karro80
06.10.09, 21:56
Dwie sprawy mi się nasunęły - jedna to taka, że wszyscy szaleją
(łącznie ze mną coby nie gadać), żeby dzieci nie chorowały.
Traniki, sraniki, malinki, miodziki szczepionki itp.
Ale akurat mój dzieć zlapał zarazę dwukrontnie (lekką na szczęście)
od nikogo innego jak od własnej matki, więc postuluję:
wcześniacze matki - dbajta o SIEBIE - odżywiajcie się dobrze,
łyknijcie jakieś trany czy się zaszczpta - kto co lubi, ale nawet
przez wzgląd na dzieci wzmocnijcie SWOJĄ odporność
Sprawa nr 2 - czy skoro dzieć na oko odporny jest to czy jest sens
bawić się w szczepionki grypowe/rybomunyle(czy cuś takiego)? Na
rejonie są za szczepionką jeśli "nasi" się zgodzą - wiem, że się
zgodzą

, ale nie wiem, czy jest sens?
Nie chcę jej w tym roku izolować tak jak w tamtym - ale też myślę,
że powinna być już silniejsza.
Szczepiona na pneumokoki - przeciwciała ma wytworzone, tran,maliny i
miody wtłaczane codziennie.