Dodaj do ulubionych

Bezdzietne pary - a kiedy jedno z Was umrze...

15.02.11, 15:48
Myśleliście co wtedy? Kiedy stracicie swoją połowę świata, co potem? Macie jakiś plan?
Czytam forum czasami, nie mam nic przeciwko Waszym poglądom, choć sama mam dzieci...
Pytam, bo poznałam kiedyś taką bezdzietną, samotną, a raczej moja mama w sanatorium. Kiedyś piękna, postawna kobieta, żona ambasadora w krajach Ameryki Południowej. Więszkość życia spędziła na placówkach, z ukochanym mężem. Zmarł kiedy miała 68 lat, została sama z niezłą emeryturą, pięknym mieszkaniem a jedyną jej rodziną była daleka kuzynka, czyhająca na jej majątek. Czas spędzała jeżdżąc do rzeczonych sanatoriów, chodząc do dzielnicowego klubu Seniora (gdzie z kolei opiekunki czyhały na jej emeryturę) i nic więcej. Zwierzyła się mojej mamie, że sama spędza święta itd, więc przywożono ją do nas, kiedy miała problem (np. nie umiała obsługiwać komórki) dzwoniła do nas, w sumie obcych jej osób. Z czasem przestała się odzywać, pojechaliśmy do niej, mieszkanie zamknięte, nikogo z jej rodziny nie znaliśmy, nie wiemy jak umarła, kiedy. W sumie miała piękne, ale w efekcie smutne życie.
Obserwuj wątek
      • zmija_w_niebieskim Re: Bezdzietne pary - a kiedy jedno z Was umrze.. 20.03.11, 22:42
        Przepraszam, ale ja tego nie kupuję.
        Czy to znaczy, że teraz smierć męża już by Cię tylko lekko zmartwiła? Zakład, że nie...

        Poza tym, nawet jesli macierzyństwo uwalnia od tego jednego strachu, to na pewno doklada masę innych, bezdzietnym znanych tylko z opowiadań i obserwacji. Typu:
        "Dziecko się spóźnia 15 minut, na pewno wpadło pod samochód"
        "Dziecko zakasłało - to na pewno początek poważnej choroby"
        "Dziecko ma nowego kolegę - to na pewno narkoman albo członek sekty"
        "Karetka na sygnale jedzie - na pewno wiozą moje dziecko"
        "Dziecko dostało czwórkę - to początek końca, przestanie się uczyć, stoczy się i skończy jako bezdomny"

        Niestety, sporo matek tak ma i nic na to poradzić nie może, więc ten bilans lęków nie wypada zbyt korzystnie...
        • broceliande Re: Bezdzietne pary - a kiedy jedno z Was umrze.. 22.03.11, 18:33
          Po prostu wiem, że muszę żyć, żeby wychować dziecko. Śmierć męża już by nic nie zmieniła - nic, w kwestii mojego być albo nie być - w innych oczywiście tak.

          Strach o dziecko, o którym dość trafnie piszesz - bo tak to mniej więcej działa - jest zupełnie inny niż o dorosłą osobę, mocniejszy, pierwotny.
          Oddzieliłabym tylko karetkę od czwórki, mówię o strachu przed śmiercią.
          W każdym razie boję się nie własnej śmierci - to dopiero byłby niedobry bilans.

          Stosowny demotywator:

          demotywatory.pl/2838688/Jesli-mezczyzna
    • zupakalafiorowa Re: Bezdzietne pary - a kiedy jedno z Was umrze.. 19.02.11, 07:56
      ... to wtedy ponownie wyjdę za mąż.
      Jak mi się będzie chciało, naturalnie wink



      Zawsze myślałam, że człowieka powołuje się do życia dla niego, a nie dla siebie. A tu proszę... żeby było z kim pogadać na starość. Taka tam refleksja....


      Gdy wychodzę do miasta, w barach spotykam staruszków grających w karty, starsze kobiety zadbane, ładnie uczesane, plotkujące przy dobrych winach.
      Są miejsca na świecie - i takim miejscu mam przyjemność mieszkać - gdzie od "dziadków" nie wymaga się niańczenia wnuków, siedzenia w domu i użalania się nad sobą. Mają swoich przyjaciół - a nie tylko dzieci i współmałżonka. Gdzie ludzie starsi otoczeni są porządną opieką medyczną i nie muszą liczyć wyłącznie na opiekę dzieci...

      ...Dzieci, które - nota bene - mogą ułożyć sobie życie na drugiej półkuli, jak przytoczona żona ambasadora. Może ją też rodzice spłodzili z myślą "córka poda mi na starość szklankę wody i będzie z kim pogadać" a ta niewdzięcznica do Ameryki Południowej bezczelnie wyjechała z ukochanym mężem, zamiast rodzicom towarzystwa dotrzymywać, fuj, nieładnie).


      Do tego już kiedyś pisałam, że nie mam parcia na siedzenie pod choinką z rodziną i koniecznie z rodziną.
      To gdzie problem?
    • rosario.o Re: Bezdzietne pary - a kiedy jedno z Was umrze.. 19.02.11, 11:43
      Niestety, posiadanie dzieci w żaden sposób nie gwarantuje spokojnej i szczęśliwej starości.
      Dzieci mogą mieć swoje sprawy, rodziny, mogą mało interesować się starymi rodzicami, mogą mieszkać na drugim końcu świata, mogą też nie dożyć naszej starości (wypadki, choroby). Posiadanie dzieci dla zabezpieczenia starości to egoistyczny, ale i bardzo zawodny plan. Ja mam dwoje dzieci, ale nie oczekuję, że będą się mną zajmować kiedyś tam za 50 lat.
    • zupakalafiorowa A ja odwrócę pytanie... 19.02.11, 16:51
      A jeśli jedno z WAS umrze? Myśleliście co wtedy? Kiedy stracicie swoją połowę świata, co potem? Macie jakiś plan?


      Myślałaś o tym, co będzie, jeśli twój mąż zginie w wypadku, dajmy na to, pojutrze?
      Utrzymać dzieci i wychować je w pojedynkę jest trudno. Panów chętnych na związek z matką dwójki dzieci też jakby mniej, niż amatorów kobiet bez zobowiązań...


      Każdy kij ma dwa końce, jak widać. wink
    • kicia72 Re: Bezdzietne pary - a kiedy jedno z Was umrze.. 20.02.11, 20:32
      Moja ciocia ma 3 dzieci z tego 1 w Stanach a 2 w Kanadzie-mieszkała po parę lat u każdego ale na stare lata wróciła do Polski.
      Moja znajoma ma córkę jedynaczkę, która mieszka juz 20 lat w Danii i rzadko przyjeżdza do kraju.
      Tak więc różnie to bywa i chyba nie warto traktować dzieci jako polisy na starość...
    • zmija_w_niebieskim Re: Bezdzietne pary - a kiedy jedno z Was umrze.. 20.03.11, 22:54
      Akurat znam taką panią z dwójką dzieci, która jest samotna i bezradna, zdana na opiekę przyjaciół i sąsiadów. Z córką zerwała stosunki z jakichs tajemniczych powodów, a syn jest skończonym egoistą, ma wszystko w nosie i widują się raz na parę miesięcy, chociaż mieszkają od siebie pół godziny jazdy autobusem.
      Nie mam planu na wdowieństwo, nie chcę o tym myslec, uważam, ze byłoby to swiństwem wobec męża, snuć takie plany...cieszę się każdym dniem z nim spędzonym, i tyle.
      Niedawno było głosno o kobiecie, która wydziera się na swojego synka, wyzywa go i bije...ja pewnie byłabym taką matką (nie jestem z tego dumna, ale boję się, ze tak by się moglo stać). Człowiek jest tylko człowiekiem i często nie wytrzymuje duzego obciążenia psychicznego. To po co mam powoływac na swiat bezbronne nieszczęsliwe istotki i wrzeszczec na nie całe dzieciństwo? Po to, żeby mi słuzyły na starosć? To byłby skrajny egoizm!
    • gazeta_mi_placi Re: Bezdzietne pary - a kiedy jedno z Was umrze.. 05.04.11, 22:22
      A jeżeli Twoje dziecko umrze? Co wtedy? Pomyślałaś o tym? Pełno w Polsce wypadków drogowych, nie omijają one także dzieci i młodzieży.
      Choroby nowotworowe także nie omijają dzieci ani młodych osób, pomyślałaś co będzie jeśli Twoje dziecko zachoruje i przegra z chorobą a Ty już (ze względu na wiek bądź inne czynniki zdrowotne) nie będziesz mogła mieć kolejnego? Pomyślałaś co wtedy?
    • aurea_mediocritas A czy ty masz plan na wypadek gdy zachoruje/ umrze 15.04.11, 11:50
      twoje dziecko ? Bo to śmierć dziecka jest największą tragedią jak spotyka człowieka, a choroba dziecka - największą traumą. Tym czasem śmierć współmałzonka to normalna kolej rzeczy, stnowiaca mniejszy stres niż smierc rodziców czy dziecka (małżonek pojawia się "na pewnien okres," w pewnym momencie zycia dlatego jego strata nie jest tak bolesna jak dziecka czy rodziców).
      Ponadto czy masz plan na okolicznyść gdy Ty wcześnie umrzesz i zostawisz dziecko bez matki?
      Śmierc matki w dzieiństwie to druga z kolei tragedia , po której człowiek ma traumę często do końca zycia.
      Śmierć małżonka przy tym to jedynie bardzo przykra strata, na którą człowiek podświadomie jest zawsze przygotowany. I nie wymaga to tworzenia określonych planów "co będzie po jego smierci" - bo życie "sprzed" nie bedzie się aż tak drastycznie różnić od życia "po" zmianie.
      Tym czasem w przypadku śmierci dziecka , bądź rodzica (w dzieciństwie) ludzka psychika doznaje głębokiego szoku i życie "po" tym tragicznym zdarzeniu wiąże sie przynajmniej przez jakiś czas a często i do końca życia z depresją i traumą.
    • masskotka12 Re: Bezdzietne pary - a kiedy jedno z Was umrze.. 26.07.12, 09:55
      Myślę, że o tym nie myślę... smile Ból będzie taki sam, z dziećmi czy bez dzieci, a potem trzeba będzie żyć dalej. Nie można się na to przygotować, mało kto chyba robi "plan awaryjny" na okoliczność zejścia współmałżonka. Dotyczy to zarówno dzietnych jak i bezdzietnych. Z innej strony - bezdzietni rzadko nie mają w ogóle żadnej rodziny. Są rodzice, rodzeństwo, kuzynki bliższe czy dalsze. I tylko od tego, jakie mamy z nimi stosunki zależy, czy zostaniemy całkiem sami czy tez nie.
      Poza tym myślę, że dalsze kuzynki i opiekunki czyhające na emeryturę z dwojga złego są lepsze od własnych dzieci czyhających na spadek. Po tych pierwszych w sumie można by się tego spodziewać... Inna sprawa, że często bogaci starsi ludzie wszędzie węszą tylko czyhanie na spadek, mieszkanie itp...
    • trinity_0308 Re: Bezdzietne pary - a kiedy jedno z Was umrze.. 04.11.12, 00:07
      Myślę, że samotność na starość opisanej osoby nie jest efektem nie posiadania przez nią dzieci, ale faktu, że w życiu była skoncentrowana tylko na swoim mężu i odwrotnie.
      Jeśli całe życie poświęcamy tylko jednej osobie, to po jej śmierci zostajemy sami.

      Ja dzieci nie posiadam, partner tak, z poprzedniego związku. Jednak utrzymujemy bliskie relacje z bratem, który ma dwóch synów, siostrą cioteczną, której córka jest moją chrześnicą. Mam znajomych, w tym również bezdzietnych i najlepszego przyjaciele geja.

      Myślę, że jeśli to on umrze pierwszy i ja zostanę sama, to nie będę spędzać świąt samotnie.

      Druga strona medalu jest taka, że komuś taka samotność mogłaby odpowiadać. My akurat mimo braku dzieci jesteśmy towarzyscy, otaczamy się ludźmi i nie lubimy być sami.
      Ale mogę sobie wyobrazić parę, która spędza życie tylko we dwoje, w ciszy i spokoju i nawet gdy jedno z nich zostaje samo, to woli to, niż życie rodzinne, z gromadką dzieci i gwarnymi świętami.
    • iberia.pl Re: Bezdzietne pary - a kiedy jedno z Was umrze.. 02.05.13, 22:01
      sluzewianka napisała:

      > Myśleliście co wtedy? Kiedy stracicie swoją połowę świata, co potem? Macie jaki
      > ś plan?


      Od kiedy bycie rodzicem gwarantuje cokolwiek na stare lata?
      Mozna miec dzieci, ktore mieszkaja na drugim koncu swiata i widziec je raz na rok przy dobrych wiatrach.Nie tedy droga.
      • singapurkaa Re: Bezdzietne pary - a kiedy jedno z Was umrze.. 16.05.13, 15:14
        W listopadzie skończę 35 lat, mąż w kwietniu skończył 38.
        Nie mamy dzieci, jest nam w tej chwili dobrze, ja do tej pory nie poczułam instynktu macierzyńskiego, chęci urodzenia dziecka, mąż również nie poczuł silnej potrzeby powołania na świat potomka. Być może kiedyś zdecyduję się na dziecko - mam jeszcze trochę czasu.
        Główną przeszkodą jest chyba to, że ja nie wyobrażam sobie planowania ciąży, bycia w niej, opiekowania się noworodkiem. Głównie chodzi o samą ciążę, poród (w grę wchodzi jedynie cesarskie cięcie).
        Teoretycznie nie miałabym nic przeciwko gdybym w tej chwili miała dziecko w wieku 3-4 lat, przedszkolaka, który nie wymaga tak wielkiego poświęcenia czasowego jak noworodek.

        Jest mi dobrze teraz, nie myślę o dziecku, nie czuję teraz potrzeby, jednak zastanawiam się jak to będzie w przyszłości kiedy np. mąż wcześniej umrze - bardzo chciałabym umrzeć wcześniej od niego lub tego samego dnia - nie wyobrażam sobie życia bez niego i nie chodzi tu o jakąś wielką miłość (chociaż oczywiście się kochamy) Jesteśmy partnerami, jestem samodzielna, mam swoje życie i znajomych poza nim, jednak on jest moim najlepszym przyjacielem, powiernikiem, mogę powiedzieć mu wszystko, nie wyobrażam sobie samotności, funkcjonowania bez niego.

        Do życia potrzebuję jak powietrza innych ludzi, interakcji.
        Wracam do hipotezy - mąż umiera wcześniej, znajomi mają swoje rodziny, dorosłe dzieci, wnuki, są tym zaabsorbowani, prowadzą rodzinne życie, wielopokoleniowe, spotykają się ze swoimi dorosłymi dziećmi, wnukami, ich życie jest czymś wypełnione, a ja jestem sama.... może z poczuciem porażki, że nie zdecydowałam się na dziecko...

        Nie wiem jak będzie w przyszłości ale nie chciałabym niczego żałować chociaż nie twierdzę, że do szczęścia dziecko jest mi niezbędne tylko raczej pewność, że nigdy w życiu nie będę samotna. Chyba nic i nikt nie może mi tego zagwarantować?
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka