Dodaj do ulubionych

Ulga po poronieniu

23.04.09, 10:45
Nie znalazłam nigdzie takiego wątku... Nie wiem czy nie ma takich
kobiet, czy może wstydzą się o tym mówić.

Nie ma 100% pewnych środków antykoncepcyjnych co potwierdziło się w
moim przypadku. Nie mam też nastu lat żeby się na tym nie znać. Nie
lubię dzieci i nie chcę ich posiadać. Jednak stało się, zaszłam w
ciążę... Totalne zaskoczenie, załamanie.
Nie chciałam tego, planowałam usunięcie, traktowałam to jako po
prostu pozbycie się problemu. Na kilka dni przed wizytą i omówieniem
sposobu usunięcia poroniłam.
Jedyne co wtedy czułam to ogromna ulga i radość! Wcześniej bywały
momenty kiedy miałam mieszane uczucia i nie wiedziałam tak do końca
czy chce dziecka czy nie. Chwilami nawet byłam bliska zdecydowania
się na nie, ale ta niespodziewana sytuacja pokazała mi że na prawdę
tego nie chcę!

Przeglądając inne fora, szukając podobnych tematów nie spotkałam się
z takimi. Rozumiem kobiety które starają się o dziecko, poronią i
rozpaczają z tego powodu. Jednak nigdzie nikt nie pisał że przyjął
to z ulgą.

Był ktoś kiedyś w podobnej sytuacji?
Obserwuj wątek
      • agulaq Re: Ulga po poronieniu 28.04.09, 16:00
        sibeliuss napisał:

        > Czy oddanie Cię do domu starców też będzie pozbyciem się problemu?
        > Taka stara, egoistyczna, popuszczająca mocz baba dla bliskich
        będzie
        > z pewnością ciężarem.

        To będzie już moja sprawa i mój problem do rozwiązania.
        A Ty zastanowiłeś się gdzie podziejesz swoje cielsko na starość?
                        • sibeliuss Re: Ulga po poronieniu 11.05.09, 21:46
                          Aboracja jest planowanym działaniem - świadomym wyborem. Poronienie jest
                          "odporne" na możliwość chociażby zmiany decyzji. Nie wiem jak dla Ciebie, ale
                          dla mnie to bardzo zmienia postać rzeczy.
                              • jaonmyi Re: Ulga po poronieniu 13.05.09, 11:43
                                Słucham???! Możesz jaśniej? Nigdy nie słyszałam o uldze po aborcji.
                                To zawsze dramat nawet jeśli świadomie wybrany. Z całym szacunkiem,
                                ale naprawdę nie masz bladego pojęcia w tej tematyce. Siłą rzeczy...
                                  • jaonmyi Re: Ulga po poronieniu 15.05.09, 10:21
                                    U kobiety takiej jak agulaq, która nie chciała ciąży, można mówić o
                                    uldze, natomiast po aborcji w pierwszym odruchu też o niej mówimy,
                                    jednakże potem to już trochę inna bajka, ponieważ aborcja to nasza
                                    interwencja, to my celowo i świadomie pozbywamy się ciąży i zaczyna
                                    odzywać się sumienie. Niejednokrotnie mówimy wtedy o traumie. A na
                                    poronienie wpływu nie mamy, a napewno nie taki jak na aborcję.
                                    Myślę, że tylko kobiety, które pragną dziecka przeżywają poronienie
                                    dość dotkliwie. Aborcja to zawsze dramatyczna decyzja, a nie wizyta
                                    u dentysty. A to, że często podejmowana z pełnym przekonaniem, nie
                                    wyklucza jej tragizmu dla kobiety.

                                    Czy miałam traumę po aborcji? Miałam. I co w związku z tym?
                                    Po co Ci ta wiedza? A Ty miałeś?
                                    • sibeliuss Re: Ulga po poronieniu 18.05.09, 18:52
                                      jaonmyi napisała:

                                      > Czy miałam traumę po aborcji? Miałam. I co w związku z tym?

                                      To, że wcale Ci tej traumy nie zazdroszczę, ale i nie współczuję.

                                      > Po co Ci ta wiedza? A Ty miałeś?

                                      Jest takie magiczne słowo - antykoncepcja.
                                      • jaonmyi Re: Ulga po poronieniu 20.05.09, 16:33
                                        > To, że wcale Ci tej traumy nie zazdroszczę, ale i nie współczuję.

                                        No, domyślam się i nie oczekuję tego od Ciebie smile

                                        > Jest takie magiczne słowo - antykoncepcja.

                                        Jest też bardzo proste słowo - mędrkowanie. Ty je właśnie wcielasz w
                                        czyn/uprawiasz.
                                        Gdyby w życiu wszystko było takie dwukolorowe i proste to Świat
                                        byłby inny. Od razu można wyciągnąć wniosek, że baaardzo młody
                                        jesteś i teoretyk tematu smile Zgadza się?
                        • orien bubster, tu troche inne emchanizmy dzialaja... 30.05.09, 10:51
                          dziewczyna wpadla. planowala aborcje, ale gdzies tam nie byla przekonana.
                          poronila. poczula ulge, bo ktos/cos inny podjal za nia te decyzje (nie bedzie
                          sie z tym gryzla (potencjalnie), bo to odpwoiedzialanosc zostala z niej juz
                          zdjeta - przeciez to nie ona podjela decyzje, tylko natura, tak sie stalo).
                          efekt: nie jest juz w ciazy. wiec czuje ulge. teraz szuka innych osob, ktore
                          czuja podobnie...

                          aborcja - wg mnie oczywiscie - nie jest jednym ze srodkow antykoncepcyjnych, a
                          takie odnioslam wrazenie z tego postu. moze mylne... nie, nie jest tez dobra
                          opcja dzwigania krzyza, jesli nie jest sie na to gotowym. po prostu, jesli nie
                          czujesz sie pewnie ze srodkami dostepnymi, to mozna ruszyc tylek, wyjechac do
                          np. Niemiec czy UK i zrobic sobie podwiazenie jajnikow. po sprawie. tym samym
                          oszczedzajac sobie kolejnej emocjonalnej hustawki...
    • brak.polskich.liter Re: Ulga po poronieniu 29.04.09, 14:36
      agulaq napisała:

      > Był ktoś kiedyś w podobnej sytuacji?

      Dwie moje kolezanki. Jedna z nich zaliczyla klasyczna mlodziencza wpade w
      liceum. Wiadomo - panika, szybka decyzja i rozgladanie sie za zyczliwym
      ginekologiem. Ginekologa znalazla, nie skorzystala, bo problem sam sie
      rozwiazal. Cieszyla sie z tego poronienia, jak pijany mis.
      Druga - mocno dorosla (lat 35+), maz, dwoje dobrze juz odchowanych dzieci i
      wpadkowa ciaza. Uczucia bardzo, bardzo mieszane.
      Uwiad decyzyjny. I ogromna ulga, gdy poronila.

      > Rozumiem kobiety które starają się o dziecko, poronią i
      > rozpaczają z tego powodu. Jednak nigdzie nikt nie pisał że przyjął
      > to z ulgą.

      Zal i rozpacz po stracie ciazy, nawet nieplanowanej - zrozumiale skadinad - sa
      spolecznie akceptowane. Kobieta, dla ktorej poronienie bylo dramatem, moze
      liczyc na zrozumienie, wsparcie, wspolczucie. I bardzo dobrze. A te, dla ktorych
      poronienie bylo wybawieniem, albo co najmniej sporym ulatwieniem? Te siedza
      cicho. Bo wiedza, ze otwarcie mowiac o swoich uczuciach narazaja sie na kopy.
    • ma_maja Re: Ulga po poronieniu 01.05.09, 19:37
      Jeśli czułabyś się tak ekstra świetnie po tym co ci się przytrafiło to nie
      szukałabyś na forum osób w podobnej sytuacji. Najwidoczniej czujesz wewnętrznie,
      że coś jest nie tak ... Jeśli czujesz się winna, że poczułaś ulgę to porozmawiaj
      z kimś realnym, kto Cię wysłucha i wesprze.
        • jaonmyi Re: Ulga po poronieniu 03.05.09, 13:30
          A ja się nie zgadzam. Szukanie osób w podobnej sytuacji nie musi, a
          nawet nie oznacza, iż autorka źle czuje się ze swoją radością z
          poronienia. Szuka osób, które tak jak ona chcą łamać tabu.
          A Ty, sibellius, w temacie poruszonym w tym wątku masz tyle do
          powiedzenia co przedstawiciel plemienia Zuni o rybach pływających w
          Morzu Ochockim, więc milcz, teoretyku. Dla mnie Ty i Twoje
          wypowiedzi to mieszanka wielu figur retorycznych, nie tylko
          oksymoron big_grin
      • agulaq Re: Ulga po poronieniu 12.05.09, 08:19
        Akurat czuję się świetnie z tym co się stało, pomijając zajrzenie do
        mego postu to zapomniałam o sprawie.
        A napisałam posta szukając osób z podobną sytuacją bo tak jak
        zaznaczyłam na początku jak ktoś poroni a chce dziecka może się
        wygadać na forum Poronienie. Podobnie jest jak napiszesz coś na
        Aborcji zakrzykują Cię głosy przeciwników aborcji i taka dyskusja w
        ogóle nie ma sensu, natomiast forum Aborcja Obiektywnie prawie
        umarło śmiercią naturalną...
        • ma_maja Re: Ulga po poronieniu 12.05.09, 08:51
          A w jakim celu chcesz się wygadać skoro czujesz się tak doskonale?
          To tak jakbyś po każdym udanym stosunku szukała osób, które też
          przed chwilą przeżyły orgazm ... durne to.
          Z ciekawości zapytam co było powodem najcudowniejszych Twoich doznań
          po poronieniu - to że zaoszczędziłaś na skrobance?
          • agulaq Re: Ulga po poronieniu 13.05.09, 13:36
            A po co te które się na przykład rozmnożyły chcą się wygadać jak
            urodziły się ich dzieci, jak jedzą, śpią i srają?
            Każdy człowiek ma potrzebę rozmawiania i dzielenia się swoimi
            emocjami, wydarzeniami, itp.
            A jak Ci się nie podoba to nie komentuj.
            • ma_maja Re: Ulga po poronieniu 13.05.09, 15:57
              Czyli chciałaś podzielić się radością z faktu, że zaoszczędziłaś na
              skrobance? Gratuluję, napisz o tym koniecznie na forum dla
              oszczędzających.

              To jest forum i służy ono do wymiany poglądów więc mogę komentować
              zarówno to co mi się podoba jak i to co mi się nie podoba.
      • kombinezon Re: Ulga po poronieniu 22.05.09, 11:48
        Nie wiem, czy czuję się dokładnie tak jak Ty, ale chyba nareszcie znalazłam
        kogoś, kto ma co nie co ze mną wspólnego.
        U mnie było tak: najpierw totalna awersja do dzieci, zero instynktu - a wokół
        sami rozmnażający się znajomi, my - szczęśliwi we dwójkę, bez mieszkania, już
        bliżej trzydziestki niż dalej, ale dopiero niedawno osiągnęliśmy jakąś
        stabilizację finansową, która pozwoliła na wakacje, nieco luzu. Pochodzimy z
        biednych rodzin i odkrycie, jak może wyglądać życie, że to, czego inni próbują
        jako nastolatki czy na studiach, my mogliśmy dopiero teraz - to wszystko
        sprawiło, że nie chcieliśmy ładować się w pieluchy, chcieliśmy jeszcze trochę
        pożyć, nacieszyć się sobą. Miałam kiepskie dzieciństwo i wszelkie próby
        ograniczania mojej niezależności - czy w postaci kredytu hipotecznego czy
        dziecka - powodują u mnie natychmiastową reakcję obronną. I tak też było z ciążą
        - po zrobieniu testu mojego męża obudził mój dziki ryk, byłam zupełnie rozbita,
        właściwie myślę, że otarłam się o załamanie nerwowe. Zastanawialiśmy się nad
        aborcją, ale doszliśmy do wniosku, że chyba przesadzamy - dziecko poczęte w
        udanym związku, finansowo damy jakoś radę. No i postanowiliśmy urodzić.
        Pracowałam nad sobą: oglądałam zdjęcia dzieciaków znajomych, widziałam jak
        ludzie są szczęśliwi - uznałam ok, niech będzie. Powiedzieliśmy rodzicom, radość
        ogromna - ale mimo, że uprzedzałam, że ja tak nie bardzo się cieszę, że to dla
        mnie szok i że muszę mieć pewność, że będą mnie wspierać a nie ograniczać, za
        parę dni się zaczęło "teraz musicie być bardziej odpowiedzialni", "musicie
        nareszcie kupić jakieś mieszkanie", "skończą się te wasze wyjazdy", "wreszcie
        nauczysz się gotować" itp. Załamałam się znowu - przez cały dzień ryczałam,
        stres nieziemski, czułam się odrzucona, potępiona, wprost nienawidziłam swojego
        ciała. Nie wiem, czy to hormony, czy coś innego. Fakt, że się pozbierałam,
        postanowiłam donosić ciążę i żyć po swojemu mimo wszystko. Ale finał był inny:
        najpierw ciąża zagrożona (tu postanowiłam walczyć, byłam już na tym etapie, że
        może naprawdę będzie fajnie), a potem obumarła i pobyt w szpitalu zakończony
        bolesnym wywoływaniem poronienia.
        W całej sytuacji odczułam dwa razy ulgę, ale połączoną z takim jednak żalem: jak
        mi potwierdzili, że z ciąży nic nie będzie (że już nie muszę leżeć plackiem, bo
        jak wstanę, to kogoś zabiję) i jak w końcu wzięli mnie na zabieg (że już nie
        muszę czekać w tym szpitalu, aż ktoś mnie w końcu doprowadzi do normalnego
        stanu). Byłam chyba jedyną pacjentką na tym smutnym oddziale, która zamiast
        chlipać w ramionach męża, kłóciła się z personelem, ile jeszcze można czekać,
        skoro od dwóch tygodni pęcherzyk nie urósł ani o milimetr i śladu zarodka w nim
        nie ma.
        Ale nie jestem zadowolona z tego, jak sprawy się potoczyły. Mam wrażenie, że
        gdybym urodziła to dziecko, wszystko jakoś by się ułożyło, a ja nie miałabym
        dzisiaj za sobą wielkiego plecaka z milionem myśli, które mi się w głowie
        poukładać nie chcą: od ulgi, że życie jednak wraca do normy, po żal za bliżej
        nieokreślonym szczęściem, wyrzutami sumienia, że tym stresem i autoagresją
        doprowadziłam do tej całej sytuacji, poczuciem, że ta cała sytuacja może się
        powtórzyć, że może kiedyś będę bardzo żałować, że nie mam dzieci, a tu się
        okaże, że z jakiś względów mieć nie mogę, itp.

        Na razie dochodzę jednak do wniosku, że chociaż nadal mam do dzieci stosunek
        raczej chłodny, to postaram się przebadać i kiedyś spróbuję zostać matką. Bez
        ciśnienia. Ale bardziej świadomie.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka