solania123
18.11.09, 21:58
Wiem, że problem jedzenia jest tutaj wałkowany w co drugim poście, ale może jeszcze się nie znudził, więc napiszę Wam jak to jest u nas.
Antek od zawsze kiepsko jadł, około 6 miesiąca życia ( 4 kor.) zaczął odrzucać butlę, więc przechodziliśmy stopniowo na łychę. Na początku było ciężko, ale teraz jest już coraz lepiej. Jeszcze tydzień temu jego jedzenie wyglądało tak ( godziny odrobinę były ruchome):
6.00- zagęszczone mleko z butli przez sen
9.00- kaszka na mleku modyfikowanym 2 - łycha
12.00- zupka ze słoiczka ( obowiązkowo papka z mięsem lub rybą oraz żółtkiem)- łycha
15.00- deserek lub kaszka z dodatkiem owoców- łycha
18.00- kaszka na mleku modyfikowanym 2 - łycha
23.00- zagęszczone mleko z butli przez sen
3.00- zagęszczone mleko z butli przez sen
Mleka i kaszek zjadał ok. 400-600 ml + max. 130 gr zupy i max.130 gr deserku.
Mleko zagęszczałam kleikiem kukurydzianym lub jedną z kaszek ( jaglana, ryżowa, pszenna ze śliwką, sinlak).
Do zupki ze słoika zawsze dodatkowe mięcho i żółtko.
Fantomalt do wszystkiego.
Niby ok ( tak mi się zdaje), ale problem był taki, że Antek sporą część tego co zjadał zwyczajnie zwracał- od jednego do czterech, czy nawet pięciu posiłków dziennie.
Problem był głównie w dzień, bo w nocy było ok. Każde karmienie łychą to była masakra- jednym słowem znany pewnie niejednej z Was- CYRK- zabawa, śpiewanie, odwracanie uwagi. I najgorsze było to, że on jadł , ale na siłę- nigdy nie był głodny- nawet jakbym mu zrobiła 5 h przerwy.
Antek niby nie ma stwierdzonego refluksu, ale wymiotuje bardzo dużo, więc to raczej jakaś przeczulica.
Przedwczoraj po długiej rozmowie z naszym logopedą postanowiłyśmy zastosować u niego kilka zmian, aby mój syn zaczął w końcu odczuwać głód.
Logopeda twierdzi, że karmienie przez sen i zabawianie przy jedzeniu jest złe , bo on nie ma świadomości jedzenia- i ja właściwie się z nią zgadzam.
Postanowiłyśmy go przegłodzić- wiem, że brzmi to dość drastycznie, ale może to zadziała ( w sumie dziś było już lepiej).
A więc przedwczoraj w nocy nie dawałm mu wogóle jeść (on się o dziwo wogóle nie obudził) i jak wstał z rana o 6.00 to wytrąbił jakieś 50 ml herbatki ( co do tej pory się nie zdarzało). O 7.30 zjadł 120 ml kaszki i o 15.00 słoiczek ( 100 gr) zupki, wieczorem o 19.00 kaszka- 130 ml i na tym koniec.
Dziś powtórka- znowu postna noc, rano picie, potem kaszka o 9.00- 150 ml, ale potem było juz lepiej niż dnia poprzedniego. o 13.00- 150 gr zupy, o 15.30- 130 gr deserku i o 19.00- 150 gr kaszki. I najważniejsze- wogóle nie wymiotował. Oprócz tego próbowałam w ciągu dnia dać mu parę razy jeść, ale odmawiał, więc wyszłam z założenia, że głodny nie był.
Logopeda zaleciła odstawienie zupełnie butli, skoro i tak jadł z niej tylko nieświadomie przez sen i zabroniła zabawiać podczas karmień łyżeczką. Mały dostaje w łapkę swoją łyżeczkę a ja karmię go drugą. On grzecznie siedzi w fotelu i nawet otwiera buzię
Wiem, że sposób dość drastyczny, ale na razie dał takie efekt o jaki chodziło- mały je chętnie. Mało ale chętnie. Mam nadzieję, że z czasem jego apetyt będzie coraz większy i sytuacja się ustabilizuje.
Przepraszam, że taki długi wywód, ale jestem bardzo ciekawa co o tym myślicie. Sama mam nadal mieszane uczucia i bardzo boję się spadku wagi ( Antek ma 10,5 miesiąca- 8,5 kor. i waży 6300).Do tej pory priorytetem było dla mnie tuczenie, ale chyba pobudzenie apetytu powinno być ważniejsze- jak myślicie??
Pozdrawiam i z trwogą czekam na Wasze opinie