qba_tata_karola
08.11.09, 22:59
Witajcie Wszyscy.
Jak większość z Was swoją przygodę z TYM forum zacząłem niedługo chwile po tym jak zostałem przez los wybrany ojcem skrajnego wczesniaka . Od chwili gdy tu trafiłem wszyscy byliście wsparciem mimo ze nie byliście tego świadomi. To dzięki historiom tu przedstawionym odnalazłem siłę by walczyć ze zwątpieniem i brakiem odwagi.
Nasza ,a raczej Karola historia zaczęła się 14 tygodni zbyt wcześnie, niż razem z zona mogliśmy przypuszczać. Karol urodził się w 26'tym tygodniu ( dokładnie w pierwszym dniu 27'ego tygodnia ) ciąży , poprzez cesarskie cięcie, które było następstwem zakażenia wewnątrzmacicznego zony. do chwili gdy moja żona trafiła na oddział patologi ciąży, cala ciąża przebiegała książkowo. los jednak chcial by Karol pojawil sie między nami "troche" wczesniej. Bylo to dokładnie w dniu gdy wspólnie z zona rozpoczęliśmy lekturę 27'ego tygodnia w książce " Ciężarówka przez m-cy " - , ktory to caly traktował o porodzie przedwczesnym i wczesniakach z tego tygodnia... zbieg okolicznosci , ze nagle sami stalismy sie bohaterami tego rozdzialu.
Mimo ze od urodzin Karola minelo już troche , chwili w ktorej zadzwonił moj telefon , ( zona zostala na noc w szpitalu ) , a w sluchwace zabrzmial jej drżący z przerazenia głos , powiedziala.: "Kuba!....rodzę!...i nic tego nie powstrzyma" , nie zapomne do konca zycia. Nawet nie pamietam jak szybko jechalem do szpitala, ile przepisow zlamalem , pamietam tylko ze gdy trafilem na oddział, jej juz nie bylo... "Pana zona jest juz na sali operacyjnej" powiedzial do mnie pielegniarka ktora opiekowała sie zoną, a potem dodała " ...niech sie Pan nie martwi, jest w dobrych rekach". mimo to caly moj swiat w jednaj chwili zaczął wirować i tracic punkt odniesienia. Nagle zostalem sam , pelny strachu , czekałem pod drzwiami bloku operacyjnego , drżąc z przerazenia o zdrowie dziecka i zony. po najdluzszych 45 minutach, otworzyly sie drzwi , z ktorych wyjechał inkubator a w nim moj SYN...zdążylem tylko zapytac lekaza czy ma szanse.... uslyszalem od neonatologa : " ...szanse są ...ale mniejsze niz 5%...".
I tak oto stalem sie ojcem wczesniaka, i jak kazdy z rodziców wczesniakow, w moim sercu miejsce radosci i dumy, zastąpił strach , lęk , i cierpienie...
Nie bylo gratulacji , swiętowania i fety...pamietam tylko placz...
Kiedy pierwszy raz zobaczylem syna , juz na oddziale ,podłaczonego do tuzina rurek, czujników , monitorow, w otoczeniu lekarzy , nagle w moim sercu pojawiło sie uczucie , które stalo sie moja siłą...stojąc naledwie centymetry od mojego malego aniolka, powiedzialem " Zobaczysz...nadejdzie taki dzień , niewazne kiedy , ze przyjde po Ciebie i zabiore Cie do domu...tylko WALCZ ! " ...
Historia Karola jest podobna do wiekszosci tu opisanych wcześniej : dziesiatki złych informacji , setki wkłuć, komplikacji , zabiegów , transfuzji , dziesiatkow leków . Przeszedl to z czym wielu z Nas nigdy by sobie nie poradziło. A jednak kazdego dnia mimo przeciwności , Nasz Karol walczyl jak najdzielniejszy z dzielnych.
31 dni byl podłaczony do respiratora , na bardzo wysokich parametrach oddechowych. Raz bylo lepiej raz gozej... kiedys nawet uslyszelismy ze Karol nie zostawił juz nawet miejsca na "gozej", bo bylo juz tak zle. Klasycznie przeszedl przez zapalenie pluc, niewydolnosc oddechowa III stp, niewydolnosc krazeniową , skrajna dysplazję, nie dajaca szans na zejscie z respiratora. A jednak po miesiacu, Karol, bedac juz zmeczony "rurką" rozintubował sie sam. Kolejne 30 dni wspomagany byl CPAP em , w najroznjeszych kombinacjach parametrowych...by w 62 dobie przejsc w koncu na wlasny oddech, najpierw z bierna tlenoterapia , az w koncu oddychac samym tlenem atmosferycznym... Historia Karola jesli chodzi o oddech najblizsza jest tu opisanej u synka mamymalegorycerza - z ktorym chyba najbardziej utozsamialem Karola. przeszli dokladnie to samo...tez slyszelismy ze mu sie nie uda, ze tez pluca nigdy nie dadza sobie rady... a oni walczyli, mimo zapenien lekarzy.
Po równo STU dniach , karol dostał zgode by w koncu wrocic do domu. w miniony piatek ( 6'tego XI ) , pierwszy raz pojechalismy PO Karola, a nie DO Karola . Od 3 dni Karol jest z Nami w domu. 3 dni temu Nasz syn urodzil sie po raz drugi. I mimo zalecen do setki wizyt, zabiegow , kontroli , wiem ze te 100 dni warte byly calego stresu i cierpienia z Naszej strony, bo dzis patrzac na usmiech na twarzy Karola, spiacego w swoim luzeczku , wszystko to jest NICZYM , tylko nauką dana Nam od losu , z ktorej musimy wyciagnąć wnioski.
I w koncu nadzedl ten dzien w ktorym zabralem mojego syna do domu...
Karol majacy mniej niz 5% szans, dzis jest prawie taki jaki powinien byc urodzony w metrykalnym terminie.
Karol w swojej 100 dniowej walce przeszedł:
- 5 punktow w pierwszej min.
- spadek wagi z 1010 gram urodz, do 850 gram w 3 dobie
- 8 transfuzji krwi ,
- 10 RTG klatki piersiowej z ktorych tylko ostatnie mowilo o popraiwiw
- 31 dni na respi, 30 na cepap 30 na biernym tlenie
- ROP III zakonczony calkowita remisja po laserokoagulacji
- niewydolnosc krazeniowo oddechowa 3 st , silna dysplazje plucną
- zoltaczke, anemie,
- wylewy I stp. , bez powiklan
- po kontroli neurologicznej - wszystkie odruchy noworodkowe w normie , tylko minimalne naiecie w k.dolnych
- przepukline pepkowa i pachwinowa lewostr ( do konsult chirurg )
- 3 stopniowa kuracje strydową , dodatk. rozszerz. o 2 krotna podaz syrfaktatntu ,
...dzis wiemy ze wczesniaki, WSZYSTKIE , sa tysiąckroć silniejsze niz kazdy z nas....walcza jak najbardziej legedarni herosi ... to o nich powinny byc legedy ... to one tak naprawde daja Nam siłe..nie my im...jedyne to wierzyc w to ze "..nadejdzie taki dzien w ktorym zabierzemy je do domu..."
pozdrawiam
Qba