło się bez sensacji. Albo komentarze typu
          oślizgłe, śmierdzące etc... lub zrobię sobie dziecko żeby nie byc sama na
          starość??? już nie chce mi się porównywać, ale te "panienki" też nie zawsze są
          pachnace.
          Chodziło mi o więcej dystansu i bardziej może zdystansowany sposób wypowiedzi.
          Bo wybor tego co ktoś lubi czy nie naprawdę nalezy do każdego z nas.
          • breneka Re: Jesteśmy malutką mniejszością, ale... :-) 03.10.04, 19:10
            E tam. Skoro do posiadania dzieci mozna dorabiac cala metafizyke i cholera wie
            jeszcze (chociaz to naturalne, ze sie czlowiek rozmnaza, jak cala przyroda
            zreszta) to i do nie lubienia dziewi mozna sobie dorobic pare teorii. Zreszta
            czlowiek na taka nature, ze do wszystkiego teorie dorabia.
            A co do nietolerancji tych nie lubiacych dzieci w stosunku do dzieciatych. No
            coz MOJA TEORIA wink jest taka, ze same te nielubiace zbyt czesto spotykaja sie z
            nietolerancja. No bo jak to nie lubisz dzieci? Jak to nie chcesz miec?
            NIENORMALNA JESTES? Moze wizyta u psychologa by ci pomogla? Nie dziwne, ze w
            koncu sie wybucha. Zyj i pozwol zyc. Nie kazdy musi lubic dzieci, psy, ludzi,
            smazona watrobke czy pikantne skrzydelka w KFC. Kazdy jest inny. A my po to
            mamy rozum zeby przynajmniej postarac sie zrozumiec innych i ich poglady.
            • oxygen100 Re: Jesteśmy malutką mniejszością, ale... :-) 03.10.04, 20:22
              Droga breneko nie wiem czy zauwazylas ze jest to forum pt. "nie lubie dzieci"
              wstep wolny jak wszedzie (prawie bo niektore fora wymagaja autoryzacji) ale
              nasza droga kolezanka uwaza za stosowne wtracic tu swoje kilka groszy i POUCZYC
              nas jak zauwazyla verdana o naszej glupocie lub jak kto woli skrzywieniu
              emocjonalnym. Ze sobie teorie dorabiamy. No tak raczej praktyki nie ma
              wiekszosc z nas poza nilinymi wyjatkami ktore dzieci posiadaja ale nie
              koniecznie za nimi przepadaj (nie mowie o wlasych latoroslach) I tak mamy wiele
              szczescia ze agamadzia czy jakos tak nie skwitowala swej wypowiedzi ze JESTESMY
              PO PROSTU ZALOSNE smile)
              To takie typowe stwierdzenie pokazujace czyjas wyzszosc (zapewne agamadzia
              zostala tu oddelegowana aby nam glupoty wyperswadowac) nad innymi maluczkimi,
              bardzo charakterystyczne dla Mlodych Mezatek ktore wszystkie rozumy
              skonsumowaly. Czyz nie??smile)
              • verdana Re: Jesteśmy malutką mniejszością, ale... :-) 03.10.04, 20:42
                Hm. Jako doc. dr hab. (prawda, że to ładnie brzmi, każę to sobie umiescić w
                nekrologu) wypowiadam się tu autorytatywnie: prześladowane mniejszości mają
                tendencję do zachowań ekstremalnych. W tym wypadku do rażącego uczucia
                większosci twierdzenia, że dzieci są be. Jedyna rada, aby owe mniejszości
                przestały głośno wypowiadać tak odrażąjące i kontrowersyjne poglądy, to uznać,
                że mają one prawo mniemać, iż dzieci są be. Wtedy nie będa musiały tłumaczyć
                wiekszości, dlaczego nie lubią dzieci i nie będą musiały uciekać się do
                kontrowersyjnych i radykalnych argumentów (że dzieci są be). Mam nadzieję, że
                mój język doc. dr hab. jest zrozumiały i ze sprawa została wyjaśniona naukowo
                ku pozytkowi obu walczących stron.
                • judytak mniejszości 04.10.04, 13:05
                  verdana napisała:

                  > prześladowane mniejszości mają
                  > tendencję do zachowań ekstremalnych.

                  jakoś ostatnio wszyscy uważają siebie za mniejszość...
                  i do tego za mniejszość prześladowaną...

                  ci, co mają dzieci, i ci, co nie mają
                  ci, co karmią dzieci piersią, i ci, co nie karmią
                  ci, co wracają do pracy po macierzyńskim, i ci, co siedzą latami w domu
                  żeby cytować tylko z "dzieciowego" podwórka...

                  i wszyscy z racji "bycia mniejszością" pozwalają sobie na "ekstremalne
                  zachowanie"...

                  a dla mnie fakt, że kogoś nawet, powiedzmy, trzy razy w tygodniu ktoś zapyta, a
                  dlaczego ty (masz / nie masz, karmisz / nie karmisz itp.), nie jest powodem,
                  żeby "zachować się ekstremalnie"...

                  pozdrawiam
                  Judyta
                  • agamagda Re: mniejszości 04.10.04, 15:11
                    Zgadzam się z Tobą pod pretekstem walki o prawa mniejszoci (co pozostaje do
                    udowodnienia - jak wyżej pisałam,) ludzie pozwalają sobie na ekstremalne
                    ekscesy.
    • agamagda Re: Jesteśmy malutką mniejszością, ale... :-) 04.10.04, 11:53
      Jasno napisałam, że nie kwestionuję prawa wypowiedzi jakiejkolwiek mniejszości,
      wiecej wyrażnie powiedziałm, że uważam że każdy ma prawo lubić czy nie lubić
      dzieci, zwierząt Arabów,prawników, lekarzy, inne kultury , czy inną muzykę. Ich
      sprawa, ich życie, ich decyzje….osobiście jest mi bliska postawa mamy breneki.
      Nie podoba mi się forma, I dorabianie teorii I to jest moje prawo, czytając
      wypowiedzi szanownych koleżanek, jasno wynika ze one przez formę wypowiedz
      prowokują takie, a nie inne reakcje. Niechęć wynika z nieumiarkowanej formy
      wypowiedzi a nie z samego faktu, że one nie lubią dzieci.
      Oxygen100, nikogo nie pouczam, tylko wypowiadam własne zdanie. Rozumiem że z
      tym pouczaniem odnosisz się do wątku, Dolores w którym mówiłaś nie na temat I w
      sposób, przyznaj agresywny wśiekasz sie bo nie uzywasz argumentów tylko, gadasz
      pod publiczkę, co za kazdym razem dość łatwo ośmieszyć. Poza tym, już czas
      zebyś zaczęła czytać dokładnie co jest napisane I pojmowała sens wypowiedzi, a
      nie odpowiadała obok tematu.
      Verdana pisze o prześladowanych mniejszościach (słowo mniejszość wywołuje w tym
      przypadku uśmiech, ale załóżmy) , I o ekstramalnych zachowaniach. Ekstremalne
      zachowania I wypowiedzi budzą takież odpowiedz, co wiedzie do spirali agresji.
      Mogłabym wysunąć argumenty że normę stanowi wiekszość a co poza to jest to nie
      norma, o tym że jest to dekadencja I ze powoduje ona upadek, o przeszłości
      gatunku itp, itd ale uważam że nie warto, w takim temacie.
      Powtarzam, zmiencie formę wypowiedzi, więcej szacunku do uczuć innych ludzi,
      spowoduje że ludzie bedą akceptowaćź waszą inność (o ile ona w ogóle) istnieje.
      PS. Nie będę sie licytowała tytułam, (mam czym sie pochalić w skali
      europejskiej) bo nie one wpływają na mądrość człowieka.

      • oxygen100 Re: Jesteśmy malutką mniejszością, ale... :-) 04.10.04, 12:59
        Powtarzam, zmiencie formę wypowiedzi, więcej szacunku do uczuć innych ludzi

        Bo jak nie to czapa??

        Mogłabym wysunąć argumenty że normę stanowi wiekszość

        a nie MARGINES SPOLECZNY tak??

        Nie wiedzialam ze lubienie czy nielubienie kogo- czy czegokolwiek trzeba TU
        argumentowac. Ale przynajmniej dobrze ze w naszym spolecznstwie sa jeszcze
        NORMALNI ludzie. Tak trzymaj!!

        Nie będę sie licytowała tytułam, (mam czym sie pochalić w skali europejskiej)

        A jakie tutuly w Polsce sa inne niz w Europie poza habilitacja ale to ciebie
        chyba nie dotyczy??

        bo nie one wpływają na mądrość człowieka.

        nie wiedzialam ze niewykwalifikowany robotnik moze byc madrzejszy od profesora,
        ale widocznie jest tak jak mowisz hehe


        • agamagda Re: Jesteśmy malutką mniejszością, ale... :-) 04.10.04, 14:01
          Oxygene100, masz nadal trudności z czytaniem postów, jak opadną Ci emocje
          odpowiedz na temat, bo póki co to za przeproszeniem kłapiesz. Na każde z
          zadanych pytań masz odpowiedz w moim poprzednim poscie. W razie dalszych
          trudności przeczytaj odpowiedz Judyty.
          Ad mojego PS: Tak, są rózne tytuły, które możesz zdobyć w wielu krajach, tytuły
          są nie tylko naukowe, ale I zawodowe.
          I trzeba odróżnić wykształcenie od mądrości, bo na twoim przykładzie widać
          znakomicie na czym polega różnica.
                    • sekwestryna Re: Jesteśmy malutką mniejszością, ale... :-) 04.10.04, 16:12
                      Agamagda ty jakos tak wszystko bierzesz strasznie na powaznie. Nigdy nic nie
                      traktujesz z przymruzenem oka? moze kobita ma zlosliwe poczucie humoru a ty
                      tego nie czujesz??? Jak bylam w przedszkolu to spytalam kiedys dziewczynke z
                      najstarszej grupy dlaczego oni sie nigdy nie smieja?? I ona mi
                      odpowiedziala "bo starszacy sa powazni" Rozumiem ze Ty tez.
                        • hic_mulier Re: Jesteśmy malutką mniejszością, ale... :-) 04.10.04, 17:33
                          Wyswietliłam sobie ciebie agamagda i przyznaje ci sto procent racji we
                          wszystkich dyskusjach. A głównie kiedy piszesz ze syn do prywatnej szkoły
                          chodzi bo w panstwowej nic się nie nauczy. Masz rację w panstwowej nic się nie
                          nauczy a na pewno nie kultury osobistej ty konczyłas panstwową i to cholernie
                          widać - zero kultury a i rozumienie tekstow dowcipnych i nie pisanych
                          łopatologicznie zerowe.
                          • agamagda Re: Jesteśmy malutką mniejszością, ale... :-) 04.10.04, 19:35
                            Hic mulier poniżej pozwalam sobie zamieścić twoje wypowiedzi pełne kultury,
                            dobrego wychowania i zrównoważenia.
                            No agatko jak ja ciebie czytam to widzę że ty nastawiłaś się na superdziecko co
                            wszystko potrafi zdolniacha taki pływa tanczy jezyki zna. Kasy nie wydaje tylko
                            trzyma przy orderach a teraz jeszcze za naukę dodatkowe prezenty dostanie. Jak
                            dorosnie ci facet to bedziesz w domu miała wykształconego nadzianego typa
                            nastawionego aby od wszystkich łacznie z mamuśką wyciągnąć dla siebie jak
                            najwiecej. Jak kasa ci się skonczy to odejdzie w sina dal nawet nie splunie.
                            Wiem ze sie wsciekniesz ale przypomnij sobie za parę lat jak bedzie awantura
                            żeś mu za mature samochodu kupić nie chciała

                            Alergikiem jest z waszej winy. Cierpi bo
                            dziadkowie i rodzice doprowadzili do jego całkowitej nieodpornosci na brud i
                            bakterie. Organizm nie ma z czym walczyć, walczy sam z sobą dodatkowo
                            zalergizowany przez mydła wybielacze odkazacze
                            Jak czytam twoje wyjatkowo wredne wypowiedzi to mam wrazenie że ty nikogo nie
                            lubisz wszyscy są twoimi wrogami. Tesciowej nie znosisz dziewczyny obrazasz.
                            Nie bardzo dziwie sie ze tesciowa cie nie znosi wydaje się ze powód ma. Nie
                            myslę by dziecko powiedziało do twojej tesciowej mamusiu bo ty wogole pewnie
                            zabronisz mu się do niej odzywać. Ale przy takim wychowaniu i tym co w domu
                            uslyszy o rodzicach rodziców możesz mieć jak w banku ze jak doroscnie to powie
                            do siebie "S.... stara
                            Ale płacić na takich którzy
                            swiadomie rodzą dzieci i liczą że beda je utrzymywali z mojej pensji - nigdy. A
                            tym bardziej na takich którzy jednoczesnie korzystają z dóbr luksusowych a
                            swoje dzieci każa utrzymywać innym. Mnie na internet w domu nie stać bo muszę
                            płacić na dzieci takiej grr która za zabrane mnie i innym pieniądze opłaca
                            abonament.
                            Czy naprawdę uwazacie że wszystko tu jest w porzadku? Jak się ma na komputer i
                            internet a nie ma na obiad dla dzieci? Serio?
                            Najwyraźniej beatka3 ma podejrzenia, ze jej mąż jest pedofilem. W takim razie
                            nie rozumiem: albo wie o skłonnosciach męza i uprzedza córkę aby uwazała bo
                            tata ma niecne zamiary ale wtedy dlaczego się nie rozwiedzie, albo uwaza ze
                            kazdy mężczyzna chce zgwałcić swoja córkę pewnie była molestowana albo jest po
                            prostu niewiarygodnie głupia. Jej dziecku współczuję albo ma tatę pedofila albo
                            matkę idiotkę.

                            Twój mąż nie jest egoistą. Jest wrednym, oschłym, nieczułym draniem. Ja nie
                            rozumiem jak mozna powiedzieć żebyś nie jechała do ciężko chorego ojca bo jemu
                            się nie chce zostać a pieniadze na wyjazd można zużyć atrakcyjniej. I jeszcze
                            niektóre baby się z tym zgadzają. Wszystkim tym babom życzę aby w przyszłości
                            leżały na onkologii żygająć po chemii i umierały samotnie bo ich dzieci nie
                            miały ochoty ruszyć dupy i pojechały z mężem czy zoną na atrakcyjniejszą
                            wycieczkę

                            Jak widac przyganiał kocioł garnkowi.
                        • smutnaedyta Re: Jesteśmy malutką mniejszością, ale... :-) 04.10.04, 19:26
                          Dziwny jest ten watek.
                          U mnie w szkole był chłopiec, który bawił się w rzucanie jajkiem w tablicę,
                          wywalaniem koszy na śmieci. Kiedy nauczyciel go pytał czemu to robi to mówił że
                          go to bawi. Chyba tak właśnie zachowuje się oxygen100 w swoich wypowiedziach.
                          Jej nie chodzi o treśc, a o prowokację. Ago Magdo, nie dawaj się prowokowac,
                          Bo jesli powaznie uważacie jej wypowiedzi za śmieszne, to chyba jest coś nie
                          tak, również z moim poczuciem humoru.
    • martaglowacka Re: Jesteśmy malutką mniejszością, ale... :-) 09.10.04, 14:25
      Ja akurat zawsze chciałam mieć Dzieci i właśnie drugie mam pod sercem smile
      Przykra wiadomość jest taka, że pierwsze Dziecię poczęło się podczas zżywania
      tabletek hormonalnych i to bez zapomnienia o żadnej i bez innych czynników,
      które mogły wpłynąć na osłabienie działania uncertain Tak więc 100% pewności nigdy nie
      macie.
      Pozdrawiam gorąco
      Marta

Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka