leki separacyjne czy rozpieszczenie?

04.11.09, 22:45
chodzi mi o ostatnie 2 miesiace. (od 11.do 13 miesiaca zycia).
wczesniej janek potrafil zajac sie soba na chwile, chocby siedzac w
lozeczku, mialam spokojnie po pol godziny wolnego czasu kiedy
rozpracowywal tel. albo inna nie-zabawke. jak sie w cos naprawde
wkrecil dochodzilo nawet do godziny czasu.
teraz nie ma mozliwosci zostawienia go na ulamek sekundy samego.
wyjscie do toalety odbywa sie z histerycznym rykiem w tle.
sypia w naszej sypialni, jednak na dzien ma swoj pokoj do zabawy,
bezpieczny, pelen miskow, dmuchanych basenow i nieskonczonej ilosci
zabawek, z ktorych chetnie korzysta- jezeli ktos z nim w tym pokoju
jest.
w pokoju mamy sofe, na ktorej mozemy sie polozyc i spac, ale byc
MUSIMY.
drzwi nie sa zamykane bo wmontowalismy te typowe kratki
bezpieczenstwa. nie wazne. jak tylko ktos zbliza sie do furtki
dziecko dostaje spazmow.
dodam, ze maly spi w lozeczku sam i tu problemu nie ma. ze wzgledu
na gabaryty mlodego, nie przyzwyczailam go tez do noszenia na reku.
tylko w ciagu dnia- nie ma mozliwosci zostawienia go na an i sekunde
nie wywolujac lawiny lez.
czy to typowe dla tego wieku? czy ja zrobilam jakies bledy po drodze?
nie przyzwyczaialam go tez do bezustannej obecnosci, bo kiedy tylko
zajal sie swoimi dzidziusiowymi sprawami, za czasow kiedy jeszcze
siedzial w lozeczku, chwetnie znikalam na chwile zeby porobic cos w
domu. nigdy nie narzekal...sad
mialyscie podobne zmiany w potrzebie obecnosci publicznosci u
waszego dziecka? minelo?
i tak jak mowilam, kiedy ktos jest w pokoju, maly odwraca sie i
wskakuje do basenu z zabawkami i nawija do miskow. nie oczekuje
czynnej obecnosci, wystarczy o 7 rano chrapac dalej w jego pokoju,
ale byc.
czy to te oslawione leki separacyjne?

irytuje mnie to troche, nie tylko przy wyjsciu do toalety, ale tez
zwyklym ugotowaniu obiadu. uwazam, ze dziecko w tym wieku nie bardzo
ma co szukac w kuchni i nie bardzo moge pogodzic jedno z drugim....

bede wdzieczna jezeli podzielicie sie ze mna swoimi obserwacjami z
tego etapu.
    • liance Re: leki separacyjne czy rozpieszczenie? 05.11.09, 00:05
      Weronika, nie pamiętam dokładnie przedziału czasowego, ale na pewno był zbliżony
      i BYŁ! Stety niestety to normalne. Pamiętam, że praktycznie wszystkie mamy
      rówieśników się żaliły. Z tego co pamiętam trwało to ok. 2 miesięcy właśnie w
      takim wydaniu ekstremalnym, a później znowu wszystko znormalniało. Cierpliwości smile)
      • mama_janka007 Re: leki separacyjne czy rozpieszczenie? 05.11.09, 00:25
        ok, to brzmi obiecujacowink

        dziekuje Ci bardzosmile
    • polaa27 Re: leki separacyjne czy rozpieszczenie? 05.11.09, 00:34
      A wszystkie dzieci tak mają? Mój to by chętnie poszedł do każdego obcego ludzia,
      co to tylko się do niego uśmiechnie, albo zagada. A jak są dziadkowie, którzy
      robią WSZYSTKO dla wnuczka, to mama może sobie pojechać na roczne wczasy na
      Florydęsmile
      • mama_janka007 polaa 05.11.09, 00:49
        ale mojemu to jest ganc o tylek rozbij kto przy nim siedzi. wazne
        zeby mial publike. rownie dobrze moglabym jakiegos pana tadzia spod
        dworca zaangazowac zeby przesypial mi cale dnie na kanapie u malego
        i mialabym spokoj. jeszcze pare tygodni i rozwaze ten pomysl na
        powazniewink
        • lazy_lou Re: polaa 05.11.09, 01:11
          wero, u nas tez tak bylo.

          jak lazil po mnie jak mala malpka a musialam cos zrobic npp w kuchni
          to unieruchamialam w krzeselku i dawalam np kredke- i dalo sie obiad
          zrobic smile

          w przypadkach ekstremalnych- szmata i na plecy smile


          <powiem ci ze jak teraz czesciej sie wyrywa przy "ukochiwaniu" to z
          nostalgia wspominam te czasy wink ale wtedy pamietam ze wkurw mialam
          sieriozny wink ale trwalo krotko- max 2mies. >
          • mama_janka007 Re: polaa 05.11.09, 01:41
            kredki zjada... ostatnia kupa byla niebieska...

            na plecy nie dam rady bo mi kregi pojda...

            ale gdyby sie chociaz tulic chcial jak twoj...
            pfff na to mlody nie ma czasu.

            cieszy mnie tylko, slyszac, ze siusianie przy akompaniamencie
            odzieranego ze skory dziecka to etap przejsciowy...
      • traganek Re: leki separacyjne czy rozpieszczenie? 05.11.09, 08:28
        U nas to idzie falami. Raz lęki są a potem znów ich nie ma. Teraz
        niestety znowu SĄ. Moje dzieci przy zasypianiu muszą mieć zapalone
        światło. Wcześniej zasypiały same w ciemnym pokoju. Ale na szczęcie
        po przeczytaniu bajki mogę już wyjść i nie muszę siedzieć przy nich
        do zaśnięcia a były momenty, że musiałam siedzieć nawet dwie godziny
        bo jak tylko próbowałam wyjść budziły się z krzykiem (to było około
        drugich urodzin). Największy problem mamy z ich nocnymi wędrówkami
        do naszej sypialni. Przychodzą po kilka razy w nocy. Często zostają
        do rana bo nie mamy siły ich odprowadzać.
        Ostatnio zaczęły mi robić histerię jak tylko na sekundę wyjdę z domu
        (do ogródka po psa) albo z samochodu do sklepu (parkuję pod samym
        wejściem tak, żeby mnie widziały w czasie zakupów ale i tak jest
        histeria). Im dziecko większe i lepiej rozumie świat, tym więcej
        dziwnych lęków. Mam nadzieję, że to z czasem minie.
        • 11anetta Re: leki separacyjne czy rozpieszczenie? 05.11.09, 17:36
          U nas identycznie kiedys mogl sie sam zajac a teraz nie ma szans.Naweyt jak
          dostanie nowa zabawke to ma frajde ale tylko wtedy jak ktos jest obok niego.Jak
          mi moja kolezanka pisze ,ze jej synek umie sie soba zajac dlugi czas to jej
          zazdroszcze bo ja nie mam czasu zeby obiadu ugotowac bo ciagle musze na malego
          uwazac.Kiedys to minie i bedzie chodzil 5 metrow za nami hahah
    • karro80 Re: leki separacyjne czy rozpieszczenie? 05.11.09, 18:34
      Jeśli jest tak, że nie ciągnie twojej uwagi cały czas na siebie-
      czyli tak jak napisalaś możesz robić co chcesz bylebys była to lęk
      bedzie.
      U nas było dosc krótko i lajtowo, ale czasem mała do tej pory może
      sie rozplakać jak wychodzę na korytarz np - bo ze smieciami to jej
      mówię, że idę i zaraz wracam(mamy zsyp na piętrze)- musisz gadać do
      niego, że wracasz itp - w końcu będzie w miarę kumaty i zrozumie.
    • zurawska.barbara Re: leki separacyjne czy rozpieszczenie? 06.11.09, 22:55
      nie przypominam sobie zeby Stasiek mial taki okres, ale ja mam w kuchni kojec i
      właściwie stale mam go na oku
      jak miał jakieś półtora roku to zaczęłam go zostawiać samego w pokoju w
      łóżeczku, jemu było wszystko jedno ale ja musiałam samą siebie na siłę
      wyprowadzać, jakos miałam opory żeby go tak zostawić
      ale teraz 2 lata i 4 miesiące lubi być sam a jak coś chce to przychodzi do mnie,
      ale też staram sie wygospodarować czas na to żeby być tylko dla niego, rysować,
      czytać, słuchać muzyki, bawić się z psem, PRZYTULAĆ (to bardzo lubi, kładzie się
      na mnie) czy co tam chce
      u nas to raczej ja mam problem żeby od niego odejść
      • mama_janka007 Re: leki separacyjne czy rozpieszczenie? 06.11.09, 23:45
        no pamietam basiu twoj post sprzed paru miesiecy. i w sumie bylam pewna, ze
        nastawiac moge sie na to samo, tak przynajmniej sie zapowiadalo. e e. wszystko
        poszlo w druga manke.
        • marta_i_koty Re: leki separacyjne czy rozpieszczenie? 07.11.09, 05:10
          Ja z Szymonem nie miałam takich problemow - owszem, lubił byc z nami,
          ale nigdy nie płakał, gdy był sam w pokoju - zawsze potrafił sie
          czymś zająć.
          • tolka11 Re: leki separacyjne czy rozpieszczenie? 07.11.09, 11:09
            Lęki jak nic. Wzorcowy podręcznikowy przykład. Ja nawet do kibla
            chodziłam z kolejnym dzieckiem. Ten sam model miałam: ktos musiał
            być.
            Przy trzecim problemu nie było, tzn może i lęki były, ale w tych
            naszych 2 pokojach to zawsze ktoś w jakimś pomieszczeniu był, więc
            na samotność młoda nie mogła narzekaćsmile
            W sumie zawsze jakieś pół roku to trwało.
Pełna wersja