Dodaj do ulubionych

Bezdzietni aktywni na emamie

08.08.10, 15:17
Zastanawiam sie dlaczego sporo bezdzietnych non-stop udziela sie na forach dla
mam tj emama, Ciaza i porod itd?

Prosze o wypowiedzi bezdzietnych aktywnych na wyzej wymienionych forach?
Obserwuj wątek
    • daria_nowak Re: Bezdzietni aktywni na emamie 08.08.10, 17:31
      Na emamie jest różna tematyka, więc w czym ból?
      A jeśli bezdzietna ginekolog wypowie się na CiP to też źle?
      A mężczyźni? Nie są mamami, ciąży i porodu nie przechodzili, więc nie mają prawa
      tam dyskutować z braku czynnych i sprawnych jajników?
        • daria_nowak Re: Bezdzietni aktywni na emamie 09.08.10, 12:39
          Udzielam się na kilku forach, w tym dotyczących życia bez dzieci. Możliwe więc,
          ze coś mylę, bo nie przykładam uwagi do tego na którym co zostało napisane, ale
          jakoś nie bije mnie w oczy problem naskakiwania na dzietnych. Oczywiście tych
          bez jedynej słusznej prawdy. Ale to chyba dotyczy każdej dyskusji i każdego
          skrajnego poglądu?
        • madzioreck Re: Bezdzietni aktywni na emamie 10.08.10, 02:33
          > Kazdy wpis dzietnych jest odbierany jako atak na bezdzietnych.

          Nie każdy, tylko od nawiedzonych dzietnych próbujących zbawiać świat. Taka sama
          reakcja byłaby pewnie na emamie, gdybym tam weszła biadoląc, jak im współczuję i
          jak strasznie muszą mieć przerąbane itd.
    • anna-na Bezdzietni "bierni" na emamie 15.08.10, 22:12
      Odwiedzam to forum dość często, ale zamieściłam tam może ze dwa wpisy, więc
      jestem raczej biernym użytkownikiem.
      A dlaczego czytuję emamę?
      Na takiej zasadzie, jak człowiek ogląda głupie reality shows albo programy typu
      "Ukryta kamera" - żeby pośmiać się z czyjejś głupoty albo nieudacznictwa.
      Miałam okazję, jako studentka, przez krótki czas opiekować się dzieckiem
      znajomych i siłą rzeczy obserwowałam ich życie.
      Wnioski:
      1. życie nudne jak flaki z olejem, w 100% podporządkowane dziecku, zero
      spontaniczności; opowiadanie z wielkim zaangażowaniem (z takim, jak ja potrafię
      gadać o kinie albo powieściach postpodernistycznych) o tym, że "myśmy dawali
      Tomkowi taką kaszkę malinową, ale o wyobraź sobie, że woli truskawkową!".
      2. życie nieestetyczne - ojciec z brzuszkiem, matka z niemodną fryzurą, roztyta,
      usiłująca dbać o siebie, ale nie mająca czasu zapoznać się z nowinkami modowymi.
      Efekt - wioska totalna. Jak wiadomo rzeczy ponadczasowe typu dżinsy i biała
      koszula są o niebo lepszym rozwiązaniem niż rzeczy/fryzury/manicure ewidentnie
      sprzed pięciu lat.
      Do tego dodam: panujący w domu zaduch złożony z zapachu zupy i kupy,
      rozpiedzielone zabawki, sprzęty zabezpieczone jak się da, pozakładane jakieś
      bramki między pomieszczeniami...
      3. odpieluchowe zapalenie mózgu - moja kuzynka, onegdaj bardzo bliska, w czasie
      przypadkowego spotkania po półrocznym braku kontaktu nie zhańbiła się zapytaniem
      mnie, co u mnie słychać, natomiast spiesząc się na ulicy zdążyła opowiedzieć mi
      fascynującą opowieść o tym, jak wczoraj wiozła córkę do szpitala.

      Długo mogłabym mnożyć te swoje obserwacje, ale mój wniosek ogólny jest taki, że
      rodzicielstwo zamyka na zawsze furtkę do realizacji pewnych aktywności. Przede
      wszystkim chodzi o furtkę w mózgu. Nie chcę, żeby pewnego dnia teoria
      literatury, podróże, moda, nauka języków obcych, czy po prostu najzwyklejsze
      tzw. "życie towarzyskie" stały się dla mnie nieważne wobec problematyki koloru
      kupy niemowlaka.

      Bardzo nie chciałabym posługiwać się krzywdzącymi stereotypami, ale z obserwacji
      własnych wnioskuję, że stereotypy o odpieluchowym zapaleniu mózgu wcale
      stereotypami nie są.

      Pozdrawiam bezdzietnych, szczególnie kobiety, które nie mają poczucia winy z
      powodu nieposiadania dzieci.

      Ach, no i odpowiedź, dlaczego czytam emamę: żeby się pośmiać z kobiet, które są
      ode mnie średnio 10-20 lat starsze, a ich problemy de facto kręcą się tylko
      wokół dzieci i poziom intelektualny tych dzieci prezentują (mój ulubiony temat
      na emamie: "moje dziecko wdepnęło w psią kupę").
      Zastanawiam się, jak dorosła kobieta może chcieć spędzać czas, biorąc udział w
      dyskusjach o kupach, zupach, pieluchach. Smieszą mnie też dyskusje o polityce,
      czy gospodarce, w których ematki wykazują skrajną ignorancję, a obszczekują się,
      wzajemnie wyzywając od głupich.

      Taka emama to dla mnie idealny środek antykoncepcyjny.
        • mola1971 Re: Bezdzietni "bierni" na emamie 16.08.10, 14:57
          zolza38 napisała:
          A już do furii doprowadzało mnie, kiedy chciała moje dżinsy
          > w rozmiarze 36 przymierzać na d..ę rozmiaru 42!!!

          Ale co ma piernik do wiatraka??? Urodziłam troje dzieci a jestem szczuplejsza od wielu bezdzietnych koleżanek.
          Teraz trochę mi cztery litery urosły, ale to zasługa hormonów i leniwego trybu życia a nie tego, że urodziłam dzieci. Po urodzeniu każdego z dzieci nosiłam rozmiar 36.

          To, że jakaś kobieta nie ma w domu lustra i za grosz samokrytyki i nosząc rozmiar 42 próbuje się wbić w dżinsy w rozmiarze 36 nie ma nic wspólnego z tym czy ma dzieci czy nie. Głupota nie jest zależna od dzietności czy też bezdzietności.
      • kropkacom Re: Bezdzietni "bierni" na emamie 16.08.10, 14:37
        > Ach, no i odpowiedź, dlaczego czytam emamę: żeby się pośmiać z kobiet, które są
        > ode mnie średnio 10-20 lat starsze, a ich problemy de facto kręcą się tylko
        > wokół dzieci i poziom intelektualny tych dzieci prezentują (mój ulubiony temat
        > na emamie: "moje dziecko wdepnęło w psią kupę").

        Akurat na ematce jest cała masa (może i większość) tematów nie dzieciowych. Nie
        to co tu na forum big_grin

        > mnie, co u mnie słychać, natomiast spiesząc się na ulicy zdążyła opowiedzieć mi
        > fascynującą opowieść o tym, jak wczoraj wiozła córkę do szpitala.

        Jak śmiała zołza jedna mówić o chorym dziecku. Mogła o kotkach poopowiadać.
        Zapytać co na studiach (a może w pracy?) słychać i być uraczona opowiastką jak
        to pan Zenek zarywa cię w przerwie na lunch. No okropna ta Twoja kuzynka wink

        Podsumowując, czasami nie dziwie się że czujecie się alienami albo część
        społeczeństwa was nie trawi.
        • zolza38 Re: Bezdzietni "bierni" na emamie 17.08.10, 09:59
          A na jaką cholerę mam wracać do piaskownicy?!
          Brudno tam, śmierdzi i pełno rozwrzeszczanych dzieciaków!
          Sama sobie siedź w jakiejś durnej piaskownicy!

          Wolę posiedzieć w drogiej kawiarni.

          Pisałam o mojej głupiej siostrze. Fajna kiedyś była, ładna i zgrabna
          laska, ubrana, że głowa boli. Miała poczucie humoru, zawsze miała
          czas, była rozrywkowa, mężczyźni za nią szaleli.
          A teraz jest beznadziejna.
          I tyle.
        • anna-na Re: Bezdzietni "bierni" na emamie 17.08.10, 16:42
          > Jak śmiała zołza jedna mówić o chorym dziecku. Mogła o kotkach poopowiadać.
          > Zapytać co na studiach (a może w pracy?) słychać i być uraczona opowiastką jak
          > to pan Zenek zarywa cię w przerwie na lunch. No okropna ta Twoja kuzynka wink

          Dobre wychowanie nakazuje zapytać co słychać po pół roku bez kontaktu. Ja
          zapytałam i dostałam odpowiedź o sraczce dzieciątka.
          I sama nie opowiadałabym o panu Zenku, ponieważ jestem w szczęśliwym związku - o
          tym mogłabym opowiedzieć, lub np. o konferencji naukowej, na której miałam
          odczyt, lub też może o spontanicznym wyjeździe do koleżanki na drugi koniec
          Polski, hę?
          • anna-na PS do Kropkacom 17.08.10, 19:38
            Przede wszystkim jestem zdumiona, że zupełnie mnie nie znając założyłaś, że
            jestem jakąś znudzoną życiem frustratką, która kręci w pracy z panem Zenkiem.
            BTW, z racji tego, czym się zajmuję naukowo/zawodowo w ogóle nie używam słowa
            "Lunch".

            Ja Cię personalnie nie obraziłam i tu jest różnica w poziomie.
          • anna-na PS 2 17.08.10, 19:39
            A kuzynki nie nazwałabym zołzą, tylko zagubioną gąską z odpieluchowym zapaleniem
            mózgu, która zapomniała zapytać mnie, co słychać, choć tak nakazuje wychowanie -
            ot, tyle smile
            • kropkacom Re: PS 2 17.08.10, 21:23
              Mam pytanie. Czy gdyby owa pani nie miała dzieci a jej opowieść była o kocie,
              karierze, podróży to byś czuła się tak samo źle w związku, że nie spytała co u
              ciebie? Nie zakładam, że jesteś frustratką. Jeszcze nie big_grin Możesz mnie przekonać.

              Ja jako osoba, która już trochę życia ma za sobą wiem, że są momenty w życiu
              krytyczne które przesłaniają nam wszystko. Niestety. Szpital + dziecko też do
              nich należy. Także to nie było najpewniej złe wychowanie, ale prosta potrzeba
              podzielenia się z kimś bliskim czymś dla tej osoby ważnym.
              • anna-na Re: PS 2 17.08.10, 21:41
                Kropko,

                Gdyby kuzynka opowiadała o kocie/pracy/czymkolwiek, też byłabym urażona, że nie
                zapytała, co u mnie. Jasne?

                A tak poza tym użyłam skrótu myślowego: moja kuzynka jechała z dzieckiem do
                szpitala, ponieważ poprzedni dzień, o którym była mowa, to była niedziela, albo
                jakies święto, nie pamiętam. Przychodnie były zamknięte, czy też coś w ten
                deseń. W przelocie zdążyła mi opowiedzieć, jak nie mogła dodzwonić się do
                "swojej pani doktór" (tu pada nazwisko, które nic mi nie mówi), jak to
                zadzwoniła do innej, a potem pojechała do szpitala. Powód wizyty to nie był rak
                tego dziecka, tylko coś z cyklu przeziębienie/ząbkowanie.

                Teraz masz jasność sytuacji? Mówiłabym o niej inaczej, gdyby dziecko mojej
                kuzynki było poważnie lub przewlekle chore. Zresztą pewnie wiedziałabym o tym
                wcześniej/od innego członka rodziny.
                • kropkacom Re: PS 2 17.08.10, 21:48
                  Heh, Tobie samej opowiedzenie co u kuzynki się wydarzyło też zajęło kilka
                  linijek. big_grin A teraz poważnie, nie tylko rak ma prawo nas absorbować. A skoro nie
                  uraziło cię to ze względu na to, że dziewczyna mówiła o dziecku i jest dzietna
                  to po co tu ten przykład podałaś?
                  • anna-na Re: PS 2 17.08.10, 21:52
                    kropkacom napisała:

                    > Heh, Tobie samej opowiedzenie co u kuzynki się wydarzyło też zajęło kilka
                    > linijek. big_grin A teraz poważnie, nie tylko rak ma prawo nas absorbować. A skoro ni
                    > e
                    > uraziło cię to ze względu na to, że dziewczyna mówiła o dziecku i jest dzietna
                    > to po co tu ten przykład podałaś?

                    Bo dopóki nie miała dziecka, nie miała odpieluchowego zapalenia mózgu i
                    wiedziała, że na zapytanie "co u Ciebie?" odpowiada się tym samym. Na swoją
                    opowieść o pracy uprzejmie wysłuchuje się mojej opowieści o studiach/ostatniej
                    podróży.
                    • kropkacom Re: PS 2 17.08.10, 22:02
                      Czyli jednak jej macierzyństwo ma tu coś do rzeczy? Jak by była bezdzietna i
                      nadawało o biegunce kota lub własnej na co byś to zwaliła?
                      • anna-na Re: PS 2 17.08.10, 22:07
                        Chyba znowu Cię nie rozumiem.
                        Czy ja coś na coś zwalam? Gdyby nagle na środku ulicy kuzynka zaczęła opowiadać
                        mi o sraczce kota, też zastanawiałabym się, co jej się stało w głowę... Tylko
                        dziwnym trafem do takich sytuacji nie dochodzi.

                        Macierzyństwo ma do rzeczy. Zauważ, że nie mówię o obcej osobie od czapy, tylko
                        o bliskiej krewnej, która jeszcze niedawno była kompanem do rozmowy o wszystkim
                        (od paznokci po koncerty jazzowe), a po urodzeniu dziecka została
                        matką-swojego-dziecka i nie wie, że wypada zapytać, jak idą mi przygotowania do
                        egzaminu dyplomowego.
                        • kropkacom Re: PS 2 17.08.10, 22:14
                          Kończąc tą arcyciekawą dyskusję (kuzynka ma pewnie czkawkę big_grin) muszę stwierdzić,
                          że ja rozmawiając z osobami bezdzietnymi tematu dzieci raczej nie podnoszę sama.
                          Mam schizę i nie chce broń Boże jakąś niewinną dusze urazić. big_grin Więcej luzu
                          kobieto. To, że raz ktoś nie zapyta może oznaczać tyle że ma coś ważnego na
                          głowie a nie nas kompletnie gdzieś.
                          • anna-na Re: PS 2 17.08.10, 22:21
                            kropkacom napisała:

                            > Kończąc tą arcyciekawą dyskusję (kuzynka ma pewnie czkawkę big_grin) muszę stwierdzić
                            > ,
                            > że ja rozmawiając z osobami bezdzietnymi tematu dzieci raczej nie podnoszę sama
                            > .
                            > Mam schizę i nie chce broń Boże jakąś niewinną dusze urazić. big_grin Więcej luzu

                            Hm, hm, kiepski żarcik. Nie chodzi o niemówienie o dzieciach, tylko o
                            nietracenie rozumu wink

                            > kobieto. To, że raz ktoś nie zapyta może oznaczać tyle że ma coś ważnego na
                            > głowie a nie nas kompletnie gdzieś.

                            Ja, mając na głowie parę ważnych rzeczy, zapytałam, co słychać, kwestia
                            postarania się.
                            W szerszym kontekście masz rację, w tej sytuacji, no cóż, chodzi o rzecz mi
                            bliską i osobistą.
                            EOT, dobranoc smile
              • anna-na Re: PS 2 17.08.10, 21:50
                kropkacom napisała:

                > Mam pytanie. Czy gdyby owa pani nie miała dzieci a jej opowieść była o kocie,
                > karierze, podróży to byś czuła się tak samo źle w związku, że nie spytała co u
                > ciebie? Nie zakładam, że jesteś frustratką. Jeszcze nie big_grin Możesz mnie przekona
                > ć.

                Tak, byłabym tak samo urażona chamskim olaniem.


                > Ja jako osoba, która już trochę życia ma za sobą wiem, że są momenty w życiu
                > krytyczne które przesłaniają nam wszystko. Niestety. Szpital + dziecko też do
                > nich należy. Także to nie było najpewniej złe wychowanie, ale prosta potrzeba
                > podzielenia się z kimś bliskim czymś dla tej osoby ważnym.
                >

                Moja wina, że użyłam skrótu myślowego. Dziecko mojej kuzynki nie uległo
                wypadkowi ani nie ma raka, jasne? Kuzynka sprzedała mi historyjkę, jak jej
                dziecko znów było przeziębione (ja, nie mając dzieci, mam wyobrażenie, jakie
                spustoszenie powoduje ciągłe zazywanie antybiotyków, ale ok), nie mogła
                dodzwonić się do "swojej pani doktór" (tu pada nazwiko, które nic mi nie mówi),
                potem nie mogła się dodzwonić gdześ tam, a na końcu pojechała do szpitala.
                Dodam,że to było po x czasu niewidzenia się i jakieś dwa miesiące przed moi
                egzaminem dyplomowym. W moim bezdzietnym życiu tez dzieją się ważne rzeczy, wiesz?
      • bubster Re: Bezdzietni "bierni" na emamie 17.08.10, 15:20
        Kurde dziewczyny, ogarnijcie się trochę!
        Potem mamy taką opinię...

        Nie wsadzajcie wszystkich dzietnych do jednego wora, po potem co
        powiecie, jak nas też tak potraktują?

        Ja znam dzietnych, którzy są spoko - da się.
        • anna-na Re: Bezdzietni "bierni" na emamie 17.08.10, 19:43
          Ja też nam takich dzietnych. A znasz powiedzenie, że wyjątek potwierdza regułę?
          znam laskę, która ma kilkuletnie dzieci i gra w zespole rochowym, jej mąż jest
          grafikiem, a żyją generalnie na walizkach. To jest jedna para, która przypada na
          n liczbę takich, jak opisałam w swoim 1. poscie.
          • mola1971 Re: Bezdzietni "bierni" na emamie 17.08.10, 20:19
            No popatrz, to chyba w dwóch różnych światach żyjemy. Większość moich znajomych (prywatnych i zawodowych) ma dzieci a przypadki ześwirowanych mamusiek mogę policzyć na palcach jednej ręki. Znam wiele rodzin wielodzietnych, w których oboje rodzice robią kariery, doszkalają się, jeżdżą po świecie etc. Ba, jedna z moich najlepszych koleżanek (matka czwórki dzieci w wieku od lat 5 do 19) prowadzi swoją firmę robiącą kilkusettysięczne obroty miesięcznie i w dodatku jej praca jest jednocześnie jej pasją. I do tego ciągle jest zadbaną kobietą.

            Nie wiem komu i czemu służy to wyszukiwanie się wydumanych problemów u ludzi, którzy mają dzieci.
            Jak dla mnie sprawa jest prosta - każdy żyje jak lubi i jak chce. Jedni chcą mieć dzieci i mają a inni nie chcą i nie mają. Proste jak budowa cepa. Po co do tego dopisywać ideologię?
            • anna-na Re: Bezdzietni "bierni" na emamie 17.08.10, 21:13
              Ok, zacznijmy od tego, że pewnie jesteśmy w innym wieku. Wśród moich znajomych w
              ogóle ludzie dzietni stanowią mniejszość i dlatego moje obserwacje mogą być mało
              miarodajne. Ty znasz takie przypadki, ja znam inne.

              Dwa, to nie jest dorabianie ideologii, tylko dzielenie się spostrzeżeniami.

              Jestem w szoku,że w Polsce, gdzie mówi się o sprzątaniu po psach, wolno
              przewijać dziecko np. na ławce w parku - przysięgam, widziałam takie coś i
              ciągle jestem w szoku. Dla mnie estetycznie to jest to samo. Albo inny przykłąd:
              nie wolno się opalać topless (proces ze Szczecina sprzed dwóch-trzech lat), a
              wolno karmić piersią w miejscu publicznym - ostatnio widziałam taką scenę po
              środku zatłoczonej galerii handlowej. Przykłady mozna mnożyć. Panuje terror
              macic, taki jest mój pogląd i przeszkadza mi to, jako osobie, która nie lubi
              patrzeć na kał i rozstępy.
              • mola1971 Re: Bezdzietni "bierni" na emamie 17.08.10, 21:47
                Ale wiek nie ma tu nic do rzeczy bo ja też kiedyś miałam małe dzieci a większość moich znajomych była bezdzietna wtedy. I jakoś (poza pojedynczymi przypadkami) nie zauważyłam żadnych chorych zachowań u rodziców dzieci. Nie zauważyłam również by posiadanie potomstwa jakoś czy mnie czy moich znajomych ograniczało w pracy, uczeniu się czy podróżowaniu.
                Dlatego wydaje mi się, że to nie jest kwestia różnicy wieku tylko raczej środowiska. Ja po prostu nigdy nie miałam znajomych idiotów - ani dzietnych, ani bezdzietnych.

                Co do karmienia piersią w miejscach publicznych to szczerze mówiąc nie bardzo rozumiem na czym polega problem. Są specjalne staniki do karmienia piersią (teraz już chyba wszystkie kobiety karmiące ich używają) a w takim staniku na wierzchu jest praktycznie tylko kawałek piersi. I to kawałek, który zasłania główka przystawionego do piersi dziecka, więc trzeba naprawdę mieć ogromną wyobraźnię by w takim widoku doszukiwać się czegoś niestosownego.
                • anna-na Re: Bezdzietni "bierni" na emamie 17.08.10, 21:56
                  > Ale wiek nie ma tu nic do rzeczy bo ja też kiedyś miałam małe dzieci a większoś
                  > ć moich znajomych była bezdzietna wtedy. I jakoś (poza pojedynczymi przypadkami
                  > ) nie zauważyłam żadnych chorych zachowań u rodziców dzieci. Nie zauważyłam rów
                  > nież by posiadanie potomstwa jakoś czy mnie czy moich znajomych ograniczało w p
                  > racy, uczeniu się czy podróżowaniu.
                  > Dlatego wydaje mi się, że to nie jest kwestia różnicy wieku tylko raczej środow
                  > iska. Ja po prostu nigdy nie miałam znajomych idiotów - ani dzietnych, ani bezd
                  > zietnych.
                  >

                  Nie ma to jak w wysublimowany sposób komuś dopie**olić. Tak, przebywam w
                  środowsku idiotów. Co więcej, idiotów zakamuflowanych, bo okazują się idiotami
                  dopiero po rozmnożeniu.

                  > Co do karmienia piersią w miejscach publicznych to szczerze mówiąc nie bardzo r
                  > ozumiem na czym polega problem. Są specjalne staniki do karmienia piersią (tera
                  > z już chyba wszystkie kobiety karmiące ich używają) a w takim staniku na wierzc
                  > hu jest praktycznie tylko kawałek piersi. I to kawałek, który zasłania główka p
                  > rzystawionego do piersi dziecka, więc trzeba naprawdę mieć ogromną wyobraźnię b
                  > y w takim widoku doszukiwać się czegoś niestosownego.

                  Okej, nie przeczę, że istnieją takie staniki. Tamta pani takiego nie miała,
                  wszystko było na wierzchu, tshirt podciągnięty, cycek wywalony. Naprawdę te
                  rozstępy widziałam, słowo harcerza.
                  • mola1971 Re: Bezdzietni "bierni" na emamie 17.08.10, 22:02
                    Jakie dopie**olić? Gdzież bym śmiała? wink
                    A tak na poważnie jeśli któraś z moich koleżanek zaczynała się po urodzeniu dziecka zachowywać jak wariatka to kończyłam z nią znajomość i tyle. Inną sprawą jest, że po urodzeniu dziecka z głową zaczynało się coś dziać tylko tym, które już przed urodzeniem coś miały z głową a dziecko tylko to dodatkowo wzmocniło.
                    Niemniej to pojedyncze przypadki były a nie jakiś standard.

                    No jeśli miała cały cycek na wierzchu to rzeczywiście coś z nią nie halo, ale wg mnie to nie jest częsty widok. I sama sobie taka kobieta wystawia świadectwo, więc nie ma czym się przejmować.
                    • anna-na Re: Bezdzietni "bierni" na emamie 17.08.10, 22:14
                      Zgadzam się z 1. częścią wypowiedzi.
                      Tylko żal tak nagle tracić koleżanki, nawet jeśli coś imtroszkę nie stykało
                      między synapsami.

                      Zgadzam się z 2. częścią wypowiedzi.
                      Pani wystawiła SOBIE świadectwo, ale moje obrzydzenie zostało wink
                      • mola1971 Re: Bezdzietni "bierni" na emamie 17.08.10, 22:31
                        Eee, obrzydzać się można wieloma rzeczami i akurat nagi cycek, nawet z cellulitem nie należy do tych najgorszych wink

                        Czy żal tracić znajomości? Mnie jakoś nie. Jeśli ktoś żyje tylko w swoim świecie to niech sobie żyje, mnie nic do tego, ale nie muszę w tym czyimś świecie tkwić jeśli nie chcę. Pomimo tego, że mam troje dzieci świat zup i kup nigdy nie był moim jedynym światem i dlatego nie potrafię i nie chcę zmuszać się do znajomości z ludźmi monotematycznymi. I nieważne czy ktoś żyje tylko dziećmi czy tylko pracą. Wolę znajomych, z którymi można pogadać o wszystkim a nie tylko na jeden temat. I mam takich znajomych - i dzietnych i bezdzietnych.
                        Dlatego dziwi mnie bardzo panujący na tym forum podział na dzietnych i bezdzietnych. W życiu do głowy mi nie przyszło by w ten sposób dzielić ludzi.
                          • bez_seller Re: Bezdzietni "bierni" na emamie 20.08.10, 12:20
                            anna-na napisała:

                            > Nie dzieliłam ludzi na dzietnych i bezdzietnych, dopóki nie
                            spostrzegłam, że
                            > odpieluchowe zapalenie mózgu dotyczy większości kobiet,
                            niezależnie od miejsca
                            > zamieszkania, wykształcenia, etc.

                            Chorby mozna nabawic sie w kazdej sytuacji. Ty np., cierpisz na
                            oddzieciowe zapalenie mozgu.
          • madzioreck Re: Bezdzietni "bierni" na emamie 17.08.10, 23:27
            > Ja też nam takich dzietnych. A znasz powiedzenie, że wyjątek potwierdza regułę?

            Anna-na, a lubisz, jak ktoś nas, bezdzietnych wrzuca do jednego wora, a
            normalnych nazywa wyjątkami od reguły? To jest broń obosieczna, wiesz.
    • zolza38 Re: Bezdzietni aktywni na emamie 18.08.10, 08:39
      Ja w kwestii formalnej.

      Guzik mnie obchodzi, co ktoś sobie o mnie myśli.
      Guzik mnie obchodzi, że jakaś dzietna kwalifikuje mnie do
      piaskownicy, bo i tak tam nie pójdę.
      Guzik mnie obchodzi, czy komuś podobają się moje poglądy.

      Kocham swoje życie i mój własny świat.
      I nic tego nie zmieni.

      Fajnie być bezdzietną! Lubię to!
      • kra-ka Re: Bezdzietni aktywni na emamie 28.08.10, 15:55
        zolza38 napisała:

        > Ja w kwestii formalnej.
        >
        > Guzik mnie obchodzi, co ktoś sobie o mnie myśli.
        > Guzik mnie obchodzi, że jakaś dzietna kwalifikuje mnie do
        > piaskownicy, bo i tak tam nie pójdę.
        > Guzik mnie obchodzi, czy komuś podobają się moje poglądy.
        >
        > Kocham swoje życie i mój własny świat.
        > I nic tego nie zmieni.
        >
        > Fajnie być bezdzietną! Lubię to!

        Oflaguj sie jeszczebig_grin
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka