Dodaj do ulubionych

Co to znaczy: nie lubić ?

17.10.07, 09:56
Zastanawiam co to znaczy nie lubić , jakie sa tego konsekwencje ?
Przychodzi mi do głowy parę sytuacji:
- tego kogo nie lubimy to unikamy , ktoś kto nie lubi dzieci ich
unika , jak również zapewne rodzin z dziećmi.
- tego kogo nie lubimy temu nie pomagamy, zatem osoba nie lubiąca
raczej nie będzie pomagać płaczącemu dziecku, kto wie może będzie
nawet zadowolona że jest z jakiegoś powodu nieszczęsliwe.
- tego kogo nie lubimy szybciej oczernimy niz pochwalimy - osoby
więc nie lubiące będą nastawiać także innych negatywnie do dzieci.

Być może sa i inne konsekwencje tej ogólnej postawy.
Obserwuj wątek
    • a.nancy dojrzalosc spoleczna i moralna 17.10.07, 10:48
      ...wymaga odpowiedzialnego i etycznego postepowania wobec innych, niezaleznie od
      subiektywnych odczuc.
      w przeciwienstwie do dziecka wink dojrzaly czlowiek nie urzadza scen histerii,
      jesli cos idzie nie po jego mysli, nie cieszy sie nieszczesciem innych (nawet
      osob nielubianych) i nie oczernia, tylko stara sie obiektywnie oceniac wady i
      zalety. rozumie tez i akceptuje, ze nie wszyscy musza podzielac jego subiektywne
      odczucia.
      • venedin Re: dojrzalosc spoleczna i moralna 17.10.07, 10:57
        dojrzaly czlowiek nie urzadza scen histerii,
        > jesli cos idzie nie po jego mysli, nie cieszy sie nieszczesciem
        innych (nawet
        > osob nielubianych) i nie oczernia, tylko stara sie obiektywnie
        oceniac wady i
        > zalety. rozumie tez i akceptuje, ze nie wszyscy musza podzielac
        jego subiektywn
        > e
        > odczucia.


        To by zatem znaczyło, że dojrzałość prowadzi do pewnej formy
        akceptacji.
        Nie lubienie z kolei nie wydaje się być formą akceptacji.
        To jest zasada ogólna - obojetnie względem kogo stosowana.
        Czy można bowiem np. nie lubić ludzi nie lubiących (np. dzieci) i
        zarazem ich akceptować ?
        • daria_nowak Re: dojrzalosc spoleczna i moralna 17.10.07, 11:10
          lubić
          1. «czuć do kogoś sympatię»
          2. «znajdować w czymś przyjemność» (za słownikiem PWN sjp.pwn.pl/)

          Zatem nie lubić - to nie czuć do kogoś sympatii i nie znajdować przyjemności w
          obcowaniu z nim.
          Akceptacja - to aprobata, zgoda na coś, ale również: pogodzenie się z czymś,
          czego nie można zmienić (znów słownik PWN).
          Ergo>> nie lubię nie oznacza nie akceptuję.
          Upraszczając:
          Nie lubię zastrzyków. Akceptuję sytuacje, w których muszę je dostawać. Nie lubię
          wątróbki - nie jadam jej, ale nie tłumaczę innym, żeby jej nie jedli, jeśli
          lubiła (bo akceptuję ten fakt).
          • venedin Re: dojrzalosc spoleczna i moralna 17.10.07, 11:23
            > lubić
            > 1. «czuć do kogoś sympatię» ...

            No dobrze, ale co oznacza "nie lubić". W praktyce. Chodzi o to,
            jakie działania temu towarzyszą.
            Powiem np.
            "Nie lubie pijaków spod sklepu" co z reguły może oznaczać:
            - unikam ich
            - źle się o nich wyrażam opowiadając o nim innym
            - ich problemy są mi zupełnie obojętne itd.
            Czy z nielubieniem dzieci jest podobnie ?

            Przykład z zastrzykami czy wątróbką nie do końca jest adekwatny bo
            dotyczy sytuacji/rzeczy a nie ludzi.

            • daria_nowak Re: dojrzalosc spoleczna i moralna 17.10.07, 11:32
              venedin napisał:


              > - unikam ich - zdecydowanie;
              > - źle się o nich wyrażam opowiadając o nim innym - za daleko posunięte, ale
              uogólniając tak. Są dzieci o których wyrażam się pozytywnie, bo są np. dobrze
              wychowane i takie o których z dużym przekonaniem powiem "rozwydrzony bachor". To
              kwestia pewnej subiektywnej oceny. Mogę nie lubić tzw. tipsiar (znów
              uogólnienie), ale doceniam niektóre ich zachowania, piętnując inne.
              > - ich problemy są mi zupełnie obojętne itd. - w szerokim pojęciu tak. Ale gdy
              na ulicy przyplątało się do mnie zagubione dziecko, nie odgoniłam go z krzykiem,
              tylko zaczęłam szukać rodzica. Podobnie z przyblokowym pijaczkiem - gdy
              zobaczyłam, ze zemdlał, zadzwoniłam pod 112 (przyjechała Policja, a później karetka)
              • venedin Re: dojrzalosc spoleczna i moralna 17.10.07, 11:45
                > Podobnie z przyblokowym pijaczkiem - gdy
                > zobaczyłam, ze zemdlał, zadzwoniłam pod 112 (przyjechała Policja,
                a później kar
                > etka)

                W tym sensie jesteś lepsza ode mnie gdyż dla mnie pijak leżący np.
                na trawniku jest obojętny.
                • a.nancy Re: dojrzalosc spoleczna i moralna 17.10.07, 12:27
                  venedin napisał:

                  > > Podobnie z przyblokowym pijaczkiem - gdy
                  > > zobaczyłam, ze zemdlał, zadzwoniłam pod 112 (przyjechała Policja,
                  > a później kar
                  > > etka)
                  >
                  > W tym sensie jesteś lepsza ode mnie gdyż dla mnie pijak leżący np.
                  > na trawniku jest obojętny.

                  to wyjasnia, dlaczego zalozylas ten watek wink
                  zrozum wiec, ze istnieja ludzie, ktorzy POTRAFIA udzielic pomocy potrzebujacemu,
                  nawet jesli nie palaja do niego namietna miloscia wink
                  ale to widocznie "wyzsza szkola jazdy" (czlowieczenstwa?), a na pewno wymaga
                  wiecej wrazliwosci i dojrzalosci. pomagac bliskim i tym, ktorych lubimy to nic
                  trudnego; pomagac obcym czy wrecz osobom, do ktorych czujemy niechec - to
                  bardziej skomplikowane. cwiczenie w panowaniu nad emocjami przydaje sie w zyciu.
            • jop Re: dojrzalosc spoleczna i moralna 17.10.07, 11:47
              > Czy z nielubieniem dzieci jest podobnie ?

              Oczywiście.

              > Przykład z zastrzykami czy wątróbką nie do końca jest adekwatny bo
              > dotyczy sytuacji/rzeczy a nie ludzi.

              A CO ZA RÓŻNICA? Można nie lubić rzeczy, ludzi w ogóle, ludzi o określonych
              cechach, zjawisk, sytuacji itp.
                  • venedin Re: dojrzalosc spoleczna i moralna 17.10.07, 12:13
                    > uogólnienie wynika z
                    > tego, ze nie lubić można, jak pisze Jop, rzeczy, zjawisk,
                    sytuacji, osób.

                    To prawda że można z tym, że to są jednak różne kategorie i inne są
                    tego konsekwencje i inny ciężar gatunkowy. Lepiej ? - nie mieszać
                    różnych kategorii.
                        • a.nancy Re: dojrzalosc spoleczna i moralna 17.10.07, 12:36
                          venedin napisał:

                          > Z tym właśnie się nie zgadzam. To inny rodzaj odczuć bo inne są
                          > konsekwencje.

                          no przeciez ci tlumaczymy, ze nie sa az tak bardzo inne. nie lubie watrobki, to
                          jej nie jem. nie lubie dzieci, to ich nie mam. nie znecam sie nad dziecmi, nie
                          przekonuje innych, zeby ich nie mieli, nie odmawiam pomocy dziecku, ktore jej
                          potrzebuje. JEDYNA realna konsekwencja nielubienia dzieci jest unikanie dzieci.
                          podobnie, jak unikanie watrobki.
                          • venedin Re: dojrzalosc spoleczna i moralna 17.10.07, 12:42
                            > JEDYNA realna konsekwencja nielubienia dzieci jest unikanie dzieci.
                            > podobnie, jak unikanie watrobki.

                            O to własnie chodzi w tym wątku - o stwierdzenie konsekwencji.
                            Uważasz że jest tylko JEDNA konsekwencja - unikanie. Dobrze,
                            rozumiem to. Porównania z wątróbką nadal jednak nie rozumiem = nie
                            lubię = nie akceptuję smile
                  • venedin Re: dojrzalosc spoleczna i moralna 17.10.07, 12:38
                    > Np. śmierdzący obszczymurek (a to przecież
                    > człowiek, och, człowiek!) jest dla mnie równie odrażający, co
                    > wątróbka, która tydzień leżała na słońcu. (Bo ogólnie to wątróbkę
                    > lubię.)

                    W związku z tym jedno i drugie przeznaczasz do śmietnikowej
                    kasacji smile Tak bowiem należy chyba rozumieć słówko "równie".

                    • daria_nowak Re: dojrzalosc spoleczna i moralna 17.10.07, 12:56

                      jop napisał:

                      > > śmierdzący obszczymurek (a to przecież
                      > > człowiek, och, człowiek!) jest dla mnie równie odrażający, co
                      > > wątróbka, która tydzień leżała na słońcu. (Bo ogólnie to wątróbkę
                      > > lubię.)
                      >
                      > W związku z tym jedno i drugie przeznaczasz do śmietnikowej
                      > kasacji smile Tak bowiem należy chyba rozumieć słówko "równie".
                      >
                      Ale inaczej rozumie się słówko odrażający «wzbudzający obrzydzenie» i znów PWN.
                      "Odrażajacy" nie implikuje kasacji. Jest to stwierdzenie faktu.
                      Chyba najpierw trzeba poznać znaczenie poszczególnych słów, których się używa i
                      na tej bazie wyciągać wnioski. Nie z sufitu.
                        • daria_nowak Re: dojrzalosc spoleczna i moralna 17.10.07, 13:08
                          venedin napisał:


                          > Co robisz zatem z "odrażającą wątróbką" ? Na tym się opieram.
                          > Problem jest tu raczej ze słowem "równie".
                          Nie dysponuję takową. Myślę, ze gdybym zobaczyła odrażającą, przeleżałą na
                          słońcu wątróbkę, umiejscowioną podobnie jak ów hipotetyczny obszczymurek, czyli
                          "gdzieś", wzdrygnęłabym się z obrzydzenia. Dla ścisłości obszczymurków, dla
                          ścisłości, również nie posiadam.
            • echtom To ja ci odpowiem "w praktyce" 19.10.07, 09:38
              1. Nigdy nie podjęłabym pracy w żłobku czy przedszkolu (przez
              kilkanaście lat uczyłam w szkole, ale zdecydowanie wolę takie
              bardziej kumate od 7-8 roku życia, nie maluchy).
              2. Nigdy nie podjęłabym pracy opiekunki, a cudzym dzieckiem
              zajęłabym się co najwyżej w podbramkowej sytuacji na prośbę rodzica).
              (do zmiany zdania co do w/w prac mogłoby mnie skłonić tylko widmo
              śmierci głodowejsmile.
              3. Nudzą mnie zabawy z dziećmi i nie mam na nie pomysłów, aczkolwiek
              bardzo lubię czytać maluchom książeczki (po prostu jestem mózgowcem
              i wolę kontakt intelektualny od fizycznego).
              Wózków od paru lat nie pomagam wnosić tylko dlatego, że wysiadł mi
              kręgosłup. Miejsca w tramwaju ustępuję matkom/babciom z dziećmi
              niechętnie, bo szlag mnie trafia, gdy sadzają księciunia, a same
              pokornie stoją obok.
              Rozmawiam o dzieciach w tonie neutralnym, bez werbalnej agresji, i
              uśmiecham się instynktownie do maluchów w wózkach i nosidełkach, bo
              mają dużo uroku. Odczuwam jednak irytację, gdy żona kolegi z pracy
              przychodzi często z ich kilkumiesięcznym synkiem, który gaworzy albo
              drze się na cały budynek, choć w bibliotece obowiązuje cisza. A jak
              ja kiedyś wpuściłam do czytelni dziewczynę ze śpiącym dzieckiem,
              nieźle mi się oberwało. Cóż, dzieci też są równe i równiejszesmile.
              Jak sobie jeszcze coś przypomnę, to dopiszę.
                • echtom Re: To ja ci odpowiem "w praktyce" 19.10.07, 09:59
                  A widzisz - nie jest to takie czarno-białe, jak by się wydawało. Jak
                  wcześniej napisałam - jestem mózgowcem i lubię kontakt werbalno-
                  intelektualny, a z dziećmi rzadziej udaje się go nawiązaćsmile. Na
                  własne dzieci zdecydowałam się z pełną świadomością, z założeniem,
                  że po prostu wychowuję przyszłych ludzi. Przyjęłam to "z
                  dobrodziejstwem inwentarza" - niekończące się czynności
                  pielęgnacyjne przy maluchach traktowałam jako naturalny składnik
                  wczesnego macierzyństwa, bez uczucia nudy, uwiązania i poczucia
                  utraconych życiowych szans. Widać nie było to takie straszne, skoro
                  dwa razy zdecydowałam się na powtórkę z rozrywkismile. Najmilej jednak
                  wspominam czas, gdy mogłam już z dziećmi normalnie rozmawiać,
                  chodzić do kina, podróżować, zwiedzać itp. i w przyszłości chętnie
                  powtórzę to z wnukamismile. Kryzys ich dojrzewania przeszłam dosyć
                  ciężko i teraz od nowa próbuję układać z nimi relacje, już bardziej
                  tak, jak z dorosłymi ludźmi. Czwartego mieć bym już nie chciała, bo
                  trudno byłoby mi się cofnąć do dziecięcych problemów, ale jak
                  wspomniałam, zdarza mi się czasem pomyśleć o wnukach, choć to
                  perspektywa jakichś 10 lat.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka