marta_g7 24.10.09, 20:58 Mąż właśnie wyszedł z domu, nie dalismy rady, ja wiecznie zmeczona opieka nad Zuzia i niezrozumieniem przez niego, on zmeczony moim biadoleniem, zamartwianiem sie, mną. Zostawił obrączke, telefon i wyszedl. rozwód Odpowiedz Link czytaj wygodnie posty
11anetta Re: Małżeństwo nie przetrwało :( 24.10.09, 21:00 Moze on potrzebuje czasu na przemyslenie calej ten sytuacji glowa do gora bedziecie razem.Pozdr choc wiem jak ci zle. Odpowiedz Link
lazy_lou Re: Małżeństwo nie przetrwało :( 24.10.09, 21:59 u mnie tez nie bylo jak w bajce. tez byly dymy i ciche dni. nie rozwodzcie sie o ile sie przedtem lubiliscie i dogadywaliscie. ps. u mnie pomogla wizyta u psychologa i wziecie antydepresantow (wiem, powtarzam sie. ale pomoglo jak zloto wiec wszystkim radze bo to nieszkodliwe jest) ja przestalam jojczyc, problemy nabraly prawdziwych rozmiarow, a maz po spokojnej rozmowie (przy stole, z kartka i dlugopisem - niczym szczyt nato ) zrozumial moje racje. a ja jego. trzymam kciuki. Odpowiedz Link
mama_magdalenki Re: Małżeństwo nie przetrwało :( 24.10.09, 22:34 Pojawienie się dziecka jest wyzwaniem dla każdej pary. Nawet, gdy dzieco rodzi się w terminie. W momencie, gdy rodzi się wcześniak, sytuacja jest szczególna. Oboje rodziców martwi się dzieckiem tak samo. Każdy chce jak najepiej. Matka w trochę inny sposób patrzy na problemy związane z dzieckiem, ojciec inaczej. Jeśli jesteś zmęczona opieką nad Zuzią, to jest to zrozumiałe. Ale opieka nad dzieckiem nie jest tylko Twoim obowiązkiem. Oboje jesteście dla siebie między innymi po to, by się wspierać, by sobie pomagać wzajemnie. Jeśli masz wątpliwości, problemy z poradzeniem sobie z wieloma sprawami, mąż musi wiedzieć. Podejrzwam, że ze zmęczenia nie mówiłaś mu o wszystkim na spokojnie, tylko z nerwami. Znam to doskonale. Ale najlepiej, gdy na jeden dzień, czy wieczór dacie Zuzię pod opiekę komuś, byście mogli pobyć sami. I na spokojnie sobie wyjaśnić. Jeśli nie potraficie, to weźcie kartki i napiszcie w punktach co Was boli, czego oczekujecie od siebie. Takie rozmowy są trudne. Ale macie cudowne dziecko, które wiele przeszło. I nie chcę bronić Twojego męża (ja jestem raczej osobą, która na facetów narzeka i uważa ich za buraków ), ale on też to wszystko przeżywa. Może nie potrafi rozmawiać? Może kiedyś Ci mówił o tym co go boli, a Ty zajęta dzieckiem nie wiedziałaś o co mu chodzi czy coś. Rozmowa jest istotna. Ale tylko, gdy jest spokojna. No i pod warunkiem, że obojgu Wam na sobie zależy (a myślę, że zależy). Trzymam kciuki za Was I się nie załamuj, tylko walcz Wierzę, że się uda Ściskam Cię bardzo mocno Odpowiedz Link
mama_janka007 Re: Małżeństwo nie przetrwało :( 24.10.09, 22:46 malzenstwo nie konczy sie na zdjeciu obraczki i wyjsciu z domu kochana... dajcie sobie pare chwil spokoju, ochloncie i przemyslcie wszystko nie rzucajac sie natychmiast w wir rozmow. zdziwilabys sie jak wiele z nas tutaj, dalekich jest od scenariuszy filmow rodem z hollywood... nie jestes z w tym sama... Odpowiedz Link
ag0000 Re: Małżeństwo nie przetrwało :( 24.10.09, 23:13 Dokładnie tak jak napisała mama_janka. W każdym małżeństwie są i to nie małe zgrzyty,ja z mężem też wiele przerobiliśmy (jesteśmy 13 lat po ślubie)różnie było ale jesteśmy i chyba z biegiem lateczek bardziej się rozumiemy. Ochłoniecie, porozmawiacie, wyjaśnicie sobie tylko na spokojnie bo emocje są złym doradcą,a najprościej jest zdjąć obrączkę i się rozstać. Wierzę ze będzie dobrze u was. Pozdrawiam Odpowiedz Link
mamaolisia Re: Małżeństwo nie przetrwało :( 24.10.09, 23:21 Kochanie ..... Z tego co mówi moja rehabilitantka nie każdy facet wytrzymuje to, że ma chore i niepełnosprawne dziecko.... daj mu może troszke czasu... Ja też jestem zmęczona ,ale mój maż jest zagranicą zmusiła nas do tego choroba Olisia i jakoś dajemy sobie radę .... Ja myśle że jak chcieć to móc .... Będzie dobrze... Zobaczysz Odpowiedz Link
ewcians Re: Małżeństwo nie przetrwało :( 25.10.09, 01:44 Matuś...... Tylko spokojnie. Ja jestem po rozwodzie od lat 8-miu. Nie było jeszcze dzieci........a jednak, pzyszedł czas gdy nie wytrzymałam.Wypowadziłam się,złożyłam pozew. Orzeczono rozwód. Osobno przetrwaliśmy zaledwie pół roku. Następnie przez 4 miesiące mój ex robił podchody. Ja - w myśl zasady - jak podjęłaś decyzję to się jej trzymaj, wpowadziłam dystans..........jak widzisz długo nie wytrzymałam. Mam z tym Człowiekiem dwoje wspaniałych Dzieci, gdy się pojawiły na świecie też nie było różowo.........do dziś nie jest, ale......... mimo,że czasem sypiamy osobno, mimo, że bliskości między nami jak na lekarstwo, trwamy.......... Wiesz co Ci powiem? Mój ex tak naprawdę docenił mnie jak się wszystko rozsypało w drobny mak. Znasz powiedzenie? Nie wiemy co tracimy póki tego nie stracimy? Niekoniecznie czeka Was rozwód..........myślę, że potrzebna Wam jest separacja, by każde z Was zrozumiało że nie tędy droga. Wiem , że Cię boli cała sytuacja,wiem, że dziś zioniesz wściekłością, On też zresztą..........ale uwierz, nie wszystko stracone, jeśli się kochacie, jeśli choć w minimalnym stopniu Wam na sobie zależy........tak czy siak, wcześniej czy później, Wasze drogi znów się zejdą........ Póki co, usiądź i pomyśl co byś mogła zmienić, zastanów się jak tego dokonać, pomyśl co Ci w Nim przeszkadzało, jak już dojdziesz do tych kwestii skontaktuj się z Nim, zaproponuj spokojną rzeczową rozmowę.......ROZMOWA przede wszystkim SZCZERA ROZMOWA KONIECZNIE. DO PIONU KOBIETO DO PIONU! W końcu myśmy płeć silniejsza - bierz byczka za rogi! NIE WSZYSTKO PRZEPADŁO! a takie doświadczenia - uwierz mi tylko mogą Cię i Jego wzmocnić! Trzymam za Was kciuki! Odpowiedz Link
szalicja Re: Małżeństwo nie przetrwało :( 25.10.09, 10:08 Heh, a my jesteśmy chyba na etapie zawieszenia działań wojennych. Staram się o rozejm i warunki pokojowe a wręcz przyjacielskie. Trudno, czasem trzeba spuścic z tonu, nawet wtedy gdy ma się 200% racji. Odpowiedz Link
agooo Re: Małżeństwo nie przetrwało :( 25.10.09, 10:43 I u mnie nie jest dobrze tylko my straciliśmy córeczkę. Teraz mąż mój stwierdził, że nie wiem czy mnie kocha, żebym mu dała troche czasu na przemyślenia, że chce za mną zatęsknić Już 2 tygodnie jak nie mieszkamy razem, mówi że musi dojść do siebie. Rozmawialismy już ze sobą o tym co było w nas złe, mówi nadal żebym mu dała czas, że nie chce rozwodu i że nie wie czy mnie kocha że zaczyna tęsknić. Moja teściowa powiedziała mi, że mówił jej że nie jest jeszcze gotów zadzwonić, że chce dojść do siebie. A ja sama nie wiem już co mysleć o tym wszystkim, kocham go i tęsknie i boję sie co będzie dalej Odpowiedz Link
aga-mama-tosi Re: Małżeństwo nie przetrwało :( 25.10.09, 11:16 Marta, początek postu- właściwie mogłabym się pod nim podpisać. Tylko, że mojemu mężowi JESZCZE starcza cierpliwości. Ciekawe, na jak długo, chyba każdy ma jakieś granice. Ja też. Ale to właśnie ja jestem bardziej upierdliwa, marudna, no i bardziej niewyspana... Aż się boję, co będzie, kiedy wrócę do pracy... Częste pretensje, wykrzyczane w gniewie, potem przeprosiny, dwa dni dobrze i... Tak bardzo chciałabym wystopować, trochę odpuścić. Mam cudownego faceta, ale jak to facet- jak nie powiesz- nie zrobi. A czy to tak trudno POWIEDZIEĆ? Mnie czasem tak. Chciałabym chyba, żeby odgadywał moje myśli, a już na pewno, żeby umiał i wiedział jak- robić to wszystko, co ja robię w związku z córką i jej zdrowiem. Ale tak się raczej nie da. Wiem, że muszę wrzucić na większy luz, więcej mówić, mniej krzyczeć, mieć mniej żalu i pretensji. W przeciwnym razie czuję, że będę żałować. Marta, 3mam kciuki. Jeśli Wam zależy. Jeśli więcej chwil było dobrych niż złych- warto jeszcze się postarać. Pozdrawiam. Odpowiedz Link
yula Re: Małżeństwo nie przetrwało :( 25.10.09, 11:37 Faceci tacy są, trzeba im lopatologicznie wyjaśnić o co nam chodzi, ja właściwie nie mam powodu do narzekania na męża, bo bardzo pomagał jak dzieci były malutkie, bez problemów wstawał w nocy do starszaka by nakarmić butlą, czy przynosił mi małą kiedy nie była z nami. Chociaż on pracował, a ja byłam w domu. Podtrzymywał na duchu podczas rehabilitacji. Ale trzeba wszystko ustalić, porozmawiać. Ciężko wymagać od męża by codziennie wstawał kilkakrotnie do dziecka w nocy, ale jak zrobi to chociaż raz, to będziecie mogły dłużej pospać, co będzie oznaczało lepsze samopoczucie w dzień. Nie oczekiwać że będą odgadywać myśli, a porozmawiać, to jest najważniejsze. Odpowiedz Link
mamciakasia Re: Małżeństwo nie przetrwało :( 25.10.09, 11:37 WSZYSTKO da się naprawić. Musi WAM obojgu na tym zależeć. Niestety te zdarzenia w naszym życiu gdy rodzi się chore, niepełnosprawne dziecko, wcześniak, gdy umiera dziecko są czasem zbyt ciężkie do udźwignięcia. Bo to nie tak miało być, bo wieczny brak czasu, bo zmęczenie, rozdrażnienie, niewyspanie-przyznaj mi sama, gdzie tu miejsce na romantyczne i wzniosłe chwile??? Jestem mężatką prawie 13 lat, znamy się ponad 20-od taka miłość dwóch smarkaczy...i po śmierci naszego 3 dziecka. Chciałam odejść. Miałam życia totalnie dojść. Potem była trudna i daleka droga, rozmowy, łzy.Dziś jesteśmy razem. I niczego nie żałuję. Jak powiedziały dziewczyny, każda z nas zaliczyła taki kryzys,każdej było ciężko. Walcz, nie poddawaj się.I Czasem odpuść sobie... dziś wydaje Ci się ,że robisz tylko te najważniejsze rzeczy,że wiele sobie już odpuściłaś. Że więcej się nie da. DA się.Trzymam kciuki. I mocno przytulam. Ps. Mnie pomogło napisanie listu to mojego męża. Opisałam wszystko co czuję... On mógł to przeczytać bez krzyków i pretensji, ja całą złość przelałam na papier. I to był moment zwrotny. Odpowiedz Link
marta_g7 Re: Małżeństwo nie przetrwało :( 25.10.09, 16:52 Mąż dziś wyjechał na tydzień, probowalismy dziś rozmawiac, ale nie dalo rady, za dużo goryczy w nas obojgu, ten tydzien mam nadzieje dobrze nam zrobi. Dziękuje Wam, otworzyłyscie mi oczy, zrozumialam ze nie tylko ja mam tak jak mam, faktycznie skad on ma wiedziec czego ja oczekuje, choc z drugiej strony sam nie moglby zaoferowac pomocy skoro widzi ze chodze "na rzęsach"? Najgorsze jest to ze jestesmy w Wawie sami, i jedni i drudzy rodzice daleko, mozemy liczyc tylko na siebie, a tu brak porozumienia w kazdej sprawie. Ale cóz zobaczymy, trzymam i za Was kciuki i Zuźka tez... dosłownie - właśnie mocno je obślinia Dziękuje za wsparcie.POzdrawiam Was gorąco i mam nadzieje,że w życiu każdej z nas będzie już tylko świeciło słońce Marta , mama Zuzi 04.06.2009r - 34 tydz. 1950g Odpowiedz Link
yula Re: Małżeństwo nie przetrwało :( 25.10.09, 17:26 >choc z drugiej strony sam nie > moglby zaoferowac pomocy skoro widzi ze chodze "na rzęsach"? Uwierz mi, może wcale tego nie widzieć, ja na swojego też nie raz wylewałam żale że mógłby coś pomóc jak jestem chora, przecież widzi że jestem chora, a on na to:"przecież nic nie mówiłaś" i faktycznie gdybym powiedziała to by pomógł, ale jeszcze sie tego nie nauczyłam po 7-miu latach małżeństwa Odpowiedz Link
mrs.t Re: Małżeństwo nie przetrwało :( 04.11.09, 19:22 > >choc z drugiej strony sam nie > > moglby zaoferowac pomocy skoro widzi ze chodze "na rzęsach"? > Uwierz mi, może wcale tego nie widzieć, ja na swojego też nie raz wylewałam żal > e > że mógłb dokladnie on nie widzi ze chodzisz na rzesach oni nie maja tego zmyslu, ktory my mamy, tej domyslnosci ostatnio wlaczylismy tv, costam ogladamy, franek zaczal plakac. ja sie uparlam - nei wstaje tym razem, ale maly placze i placze - maz po prostu 'nie slyszal' a synka kocha przeogromnie i skrzywdzic by go nie dal, i cierpiec mu by nie dal. Ten typ tak ma! Komendy musza byc krotkie zwiezle i jasne ps. ja tez przestalam jojczyc, obruszac sie i wydymac usta a ucze sie klarownie rzedtsawiac swoje potrzeby,. Odpowiedz Link
marta_g7 Re: Małżeństwo nie przetrwało :( 05.11.09, 09:55 To cholernie trudne - prosto i zwięźle. Wiem, że faceci tak potrafią , ale czy my kobietki? Odpowiedz Link
lexmoniczka Re: Małżeństwo nie przetrwało :( 25.10.09, 18:36 wiesz.... może to co teraz napiszę może wiele osób potraktować źle, ale ... uważam że tylko twardo chodząc po ziemi można żyć i przetrwać wszystko... jeśli tak stało się teraz - to może lepiej - nie wiem nie znam ani ciebie ani jego, ale w takich sytuacjach dopiero można zobaczyć co warte jest to jest między ludźmi, własnie wtedy naprawde widać ile jest to warte... być może jest to towja wina a być może tylko tak to sobie tłumaczysz... doskonale rozumiem że jest to wielki ból - ale on mija... czy uważasz że warto składać czasami coś na siłę? czy warto byc z kimś i wiedzieć że został tylko z litości?? jeśli nie potrafił sobie poradzić widać to wszystko było za mało. W moim odczuciu powinnaś poczekać, bo są tylko dwa wyjścia- a)nie wróci b) wróci bo zauważył jak wiele stracił... i jak wielki popełnił błąd... jeśli bedziesz go namawiać do powrotu to nigdy się nie dowiesz czemu wrócił - dziecko czy ty. Ja oczywiście rozumiem że można czasami nie dawać rady ale jesli coś sie konczy to lepiej chyba powiedzieć sobie o tym wprost. U nas była własnie taka sytuacja i mój mąż (wtedy jeszce nie) powiedział że ma to sensu...i on uważa że jak się z kimś jest to "trzeba poprostu dla niego żyć" a on tak nie potrafi. Odpowiedziałam że trudno, bardzo mi przykro że tak jest ale skoro tak uważa to nie ma sensu budowac nic na siłę... i wiem że wtedy naprawdę był zagubiony, i nigdy bym się nie dowiedziała dlaczego ze mną jest jesli nie pozwoliłabym mu wykonać tego ruchu (oczywiście pomijam tu przepłakane noce w poduszkę - poniewaz to jest normalne). Po tygodniu pojechaliśmy razem na zakupy, kupić dziecku pieluchy o takie tam - bo nasza sytuacja musiała maksymalnie mało się odbijac na dzieku.. i okazło się że to wcale nie talk... coprawda kolejne 2 miesiące zajęlo dochodzenie mojego obecnego męża do wniosków że jest idiotą (w swoim odczuciu) to na dzień dzisiejszy jestesmy po ślubie mamy 3 super dzieciaczków i jest ok. Czasem potrzeba czegoś takiego, ale tego nie wolno robić na siłę, czasem musi być gorzej żeby mogło byc lepiej. Ale ja wtedy strasznie źle się czułam i jedynym wnioskiem jaki trzymał mnie w górze była myśl, że skoro tak to widocznie nie było to aż tak mocne i tyle warte jak mi się wydawało i lepiej tak niż po 10 latach bądź poczucie że jest ze mną z litości bo dziecko. Napisałam ci to, bo uważam że nie da się człowieka zmusić do miłości..albo jest albo nie. Wiec czasem potrzebny jest tylko czas aby się przekonać. Myslę też że w która strone to by się nie przechyliło to trzeba podejmowac takie decyzje. taka moja do tego dygresja... mam nadzieję że cie nie uraziłam, ale poprostu wiem że zycie niestety nie jest pasmem sukcesów i czasem trzeba mocno stać na nogach aby sie w takich sytuacjach pozbierać do kupy. pozdrawiam serdecznie Odpowiedz Link
ewcians Co DO FACETÓW 26.10.09, 00:52 PRAWDA! Te "Stwory" już tak mają...... Jak nie pokażesz paluchem to się nie domyśli I chyba w tym temacie wyjątków BRAK! Tutaj nie należy liczyć na "się domyśli" bo się nie domyśli, jakoś tak dziwnie są skonstruowani....... Jestem ze swoim (we wspólnym domostwie) 10 lat (11 po ślubie, ale rok prawie odpadł na perypetie porozwodowe) i się już przekonałam, że żadną siłą się na Nim nie da wymusić "domyślania się".......trza Mu zakomunikować o co lotto. Moje próby wymuszenia na nim domyślania się kończyły się moim rozgoryczeniem i Jego niezrozumieniem sytuacji. Syzyfowa praca jednym słowem, też zawsze jak już wyrzuciłam z siebie swoje "anse" słyszałam : "ale nic nie mówiłaś.......", ja też tego nie rozumiem, też mnie wkurza że wszystko trzeba paluchem pokazać, ale ONI TAK JUŻMAJĄ - koniec kropka. A co do rozmowy - wydaje mi się że jeszcze za wcześnie - tak jak wspomniałaś - atmosfera napięta jak barania pięta. Dajcie sobie czas by za sobą zatęsknić, by przemyśleć, by wyciągnąć konstruktywne wnioski. Odpowiedz Link
szalicja Re: Co DO FACETÓW 26.10.09, 09:11 Jak czytam niektóre posty to mam wrażenie, jakbyśmy miały te dzieci bez udziału męża. Tak, jakby niektóre z Was zupełnie zwalniały mężów z obowiązku bycia ojcem, a oczekiwania wspólnego wychowywania i zajmowania się dzieckiem uważały za coś anormalnego. No kurka wodna! To właśnie nasza wina, że nie wymagamy, nie oczekujemy, nie pokazujemy palcem, nie tłumaczymy jak chłopu na miedzy, bo... same zrobimy lepiej, szybciej itp. itd. Mężczyźni to dla mnie mentalne lenie, obiboki a ich najlepszy tekst na nasze żale, że nic nie robią to "Bo to TY jesteś matką". No nie! To sama sobie to dziecko zrobiłam?! I myślę, że owszem, w naszych sytuacjach jest trudniej niż normalnie, ale małżeństwa rozpadają się nawet wtedy, gdy rodzą się zdrowe dzieci. Mam przyjaciołkę, sytuacja zawiła trochę, ale w skrócie mąż oznajmił, że nigdy jej nie kochał, ożenił się prawdopodobnie, bo jest na wózku i takiemu nie jest łatwo znaleźć kogoś na całe życie. Przyjaciółka jest piękną babką, z klasą, zaradna super kobieta... Rozwiedli się. I co? Ostatnio mąż jej się oświadczył. Faceci to palanty maksymalne. Trafia do łba dopiero wtedy, kiedy widzą, ile stracili jak stracą. Szczerze chodzi mi po głowie rozwód na zasadzie próby. Jeśli mąż oprzytomnieje to super, jeśli nie to i lepiej, bo po co się męczyć w związku bez szans na szczęśliwą przyszłość? Jeszcze teraz się nie rozwiodę, nie dam rady sama, Mati za ostro daje w kość. Jednak może za dwa, trzy lata... Może jak Mati pójdzie do szkoły, jak najgorsze w terapii będziemy mieli za sobą rozwiodę się na bank. Bo inaczej taka sytuacja mnie wyniszczy do końca. Więc dziewczyny nie sklejajcie nic na siłę. Skoro facet w takiej sytuacji ucieka bo jest trudno, bo mu żonka pod nos nie podstawia obiadku tylko zajmuje się dzieckiem szczególnej troski, to jest dupkiem niezasługującym na rodzinę i nigdy nie sprawdzi się w sytuacji trudnej i stresowej. Lepiej wiedzieć na czym się stoi i liczyć na siebie, niż się zawieść... Ot, moje przemyślenia po kolejnym, szalenie "sympatycznym" weekendzie. Mati, moje słońce Blog Mateuszka Odpowiedz Link
darecky-tata-ewy Jesteśmy aż takimi potworami??? 26.10.09, 10:35 Przeczytałem to wszystko i jestem przerażony. Jak każdy facet zdaję sobie sprawę z tego że my i kobiety nadajemy na zupełnie innych falach i czasami chyba jakiś cud powoduje że się jednak dogadujemy. Faktycznie my potrzebujemy prostych i jasnych sygnałów o potrzebach kobiety. Po Waszym zachowaniu jesteśmy w stanie odszyfrować (to dobre słowo) część powodów do strzelenia focha, ale kochane Panie, my naprawdę wróżkami nie jesteśmy!! Nie potrafimy jeszcze czytać w myślach(a czasami cholernie by się to przydało). Na proste pytanie "czy coś się stało?" reagujecie alergicznie. Zazwyczaj pada odpowiedź - "domyśl się". Tylko do jasnej anielki jak? Powodów zazwyczaj może być tysiące. Naprawdę jest wam tak trudno czasami odpowiedzieć wprost? W ogóle kiedyś zastanawiałem się co Wy Panie byście zrobiły gdyby to facet tak się zachowywał. Prawdopodobnie byście pomyślały: "nie dość że mnie nie rozumie to na dodatek nie chce rozmawiać - zupełnie mu odbiło a w ogóle to na pewno mnie nie kocha, albo ma inną". Wiem, nie jesteśmy bez wad, ale kto ich nie posiada?. Apeluję! rozmawiajcie z nami, nie każcie się nam domyślać, nie jesteśmy aż takimi nieczułymi potworami. Odpowiedz Link
szalicja Re: Jesteśmy aż takimi potworami??? 26.10.09, 10:57 Darku, Ty chyba jesteś wyjątkiem. Samo to, że jesteś obecny na forum a więc interesujesz się "tematem" swojego dziecka, już o tym świadczy. Nie jesteś tatą z boku, lecz aktywnie uczestniczącym. Mój mąż wypiera wszystkie złe informacje na temat dziecka, nie szuka przyczyn, rozwiązań, nic nie wie na temat jego zaburzeń, na czym polegają i czym się objawiają. Tak prościej. Udawać, że nie ma problemu a te,które ja widzę roją się w mojej głowie. Bo ja po prostu jestem tak popieprzona, że nic, tylko całe życie marzyłam o tym, by mieć dziecko z zaburzeniami rozwojowymi. Rozumiesz? Odpowiedz Link
yula Re: Jesteśmy aż takimi potworami??? 26.10.09, 11:28 jak bym słyszała swojego męża tyle że u nas jest taki plus, ukłon w stronę teściowej, że nauczony rozmawiać z domu i jeszcze mnie tego uczy Odpowiedz Link
mama-adamka-i-ewy Re: Jesteśmy aż takimi potworami??? 26.10.09, 15:13 darecky-tata-ewy napisał: > Po Waszym zachowaniu jesteśmy w stanie > odszyfrować (to dobre słowo) część powodów do strzelenia focha, ale kochane > Panie, my naprawdę wróżkami nie jesteśmy!! Nie potrafimy jeszcze czytać w > myślach(a czasami cholernie by się to przydało). Na proste pytanie "czy coś się > stało?" reagujecie alergicznie. Zazwyczaj pada odpowiedź - "domyśl się". Tylko > do jasnej anielki jak? Powodów zazwyczaj może być tysiące. Naprawdę jest wam ta > k > trudno czasami odpowiedzieć wprost? Jestem potworem, czuję się winna i biję się w pierś . Ale ja lubię sobie czasami powalić fochy (potrzebuję tego jak powietrza) a Ty i tak wiesz, że Cię kocham Odpowiedz Link
szalicja Re: Jesteśmy aż takimi potworami??? 26.10.09, 15:22 mama-adamka-i-ewy napisała: > Jestem potworem, czuję się winna i biję się w pierś . > Ale ja lubię sobie czasami powalić fochy (potrzebuję tego jak powietrza) a Ty i > tak wiesz, że Cię kocham No musicie się migdalić na forum i psuć krew innym forumkom?! I to jeszcze w takim wątku?! Heh, oby tak dalej. Fajnie, że są takie małżeństwa bo to daje nadzieje, że można ;-D Odpowiedz Link
iwonakk112 Re: Małżeństwo nie przetrwało :( 26.10.09, 14:01 Moj szwagier piec lat opowiadal wszystkim, jak to bardzo chcialby miec dziecko. No i ma. Radosc obwiescil juz chyba calemu swiatu- telefonicznie. Jak przyszlo co do opieki nad maluchem...wspanialomyslnie trzyma siostrze reke z butelka, kiedy ta po nieprzespanej nocy jest rano nieprzytomna ze zmeczenia )) Odpowiedz Link
agooo Re: Małżeństwo nie przetrwało :( 26.10.09, 17:33 A u mnie nic nowego jak do tej pory cisza Odpowiedz Link
lazy_lou Re: Małżeństwo nie przetrwało :( 26.10.09, 20:16 agoo, daj mu czas... bo wiesz... on tez stracil dziecko... czasem matki w swoim bolu o tym zapominaja... a mysle ze facetowi moze byc nawet trudniej pogodzic sie z choroba czy niepelnosprawnocia dziecka. bo matka jest zrosnieta z dzieckiem, to czesc niej. pamietam mojego meza z okresu jak nie bylo wiadomo co bedzie z kuba, jak bardzo jest uszkodzony jego mozg... to byl wrak czlowieka, totalnie zlamany gosc. a on nie jest czlowiekiem ktory latwo sie lamie i poddaje... wiec moze te emocje niszcza tez inne relacje... i trzeba czasu zeby sie w tym odnalezc i posklejac na nowo... czego wam zycze. Odpowiedz Link
ewcians Re: Małżeństwo nie przetrwało :( 27.10.09, 00:15 LAZY No na pewno bez wpływu na stan i wytrzymałość nerwową te emocje nie pozostają. W końcu jakby nie patrzył przez tygodnie/miesiące/lata naszego życia żyjemy w ciągłym stresie związanym ze stanem naszych Pociech. I wszystkie wiemy jak wyglądają początki, jak to jest gdy z każdej strony jest się poddanym ostrzałowi złych wieści, a do tego nie rozumie się początkowo co się dzieje wokół Dziecka (aparatura, wszystko piszczy itp), że już nie wspomnę o chińszczyźnie jaką raczą Rodziców lekarze.......... To MUSI odbić się na człowieku, inaczej się nie da......... Odpowiedz Link
agooo Re: Małżeństwo nie przetrwało :( 27.10.09, 08:30 A może po prostu już mnie nie kocha i nie chce być ze mną. Tylko po co wtedy by mówił, że nie chce rozwodu, żeby mi było lepiej? Może teraz wykorzystuje sytuacje i chce mnie zostawić Odpowiedz Link
lazy_lou Re: Małżeństwo nie przetrwało :( 27.10.09, 12:49 a jak bylo wczesniej? jezli byliscie przyjaciolmi to to raczej zostaje... wiesz.. ja mialam taki kryzys tuz po urodzeniu kuby a nawet chwile przd jak juz bylo wadomo ze bedzie wczesniak (odeszly mi wody i 5 dni podtrzymywali ciaze) bo mi te wody odeszly po tym jak maz mnie namowil na dlugi spacer. dla mnie zbyt dlugi, czulam sie zmeczona i nie bardzo mialam sile wrocic... ale poszlam, dla swietego spokoju, bo dzo wtedy pracowalam i prawie sie nie widywalismy. i jak sie pochrzanilo z ta ciaza to mialam do niego podskorny zal ze to moze przez ten spacer. i ze gdyby sie nie uparl to kuba by dotrzymal do terminu bo moja ciaza byla "ksiazkowa". i troche sie mimowolnie odsunelam od piotra, choc wiedzialam ze to sa nieracjonalne pretensje. u mojej znajomej podobnie zareagowal jej maz- niby wiedzial ze to nie wina zony ale tez potrzebowal dystansu zeby sobie to ulozyc... daj czas i pogadaj... Odpowiedz Link
agooo Re: Małżeństwo nie przetrwało :( 27.10.09, 17:36 dałam mu ten czas, nie odzywam się niech się zastanawia czy mnie kocha czy nie skoro nie wiem Odpowiedz Link
lexmoniczka Re: Małżeństwo nie przetrwało :( 28.10.09, 17:18 mój mąż teraz też z początku był nie tyle załamany co wystraszony jak cholera...czasem tez sie pokłucimuy bo adrenalina.. ale grunt to do końca wyjasnić wszystko - ale tylko wtedy jak obie strony chcą rozmawiać, jak jedna tłumaczy na siłę to i tak się kończy wielką awanturą i niepotrzebnym smutkiem... poczekaj czas pokaże.. innych rad brak.. pozdrawiam Odpowiedz Link
daszunia2006 Re: Małżeństwo nie przetrwało :( 03.11.09, 02:32 Witaj, nie chce pisac na temat malzenstwa, bo kazdy miewa mniejsze i wieksze problemy, roznie sie to konczy, ale trzeba byc dobrej mysli... Pisze, bo mam coreczke Dasze 34tydz., 1950gr - tylko, ze juz 3 letnia! Bylam baaardzo zmeczona i malo cierpliwa i narzekajaca na trudy opieki mloda mama, wiec wiem dobrze o czym mowisz. Jezeli bedzie Ci potrzeba kogos do rozmowy, czy tez jakies ewentualne podpowiedzi i informacje, chetnie sluze pomoca. Odpowiedz Link
mamaduo Re: Małżeństwo nie przetrwało :( 06.11.09, 09:17 dopisze swoje 2 grosze: trudno rzeczywiscie sie domyslic, ze trzeba pomoc zonie w domu i przy dzieciach - no prosze Was mezczyzni, chyba Bozia dala Wam rozum? co tu sie domyslac? ze mozna zapytac np. czy jest cos do zrobienia? smieci wyniesc, odkurzyc? No trudne faktcyznie na maksa. To samo z opieka nad dzieckiem. Przerasta meski umysl. Wiekszosci facetow nie chce sie tego robic, nie ma ochoty i ma to gdzies, nie potrafia sie zaangazowac w nic, poza wlasnym ego. A najwieksza zbrodnia ich kobiet jest to, ze nagle maja inne zajecie (dziecko) niz podziwianie ich samych. Nie wiem, jak mezczyzna znisolby jedne dzien, gdzie o kazda pierdole musialby prosic i powtarzac 100 razy. To tyle o mezczyznach - na szczescie jest jakas mniejszosc, ktora przejawia normlane cechy i potrafio zyc w rodzinie. A tej pozostalej nie ma co tlumaczyc i "wychowywac" bo mozna sobie tylo nerwy zszarpac. I czasem lepiej zyc samemu niz sie meczyc. Poza tym zawsze jest nadzieja, ze kolejny wybor beedzie bardziej trafny. Odpowiedz Link
agajedi Re: Małżeństwo nie przetrwało :( 06.11.09, 09:30 Ehhh, nic dodać, nic ująć. Ja czasem jestem ciekawa co by było gdybym była taka beztroska i niezainteresowana z własnej woli jak mój mąż. I nie ma co ich bronić, że niby inni, że niedomyślni. A dlaczego ja muszę być domyślna, przewidująca, zapobiegliwa itd a on nie. Odpowiedz Link
ewelajnawrocek Re: Małżeństwo nie przetrwało :( 06.11.09, 11:21 My tez przeszlismy b. powazny kryzys..za duzo stresu, depresja u mnie..mysle ze to efekt traumy jaka przezyłam po narodzinach Symeona, któa to trauma nie została jeszcze jakos przeze mnie przepracowana. fotoforum.gazeta.pl/3,0,1929931,2,1.html Odpowiedz Link
mrs.t ewelajnawrocek 06.11.09, 13:58 ooh jakie synus ma piekne skarpetusie z biedronkami!!! gdzie takie, skad takie?:0 Odpowiedz Link