Dodaj do ulubionych

kot = dziecko?

17.07.10, 01:06
niech mi ktoś przetłumaczy kilka faktów na ludzki język tak żebym zrozumiała?
1. zaobserwowaną tendencją wśród znanych mi bezdzietnych jest posiadanie kota:
dlaczego kota, a nie świnki morskiej, rybek, chomika, stada mrówek?
2. owi bezdzietni na wyścigi opowiadają jaki to nr wywinął ich kot: że
złośliwie nasikał na klawiaturę, bo pańcia (-cio)nie zwracał uwagi na niego
tylko na kompa, że zwinął rybę z patelni (smażącą się), że coś tam podrapał bo
coś tam, że spuszcza wodę w kiblu 700000 razy jak właściciela nie ma w domu;
po co ludzi zanudzać takimi rzeczami?
3. dlaczego tolerują takie wybryki u kota, chociaż dzieciak wg nich za coś
takiego jak zalanie kompa winien być bity w dupę?
4. dlaczego nieustannie odnoszę wrażenie, że owe koty są jak rozpuszczone
bachory i ja bym takiego zwierzaka w 3 dni doprowadziła do takiego porządku,
że nie śmiałby mi nic ruszyć w chacie?
5. dlaczego bezdzietni notorycznie substytuują sobie dziecko jakimś
sierściuchem, który jest 3874692837 razy głupszy i mniej ustawny niż dziecko?

PS tak nie lubię kotów, wprost ich nie cierpię
--
https://i36.tinypic.com/fp2dd2.jpg
Obserwuj wątek
    • on-the-grass Re: kot = dziecko? 17.07.10, 11:39
      Naprawdę nie znasz żadnych ludzi, którzy mają i dzieci, i koty? Ja znam mnóstwo,
      zaczynając od moich rodziców, a kończąc na znajomej "wojującej mamuśce" (nie
      wiem, co inni mają na myśli, uzywając tego określenia; ja rozumiem to jako
      osobę, która na każdym kroku podkreśla, jacy ludzie bezdzietni są godni potępienia).

      Znam też sporo bezdzietnych, którzy nie mają żadnych zwierząt, jedną bezdzietną
      z żółwiem...jak tak się teraz zastanawiam, to większosć moich znajomych kociarzy
      ma dzieci.

      Nie lubisz kotów, więc nie możesz zrozumiec, że ludzie chcą mieć kota nie
      dlatego, żeby im zastąpił dziecko, ale dla samej przyjemności posiadania tegoż.
      Podobnie jak mnie trudno jest zrozumieć chęć posiadania żółwia albo węża. Bo ani
      to przytulić, ani się pobawić...

      Sama mam kota od niedawna, opowiadam o nim tylko innym kociarzom, kiedy się
      wymieniamy podobnymi historjkami.

      Ludzie mają tendencję wyolbrzymiania wszystkiego, co dotyczy osób bezdzietnych
      albo żyjących w pojedynkę. Wszyscy się zaśmiewają do rozpuku z kota
      J.Kaczyńskiego - czemu nikt się nie śmiał z psa Kwaśniewskiego? Przecież to
      takie samo zwierzę...
      • broceliande Re: kot = dziecko? 17.07.10, 12:48
        on-the-grass napisała:

        Wszyscy się zaśmiewają do rozpuku z kota
        > J.Kaczyńskiego - czemu nikt się nie śmiał z psa Kwaśniewskiego?
        Przecież to
        > takie samo zwierzę...

        No właśnie, Kwaśniewski oprócz psa miał rodziną.
        Zaryzykuję stwierdzenie, że rodziny z dziećmi nie świrują tak na
        punkcie swoich zwierzaków.

        Jako bezdzietni mieliśmy królika, który obżarł kable, przez co dwa
        raz kopnął mnie prąd, dostał się do szafy i podziurawił wszystko
        dłuższe niż do kolan, zniszczył meble, a my to tolerowaliśmy.
        Mojej koleżance z dziećmi nie mieściło się to w głowie.

        Jako dzietni mamy psa (i myszkę) i faktycznie, do głowy by mi już
        nie przyszło zanudzać o zwierzakusmile

        --
        Kura podchodzi do stołu i mówi:
        "Tu radość,
        gdy kura u stołu tak punktualna!"
        • on-the-grass Re: kot = dziecko? 17.07.10, 13:35
          No właśnie, Kwaśniewski oprócz psa miał rodziną.
          > Zaryzykuję stwierdzenie, że rodziny z dziećmi nie świrują tak na
          > punkcie swoich zwierzaków.

          No i to właśnie jest oznaka uprzedzenia. Przeciez nie wiemy, czy p. Kaczyński
          świruje na punkcie swojego kota, czy nie. Ale od razu zakładamy, że owszem.

          Sama ostatnio byłam na kawie u mamy dwojga dzieci, która obsypywała swojego kota
          pocałunkami, szczebiocząc "Moja śliczna kiciunia, moje maleństwo..."

          Naszemu kotu nie wolno chodzić po stole ani spać w naszym łóżku. Widziałam, jak
          dziecko naszych znajomych łazi po stole, jak rozsmarowuje ciastko czekoladowe
          na szybie. I nic. Ani klapsa, ani nawet upomnienia. Tylko śmiech i "ojej, no co
          ona robi..."

          Wniosek mam jeden : NIE MA REGUŁY. Zarówno dzietni, jak i bezdzietni mogą być
          nieźle świrnięci, niezorganizowani, nieodpowiedzialni...
          Tyle, że dzietnym jakoś więcej się wybacza...
          • broceliande Re: kot = dziecko? 17.07.10, 13:50
            W takim kraju żyjemy, niedawno to pisałam.
            Że Polacy mają być tacy sami. Katoliccy i rodzinni.
            No i byle kto się może ponabijać z kawalera z psem.
            My się przjaźnimy z singlem mieszkającym z kotem (a jakże) i
            rozmaici ludzie pytają mnie co jakiś czas, czy aby nie jest gejem.
            No, bo to dziwne żony nie mieć. A jakby miał, to by pytali czy mogą
            mieć dzieci.

            Ja wychowuję bez klapsów.
            I właśnie dzietnym klapsów nie wybaczam.
            Mam też inne uprzedzenia.

            Na bezdzietnych z kotami patrzę jak na zjawisko inwestowania w inny
            gatuneksmile

            --
            Kura podchodzi do stołu i mówi:
            "Tu radość,
            gdy kura u stołu tak punktualna!"
            • life.is.illusion Re: kot = dziecko? 27.07.10, 13:19
              Wszedł kotek na płotek i mruga, i mruga,
              Ładna to piosneczka, niedługa, niedługa.

              Oj, dzieci nie wiecie nic o tym, nic o tym,
              Dwie myszki igrały pod płotem, pod płotem.

              Na płotek wszedł kotek i mruga, i mruga,
              widzi go mysz jedna i druga, i druga.

              Że kotek był skromny nieśmiały, nieśmiały,
              Więc go się też myszki nie bały, nie bały.

              Jedna z nich w najlepsze już szydzi, już szydzi,
              że kotek ich z płotka nie widzi, nie widzi.

              A kotek filutek hyc! Z płotka, hyc! Z płotka,
              Cap! myszkę, co śmiała się z kotka, się z kotka.

              Wszedł kotek na płotek i mruga, i mruga,
              Ładna to piosneczka, niedługa, niedługa.
        • hella_79 Re: kot = dziecko? 27.07.10, 09:50
          broceliande napisała:


          > Zaryzykuję stwierdzenie, że rodziny z dziećmi nie świrują tak na
          > punkcie swoich zwierzaków.
          >

          świruja, świrują. a jak już trafią na podobnych swirów to w ogóle masakra wink


          > Jako bezdzietni mieliśmy królika, który obżarł kable, przez co dwa
          > raz kopnął mnie prąd, dostał się do szafy i podziurawił wszystko
          > dłuższe niż do kolan, zniszczył meble, a my to tolerowaliśmy.
          > Mojej koleżance z dziećmi nie mieściło się to w głowie.
          >
          > Jako dzietni mamy psa (i myszkę) i faktycznie, do głowy by mi już
          > nie przyszło zanudzać o zwierzakusmile
          >

          o zwierzakach się nie da zanudzać - tyle ciekawych rzeczy mogą wywinąć, ze szok. a już w zestawie z dziećmi to w ogóle.

          ogólnie dla osób postronnych, nie mających hyzia na punkcie sierściuchów czy dzieci, opowieści o wyczynach zarówno dzieci, jaki i zwierząt sa tak samo nudne.
        • antidotumm Re: kot = dziecko? 27.07.10, 12:13
          My swirujemy... mamy psa ktory jest oczkiem w glowie calej rodziny, i male
          dziecko, jedno z drugim sie nie kloci.


          "Zaryzykuję stwierdzenie, że rodziny z dziećmi nie świrują tak na
          punkcie swoich zwierzaków. "
    • zupakalafiorowa Re: kot = dziecko? 17.07.10, 12:27
      Parafrazując słynne zdanie wypowiadane setki razy przez posiadaczy dzieci do
      bezdzietnych:

      "będziesz miała własnego kota to zrozumiesz" big_grin

      Miłego weekendu.

      P.S: Pewnie tylko tak mówisz, że nie lubisz kotów. Na pewno marzysz o gromadce,
      ale masz alergię na sierść big_grin
    • easyblue Re: kot = dziecko? 17.07.10, 12:46
      Bo każdy z nas ma potrzebę kochania. Jedni wolą coś do potulenia
      czyli np.kota, drudzy do pokazania się przed innymi czyli np.
      pitbulla.
      W momencie pojawienia się dziecka zwierzę mniej lub bardziej idzie w
      odstawkę, w zależności od tego, co wcześniej znaczyło dla
      właścicieli.
      Znam bezdzietnych z masą kotów, którzych traktują lepiej, niz ludzi.
      Ale rozumiem to, choć nie jestem pewna, czy w pełni akceptuję.
      Zresztą na starość spora część rodziców pozostaje samych i
      wtedy "zaopatrują" sie w zwierzę, które jest dla nich takim
      substytutem człowieka.
      Mnie osobiście drażnią bardziej dzieciaci /może dlatego, ze tyh
      niedzieciatych nawiedzonych znam mniej?/. Potrafią o tych swoich
      pociechach gadać jak pokręceni wychwalając się każdym pierdnięciem
      tychże. Oczywiście wiedza lepiej od innych rodziców co dawać
      dzieciom, jak wychowywać itd. Baaardzo wkurzające. A poniewaz mnie
      to wkurza, to strasznie się pilnuję by samej nie popełniać takich
      błędów, jako matce 2 dzieci i właścicielce ukochanego psasmile

    • podpseudonimem Re: kot = dziecko? 17.07.10, 15:07
      Sa podstawowe wyższości kota nad dzieckiem - kota przewijać nie trzeba, nie trzeba też biegać po lekarzach z byle katarkiem, płacić pół pensji na opiekunkę i stresować się że nie ma się szans na państwowy żłobek. Nie trzeba podporządkowywać mu też całego życia itd

      A jeszcze lepszy niż kot jest pies, bo po nim nie trzeba śmierdzącej kuwety sprzątać.

      I uprzedzając komentarze: tak, jestem bezdzietna, i tak, mam psa
      • zupakalafiorowa Re: kot = dziecko? 17.07.10, 15:26
        W moim mieście psie kupy też trzeba sprzątać winkŚwieżą, ciepłą kupę pakuje się do
        woreczka i do pojemnika. A jak nie to mandacik policja wlepia, kilka stówek, ale
        w innych miastach nawet powyżej tysiąca Euro.

        Ale jak się ma swój kawał terenu to pies jest suuuuper. Z kotem na spacer nie
        pójdę, patyka mu nie porzucam...
        • ajeje Re: kot = dziecko? 23.07.10, 15:18
          Dlaczego? Mój kot jest niewychodzący ale aportuje każdą rzuconą mu
          rzecz. Kot znajomej natomiast musi być, co najmniej raz w tygodniu
          wyprowadzony na spacer, bo inaczej płacze całymi nocami (ma śliczne
          szeleczki i smyczkę). Przy czym tego kota wyprowadzają dzieci tej
          koleżanki, a ona twierdzi że sobie po to dzieci sprawiła by nie
          musieć ze zwierzakiem wychodzić.
          • sokolasty Re: kot = dziecko? 27.07.10, 12:13
            "
            A jeszcze lepszy niż kot jest pies, bo po nim nie trzeba śmierdzącej kuwety
            sprzątać. "

            Ale za to z kotem nie trzeba na dwór wychodzić.
            --
            Każdy kilogram obywatela z wyższym wykształceniem szczególnym dobrem narodu!
    • martyna.28 Re: kot = dziecko? 17.07.10, 16:05
      Bo koty sa bardzo inteligentne,nie mniej od psow,ale psami trzeba sie jednak
      opiekowac ,na spacery chodzic-psa nie wypuscisz tak jak kota samopas.
      Moi znajomi bezdzietni maja psa,ktoremu nawet w wigilie stawiaja talerzyk NA STOLE.
      Wiesz,psa,kota czy inne zwierze zawsze sie mozna pozby-dziecka nie.Nie na darmo
      kot zawsze sie ludziom kojarzy ze STARA PANNAbig_grin
        • martyna.28 Re: kot = dziecko? 17.07.10, 17:49
          > Chroń, święty Franciszku, zwierzęta przed takimi właścicielami...

          Moi znajomi (bezdzietni) mieli psa,niestety koledze odezwala sie alergia i po
          prostu musieli sie psa pozbyc (oddali w inne dobre rece)
          • zupakalafiorowa Re: kot = dziecko? 17.07.10, 18:17
            Nie, no jasne, są sytuacje, gdzie trzeba znaleźć zwierzakowi inny dom. Moja
            znajoma (też bezdzietna cokolwiek by to miało do rzeczy) też znalazła dom
            swojemu psu, gdy w wypadku uszkodzony został poważnie jej kręgosłup i ledwie
            była w stanie zająć się sama sobą i to w kwestii realizacji podstawowych potrzeb.

            Ale słowo "POZBYĆ" ma dla mnie wydźwięk negatywny, kojarzy mi się ze zwierzętami
            oddawanymi do schronisk, (które często włascicielom jawią się jako luksusowe
            rezydencje dla zwierząt) lub wręcz przynoszone do weterynarza celu uśpienia bo
            "będziemy mieli dziecko i kot może je zadusić" (tak, tak, wciąż się w to
            wierzy), bo "wyjeżdżamy na wakacje i nie mamy co zrobić z psem", bo "kupilismy
            dziecku szczeniaczka pod choinkę ale już urósł i nie jest taki fajny", bo w domu
            nowe meble i kolorem do tapicerki nie pasuje i tym podobne, "ważne" powody by
            zwierzę skazac na smierć.
            Przed takimi - święty Franiczszku - chroń.
            • mam_na_nia_alergie Re: kot = dziecko? 17.07.10, 22:05
              Stereotypy. Ja bezdzietna mam w domu całe zoo a kota nie. 2 psy, królik
              kilkanaście szczurów i 11 myszy. Wszystkie kocham ponad życie. Nie mam ich
              dlatego że nie mam dziecka. Nie zależy mi na pojawieniu się dziecka, nie tęsknie
              za nim, nie mam instynktu. Już za dziecka uwielbiałam opiekować się zwierzętami,
              wyrywać je z łap węży, pomagać.
              Dorosłam, nic się nie zmieniło, dalej to robię, tylko już w swoim domu i za
              swoje pieniądze. Wcale nie jest powiedziane że osoba bezdzietna chce sobie czymś
              zastąpić brak dziecka. To tak jakby mówić że singiel z wyboru ma psa bo nie ma
              żony. Dziwne rozumowanie.
          • hella_79 Re: kot = dziecko? 27.07.10, 10:00
            pic na wode fotmontaż. jak się chce tomożna wiele, nie trzeba sie zwierzaka ppozbywać a alergia to bardzo wygodna wymówka.

            łatwiej wykopac bezbronne zwierzę niż np, pomyślec nad odczulaniem.

            ps. mam alergię i mam w domu i kota, i psa. i żeby było ciekawiej kiedyś nie mogłam nawet pogłaskac kota bo reakcja alergiczna była natychmiastowa, od kiedy mam takowego w domu nie mam żadnych problemów z reakcją alergiczną. nawet na obce koty.
      • listekklonu Re: kot = dziecko? 27.07.10, 09:06
        > Wiesz,psa,kota czy inne zwierze zawsze sie mozna pozby-dziecka nie.

        Dziecka też można. Myślisz, że w domach dziecka same sierotki mieszkają? Moja
        koleżanka z klasy połowę dziecięcego życia spędziła w domu dziecka, bo rodzice
        byli za bardzo wódeczką zajęci.
      • hella_79 Re: kot = dziecko? 27.07.10, 09:57
        martyna.28 napisała:


        > Wiesz,psa,kota czy inne zwierze zawsze sie mozna pozby-dziecka nie.

        boże widzisz i nie grzmisz. jakbierze się ŻYWE stworzenie pod swoja opiekę, które jest OD NAS zalezne to się człowiek ZOBOWIĄZUJE do opieki nad nim. to nie jest rzecz, która mozna wyrzucić jak się popsuje lub stanie sie zbędna.


        • jungleman Re: kot = dziecko? 27.07.10, 23:12
          hella_79 napisała:

          > martyna.28 napisała:
          >
          >
          > > Wiesz,psa,kota czy inne zwierze zawsze sie mozna pozby-dziecka nie.
          >
          > boże widzisz i nie grzmisz.

          Nie grzmi bo go nie ma smile A ludziom, którzy byliby w stanie w taki sposób
          postąpić, należałoby strzelać w tył głowy. Bez sądu.
    • plisowanka Re: kot = dziecko? 17.07.10, 23:49
      A nawet jeżeli miałby być to substyt, to co w tym złego? Ktoś ma potrzebę zaopiekować się jakimś maleństwem, ale niekoniecznie chce wywracać swoje życie do góry nogami, przeznaczać na niego połowę wynagrodzenia i chodzić na wywiadówki? Skoro ani człowiekowi ani temu zwierzęciu nie dzieje się przez to krzywda to w czym problem? Oboje na tym tylko skorzystają.
    • bacha1979 Re: kot = dziecko? 19.07.10, 14:14
      Gdzieś ty takie obserwacje poczyniła??? Nie znam żadnych ludzi bezdzietnych, którzy "zamiast" dziecka mają kota.

      3. dlaczego tolerują takie wybryki u kota, chociaż dzieciak wg nich za coś
      > takiego jak zalanie kompa winien być bity w dupę?


      Cywilizowani ludzie nie rozwiązuja problemów wychowawczych za pomocą bicia w dupę dziecka. Z moich obserwacji wynika, że raczej mało ludzie jest zwolennikiem takich rozwiązań wychowawczych wobec dzieci.

      > 5. dlaczego bezdzietni notorycznie substytuują sobie dziecko jakimś
      > sierściuchem, który jest 3874692837 razy głupszy i mniej ustawny niż dziecko?
      >


      To dziecko ma być ustawne? Ustawny to może być pokój.uncertain
      • ichi51e Re: kot = dziecko? 28.07.10, 10:50
        trudno winic psa/kota za zalanie komputera - przewaznie sa to wypadki
        kiedy rozbawiony przez wlasciciela zwierzak cos potraci. Tymczasem
        dziecko (o ile nie potracilo przypadkiem a wtedy tez trzeba byc swinia
        zeby wrzeszczec czy bic) czesto robi takie rzeczy zlosliwie, badz by
        zwrocic na siebie uwage
    • zolza38 Re: kot = dziecko? 19.07.10, 15:11
      Wolę koty, niż dzieci, bo z kota nie wyrośnie: brudas, menel,
      złodziej, pijak, narkoman, psychopata, nierób, krętacz, nieuk,
      prostytutka, morderca...

      Poza tym, koty są mądre, ładne i miłe, czego o większości dzieci nie
      da się powiedzieć.
        • maja.22 Re: kot = dziecko? 19.07.10, 19:08
          broceliande napisała:

          > No właśnie, z kota czy psa nic nie wyrośnie.
          > Bezpiecznie i bezproblemowo.

          No i w razie ciezkiej choroby mozna uspic,zeby sie nie meczylsad
      • jungleman Re: kot = dziecko? 27.07.10, 23:17
        zolza38 napisała:

        > Wolę koty, niż dzieci, bo z kota nie wyrośnie: brudas, menel,
        > złodziej, pijak, narkoman, psychopata, nierób, krętacz, nieuk,
        > prostytutka, morderca...
        >
        > Poza tym, koty są mądre, ładne i miłe, czego o większości dzieci nie
        > da się powiedzieć.

        Podpisuję się pod tym wszystkimi czterema rękoma - moimi i mojej żony.
        Oboje po stokroć wolimy koty niż jakiegoś śmierdzącego, rozwrzeszczanego
        bachora, z którym tylko same problemy.
    • edw-ina Re: kot = dziecko? 19.07.10, 20:37
      My mamy zero dzieci za to dwa koty i psa plus wszelkie zwierzaki
      potrzebujące naszej pomocy i wsparcia w danej chwili. Kochamy je,
      rozpieszczamy, mamy ich zdjęcia w komórkach itp. i jasno mówimy, że
      pewnie nasze zakręcenie na ich punkcie byłoby mniejsze, gdybyśmy
      mieli dzieci. I zdajemy sobie sprawę, że tak właśnie jest, bo po
      iluś tam latach razem narodziły się w nas pewne typy czułości i
      miłości, których nie możemy już zarezerwować dla samych siebie.
      Zwierzęta nie są substyturem dzieci, zdajemy sobie z tego sprawę.
      Mimo wszystko zdarza mi się na całą trójkę powiedzieć "dzieciaki".
      Co zrobić, takie życie wink
      • czarna9610 Re: kot = dziecko? 19.07.10, 23:25
        Dzieci dorastają i już nie bardzo można o ich psotach opowiadać, a kot czy pies
        nadal pozostaje naszym małym zwierzątkiem. am dorosła córkę i od kilku lat mam
        psa no i pies wygrywa jako temat opowiadań wink
        --
        "W dworcowej poczekalni, na stacji PKP
        lubię posiedzieć czasem
        bo gdzie lepiej czekać jest "
        • marta_i_koty Re: kot = dziecko? 20.07.10, 11:12
          Mam 15-letniego syna i stado kotów. Z premedytacją rozpuszczonych,
          ukochanych, wypieszczonych. I mogę o nich gadać godzinami. Rozmowy o
          dzieciach to nuda do kwadratu - zresztą dzieci nie lubię, a koty taksmile
          --
          "Po paru latach, jakie od dnia stworzenia przeszły, dziś
          już jasno widać, że Panu Bogu poza kotami nic się do końca nie
          udało"
          J. Pilch
          Ukochane...
          https://tiny.pl/zqz3
          • szadoka Re: kot = dziecko? 27.07.10, 12:33
            Marto, musze sie kiedys umowic z Toba na glaskanie Twoich kotow (
            bosmy sasiadki) . Ja mam tylko jednego kota . Mojego cudnego
            slodkiego krolewicza smile. Tez wole koty niz dzieci. Koty sa slodkie,
            mieciutkie i nie halasuna (na ogol wink. O tym, ze nie pyskuja i nie
            maja nasytoletnich fochow to juz chyba mowic nie trzeba.
            A dzieci im starsze, tym mniej wdziecznym tematem do rozmow sa .
            • marta_i_koty Re: kot = dziecko? 27.07.10, 21:37
              szadoka napisała:

              >Marto, musze sie kiedys umowic z Toba na glaskanie Twoich kotow
              (bosmy sasiadki).

              Bardzo chętnie - zapraszamsmile Moje koty bardzo lubią kociarzywink
              --
              "Po paru latach, jakie od dnia stworzenia przeszły,
              dziś już jasno widać, że Panu Bogu poza kotami nic się do końca nie
              udało"
              J. Pilch
    • kotek.filemon Re: kot = dziecko? 22.07.10, 23:17
      Hmmm. My jesteśmy bezdzietni i bez żadnych zwierząt. Z uwagi na astmę skorelowaną z alergiami mógłbym ewentualnie rozważyć posiadanie jakiegoś milutkiego zwierzątka bez sierści, czyt. węża lub pająka, ale na razie mi się nie chce...

      PS. Wszyscy tu piszą, jak to dziwnie ludzie reagują na "Nie chcemy mieć dzieci". Żebyście wiedzieli jak czasem dziwnie reagują na "Nie chcemy mieć zwierząt"...


      --
      Somewhere over the rainbow...
      • marta_i_koty Re: kot = dziecko? 23.07.10, 09:03
        > PS. Wszyscy tu piszą, jak to dziwnie ludzie reagują na "Nie chcemy mieć
        dzieci"
        > . Żebyście wiedzieli jak czasem dziwnie reagują na "Nie chcemy mieć
        zwierząt"..

        Mnie tam nie dziwi chęć nie posiadania dzieciwink
        --
        "Po paru latach, jakie od dnia stworzenia przeszły, dziś
        już jasno widać, że Panu Bogu poza kotami nic się do końca nie
        udało"
        J. Pilch
        <a rel="nofollow" href="http://tiny.pl/hqg7b">Ukochane...</a>
        https://tiny.pl/zqz3
    • zmija_w_niebieskim Re: kot = dziecko? 25.07.10, 12:04
      Koty wydają dźwięki zdecydowanie milsze dla ucha niż dzieci wink

      A tak na poważnie, to tylko dzietni nielubiący kotów powtarzają taką bzdurę, że
      kot jest substytutem dziecka.
      Po pierwsze, gdyby tak było, ludzie dzieciaci nie mieliby kotów. Znam całą masę
      rodzin, które uwielbiają swoje mruczki.

      Po drugie, wystarczy poczytać pierwszy z brzegu artykuł o leczeniu bezpłodności,
      żeby wiedzieć, jak silne jest u ludzi pragnienie posiadania dziecka (jeśli już
      wystąpi). Ludzie, którzy chcą mieć dziecko, a nie mogą, często tracą chęć do
      życia, podejmują się najbardziej desperackich kroków, zadłużają się na in vitro
      itd. Czy naprawdę myślisz, że w takiej sytuacji zadowoliliby się kotem czy psem?

      Ludzie bezdzietni często po prostu nie chcą mieć dziecka.
      Natomiast chcą mieć kota.

      A to, że kot jest substytutem dziecka....to jakby powiedziec, że chodzenie na
      aerobik jest substytutem wspinaczki wysokogórskiej.
      • deela Re: kot = dziecko? 13.08.10, 00:11
        > Ty masz naprawdę problem - ale ze sobą.
        to lubie - rzeczowy argument, masz amputowane poczucie humoru, ale to już nie
        moja wina,
        > Skoro tak cię dręczą te wszystkie pytania, dlaczego nie poprosiłaś o udzielenie
        > na nie odpowiedzi owych znajomych, których dotyczą?
        definicja znajomego - człowiek którego znam ale NIEKONIECZNIE lubię, nie mam
        widocznie ochoty rozmawiać z nimi o czymkolwiek prócz pogody
        --
        Charakter: praworządny zły
    • listekklonu Re: kot = dziecko? 27.07.10, 09:15
      > 1. zaobserwowaną tendencją wśród znanych mi bezdzietnych jest posiadanie kota:
      > dlaczego kota, a nie świnki morskiej, rybek, chomika, stada mrówek?

      Akurat w moim towarzystwie koty mają ludzie z dziećmi. Znajome bezdzietne pary
      nie mają w ogóle zwierząt. My z mężem jesteśmy wyjątkiem, bo mamy dwa koty.

      > 2. owi bezdzietni na wyścigi opowiadają jaki to nr wywinął ich kot: że
      > złośliwie nasikał na klawiaturę, bo pańcia (-cio)nie zwracał uwagi na niego
      > tylko na kompa, że zwinął rybę z patelni (smażącą się), że coś tam podrapał bo
      > coś tam, że spuszcza wodę w kiblu 700000 razy jak właściciela nie ma w domu;
      > po co ludzi zanudzać takimi rzeczami?

      Mnie zupełnie takie historie nie nudzą i chętnie ich słucham.

      > 3. dlaczego tolerują takie wybryki u kota, chociaż dzieciak wg nich za coś
      > takiego jak zalanie kompa winien być bity w dupę?

      Jeśli miałabym dziecko, to na pewno bym go nie biła. Wychowywanie psów, kotów i
      dzieci jest pod pewnymi względami do siebie podobne. Przemoc do niczego nie
      prowadzi.

      > 4. dlaczego nieustannie odnoszę wrażenie, że owe koty są jak rozpuszczone
      > bachory i ja bym takiego zwierzaka w 3 dni doprowadziła do takiego porządku,
      > że nie śmiałby mi nic ruszyć w chacie?

      Może masz skłonność do przemocy? Jakieś problemy z agresją? Albo zwyczajnie
      jesteś choleryczką? Trudno ocenić na podstawie jednego postu.

      > 5. dlaczego bezdzietni notorycznie substytuują sobie dziecko jakimś
      > sierściuchem, który jest 3874692837 razy głupszy i mniej ustawny niż dziecko?

      Zależy jaki kot i jakie dziecko. Na pewno łatwiej dogadać się z kotem niż np. z
      rocznym dzieckiem. Kot ma różne zalety, których dziecko nie ma - np. potrafi
      mruczeć i grzeje mi stopy w nocy.
    • zawsze.aliks Re: kot = dziecko? 27.07.10, 09:30
      Nie lubisz kotów - nie musisz ich mieć. Jak ktoś nie chce dziecka,
      też nie musi go mieć. Wskazane natomiast byłoby posiadanie i
      manifestowanie kultury osobistej w postaci zaprzestania wzajemnych
      urągań dzietnych i bezdzietnych.
    • aeromonas Re: kot = dziecko? 27.07.10, 09:30
      A więc po pierwsze. Po prostu nie wszyscy ludzie muszą mieć dzieci i
      ci z owych niepragnących dzieci obdarzeni większą wrażliwością i
      wyobraźnią - po prostu ich nie mają, co jest wyrazem ich poczucia
      odpowiedzialności. Zauważ, że większość ludzi, którzy mają dzieci
      nie powinna ich mieć, bo: nie mają pojęcia o wychowaniu i swoje
      dzieci krzywdzą, nie kochają swoich dzieci lub kochają je w sposób
      chory i toksyczny, zabierając im pewność siebie i wolność. I nie
      mówię tu wcale o rodzinach patologicznych, gdzie się dzieci bije.
      Po drugie: niektórzy ludzie kochają i rozumieją zwierzęta, a koty
      należą do najmądrzejszych, najpiękniejszych i najmilszych stworzeń
      na świecie. Nie sądzę, żeby ktokolwiek substytuował sobie cokolwiek
      za pomocą kota. Dziecko i kot to byty rozłączne i zupełnie różne,
      acz wzajemnie się niewykluczające.
      A teraz odpowiedzi na twoje pytania:
      1. Bo dla większości inteligentnych ludzi kot jest o wiele bardziej
      interesującym towarzystwem niż stado mrówek
      2. Bo koty są inteligentne i zabawne, a ich śmieszne wyczyny mogą
      nudzić jedynie osobę kompletnie wypraną z poczucia humoru
      3. Bo koty mają jednak nieco inne niż ludzie poczucie norm
      społecznych, a bicie zwierzęcia (podobnie, jak dziecka) jest
      niedopuszczalne
      4. Odnosisz takie wrażenie, bo jesteś osobą typu "kapral" (mam
      nadzieję, że jednak nie masz dzieci)
      5. O tym już była mowa
      • kretynofil To ja sie wtrace ;) 27.07.10, 10:07
        Iles razy powtorzyl sie ten watek, wiec pozwole sobie to skomentowac:

        > a koty należą do najmądrzejszych

        > 2. Bo koty są inteligentne

        Inteligentne to sa swinie. Koty to wyrachowane tepaki ktore w drodze
        ewolucji wyrobily sobie nawyki ktore my postrzegamy jako inteligencje
        - i bede trzymal sie tej wersji do smierci wink

        (A prawda jest taka ze po prostu trafily mi sie dwa ekstremalnie
        glupie koty, ktore kocham nad zycie i z ktorych uposledzeniem nie
        moge sie pogodzic. Moze dlatego ze sam jestem za to odpowiedzialny -
        jak sie nazywa kota Rydzyk to raczej ciezko oczekiwac ze zostanie
        Einsteinem...)

        I tak, jestesmy z Najlepsza bezdzietni, modelowa rodzina 2+2, koty
        nie sa substytutem dzieci (nie mamy ich bo nie chcemy, troche w tym
        tej odpowiedzialnosci o ktorej wspomniala moja przedmowczyni, ale to
        nie tylko to) - ale faktem jest ze koty u nas sie pojawily zeby
        wniesc pierwiastek chaosu do raczej uporzadkowanego zycia.

        Koty tak sie swoja rola przejely ze sianie chaosu i zniszczenia
        traktuja bardzo powaznie wink

        --
        KAPITALIZM = KANIBALIZM
        (napis na murze na Marszalkowskiej w Warszawie)
        • theorema Re: To ja sie wtrace ;) 27.07.10, 14:26
          znam druga taka pare...identycznie maja. Mieli bardzo poukladane zycie, dzieci
          juz dawno wyszly z domu - a tu sie kotek nawinal. najpierw szukali dla niego
          domu, a w koncu stwierdzili, ze troche zabawy i chaosu dobrze im zrobi. sama
          kota nie mam i miec nie moge, ale z przyjemnoscia slucham ich opowiesci o tym,
          co jeszcze kotek potrafi zmalowac...jest wybitnie utalentowany w tej dziedziniesmile
    • stefanka35 Re: kot = dziecko? 27.07.10, 09:36
      Deela aleś Ty uprzedzona... Myślisz stereotypami. Ludzie mają różne potrzeby,
      skąd nagle myśl, że dziecko jest lepsze od kota albo odwrotnie? Jak w ogóle
      możesz porównywać dzieci ze zwierzętami?? Zajmij się lepiej czymś poważnym,
      rozwijaj swoje hobby, ucz się czegoś a nie zaprzątaj sobie główki takimi
      sprawami. Ja np. nie lubię dzieci (obcych, bo swoje może bym i polubiła), nie
      mam instynktu macierzyńskiego więc nie planuję posiadania potomstwa. Ale co ma z
      tym wspólnego kot czy pies?? To nie są substytuty czy lekarstwa na moją
      "poranioną duszę", na litość boską! Fakt, że nie lubisz kotów nie obliguje Cię
      do stawiania takich "mądrych" tez, często krzywdzących osoby, które nie mogą
      mieć dzieci a chcą obdarowywać miłością, którą mają w nadmiarze, nie tylko ludzi...
    • qardonia a czemu ci to przeszkadza? 27.07.10, 09:57
      Też widzę takie zjawisko i wcale nie jest one nowe: w zamierzchłych czasach
      starych panien one też zazwyczaj posiadały kota, to taki substytut dziecka, choć
      nie można generalizować, bo dzieciaci koty też miewają, choć psy jednak
      częściej. Ale nic mi to nie wadzi, rozumiem, że większość ludzi posiada mniejszą
      lub większą potrzebę opiekowania się kimś lub czymś zależnym od nich i realizuje
      to w dzieciach albo w sierściuchach, nic niezwykłego. Jako matka jednego dziecka
      i zwierzęcia futerkowego pt. koszatniczka rozumiem i jedno i drugie smile A jak
      spotykam kociatych znajomych przynudzających o swoim mruczku, to zaczynam
      opowiadać o sukcesach mojej córki w opanowywaniu jazdy na hulajnodze i po
      krótkich przepychankach czyje historie bardziej ekscytujące, zgodnie pasujemy i
      zaczynami plotkować o znajomych smile Nic groźnego w sumie smile
      • marslo55 Re: a czemu ci to przeszkadza? 27.07.10, 10:37
        qardonia napisała:
        "Też widzę takie zjawisko i wcale nie jest one nowe: w zamierzchłych
        czasach starych panien one też zazwyczaj posiadały kota, to taki
        substytut dziecka"
        Uważam, że to zbyt wąskie podejście do zagadnienia. Zwierzę
        zaspokaja potrzebę bliskości i opiekuńczości, która może być tożsama
        z potrzebą macierzyństwa, ale nie musi. Kot dla "starej panny" może
        bywał "dzieckiem zastępczym", ale na ogół po prostu miał dotrzymywać
        towarzystwa, zwłaszcza, gdy mieszkała sama. Jak sobie przypominam
        stare panny z kotami choćby z literatury, to stwierdzam, że mało
        która traktowała je na zasadzie "kizimizimojemalutkie". A kot jest
        zwierzęciem bardziej niż pies odpowiednim dla osoby samotnej.
        • jael53 Re: a czemu ci to przeszkadza? 27.07.10, 16:23
          Deela postawiła fałszywy problem. Co komu do tego, co lubi? Zwłaszcza gdy jego
          upodobania zamykają się we własnym życiu i we własnym domu. A jeśli już, to może
          by się pozastanawiać, jakie potrzeby realizują ci, którzy mają mnóstwo dzieci
          (lub innych stworzeń), chociaż kompletnie ich na to nie stać - ani materialnie,
          ani psychicznie - bo nie potrafią ani zadbać, ani używić. Potrzeba dominacji za
          wszelką cenę?
    • brune Re: kot = dziecko? 27.07.10, 10:21
      Znam mądrych rodziców i mądrych posiadaczy zwierząt domowych. Czasami to jedna i
      ta sama rodzina. Za mądrych zaś uważam tych, z którymi można porozmawiać na inne
      tematy niż tylko zwierzę / bachor.
      Problem polega na tym, że nie trzeba mieć pozwolenia na posiadanie zwierzątka a
      tym bardziej dzieci. Pierwszy lepszy świr, bez żadnego trudu, jest w stanie się
      w obie istoty zaopatrzyć.
    • tak.aja Re: kot = dziecko? 27.07.10, 10:27
      Dziwne obserwacje smile Mam dwa koty, bardzo chcę mieć
      dziecko...Właściwie to w momencie kiedy przygarnęliśmy koty, okazało
      się, że jestem w ciąży...Niestety nie udało się, natomiast
      "sierściuchy" są z nami i mogę śmiało powiedzieć, że oboje mamy na
      ich punkcie fioła- ja większego smile Tym nie mniej nie są żadnym
      substytutem dziecka, które bardzo chcemy mieć i wiem, że kiedy się
      pojawi, to na pewno koty nie wylądują na szarym końcu priorytetów,
      ani tym bardziej ich nie oddam, bo sobie tego po prostu nie
      wyobrażam. Całe dzieciństwo spędziłam ze zwierzakami i dla mnie
      zwierzę i dziecko absolutnie się nie wykluczają.
      Co do opowieści - fakt,też mogłabym godzinami...ale po pierwsze
      staram się tylko z tymi, których to interesuje, po drugie możemy
      sobie o wyczynach sierściastych podyskutować z Mężem, a przede
      wszystkim uważam, że jest wiele ciekawszych tematów do dyskusji, jak chociażby ostatnio obejrzane filmy, przeczytane książki, podróże, czy
      hobby wink no ostatecznie polityka smile)) Z drugiej strony, sama starając
      się nie uszczęśliwiać wszelkich opowieściami na siłę, byłabym
      wdzięczna, gdybym nie musiała wysłuchiwać niekończących się peanów o
      kupkach i zupkach od świeżo upieczonych rodziców.
      Aha, i jeszcze jedno - nie bierz kota, skoro ich nie lubisz, tylko po
      to, żeby rozwiązać problem z myszami. Są na to inne sposoby, a skoro
      nie lubisz kotów, to ani Ty, ani zwierzak szczęśliwi ze sobą nie
      będziecie. I nie powiedziane, że akurat Twój mruczek będzie miał
      ochotę polować - przemyśl to smile Pozdrawiam
    • ona_kontrowersyjna Skoro nie cierpisz kotów raczej nie zrozumiesz ;) 27.07.10, 11:31
      Twój post świadczy o tym, że o kotach wiesz bardzo niewiele wink a
      skoro ich tak nie cierpisz i tak ostro dajesz wyraz swojej
      frustracji (tak to wygląda), to raczej zastanów się, gdzie tkwi Twój
      problem... sad a nie osób, o których piszesz.

      Nie żebym była wielbicielką kotów, to samo bym napisała gdyby post
      dotyczył "świnki morskiej, rybek, chomika, stada mrówek".
    • kobieta_z_polnocy Re: kot = dziecko? 27.07.10, 11:42
      Na temat kota jako substytutu dzieci nie będę się wypowiadać zbyt długo, bo
      wystarczy skwitować to jednym zdaniem: nieprawdziwe i głupie stwierdzenie.

      Natomiast odniosę się do bardzo powszechnego, jak mi się zdaje, zachwytu nad
      kotami. Te wszystkie historyjki o sikaniu na pościeli, humorkach, kłopotach i
      kłopocikach... Wszystko okraszone niekłamanym zachwytem w oczach właścicieli i
      miną "mój słodki szkodnik". Tak jakby kot wręcz powinien być wybredny, złośliwy
      i charakterny.
      Sama kota nie posiadam, ale w rodzinie bliższej i dalszej kotów sporo i widzę,
      że naprawdę kot nie musi być złośliwym stworzeniem trzęsącym całym domem. Moim
      skromnym zdaniem duży wpływ mają na to warunki mieszkaniowe: najspokojniejsze i
      najbardziej pogodne koty jakie znam mają do dyspozycji przestronny dom oraz
      ogród, a nie 50 metrów kwadratowych na piętrze w bloku, ale zostawmy ten wątek w
      tej chwili. Nastawienie właścicieli też odgrywa wielką rolę - jeśli nie
      zasadniczą: im więcej zachwytu, tym więcej mniej lub bardziej świadomego
      oczekiwania, że kot POWINIEN wręcz być złośliwy i przebiegły.

      Śmieszą mnie również peany na cześć inteligencji kotów. Brak silnie
      wykształconych mięśni "twarzy", które u ludzi (i psów) pozwalają na wyrazistą
      mimikę, koto-piewcy biorą za dowód głębokiej mądrości życiowej kotów ( że niby
      taki sfinksowaty spokój płynie z ich spojrzenia). Dodajmy do tego mały łepek,
      kiepskie (w porównaniu z innymi gatunkami) umiejętności komunikacyjne,
      wybredność przy pożywieniu (to już jest wielka słabość ewolucyjna). Gdzie tu
      wybitna inteligencja? Jasne, to ssak, więc głupi nie jest, ale bez przesady. Jak
      już ktoś pisał, inteligentne to są świnie, delfiny, nawet ośmiornice i gołębie
      (ponoć), małpy człekokształtne, psy...

      Żeby nie było, lubię koty, chętnie bym sobie jednego bądź dwa sprawiła, gdybym
      miała warunki, ale z pewnością daleko mi do ślepego zachwytu nad wspaniałością
      kotów. Zauważyłam jednak, że przynajmniej w forumowym świecie moda na koty "z
      pazurem" ma się jak najlepiej.
      • ewcia57 Re: kot = dziecko? 27.07.10, 12:44
        koty mam i lubie choc stwierdzam, ze jedne za bardzo lobuzuja inne
        zbyt leniwe. byc moze roznica wieku je dzieli, ale wszystkie trzy sa
        wielkimi indywidualnosciami. no i sa kochane gdy sie lasza i miaucza
        gdy sa glodne. nie ma z nimi takich problemow jak z dziecmi.
        wychowalam dwie corki i nie bylo latwo .
      • pit_sam_pras Re: kot = dziecko? 27.07.10, 20:11
        Dlatego że kota widzisz od przypadku do przypadku mylisz się w kwestii mimiki,
        inteligencji i umiejętności komunikacyjnych. Z wybrednością co do pożywienia też
        nie trafiłaś. Po prostu brak Ci odpowiednio długich obserwacji.
    • przemek1975 Re: kot = dziecko? 27.07.10, 11:42
      > 1. zaobserwowaną tendencją wśród znanych mi bezdzietnych jest posiadanie kota:
      > dlaczego kota, a nie świnki morskiej, rybek, chomika, stada mrówek?

      Oczywiscie, kot nie zastapi dziecka. Co do drugiej czesci pytania kontakt z
      kotem jest nieporownywalny ze swinka czy tym bardziej rybkami. Jest to
      stworzenie duzo bardziej inteligentne i kontaktowe.

      > 2. owi bezdzietni na wyścigi opowiadają jaki to nr wywinął ich kot: że
      > złośliwie nasikał na klawiaturę, bo pańcia (-cio)nie zwracał uwagi na niego
      > tylko na kompa, że zwinął rybę z patelni (smażącą się), że coś tam podrapał bo
      > coś tam, że spuszcza wodę w kiblu 700000 razy jak właściciela nie ma w domu;
      > po co ludzi zanudzać takimi rzeczami?

      Zawsze bardzo mnie bawi gdy ktos mowi o sobie pańcia/pańcio. Koty w domu jak
      wiadomo maja tylko sluzacych i skwapliwie z tego korzystaja.

      > 3. dlaczego tolerują takie wybryki u kota, chociaż dzieciak wg nich za coś
      > takiego jak zalanie kompa winien być bity w dupę?

      Ludzie maja rozpuszczone dzieci to i maja tez rozpuszczone koty. Koty w tym sa
      podobne do dzieci, ze lubia psoty i zabawy.

      > 4. dlaczego nieustannie odnoszę wrażenie, że owe koty są jak rozpuszczone
      > bachory i ja bym takiego zwierzaka w 3 dni doprowadziła do takiego porządku,
      > że nie śmiałby mi nic ruszyć w chacie?

      Pracujesz w zakladzie penitencjarnym? smile

      > 5. dlaczego bezdzietni notorycznie substytuują sobie dziecko jakimś
      > sierściuchem, który jest 3874692837 razy głupszy i mniej ustawny niż dziecko?

      Kot to jest poziom takiego rocznego dziecka. Starszy potrafi zrozumiec
      kilkadziesiat slow, otwierac drzwi, pudelka, szafki. Kot nie jest glupim
      stworzeniem.

      > PS tak nie lubię kotów, wprost ich nie cierpię

      Widac. Do dzieci tez sie raczej nie nadajesz.
      • tehuana Re: kot = dziecko? 27.07.10, 23:39
        Bardzo sie mylisz -swinki morskie i te z chlewu bywaja bardzo
        kontaktowe, jesli poswieci im sie duzo uwagi; kot jest samotnikiem i
        przychodzi do czlowieka tylko w celu uzyskania pokarmu i nigdy
        czlowiekowi nie zaufa;
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka