Dodaj do ulubionych

Rozczarowały mnie spełnione marzenia

20.11.09, 21:14
Jestem mamą Maksia, który po 5 latach leczenia przyszedł na świat dzięki IVF. Synuś( 33tc. 2070. 9ptk.2 dni CAPa ,10 dni w inkubatorze) obecnie ma 2,5 miesiąca. Pierwszy miesiąc synuś był słabiutki mało jadł, tylko ciągle się prężył i stękał. Wiedziałam że pewnie brzusio go boli od ilości pokarmu które musiałam w niego wlewać. Kiedy sam załapał ssanie i przybrał na wadze okazało się że niestety ssie ale tylko butelke. Przez 2 miesiące odciągałam regularnie pokarm i dawałam mu. Tak bardzo pragnęłam karmić go piersią ale niestety nie udało się mi, nie udało się także konsultantowi laktacyjnemu przekonać go do piersi. Pozostało mi odciąganie. Gdy Maksiu skończył miesiąc do prężenia się i stękania doszły mega kolki trwające czasem cały dzień do nocy. Syn nawet płakał podczas jedzenia tak jakby ssanie powodowało mu ból w jelitach. Picie było koszmarem do tego w brzuchu tak mu bulgocze że sama się boje co on tam ma (usg brzuszka ok.) Ja na ścisłej diecie bez nabiału i glutenu załamałam się totalnie. Maksiu prawie cały dzień leży na brzuszku. Strasznie przeżywałam każdy napad kolki, a najgorsze jest to że nic nie pomaga, ani dieta, ani Sab Simplex ani debridat , bio gaja, butelki dr Browna ani masaże, pieluszka czy suszarka (herbatki pogarszały). Postanowiłam z mężem że przechodzimy na bebilon pepti. Ja nadal odciągam, zamrażam wierząc w to że kiedyś przejdzie to dziadostwo i bez wyrzutów sumienia że to moje mleko powoduje kolki podam synkowi to co mogę mu dać od siebie. Na bebilonie kolki zelżały ale nie ustąpiły na nowo od 3dni Maks strasznie się pręży podczas picia, tak tańczy że nie idzie go nakarmić. Robie przerwy w piciu odbija mu się jak staremu dziadowi i pije dalej po czym strasznie płacze, łapie smoka na nowo i znów się pręży i płacze tak jakby każdy łyk sprawiał mu mega ból. Po raz kolejny nie wiem co robić…synek mało je, lekarze twierdzą że minie a ja płacze po nocach bo nie wiem jak mam pomóc mojemu wycieńczonemu od płaczu dziecku. dziś za namową lekarza podałam Synkowi 30ml mojego mleka i właśnie skończyła sie mega kolka która trwała 4godz,Tak musiałam się wyżalić bo moje marzenie spełnione, upragnione-macieżyństwo okazało się wielkim rozczarowaniem.
Obserwuj wątek
    • mama-cudownego-misia Re: Rozczarowały mnie spełnione marzenia 20.11.09, 21:31
      Wygląda trochę jak refluks... USG miał robione?
      Jeśli refluks wykluczony, to może pomoże Ci któryś z poniższych
      sposobów na kolki:

      Leki:
      - debridat: przepisuje go lekarz, jest to lek regulujący pracę jelit,
      dość skuteczny (chociaz bywa i tak, że wywoła biegunki), ale trudny w
      podawaniu (najlepiej strzykawką po kropli po wewnętrznej
      stronie policzka, albo do jedzenia). Pierwsze efekty przyniesie po
      dwóch tygodniach. Stosuje sie go kilka tygodni, a potem odstawia i
      efekt się utrzymuje.
      - Esputicon, bobotic, infacol, sab simplex, etc to ten sam espumisan,
      tylko w różnych formach. Jest bez recepty i najlepiej od niego
      zaczynać, bo się nie wchłania.
      - gripe water. Oczyszczony wyciąg z kopru wsłoskiego, też bez
      recepty. Na niektóre dzieci działa świetnie. Herbatki koperkowe w
      przeciwieństwie do gripe water, gdzie wyciąg z kopru jest
      oczyszczony, mogą spowodować wzdęcia, szczególnie u wczesniaków,
      które nie produkuja jeszcze
      wszystkich enzymów trawiennych.
      - probiotyki (myśmy jechali na dicoflorze, potem enterolu, potem
      lacidofilu, a potem trilac - to się zmienia co pewien czas)
      - czopek glicerynowy, który spowoduje zrobienie kupy i przy okazji
      wydalenie gazów (ale uwaga! dzieci się do niego przyzwyczajają, i
      potem nie potrafią same zrobić kupy, więc to tylko w wyjątkowych
      wypadkach, gdy gazów jest bardzo dużo)
      - w ostateczności moga trochę pomóc uspokajające czopki ziołowe
      Viburcol N (bez recepty). Przynajmniej malucha uspokoją.


      Domowe sposoby:
      - masaż brzuszka (naoliwkować grubo brzuszek i robić odwróconą literę
      C wokół pępka, aż po żebra i spojenie łonowe),
      - inny masaż brzuszka: położyć rozebrane dziecko na nagim torsie
      (oczywiście przykryć) - wtedy masuje się brzuszek swoim i jego
      oddechem, a przy okazji grzeje. W ogóle leżenie i noszenie na
      brzuszku to profilaktyka kolki.
      - robienie rowerka nóżkami (pomaga w uwolnieniu gazów),
      - ciepła (nie gorąca!) pieluszka na brzuszek,
      - ciepła kąpiel,
      - odbekiwanie przed i po posiłku, oraz w trakcie, jeśli zaczyna się
      wiercić przy karmieniu.
      - dobre butelki antykolkowe (myśmy stosowali dra browna)
      - "suszenie" brzuszka suszarką - niestety ryzykuje się poparzenie
      delikatnej skórki i jej przesuszenie
      - wożenie samochodem (to już większe dziecko)
      - wczesne wprowadzenie soku jabłkowego dla rozluźnienia stolców. Tu
      zawsze decyduje lekarz, niektórzy są za, inni przeciw )
      - dopajanie (herbatką lub wodą, pół godz. po posiłku - rozluźnia
      stolce)


      Na każde dziecko podziała inny "zestaw", i prawdopodobnie będzie go
      trzeba modyfikowac w miarę, jak będzie rosło. Trzeba próbować, dając
      każdemu sposobowi czas na zadziałanie (4-5 dni, w wypadku debridatu
      nawet 2 tygodnie). Koniecznie należy wykluczyć alergię na podawane
      mleko (objawy alergii to np. szorstka skóra na policzkach, wysypka,
      sapka, chlustające wymioty, zielone kupy, biegunki i zaparcia)

      Nam niestety pomógł cały zestaw: debridat + 2 różne probiotyki +
      czopki (przez kilka dni parę razy dziennie, bo były zalegające masy
      kałowe) + gripe water + masaże + przedawkowany za zgodą pediatry
      bobotic.
      I też była masakra, więc Cię rozumiem...
    • mariolaosa5 Re: Rozczarowały mnie spełnione marzenia 20.11.09, 21:36
      Witam Asia jestem mamą Maksa 28 tc teraz ma ponad 4 miesiące i dokładnie tak samo jak twój synuś też Maks zachowywał się mój tak tydzień po wyjściu ze szpitala wyszliśmy 24-09-2009 to trwało około 2 tygodni płacz przy jedzeniu mega odgłosy z brzucha napinania dokładnie tak jak opisujesz było u nas. Zaczełam podawać sab simplex i robiłam masaże jednak też nie było rezultatów ja karmię go piersią udało nam się dopiero po pewnym czasie samo przeszło nawet nie wiedziałam kiedy zaczął spokojnie pić i przestało mu bulgotać w brzuszku Wiem jakie to straszne to samo przeżywałam płakałam razem z nim i byłam bezsilna mój starszy syn ma teraz 6 lat miał mega kolki
      dopiero odstawienie vigantolu wit d3 pomogły okazało się że one tak na niego działały wtedy dowiedziałam się że dużo dzieci ma właśnie kolke od witaminy d3 bo one mają różne dodatki vigantol miał w składzie olejek orzechowy czy coś takiego na którego dzieci mają wdęcia a ty co podajesz jaką wit d3
      • asia-damian Re: Rozczarowały mnie spełnione marzenia 20.11.09, 21:56
        u nas bulgotanie trwa już trzy tygodnie, witamine daje devikap i prawde mówiąc
        zrobiłam przerwe od wszystkich leków a kolki nadal są sad
        debridat podawałam- bez rezultatówsad najgorsze jest to tańczenieprzy piciu- bo
        synek z dnia na dzień mniej je. a co to ten rwefluks?
    • mamba5x2007 Re: Rozczarowały mnie spełnione marzenia 20.11.09, 22:12
      Asiu, moje pierwsze 5 miesięcy po wypisie ze szpitala wyglądały
      identycznie, z tym, że razy 3. Dodam, że moje też po ivf, więc moje
      macierzyństwo też od samego początku pod górkę. Też męczyłam się
      dietą, też odstawiłam na 2 tyg swoje mleko i dawałam pepti,
      wypróbowałam wszystkie w/w sposoby na kolkę i nic nie pomogło. Nikt
      nie mówił Ci, że czasem nie ma żadego powodu poza niedojrzałym
      układem pokarmowym i jedynym lekarstwem jest czas? Jak pepti nam nie
      pomogło, wróciłam do zwykłego bebilonu plus mój odciągnięty pokarm,
      poluzowałam z dietą i było tak samo, ani gorzej ani lepiej. Po 4 m-
      cach kolki zaczęły trwać z każdym dniem krócej i po miesiącu
      wygasły. Układ pokarmowy dojrzał. Co do refluksu to nie stwierdza
      się go na usg, lecz poprzez ph metrię. U nas był, niestety, trwał do
      1,5 roku. Nie chcieli pic mleka na trzeźwo, wymiotowali, pokarmy
      stałe przez jakiś czas wchodziły lepiej, ale potem ich też nie
      chcieli i wymiotowali po małej ilości. Jescze odnośnie kolki -
      jedyne co przynosiło ulgę to huśtawka dla niemowląt na baterie,
      dziecko dośc szybko w niej usypiało i przynajmniej nie męczyło się.
      A na te wszystkie czopki, espumisany we wszystkich postaciach i wody
      koperkowe to szlag mnie trafiał, zwłaszcza jak czytałam, że komus
      rewelacyjnie pomogło na "straszne" kolki, trzeba było pobyć u nas
      choćby godzinę, żeby zobaczyć prawdziwą masakrę.
    • kj-78 Re: Rozczarowały mnie spełnione marzenia 20.11.09, 22:13
      Tak musiałam się wyżalić bo moje marzenie sp
      > ełnione, upragnione-macieżyństwo okazało się wielkim
      rozczarowaniem.

      Na pewno strasznie przezywasz to, ze maluszek cierpi, a Ty nie
      mozesz nic zrobic, ale to dopiero kilka miesiecy! Macierzynstwo trwa
      cale (prawie) zycie. Jak mozesz mowic o rozczarowaniu czyms, na co
      tak dlugo czekalas po tak krotkim (choc rozumiem - trudnym) czasie??
      Zacisnij zeby, przeczekaj, kolki sie skoncza, a dzidzia da Ci tyyyle
      radosci, ze te pierwsze miesiace calkiem przestana sie liczyc smile
      • nastjaa Re: Rozczarowały mnie spełnione marzenia 20.11.09, 22:20

        Oj, kolki naprawdę mogą zdołować. Bądź dzielna dziewczyno i nie
        poddawaj się tej handrze. W końcu kiedys będzie lepiej.

        PS. My mielismy koszmarne problemy z jelitkami (dosłownie
        przestawały pracować i mała była w b.ciężkim stanie). Lekiem na całe
        zlo okazalo sie przestawienie z pepti na Nutramigen. Podobno pomaga
        nie tylko na alergie, ale i na niedojrzałe jelitka.
          • mama-cudownego-misia Re: Rozczarowały mnie spełnione marzenia 21.11.09, 11:59
            Neptunko, nie strasz proszę PHmetrią, u takich maluchów zwykle
            wystarczy się przyjrzeć zwieraczowi na USG, a to przecież nie boli.
            Poza tym mądry pediatra przy podejrzeniu refluksu wprowadzi na pewien
            czas zagęszczacze, ewentualnie klin pod materac albo książki w nogach
            łóżka...
            A refluks (nie mówię, że to to, ale warto sprawdzić) to poważna
            sprawa - ile już dzieciaków na forum doprowadził do zapalenia
            przełyku, jadłowstrętu?
            • neptunka Re: Rozczarowały mnie spełnione marzenia 21.11.09, 13:02
              nie straszę ph-metrią
              trafić na dobrego lekarza CHCĄCEGO faktycznie pomóc, a nie zwalić na
              standardową kolkę wszelkie dziecięce problemy z nie-jedzeniem to nie
              łatwa sprawa
              ba! trafić na lekarza, który zbierze wywiad to często spore
              osiągnięcie
              wiem, co mówię
              przejscia moje pozwalają mi podpowiedzieć, że takie objawy, jak ww
              opisane, to MOŻE choc nie musi byc refluks i lepiej spróbować to
              sprawdzić zagęszczonym mlekiem, niz faszerować dziecko wszelkimi
              środkami na kolki, trawienie i inne takie, skoro dziecku autorki
              wątku one nie pomagają - to co, ma ich dać jeszcze wiecej?
              • mama-cudownego-misia Re: Rozczarowały mnie spełnione marzenia 21.11.09, 13:14
                > środkami na kolki, trawienie i inne takie, skoro dziecku autorki
                > wątku one nie pomagają - to co, ma ich dać jeszcze wiecej?
                Tak, dokładnie. Pod opieką dobrego pediatry, którego sobie musi
                znaleźć. Popatrz, ile Małgosia musiała tego wszystkiego wziąć, żeby
                był efekt: debridat, bobotic (przedawkowany!), gripe water, 2
                probiotyki na raz, bebilon pepti, czopki, viburcol, masaże, butelki
                antykolkowe, odstawianie żelaza co kilka dni... Myślisz, że to zabawa
                była? Wyjące z bólu dziecko, konsultacje u dwóch pediatrów,
                alergologa, gastrologa dziecięcego (i to nie jednorazowe,
                zapewniam)...
                Tak Ci się tylko wydaje, ze wystarczy zagęścić i hop siup po
                problemie. Przy niedojrzałym układzie pokarmowym wcześniaka (a mówimy
                tu o 33 t.c.) zagęszczenie może wzmóc objawy kolki, bo po prostu
                spowoduje zaparcia i utrudni wydalanie gazów.
                Trzeba ostrożnie, pod opieką dobrego pediatry, próbować pomóc, ale
                jeśli się da, to nie w ślepo, jak proponujesz.

                I straszysz PH-metrią, zupełnie niepotrzebnie. W większości wypadków
                refluks wyjdzie na nieinwazyjnym przecież USG. Od tego trzeba zacząć.
                PH-metrię robi się starszym, jak objawy nie przechodzą przez kilka
                miesięcy.
                • neptunka Re: Rozczarowały mnie spełnione marzenia 21.11.09, 14:36
                  Nie, nie wydaje mi się, że wystarczy zagęścić i hop siup po
                  problemie.
                  Wydaje mi się,że wśród tych wszystkich specyfików warto spróbować z
                  mlekiem zagęszczonym i nie rozumiem, czemu jesteś temu tak
                  przeciwna. Bo Małgosia miała inne przejścia? Wybacz, ale to nie
                  argument!
                  A czemu? Bo równym tego argumentem jest to, że mojej córce ani
                  debridat, ani bobotic, ani gripe water, ani infacol, ani probiotyki,
                  ani masaże, ani bebilon pepti, ani neutramigen - NIC nie pomogło.
                  A ja pchałam to w dziecko 4 m-ce i bezradnie patrzyłam, jak się
                  męczy, ciągając ja równocześnie po specjalistach i badaniach.
                  I dopiero za radą Doroszki, która ze swoim synem trafiła do
                  gastroeneterologię we W-wiu i tam po wywiadzie stwierdzono refluks +
                  zafundowano mu ph-metrię spróbowałam z mlekiem AR. Bo żadnemu ze
                  spacjalistów nie przyszło do głowy, że bez ustawicznych chustajacych
                  wymiotów dziecko też może mieć problemy z refluksem. Dopiero po
                  poprawie przyznali rację wykończonej matce.
                  A kiedy na koniec batalii - nim podałam to mleko - zjawiłam się z
                  córką w szpitalu po 14 godz. niejedzenia i niepicia, dowiedziałam
                  się,że tak to bywa, że wcześniak, że kolki itd., a jak mnie to tak
                  niepokoi to warto skorzystać z pomocy poradni psychiatrycznej. Miała
                  wtedy już 4 m-ce.
                  I wieczorem podałam Enfamil AR.
                  I moje wijące się z bólu dziecko zaczęło JEŚĆ.

                  Co wcale nie oznacza, ze u innych takie zachowania świadczą o
                  refluksie. Ale to jeden z możlwiych powodów.
                  • mama-cudownego-misia Re: Rozczarowały mnie spełnione marzenia 21.11.09, 19:19
                    To nie jest żadna batalia, po prostu nie czytasz ze zrozumieniem.
                    Decyzja o zagęszczeniu pokarmu NIE NALEŻY do rodzica, a do pediatry,
                    który powinien ja podjąć po wykonaniu wszystkich koniecznych, a
                    nieinwazyjnych badań (w przypadku refluksu u takiego malucha jest to
                    przede wszystkim USG, a nie PHmetria).
                    Zagęszczając samemu pokarm, stosując samemu jakiekolwiek leki, a
                    nawet podnosząc łóżko z jednej strony można zaszkodzić, zamiast
                    pomóc. To jest kwestia bilansu zysków i strat, a wiedzę niezbędną do
                    tego ma tylko pediatra.
                    Już nie wiem, jak to jaśniej napisać...
      • asia-damian na pocieszenie 23.11.09, 21:56
        niemalże rozpętałam wojne a nie o to mi chodziło. A wiecie co jest najgorsze w
        tym wszystkim...ta cholerna niemoc i poczucie winy. Wyrzuty sumienia że to
        przeze mnie. Bo kiedy po raz pierwszy zobaczyłam synka w inkubatorze, z tymi
        rurkami, kroplówkami igłami i te chudziutkie rączki i nózki powiedziałam wtedy
        przepraszam za to ...za lata starań, za ivf, za to że odklejało się łożysko a ja
        nie mogłam nic zrobić że mimo leżenia krwawienie przerodziło się w krwotok i nic
        nie mogłam zrobić. I naraziłam go na takie cierpienie, a co będzie pózniej tego
        sie boje konsekwencje odklejonego łożyska mogą dopiero się ujawnić. I ta
        cholerna niemoc w szpitalu...i w domu na nowo on cierpi a ja nic nie moge
        zrobić...to dobija. Ale dziś się ciesze że w dniu jego narodzin byłam w
        szpitalu, że nie pozwoliłam po raz kolejny wypisać się do domu, że nie
        pozwoliłam lekceważącym mnie pielęgniarką olać kolejnego krwawienia,że lekarz
        zdecydował się w 15 min ciąć -ratować Maksa ratować mnie...i za to dziękuję Bogu
        i jestem szczęśliwa.
        A na pocieszenie mój syn nie miał dziś kolki a ja zobaczyłam bezzębny uśmiech na
        jego buzi ...nie zanosił się o płaczu kilka godzin i nie zasnął z wycieńczenia i
        że teraz śpi z rączkami do góry a ja idę do niego i pewnie będę godzinami na
        niego patrzeć tak jak to było jak był w inkubatorze...tym razem będę się
        uśmiechać a nie płakać i przepraszać... to dodało mi skrzydeł
        • ewelajnawrocek Re: na pocieszenie 24.11.09, 10:23
          Nigdy sie nie obwiniaj.. mi tez odklejało się lozysko, nie wiadomo
          dlaczego..nie zapomne tej nocy kiedy lekaz kazal mi decydowac czy ciać czy
          czekac..całą noc lezalam i patrzyłam na monitor czy moje dziecko ma tętno
          az w koncu sie poddałam z wycienczenia..dlugo zylam z poczuciem winy, ale
          to nie ma sensu, bo nigdy nie dowiem sie czy to lozysko by sie do konca
          odlkleilo czy nie.
          • tolka11 Re: na pocieszenie 24.11.09, 11:59
            Asiu jesli nie chcesz tego wątku to poproś moderatorkę o skasowanie.
            Cieszę sie, ze jest lepiej.
            I rozumiem twoje emocje, twój stan. Która z nas nie pytała:
            dlaczego?, dlaczego moje dziecko? Ten ból, bezsilność.
            Czas trochę złagodzi obraz.
            Ciesz sie maluchem, tul i noś go bez ustanku, bo teraz to wasz czas.
            Co będzie? Nie wiem. Trzeba obserwować, rozwiewać wątpliwości i
            pytać. I wierzyć, że będzie dobrze. Mieć nadzieję.
            Trzymaj sięsmile
    • wimperga Re: Rozczarowały mnie spełnione marzenia 20.11.09, 22:50
      Z perspektywy matki dwóch uroczych panienek (prawie 6-latki i 4,5-latki)
      napiszę, że z ręką na sercu z przerażeniem wspominam pierwszy rok życia moich
      córek. Ze starszą-wcześniakiem bałam się wszystkiego, każdego pokasływania,
      zakrztuszenia się,katarku,każdego nietypowego zachowania (Ola miała
      niedojrzałość układu pokarmowego, potworne ulewania, bóle brzuszka do roku była
      na bebilonie pepti). Z młodszą-donoszoną wcale nie było lepiej - megakolki
      (codzienne) trwały do 5 miesiąca życia. Nic nie pomagało, nic - żadne Debridaty,
      proszki troiste, masaże, sab simplexy, infacole, espumisany, suszarki itp.
      Pomógł czas.
      Zobaczysz, będzie coraz lepiej (zakładam, że to kolki, z moją młodszą byłam na badaniach w szpitalu bo nie chciałam wierzyć, że dziecko tak cierpi tylko przez kolki). Rozumiem doskonale Twoje odczucia -
      macierzyństwo to, poza wszystkim, bardzo ciężka, fizyczna praca - ja bardzo
      często wymiękałam (jak przeszły kolki to zaczęło się ząbkowaniewinki nosiło się
      malucha dalej).
      Napiszę tak - nie żałuję ani sekundy z nieprzespanych nocy, nerwowych pierwszych
      lat życia moich córeczek, wynagrodziły/wynagradzają mi je tysiąckrotnie. Są
      cudowne. Po prostu.
        • tolka11 Re: Rozczarowały mnie spełnione marzenia 21.11.09, 10:28
          Bo macierzyństwo to nie jest bajka, nawet z bezproblemowym
          donoszonym, spłodzonym przy pierwszym podejściu dzieckiem. A bo ja
          jeden taki egzemplarz też mamsmile
          Jak mawia mój ulubiony psycholog: dzieci zabierają nam czas,
          pieniądze, zdrowie i zycie. I same klopoty z nimi.
          Prawda? Ano tak. A te wszystkie poświęcenia z naszej strony to dla
          paru chwil usmiechu, dla takich małych wielkich rzeczy.
          A co tu mówic o byciu rodzicem wczesniaka. To ci dopiero hardkor!
          Po co my się w to pchamy? Ano sama wiesz - biologia, psychologia
          czasem społeczeństwo.
          Macierzyństwo czas wyrzeczeń, bycia dla drugiej osoby prawie na
          maxa, ciągłych obaw i trosk. Ale też radości i nowego nieznanego
          szaleństwa. I na to też w waszym życiu przyjdzie czassmile
          Trzymaj się i pisz.
          • jak47 Re: Rozczarowały mnie spełnione marzenia 21.11.09, 13:05
            To chyba nie rozczarowanie tylko bezsilność, zmęczenie, lęk itp.
            Mój synek ma już rok, ale przeżywałam dokładnie to samo. Niestety trwało dobrych
            kilka miesięcy, niech Ci Mama Cudownego Misia napisze ile telefonów i maili ode
            mnie odebrała i ilu rad mi udzieliła... U nas pomógł czas, kombinowałam tak jak
            Ty. Zmiana mleka nie pomogła.
            Powiem Ci tylko, że po roku już o tym nie myślę. Jest fajnie, pomimo
            rehabilitacji itp. U Ciebie pewnie też będzie wink
    • mika.bajkowe1 Re: Rozczarowały mnie spełnione marzenia 21.11.09, 14:34
      Skąd ja to znam ... U nas było dooooookładnie tak samo, nic nie pomagało,
      bulgoty, jedzenie wpadało jak do studni a bekał jak po piwie smile)) gazy itd...
      Biegaliśmy do lekarzy, którzy przepisywali te same leki, które nic nie pomagały
      i którzy powtarzali, że to niedojrzałość układu pokarmowego, że to minie, a ja
      byłam wściekła, że chrzanią głupoty a mój synek cierpi. No i po prawie roku
      okazało się, że mieli rację , wszystkie dolegliwości minęły. Oczywiście synek w
      między czasie w ogóle przestał jeść , wylądowaliśmy w szpitalu , okazało się, że
      ma refluks ale żadne leki na niego nie działały (omeprazol) , tylko wysokie
      ułożenie. Spróbuj synka układać prawie w pionowej pozycji u nas trochę łagodziło
      dolegliwości. Teraz chłopaki kończą roczek i wszystkie dolegliwości poszły precz
      , czego i Wam życzę smile To minie z czasem zobaczysz.
    • mam-ann Re: Rozczarowały mnie spełnione marzenia 21.11.09, 18:31
      "Tak musiałam się wyżalić bo moje marzenie spełnione, upragnione-
      macieżyństwo okazało się wielkim rozczarowaniem. "


      kobieto!
      poczytaj tu historie niektórych wcześniaków, poczytaj trochę o
      dzieciach niepełnosprawnych, umierających, pojedż do szpitala....


      kobieto!
      opanuj się.

      rozumiem że jesteś zmęczona, to normalne i że braknie Ci sił, też
      normalne. ale macieżyństwo to nie opeka nad zwierzaczkiem, pluszową
      maskotką....

      ja sie swoim synem nie rozczarowałam, a urodził się 540 gramowy,
      miał 2 punkty, miesiąc na oiomie w inkubatorze, przeszedł bardzo
      wiele chorób, 4 miesiace na patologii noworodka... potem CZD...
      przez pierwszy rok - 8 miesięcy mieszkałam na podłodze szpitalnej,
      mój syn nie pił z piersi, nie pił z butelki - ma rurę w brzuchuu bo
      nie je ustami, przeszedł operacje, ma ponad rok a nie siedzi, nie
      raczkuje i nie chodzi... co chwila chodze do tysiaca specjalistów i
      każdy dorzuca tonę zmartiweń (np wylewy w mózgu zniszczyły trochę
      jego obszarów, pytanie czy inne jego cześci przejmą funkcje tkanek
      zniszczonych, ma za dużo płynu w mozgu - czy sie nie rozrośnie, czy
      nie bedzie miał padaczki i tysiaca innych rzeczy) i tak z kazdej
      dziedziny....



      oddasz mi swoje kolki zdrowego dziecka a weźmiesz takie chore jak
      mój, albo bardziej chore?


      nie?

      wiec.. ciesz się tym co masz.
      bo nie wiesz ile masz.


      a kolki, miają. nawet najgorsze.
      • anjazzielonego Re: Rozczarowały mnie spełnione marzenia 21.11.09, 19:38
        Myślę, że nie przemyślałaś tego ostatniego zdania, i tak " z rozpędu" je
        napisałaś akurat na tym szczególnym forum, gdzie masa rodziców walczy z
        tragediami niepełnosprawności swoich dzieci, gdzie ludzie miesiącami koczują
        przy inkubatorach, przy maluchach ważących 500 g w chwili narodzin.
        Gdzie są mamy, które po stracie jednego z bliźniąt słyszały: proszę się nie
        spieszyć z pogrzebem, może drugie umrze szybko i uda się pochować je razem.

        Jeśli naprawdę tak uważasz, że twoje macierzyństwo to jedno wielkie
        rozczarowanie, to może przemyśl sobie to co napisałaś, i dziękuj Bogu, że
        zmagasz się z kolkami.
        TYLKO z kolkami.
        Kolki są, miną.
        Szukaj pomocy u specjalistów, stosuj środki polecane przez dziewczyny.
        Wierz, że niedługo to minie.

        Ja mam bliźniaczki, bywało, że godzinami nosiliśmy je z mężem, robiąc przysiady
        (trzymasz dziecko pionowo, brzuch - do brzucha, i z tej pozycji robisz przysiad,
        jeden, drugi, setny).
        U nas naprawdę pomagało na kolki).

        Powodzenia.
      • mama-cudownego-misia mam-ann 21.11.09, 19:57
        aż przysiadłam. Bądź uprzejma nie brać na siebie roli cenzora tego
        forum - tu nie ma problemów właściwych i niewłaściwych i nie Tobie
        oceniać, jak ma się czuć inna matka.
        Opanuj się, że zacytuję Twoje słowa.
        • mam-ann Re: mam-ann - mama-cudownego-misia 21.11.09, 22:16
          nie miałam zamiaru robić za cenzora, napisałam przeciez w swojej
          wiadomości:

          rozumiem że jesteś zmęczona, to normalne i że braknie Ci sił, też
          normalne.


          jednak zdanie autorki że sie zawiodła powaliło mnie.
          że człowiek jest zmęczony, nie ma już sił i ma dość - no to wiadomo -
          przy zdrowym i przy chorym tak jest.
          ale to, ze autorka napisała o zawodzie, odebrałam jako że starała
          się 5 lat spełnic marzenie, a to marzenie jej beczy po nocach wiec
          ona jest zawiedziona ze nie wyszło jej dziecko jakie chciała.


          i jeszcze jedno - mój post miał na celu by autorka zwróciła uwage na
          to że nie ma tak naprawdę źle, jest wiele wiele sytuacji gorszych -
          mi to pomaga, gdy uświadomię sobie że np są dzieci roślinki - to
          patrzę z większą siłą i gotowością do walki an mojego "ruchomego"
          syna.
    • mama-cudownego-misia Drogie Panie 21.11.09, 20:06
      Wiecie, czemu to forum jest takie wyjątkowe? Bo jest tu miejsce na
      KAŻDĄ prawdę, również taką, że człowiek ma prawo być zmęczony swoim
      macierzyństwem, lękiem, bezsilnością, tym, że rzeczywistość odbiega
      od oczekiwań, BEZ WZGLĘDU na to, czy powodem są kolki, czy MPDZ. Co
      więcej, ma pełne prawo napisać o tym na forum, bo od tego ono jest.
      Uspokójcie się, a jak chcecie poboksować i wyładować frustrację na
      matkach, które los mniej skopał, to idźcie na inne forum, zamiast
      dołować inną mamę wcześniaka dlatego, ze jej dziecko ma "tylko" kolki
      (swoją drogą, MamoRycerza, poczekajmy, aż Ty będziesz walczyć z
      kolkami Piotrusia, zobaczymy, czy będziesz je tak lajtowo traktować,
      jak to Twoje dziecko będzie się wiło z bólu - bo zważywszy wiek
      ciążowy i niedojrzałość układu pokarmowego już Ci to mogę
      przepowiedzieć).
      Wstyd, dziewczyny...

      A tak w ogóle to też mam czasem dość macierzyństwa, Małgosi, tego, że
      życie z dzieckiem, nawet zdrowym i mającym tylko kolki, nie jest
      takie, jak oczekiwałam, i tez przeżywałam dokładnie to, co
      założycielka tego wątku. I co mi zrobicie?
      • anjazzielonego Re: Drogie Panie 21.11.09, 20:36
        MCM,

        właśnie, to jest miejsce na każdą prawdę, czasem na polemiki, nie tylko na zgodne przytakiwanie.

        Nikt tu nie atakuje Mamy Maksa, że zmaga się "tylko" z kolkami - wiele z nas wie, że ciężko to przetrzymać, i bardzo dobrze, że szuka ratunku, porady, nikt jej nie krzyżuje, bo ma "takie" problemy, ale kilka z nas, w tym ja, napisałyśmy, że tego nie można traktować jako rozczarowanie macierzyństwem, wierzę, że to raczej moment słabości, jaki zdarza się każdej z nas!

        Mnie zdarzało się miauczeć, że nie mam już sił wstawać po godzinie snu, znowu przez godzinę odciągać pokarm, i przez godzinę go wmuszać dwóm niechętnym do jedzenia wcześniakom, płakałam czasem ze zmęczenia.
        Ale miałam to szczęście, że moja mądra teściowa nie cackając się ze mną za dużo, choć ma do mnie ogromnie dużo serca, mówiła: dasz radę, bo musisz, bo jesteś matką - i dodawała, ciesz się, że dzieciom się udało i wszystko idzie dobrze!

        Uważam, że mamy prawo, tak jak Mama Maksa, przedstawić swoją opinię.

        Ja czasem klnę po cichu jak szewc, że moje nie słuchają, wariują, pyskują, biją się, chcą lać koty, zdarzyło się, że chciałam złapać kurtkę i spieprzać z domu, zostawić je na moment same.
        Miałam i mam prawo, jak każda z nas, do chwil załamki; ale wiesz co?
        Uspokajałam się i sama do siebie gadałam: ciesz się, Anka, że masz takie zajebiste córki.

        Dlatego, jako że czasem i mnie stawiają do pionu, i sama się stawiam, sądzę, że delikatnie, nikogo nie obrażając, mam prawo to samo napisać innej mamie.

        Której gorąco życzę, by kolki się szybko skończyły.

        • anjazzielonego Re: Drogie Panie 21.11.09, 20:47
          tu jest faktycznie miejsce na każdy post:

          kupa, dupa, je, rzyga, śpi, nie śpi, operacje, konsultacje, i miliony innych.

          Każdy na inne przejścia, inne problemy, inny świat wcześniactwa.
          Ale to nie znaczy, że musimy stworzyć jedno wielkie kółko różańcowe wzajemnej
          adoracji, bo inaczej nie wolno.

          Ja sama kilka razy dostałam lekko wirtualnie po głowie,jak np. skarżyłam się na
          jakieś problemy wychowawcze w czasie buntu dwulatków.
          Przyznawałam, że nie radzę sobie i szukałam pomocy.
          Wiele osób mi pomogło, ale nie tylko głaskając po głowie, były też mobilizujące
          komentarze o charakterze pejoratywnym.
          i co? i mieli prawo.

          • asia-damian Re: Drogie Panie 21.11.09, 21:10
            No tak, troche sobie poczytałam,troche popłakałam bo nie zawsze było to
            miłe.Bardzo serdecznie dziękuję za każdy post i ja i mój mąż. Dałyście mi wiele
            do myślenia...dziękuję za wszystkie wypowiedzi i te których bym się nie
            spodziewała uświadomiły mi iż jestem wielką szczęćiara!
            Chciałam Wam tylko napisać że na myśli miałam to iż nie zawsze spełnienie marzeń
            musi być tak perfekcyjne...i wiem że mam wielkie szczęscie mając Maksa-zdrowego
            ale tak jak piszecie każdy z nas ma innych problem każde dziecko cierpi na coś
            innego, ale każda z nas jest matką i cierpi i szuka pomocy gdy jej dziecko
            cierpi i nie ważne czy to nie taka kupa czy kolka czy dziura w brzuszku... Macie
            racje że to błahy problem w porównaniu z waszymi
            kiedyś miałam inne 5 lat intensywnego leczenia.usunięcie upragnionej ciąży przez
            zagrożenie życia kilka operacji itp, teraz mam problem z kolkami i mimo tego że
            wcześniej dużo przeszłam to kolki też odbiją się wielkim echem w moim życiorysie...
        • polaa27 A ja uważam 21.11.09, 20:58
          A ja uważam, tak jak i parę osób wcześniej napisało, że to forum, nie jest od
          narzekania jak wielką tragedią są kolki. Od takiego narzekania są inne fora dla
          zdrowych maluchów i ja tam nie zaglądam i nie mam ochoty czytać takich rzeczy na
          naszym forum.

          A co do porady merytorycznej. To też mi wygląda na refluks. Mój synek miał
          (teraz jest po operacji antyrefluksowej). I pierwsze objawy tez takie były, ból
          brzucha, niechęć do jedzenia, etc. Niestety usg nie diagnozuje refluksu. Do
          diagnozy refluksu potrzebna jest hospitalizacja i niestety trochę inwazyjne
          badania takie jak. np. phmetria czy gastroskopia.

          Dlatego na razie polecam dobrego gastrologa i leczenie objawowe. Po pierwsze
          zagęszczanie mleka (np. nutritonem). Po drugie przejcie na mleko dla alergików,
          bo często refluks wiąże się z alergią. Po trzecie debridat, esputicon,
          pionizacja dziecka - noszenie na rękach, podniesienie materacyka w łóżeczku,
          wózku. Jak to nie pomoże to gastrolog może zdecydować o podaniu leków
          stosowanych w refluksie - poprawiających perystaltykę przewodu pokarmowego np.
          Gasprid, oraz zmniejszających wytwarzanie soków żołądkowych, które przy
          refluksie zalewają też cały przełyk, tworząc stan zapalny, przez co dziecko boli
          i nie chce jeść. Są to inhibitory pompy protonowej, np. Polprazol, Bioprazol.
          • mama-cudownego-misia Re: A ja uważam 21.11.09, 21:16
            > A ja uważam, tak jak i parę osób wcześniej napisało, że to forum,
            nie jest od
            > narzekania jak wielką tragedią są kolki. Od takiego narzekania są
            inne fora dla
            > zdrowych maluchów i ja tam nie zaglądam i nie mam ochoty czytać
            takich rzeczy n
            > a
            > naszym forum.
            Przepraszam, ale kolki są jedną z najczęstszych przypadłości
            wcześniaków i ze względu na specyfikę niedojrzałego układu
            pokarmowego (pamiętaj, ze mówimy o wcześniaku z 33 t.c.) jest
            to najwłaściwszy adres na rozpaczanie, że nic się z nimi nie daje
            zrobić - na żadnym innym forum ta mama nie uzyska porad takich, jak u
            nas, bo specyfika zdrowych dzieci jest inna - u nich winne są
            najczęściej alergie, u wcześniaków niedojrzałość.

            Jeśli chodzi o błahość kolek czy refluksu... To już mi się nawet nie
            chce komentować, do czego może doprowadzić jedno, a do czego drugie.

            > brzucha, niechęć do jedzenia, etc. Niestety usg nie diagnozuje
            refluksu. Do
            > diagnozy refluksu potrzebna jest hospitalizacja i niestety trochę
            inwazyjne
            > badania takie jak. np. phmetria czy gastroskopia.
            Już nie mam siły się powtarzać. Se poczytaj cokolwiek, pierwsze z
            gugla wzięłam:
            www.dlarodzinki.pl/ekspert/pytanie/odpowiedz/czy-to-
            refluks,299 Zacytuję tylko kawałek odpowiedzi neonatologa:
            [refluks] Wynika z niewydolności fizjologicznej (czyli naturalnej)
            dolnego zwieracza przełyku, co powoduje, że pokarm z żołądka ma
            bardzo dużą łatwość cofania się do przełyku. Można to potwierdzić
            wykonując u dziecka badanie USG jamy brzusznej w kierunku refluksu
            żołądkowo-przełykowego.

            Też zresztą mieliśmy to USG...
            • mam-ann Re: A ja uważam 21.11.09, 22:31
              co do refluksu - usg? w czd nie slyszalam o takim pomysle.
              mój mial pasaz - i na nim nie wyszło nic
              na scyntygrafii dopiero - i to kolosalny i wielokrotny w ciagu pol
              godz.
              na ph-metri to samo

              dlatego te 2 ostatnie uwazam za miarodajne
            • mamba5x2007 Re: A ja uważam 22.11.09, 00:08
              Mamo Misia, ja się zazwyczaj z Tobą zgadzam, ale teraz się
              zagotowałam. Refluks jest zjawiskiem, które obserwuje się w czasie,
              może je potwierdzić 24 godzinna ph metria, która liczy ilość
              refluksów i ich odczyn, a nie trwające minutę usg! O refluksie, a
              konkretniej refluksie patologicznym mówi się, gdy ilość cofek na
              dobę przekracza 90, jak to stwierdzić na usg??? No chyba mamy dzieci
              z refluksem wiedzą co piszą, synek Poli miał operację antyrefluksową
              (Pola tyle o tym pisała, nie zauważyłaś?), my też bylismy leczeni u
              gastrologów i miejscowych i w CZD i wiedzę na ten temat mamy
              zdobywaną miesiącami każdego dnia opiekując się dziecmi z refluksem
              i podczas rozmów ze specjalistami - gastrologami dziecięcymi, nie z
              przeczytanej w necie jednostkowej wypowiedzi neonatologa
              (neonatolodzy zazwyczaj niekoniecznie się na tym znają). My mieliśmy
              kilka razy usg i wszystko cacy, a na ph metrii ponad 200 kwaśnych
              refluksów i natychmiast leczenie farmakologiczne.
        • mama-cudownego-misia Re: Drogie Panie 21.11.09, 21:05
          Aniu, a ja uważam, że po raz kolejny poprawiasz sobie humor
          krytykując mamy, które przeżywają normalne uczucia związane z trudnym
          macierzyństwem. Jakoś mi się nie wydaje, żeby Twoje posty w tym
          temacie były szczególnie konstruktywne...
          • anjazzielonego Re: Drogie Panie 21.11.09, 21:16
            No cóż, nie musimy się rozumieć.

            Nie poprawiam sobie humoru, zwłaszcza jak piszesz " po raz kolejny", nieco mnie zszokowała Twoja ocena mojej osoby.

            Poradziłam, co u nas bardzo pomogło na kolki, może nie doczytałaś, skupiając się na szukaniu tej mojej krytyki, co to tak poprawia mi humor....

            Ja przyznaję, że są różne punkty widzenia, zależne od punktu siedzenia, to Ty uważasz, że jest jakaś jedna obowiązująca " myśl", do której należy się dostosować.

            Widać na forum nie wolno/ nie należy pisać, co się myśli.

              • polaa27 MCM 21.11.09, 21:37
                Mamo Cudownego Misia zgadzam się, że kłopot z kolkami czy z refluksem to bardzo
                poważny problem i rzeczywiście na tym forum taka mama dostanie dużo więcej
                informacji. Ale...

                ...zawsze można to inaczej napisać, prawda? Niekoniecznie dawać z grubej rury,
                ze jest się rozczarowanym swoim dzieckiem, bo je brzuch boli. Tylko po prostu
                merytorycznie zapytać. To tak jakbym ja weszła na forum dla ludzi
                niepełnosprawnych, jeżdżących na wózkach inwalidzkich i napisała, że żyć mi się
                nie chce bo cierpię na odciski. To jest właśnie TA RÓŻNICA.

                Co do usg. Mikołaj przeszedł przez ręce wielu gastrologów, konsultowali go,
                operowali, leczą największe autorytety gastrologii dziecięcej w Polsce. Uwierz
                mi, ze gdyby można było na 100% zdiagnozować refluks na usg to nie dałabym
                mojemu dziecku zakładać rury do żołądka na 24 h, czy pod narkozą wtłaczać
                endoskop do żołądka i przełyku. USG może dać jakiś wstępny obraz, może
                podejrzenia, ale nie zdiagnozuje na 100% refluksu. Nawet na pasażu przewodu
                pokarmowego, kiedy dziecko łyka kontrast i na bieżąco robione są zdjęcia rtg
                czasami też nie jest wychwytywany moment cofania się jedzenia do przełyku, a
                jest to już dużo dokładniejsze badanie niż usg.
              • mamamalegorycerza Re: Drogie Panie 21.11.09, 21:50
                Sorry MCM ale kompletnie sie z Toba nie zgadzam. Widać, ze nie zrozumiałaś tego
                co napisałam ja czy Pola. Tu nie chodzi to, ze kolki nie są problemem.
                Oczywiscie ze są . Chetnie poczytam bo moj Piotrus ma zajebiste kolki. Chodzi o
                ton w jakim ta kobieta opisała swoje rozczarowanie macierzyństwem i o powód tego
                rozczarowania. Poza tym sorry ale piszesz tak jakbysmy nie mialy prawa do
                wyrażania swoich opinni tylko dlatego, ze różnią sie one od twoich. Juz po raz
                kolejny zauważyłam, ze zwracasz uwage komuś kto ma inne poglady niz Ty. Jesteś
                moderatorem, ale to Cie nie uprawnia do mówienia innym co moga napisac a co nie.
                (rozumiem, ze po tym tekscie to mnie pewnie wyrzucisz z małego forum, ale trudno).
                • tolka11 Re: Drogie Panie 21.11.09, 22:10
                  Jedno dziecko ma masakryczne kolki, inne traci wzrok, jeszcze inne
                  nie potrafi samo jeść. Dla matki cierpienie dziecka jest najgorsze
                  na świecie. Nieważne czy to kolka, czy utrata wzroku - rzeczy niby
                  nieporównywalne, ale przynoszą cierpienie, z którym matka czasem
                  sobie nie radzi.
                  Nigdy nie porównuję cierpienia dzieci, nigdy nie oceniam czy ktoś ma
                  lepiej czy gorzej.
                  Słowa napisane w necie mogą być różnie odczytane, dlatego zawsze 10
                  razy czytam swój post zanim kliknę enter. Ale w emocjach nie kazdy
                  tak robi, no i różnie to wychodzi.
                  To forum ma wspierać, Przynajmniej taka była jego idea 6 lat
                  temu. Chciałyśmy nie ranić, nie uderzać, a wspirać. jak coś nam sie
                  nie podobało, drazniło to nie pisałysmy w danym temacie i wątek
                  umierał.
                  Zazwyczaj tak jest, no ale cóż jestesmy ludźmi i czasem emocje są
                  górą.
                  • jak47 Re: Drogie Panie 21.11.09, 22:18
                    A ja pomimo, że delikatnie zasugerowałam, że to chyba nie "rozczarowanie"
                    Koleżanka miała na myśli to rozumiem Dziewczyny, które tak ostro zareagowały, bo
                    w pierwszej chwili mnie też trafiło... ale później stwierdziłam, że pewnie
                    Kobieta to źle ujęła i nie będę wkładała kija w mrowisko, co zwykle czynię smile
                    Uważam, że MamaMałegoRycerza, czy Aniazzielonego miały prawo wyrazić to co myślą
                    i nic w tym złego. A Autorce tego posta dało to do myślenia, za co podziękowała.
                    Amenwink

                    P.S. Kolki są mega upierdliwe dla dzieci i rodziców.

                    P.s. Mamo Rycerza, przegięłaś z tym, że Cię Beata z małego forum wyrzuci wink))))))
                    • mamamalegorycerza Re: Drogie Panie 21.11.09, 22:27
                      Ok czyli dostane tylko linijka po łapkach?smile
                      Tola, ja rozumiem, to co piszesz, tylko problem w tym, ze autorka nie napisała,
                      ze cierpi z powodu cierpienia dziecka. Napisała, ze macierzyństwo jest do dupy
                      bo dziecko smie kolki miec. Przynajmniej ja tak to zrozumiałam. Ale skoro i tak
                      chce zakonczyc wątek to juz sie nie bede odzywac bo tylko podbijam. Zresztą po
                      tej fali złośliwości, to biedna dziewczyna, w zyciu juz do nas nie zajrzy..
                      • mama-cudownego-misia Re: Drogie Panie 22.11.09, 11:53
                        Autorka napisała, ze jej macierzyństwo ją rozczarowało. Jak Ty
                        napisałaś, ze chcesz ze sobą skończyć, to jakoś nikt w Ciebie
                        kamieniami nie rzucał... Zrozum, mamoPiotrusia, że macierzyństwo
                        potrafi (i co więcej - ma prawo) rozczarować. Ma prawo być do dupy,
                        bo te kolki przelewają czarę goryczy. Dla własnego dobra, zanim
                        przyjdą te wszystkie kolki, ząbki i inne takie (bo życzę Piotrusiowi,
                        żeby nic straszniejszego mu nie dolegało), musisz być gotowa na takie
                        uczucia - na to, żeby je przyjąć, pogodzić się z nimi, zapisać, jeśli
                        jest ich za dużo, szukać tutaj pocieszenia. Inaczej wytrzymasz
                        miesiąc, pół roku, rok, a potem się rozlecisz jak domek z kart. Po
                        drodze zaś zrobisz przykrość kilku innym potrzebującym wsparcia
                        mamom.

                        I nie wiem, co ma wspólnego z dyskusją moja funkcja moderatora - nie
                        wiem, czy zauważyłaś, ale jak występuję jako moderator, mój nick ma
                        kolorek czerwony. Teraz dyskutujemy jak równa z równą.
                        Poza tym skoro nie wywaliłam Marty i jej szanownych kotów, mimo, ze
                        wpieniam się na nią co najmniej tak samo, jak ją lubię, to nie sądzę,
                        żebym miała jakoś szczególnie prześladować Ciebie.
    • ada-15 Re: Rozczarowały mnie spełnione marzenia 21.11.09, 21:32
      Ja równieżjestem mamą Maksa i my równieżprzechodziliśmy mega kolki
      do takiego stopnia że stosowaliśmy kilka opcji na raz lekarstwo
      robione na potrzeby naszego synka ,herbatki , masaże do tego
      pieluszka ciepła na brzuszek , noszenie na rękach , szum radia i
      suszarki i tak przez jakiś czas. A co do macierzynstwa ono nie
      rozczarowuje tylko nieraz swieci słonce a innym razem pada deszcz.
    • ewelajnawrocek Re: Rozczarowały mnie spełnione marzenia 21.11.09, 22:12

      U nas pomogło wprowadzenie zupek, wszystko przeszło, mały pryka jak stary
      dziad. Raz tylk przeszłam taką megakolkę, ze się darł kilka godzin i wiem,
      że to odbiera radość z życia. Choć przyznam, że jak się pojawiły wymioty
      chlustające, to kolki okazały sie pestką. Wtedy to naprawdę nie chciało mi
      się żyć, do dziś jest ciężko i czasem mysle sobie, po co mi to było...ale
      to tylko takie chwile słabości, bo wiem, ze za mojego syna dałabym swoje
      zycie..Po prostu jestes zmęczona i żal ci synka.
      Oczywiście w Twoim przypadku moze to byc refluks, aczkolwiek
      niekoniecznie, ja bym zmieniła mleko.
    • asia-damian Re: Rozczarowały mnie spełnione marzenia 21.11.09, 22:41
      Tak musiałam się wyżalić bo moje marzenie sp
      > ełnione, upragnione-macierzyństwo okazało się wielkim rozczarowaniem.
      Raz jeszcze podkreślam -Macierzyństwo a nie synek! Litości dziewczyny nie nad interpretujcie moich słów. Proszę raz jeszcze przeczytajcie mój post i może zobaczycie tam moją bezsilność w obliczu kolki a nie rozczarowanie synem
      i szczerze mówiąc nie wiedziałam że tak to zinterpretujecie
      Jeżeli kogoś uraziłam to przepraszam]
      i jeszcze jedno do dziewczyn które uważają że to n ie jest problem a to forum nie jest na takie problemy to p0roszę pokierować mnie gdzie mam pisać o prośbę i doradztwo ponieważ chciałabym poradzić się odnośnie rehabilitacji WZN i rozwoju synka
      • tolka11 Re: Rozczarowały mnie spełnione marzenia 21.11.09, 22:54
        Spoko. Tu masz pisać. Toż masz wcześniaka.
        Ale zobacz jaka nam się fajna dyskusja o macierzyństwie i
        zaburzeniach zrobiła.
        Pisz, pisz, my tu dla siebie jesteśmy. Pisz o rozwoju i
        zaburzeniach, poradzimy. i pocieszymy też. naprawdę.
        Aaaaa, nie chce mi się szukac: to ile Maks ma wieku korygowanego?
          • polaa27 Re: Rozczarowały mnie spełnione marzenia 21.11.09, 23:05
            Ok, my będziemy uważnie czytać Twoje posty, ale Ty też czytaj uważnie nasze. Nie
            napisałyśmy, ze problem kolek, czy refluksu to nie temat na to forum. Wręcz
            przeciwnie, myślę że udzieliłyśmy Ci dużo cennych wskazówek.

            I o WNM też możesz sie tu zapytać. Tylko mam nadzieję, ze już załapałaś o co
            chodzi. Bo na tym forum jest mnóstwo dzieci z WNM, ONM, ale też z ciężkim MPD i
            niedowładami. Bo WNM to poważny problem. Bo WNM to nie tragedia.
            • migotka-2 Re: Rozczarowały mnie spełnione marzenia 22.11.09, 11:34
              i jeszcze jedno: kiedyś leżałam w szpitalu z dziewczyną ( ginekologia szpital
              świetny, obie karmiłyśmy piersią dlatego z dziećmi na oddziale)jej córeczka mała
              bardzo ciężkie kolki i wierzcie mi wszystkie mamy że obraz tego maleństwa tak
              strasznie cierpiącego towarzyszy mi do dziś. Widywałam już dzieci bardzo ciężko
              chore. Na pocieszenie panna wyrosła z kolek po kilku miesiącach, jest świetną
              nastolatką. Z Małą cierpiała oczywiście zupełnie bezradna mama i personel
              oddziału. Oczywiście konsultowana była przez specjalistów, w jej przypadku
              diagnoza brzmiała: kolka niemowlęca spowodowana niedojrzałością układu
              pokarmowego. Pozdrowienia dla wszystkich mam kolkowych i nie!
    • eter.nal Re: Rozczarowały mnie spełnione marzenia 22.11.09, 10:05
      kilka osób napisało ze to forum to nie miejsce na takie błahe problemy jak
      kolka. no sorry ale w takim razie chyba trzeba by połowę topików tu skasować
      typu : moje dziecko ma katar, mało pije czy w którym miesiącu dziecko będzie się
      obracać na brzuch. po co zajmować się takimi głupotami skoro są tu dzieci cieżko
      chore.

      każdy problem, kazde cierpienie dziecka ma znazcenie i nie mozna ich pomniejszać
      bo przecież "inni mają jeszcze gorzej wiec się ciesz".
    • migotka-2 Re: Rozczarowały mnie spełnione marzenia 22.11.09, 11:23
      Drogie mamy wszystkich dzieciaczków! Mój Krzysiu ma już prawie rok i nie zdarzyło mi się jeszcze w miarę przyzwoicie przespać jednej nocy ( starsza dwójka była łatwiejsza w obsłudze mimo że jedno wcześniak, wtedy nie pracowałam teraz owszem) i co prawda nie czuje się rozczarowana ale zmęczona owszem. Jednak jak pomyślę sobie jak bardzo wytęskniłam i wymarzyłam sobie Krzysia to zaraz przychodzą nowe siły. Kiedy wściekam się że czegoś nie zrobiłam ( lubię jak wszystko w domu jest poukładane czyli pory posiłków pranie sprzątanie itp.) wracam do chwil kiedy wydawało się że tracimy Krzysia. Mnie takie myślenie pomaga. Jednym słowem mówię sobie że najważniejsze że moje dzieciaki są, chociaż była to często droga przez mękę. A jeżeli chodzi o bezsilność to teraz mnie nachodzi jak słucham czasami kłótni moich nastoletnich dzieci, które notabene skoczyłyby za sobą w ogień. Ech życie po prostu. A na marginesie to mamy dzieciaków które zmagają się z problemami zdrowotnymi są naładowane ogromną energią, zawsze podziwiam ich determinację i wolę walki. I uśmiech na twarzy mają one zupełnie wyjątkowy. Autorko wątku myśl pozytywnie i ciesz się swoim skarbem. Kolki przechodzą kiedyś naprawdę!
      • mariolaosa5 Re: A już mialam Was za święte :)))) 22.11.09, 16:05
        przeczytałam właśnie wszystkie odpowiedzi i wieci co jestem w szoku jak można tak na kogoś napaść tylko dlatego że ma problem chwile słabość spowodowane bezradnością swojego cierpiącego dzieciątka jeżeli się nie myle 33tc to także wcześniak chyba, że mamy które tak strasznie pojechały po tej kobiecie uważają, że wcześniak to tylko takie dziecko które rodząc się ma 500 gram przeszło szereg zabiegów operacji jest w stanie wegetatywnym nie przyjmuje pokarmów itp przeczytajcie swoje wypowiedzi jeszcze raz zachowałyście się jak wściekłe hieny a nie jak matki które z powodu każdego cierpienia swojego dziecka są bezradne bo nie potrafią mu pomóc
        Ja jako druga odpowiedziałam na post i odebrałam go jako prośbe o porade w sprawie cierpiącego na kolke dziecka
        Zawsze bałam się pisania na forum właśnie dlatego co sie tutaj wydarzyło od niedawna zaglądan tu ale podziekuje bo aż strach co dostanie się w odpowiedzi na zadane pytanie
        Straszne ....

        • alicja_123 Re: A już mialam Was za święte :)))) 22.11.09, 16:25
          Nie to miałam na myśli. Wszystkie odpowiedzi, mniej lub bardziej
          emocjonalne, wydały mi sie typowo "babskie", podobne zresztą
          do "bab' piszących na innych forach (w tym mnie smile, a dla mnie to
          usprawiedliwione tym, jak mocno problemy odcisnęły sie na psychice
          młodych mam. Na innych forach baby piszą podobie, "bo baby takie już
          som", jak mówi mój mąż, no i jak widzę, to forum to też nie
          świątynia.. smile
          • mam-ann Re: A już mialam Was za święte :)))) 22.11.09, 19:43
            amen!
            strasznie nie lubię jak mnie ktoś "podziwia", a neistety czesto się
            z tym spotykam - mam niepełnosprawne dziecko, codzień walczę o jego
            życie i rozwój - wiec wiadomo - kocham = robię co w mojej mocy

            ale nie cierpię słow "jej jaka ty jesteś niezwykła" albo "ja bym tak
            nie umiała" "podziwiam cię" "jesteś dla mnei wzorem"


            no kota dostaje....
            bo ja naprawdę - wcale o bycie wzorem się nie prosiłam i wolałabym
            być cholernie nudną matką nudnego dziecka w nudnym swiecie smile


            ale chyba to już post zupełnienie na temat tongue_out

            strasznie nie lub
            • zorka7 Re: A już mialam Was za święte :)))) 23.11.09, 09:55
              Pozwolę sobie wziąć w obronę bohaterkę tytułowego posta.
              I zrobię to jako mama, której córka wcześniaczka zmarła po 10-u
              dniach życia i jako mama chłopca-wcześniaka, który sporo przeszedł,
              by żyć, dziś mając 6 lat i będąc w miarę zdrowym dzieckiem.

              Rozumiem zmęcznenie i rozczarownie. Przeszłam niemal identyczną
              drogę z Bartusiem. Znam nieustające wręcz kolki, niepokój dziecka,
              nieprzespane noce (...mały do 3-go roku życia budził się z płaczem
              ok. 8 razy w nocy). Przeszedł trudną operację (przewężenie
              odźwiernika - zarósł mu wpust żoładka do jelit).

              Odciągałam swoje mleko przez długich 8 miesięcy, co 3-4 godziny
              dzień i w nocy z nadzieją, że może wreszcie się uda i mały zaskoczy
              na moim mleku. Dodam, że byłam na tak restrykcyjniej diecie, że
              znikałam w oczach.
              Mroziłam potem swoje melko, wylewałam do zlewu.
              Niestety bulgotanie w brzuszku, niepokój dziecka, spore kolki
              pojawiały się za każdym razem wcześneij czy później, gdy włączałam
              swoje mleko. Nietolerancja laktozy.
              Skończyliśmy niestety na nutramigenie, ktory mały dostawał bardzo,
              bardzo długo.
              Dużo kosztowało mnie poczucie przegranej walki, godzinami uczyłam go
              przecież ssać z piersi (mozolna praca), łącznie z logopedą i doradcą
              laktacyjnym, któremu sporo placiłam, by zechciało mu się przyjechać
              do nas do domu. Tysiące butelek przewinąło się w moim domu, tysiące
              smoczków. Skończyliśmy na dr Brownie.

              I pamiętam dobrze to uczucie, że to nie tak miało być. W swojej
              naiwności wierzyłam, że skoro pochowałam pierwsze dziecko - zostanie
              mi parę rzeczy oszczędzonych następnym razem.
              Oczywiście - dziecko przeżyło - powinnam iść do Częstochowy na
              kolanach, jak mi suugerowano swego czasu. Po ludzku brakło mi jednak
              sił - nawet na chodzenie na zwykły spacer.
              Sprawa karmienia to wierzchowek góry lodowej problemów z Bartkiem -
              nie czas i miejsce teraz, by wracać do tego. Zresztą nie chcę o tym
              pamietać, pisać, widzieć tego znowu.

              Po prostu rozumiem twoje obecne zmęczenie, rozgoryczenie i wiem, że
              przejdziesz przez to, choć an dziś to małe pocieszenie.

              Pozdrawiam cię serdecznie!

              ps.
              Swoją drogą nutramigen bardzo nam pomógł, choć to wstrętne w smaku
              mleko.
              • czarnawrona.online Re: A już mialam Was za święte :)))) 23.11.09, 10:38
                Podpisuję się. Mój starszak 30 tc, 1000 gr ma 12 lat - zdrowy, choć milion złych prognoz do 2 rż.
                Teraz kiedy wcześniacze macierzyństwo przeżywam ponownie (po dwóch nieudanych próbach Lenka ur. 14.07 br 29 tc, 910 gr) okazuje się, że prawie nic z tych pierwszych dwóch lat syna nie pamiętam- wyparłam prawdopodobnie.
                Więc jako matka wczesniaka powinnam być zaprawiona w bojach - a tak naprawdę debiutuję po raz drugi. Mała ma ponad 4 m-ce - więc wiele przed nami, jak to zwykle bywa prognozy dośc różne co do jej przyszłości.
                Zaznaczam, Lenka jest wymarzona, wyczekana itd., też kolkuje a ja czesem ze zmęczenia, rozżalenia i niewyspania miewam wstrętne myśli, których sama przed sobą się wstydzę, a co dopiero przed Wami, myslę w najgorszych momentach: po co mi to w ogóle było?????
                Jednak kiedy mija, a ona szczerzy do mnie półgębkiem swoje bezzębne dziąsła - już wiem po co. I sadzę, że ta złośc na kolki i ryki małej to tylko przykrywka na podskórne lęki, których nie chcę wypuścić na zewnątrz.

                Nie ma na to siły.

                A wiadomo, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia - taka kolka dla jednego będzie tragedią, dla innego (przepraszam za wyrażenie) pierdnięciem - i nie ma w tym nic złego.

                Swoją drogą obserwuję na tym forum, jak wspierani są rodzice nowo narodzonych dzieci - wszyscy gratulują, gdy nie ma komplikacji, ale nie dotyczy to już w takim stopniu rodziców starszych dzieci, które wyszly z wcześniactwa względnie obronna ręką. Co Wy na to?


                fotoforum.gazeta.pl/u/czarnawrona.online.html
                • anjazzielonego Re: A już mialam Was za święte :)))) 23.11.09, 11:16
                  Dyskusja trwa, posypały się gromy na kilka osób, w tym na mnie - a mi się wydaje, że nasze, w tym moja wypowiedź, nie została tak odczytana, jak została napisana – nie napadliśmy na Mamę Maksa, w każdym wątku otrzymała porady, co warto zrobić, by pozbyć się kolek, wszyscy proponowali różne metody, które u nich działały, ale przy okazji ja napisałam, że to są tylko kolki.

                  Jasne, jeszcze pamiętam, jakie potrafią być mordujące, wykańczające, i dziecko, i rodzica – ale po kolkach przychodzi czasem bolesne ząbkowanie, też trudne do przetrzymania, z gorączką, wymiotami, marudzeniem, od którego chce się często uciec; potem przychodzą inne problemy.
                  Nie uważam, że to żaden problem, oczywiście, że trzeba z nim walczyć, trzeba walczyć z każdą trudną sytuacją, czasem panikujemy, gdy dziecko „ tylko” zagorączkuje, i to normalne, bo każdy rodzic martwi się o dziecko i chce dla niego wszystkiego, co najlepsze.

                  Mama Maksa ma prawo do zmęczenia, chęci wyżalenia się, że jest ciężko – ale przecież chyba jednak nie napisze, że macierzyństwo ją rozczarowało? Macierzyństwo jest piękne, jest darem, choć czasem tak trudnym, że klniemy i płaczemy jednocześnie….
                  Ale ZROZUMCIE sens mojej wypowiedzi – trzeba starać się nabrać pewnej psychicznej odporności, by nie zwariować, by dać sobie radę, by pomóc dziecku; jak jeden problem się skończy, a drugi zacznie, i tak w kółko.

                  Ja napisałam, że to tylko kolki, bo porównując sytuację mojej przyjaciółki, której 2 letnia córeczka, wcześniak, przeszła w maju dwie, jedna po drugiej, bardzo ciężkie operacje na sercu, a teraz leży z zapaleniem płuc w szpitalu, uważam, że jej nie mogłabym napisać, dziewczyno, ciesz się, że to tylko… co?
                  Zapalenie płuc, u dziecka, które przeszło 2 takie operacje na sercu?
                  Jej mogę tylko powiedzieć, że mam nadzieję, że malutka wyjdzie z tego szybko i bez konsekwencji.....

                  Gdyby jej dziecko miało kolki, też bym powiedziała: domagaj się pomocy lekarzy, badań, leków, zmiany mleka, stosuj gorące okłady, rób przysiady, włączaj suszarkę – no cokolwiek, co pomoże, ale głowa do góry, to się kiedyś skończy, kolki nie mogą trwać wiecznie, to tylko kolki.

                  To samo usłyszałam, gdy moje córki miały kolki – nie czułam się obrażona/ urażona/ nierozumiana, raczej było to lekkie pocieszenie, że tyle dzieci i matek jakoś dało radę wygrać z kolkami, że nam też się uda, że cholera widać są na to skuteczne sposoby, tylko czasem dotarcie do tego, co akurat podziała na nasze dziecko, jest trudne.

                  Proszę, starajcie się zrozumieć prawdziwy sens naszych wypowiedzi.

                  Nie skomentuję epitetów pt. hieny.
                  Kończę dyskusję ze swojej strony, jeśli ktoś nadal nie rozumie, o co akurat mi chodzi w tym wątku, trudno, widać nie wszyscy umieją czytać ze zrozumieniem.

                  Mamo Maksa, mam nadzieję, że nie odczytałaś mojego postu opacznie, a zgodnie z przesłaniem, i że szybko znajdziesz sposób na kolki u Maksa, i że zostaniesz tu z nami.


                • wiwika12 Re: A już mialam Was za święte :)))) 23.11.09, 13:23
                  Przeczytałam wszystkie wypowiedzi i cóż... Napisze z perspektywy
                  mamy małego dość wcześniaka (750 G) - przeszliśmy swoje małe/wielkie
                  problemy... Małe bo jednak bez drastycznych komplikacji, z nadal
                  dobrymi rokowaniami na życie (i niech tak pozostanie). Ale mała była
                  mała zatem i życie bardzo niepewne. Gdy czytam posty zamieszczane
                  przez mamy na froncie doskonale je rozumiem, nadal mam obraz tej
                  naszej walki w sercu - z ich perspektywy jakaś kolka to drobiazg
                  skoro walka toczy się o życie, zdrowie. dla nich więc być może
                  nietaktem jest pisać o takich "pierdołach" jako powodzie
                  rozczarowania maminym życiem. One taplają się w gigantycznym
                  rozczarowaniu każdego dnia - bo nie tak miało być, bo ciąża trwa 9
                  miesięcy a bobas jest śliczny i zdrowy, bo strach dławi serce a tak
                  niewiele można zrobić by wesprzeć to małe dziecko. Tak niewiele od
                  nas zależy - a tu kolka, drobiazg zwyczajnie w porównaniu z ogromem
                  komplikacji, niepewności.
                  Jak jednak wszystko się zmienia gdy jesteśmy juz w domu z tym naszym
                  wywalczonym człowieczkiem, gdy całą odpowiedzialność spoczywa tylko
                  na nas, nie ma obok doktora, który doradzi. Jak bardzo wyniszcza
                  psychicznie płacz dziecka dzień za dniem, gdy nic nie pomaga (znam
                  taki model bo mój starszy wył jak syrena wieeeele miesięcy a ja
                  miałam poczucie, że zycie mi sie lekko zawalło i tak juz będzie
                  zawsze). Nawet jeśli kolka wreszcie minie to w tym konkretnym
                  momencie jest treścią życia i może je zatruwać.

                  Nasze dzieci kiedyś opuszczają szpitale, mają lepsze bądz gorsze
                  rokowania. Problemy są rożne jak i odporność każdej z mam. Ten post
                  to było wielkie ratunku!!! mam dość, pomocy!!!
                  Nawet kolka zasługuje na uwagę bo przecież boli małego człowieka a
                  matki nie są z kamienia czy stali nawet te wcześniakowe.
                  • ap77 Re: A już mialam Was za święte :)))) 23.11.09, 14:05
                    Bardzo ciekawy watek sie zrobil!
                    Ja rozumiem zalozycielke jak NIKT inny, bo tez mam dziecko po IVF!
                    I tutaj moim zdaniem lezy sedno problemu pt. "rozczarowanie"
                    Tyle lat sie staralysmy, w koncu powzan decyzja o IVF, udalo sie!!! Hura! Jest
                    super, juz cale zlo za nami!
                    I co? I znowy po glowie! Przedwczesny porod, a przeciez nie tak mialo byc!!!
                    Mialo byc w koncu normalnie, prawda Asiu????
                    Potem kolki, placze, dziecko nie chce pic z piersi, uciazliwe sciaganie, a potem
                    wylewanie do zlewu wlasnego mleka, potem dziecko odmawia jedzenia itp otd. Znam TO!
                    Do tego lęki zwiazane ze skutkami wczesniactwa+caly ten szok poporodowy, ze
                    stanami depresyjnymi wlacznie, zmeczenie, niewyspanie

                    A mialo byc tak pieknie....

                    Jak chcesz napisz na pric, pogadamy, jeszcze troche przed Toba!

                    Ale kolki i placze mina w koncu. Psyche tez po jakim czasie wroci do formy!!! A
                    potem zaczniesz sie na serio cieszyc dzieciakiem i macierzynstwem!!!

                    Pozdrawiam Wszystkei forumowe Mamy!
                    • asia-damian na pocieszenie 23.11.09, 22:13
                      niemalże rozpętałam wojne a nie o to mi chodziło. A wiecie co jest najgorsze w
                      tym wszystkim...ta cholerna niemoc i poczucie winy. Wyrzuty sumienia że to
                      przeze mnie. Bo kiedy po raz pierwszy zobaczyłam synka w inkubatorze, z tymi
                      rurkami, kroplówkami igłami i te chudziutkie rączki i nózki powiedziałam wtedy
                      przepraszam za to ...za lata starań, za ivf, za to że odklejało się łożysko a ja
                      nie mogłam nic zrobić że mimo leżenia krwawienie przerodziło się w krwotok i nic
                      nie mogłam zrobić. I naraziłam go na takie cierpienie, a co będzie pózniej tego
                      sie boje konsekwencje odklejonego łożyska mogą dopiero się ujawnić. I ta
                      cholerna niemoc w szpitalu...i w domu na nowo on cierpi a ja nic nie moge
                      zrobić...to dobija. Ale dziś się ciesze że w dniu jego narodzin byłam w
                      szpitalu, że nie pozwoliłam po raz kolejny wypisać się do domu, że nie
                      pozwoliłam lekceważącym mnie pielęgniarką olać kolejnego krwawienia,że lekarz
                      zdecydował się w 15 min ciąć -ratować Maksa ratować mnie...i za to dziękuję Bogu
                      i jestem szczęśliwa.
                      A na pocieszenie mój syn nie miał dziś kolki a ja zobaczyłam bezzębny uśmiech na
                      jego buzi ...nie zanosił się o płaczu kilka godzin i nie zasnął z wycieńczenia i
                      że teraz śpi z rączkami do góry a ja idę do niego i pewnie będę godzinami na
                      niego patrzeć tak jak to było jak był w inkubatorze...tym razem będę się
                      uśmiechać a nie płakać i przepraszać... to dodało mi skrzydeł
                        • ag0000 Re: na pocieszenie 23.11.09, 23:10
                          Dopiero sobie to poczytałam i super że zaświeciło słonko u ciebie smile
                          Wiesz pewnie jeszcze nie raz będziesz miała takie chwile słabości ,ale później zawsze będzie lepiejsmile
                          Wiem z doświadczenia że o swoich problemach/odczuciach/słabościach trzeba mówić/pisać, nie wolno tego dusić w sobie.
                          Zdróweczka życzę synkowi i mnóstwa słonka w twoim życiu i abyś zawsze pokonywała swoje słabości i trudne chwile smile
            • migotka-2 Re: A już mialam Was za święte :)))) 24.11.09, 10:23
              myślę że napisałaś do mnie. Wyjaśniam: nigdy żadnej matce dziecka
              niepełnosprawnego nie odważyłam się powiedzieć " PODZIWIAM CIĘ". Nigdy też nie
              lubiłam cukrowania: " jaka ty jesteś wielka". Napisałam, że mamy dzieci
              niepełnosprawnych są pełne determinacji i ogromnej woli walki. I rozumiem też że
              mamy dzieciaczków są często ogromnie wrażliwe na poglądy odmienne od swoich.
              Wiem jak wielkie problemy w życiu codziennym mają rodziny z osobami chorymi. Nie
              dość że emocje są napięte do granic możliwości to jeszcze brak odpowiedniej
              pomocy instytucji. Takie problemy można niestety mnożyć. Dlatego jeśli Cię
              uraziłam ogromne Przepraszam! W pewnej dziedzinie życia też wiele osób patrzy na
              mnie i mówi: ja bym tak nie mogła, jak ty dajesz radę. I są to osoby którym nie
              mogę powiedzieć nic, mogę się tylko uśmiechnąć mówiąc: masz szczęście że Ciebie
              to nie dotyczy.
    • marta.patocka może pocieszę 25.11.09, 08:23
      Mój Mikuś płakał równo 100 dni non stop. Dzień i noc. Minęło 100
      dni, płacz zaczął mijać. Co było powodem: są 3 możliwości: albo tak
      strasznie wielka kolka pomimo zmiany 6 razy mleka, albo stwierdzony
      później reflux, albo też stwierdzone później wzmozone napiecie. Ja
      stawiam na napięcie. Może wybierz się do rehabilitanta i gastrologa?
      • ap77 Kayah w Vivie na ten temat 25.11.09, 13:07
        – Co Panią przerosło? (Najsztub pyta o macierzysntwo)
        Kayah: Na przykład dyspozycyjność. Kiedy urodziłam dziecko, okazało się, że
        nigdy nie mogę mieć poukładanego planu.

        – Że nie można dziecka wpisać w kalendarz?
        Kayah: Tak, że jest się na każde żądanie, i to żądanie jest stałe.

        – Nie lubiła Pani wtedy swojego dziecka, nienawidziła?
        Kayah: Nie, to było takie rozdarcie – z jednej strony wielka miłość i poczucie
        obowiązku, a z drugiej bezsilność wobec tego wiecznego krzyku, uczucie żalu, że
        w ogóle się taką decyzję podjęło, że się sobie pęta założyło na ręce i nogi. Za
        jakie grzechy?! Mój syn był „okrutny”, bo fundował mi serię kolek, zawsze w
        porach niemożliwych do zniesienia, od trzeciej do szóstej rano. Sięgałam po
        mądre książki, w nich czytałam, że nie ma żadnych przesłanek, dla których taka
        kolka ma prawo wystąpić, więc myślałam, że jest to jego złośliwość. Taka
        świadomość była tak podła i wykańczająca, że gdyby nie Rinke, to bym sobie nie
        poradziła. On był genialnym ojcem.

        – Co robi genialny partner i ojciec?
        Kayah: Wstaje, wyręcza, łagodzi sytuacje, ma więcej cierpliwości,
        wyrozumiałości, radzi sobie z dzieckiem i radzi sobie ze mną, w takich
        sytuacjach jeszcze większym dzieckiem niż moje własne dziecko.
      • asia-damian Re: może pocieszę 25.11.09, 13:12
        u nas też stwierdzono wzmożone napięcie. Staram się z nim ćwiczyć ale on drze
        się przy tym niemiłosiernie i wyrywa rączki, kopie nóżkami tak że udaje mi się
        zrobić dwa ćwiczenia i koniec...moze któraś wie jak przekonać go do tych
        ćwiczeń? a gastrolog nas zlał-minie jak powiedział refluks raczej wyklucza bo
        Maksiu nie wymiotuje ani nie ulewa. Na moja wiadomość ze ciągle mu się odbija i
        że picie połyka jeszcze po godzinie od jedzienia i jak go podnosze nawet po
        spaniu to beka to on zasmiał sie i stwierdził-normalne.moja neonatolog każe
        masować i cwiczyć ale jak ? On strasznie się denerwuje, płacze i kopiesad((
        • anjazzielonego Re: może pocieszę 25.11.09, 13:18
          Asiu,

          a czy neurolog po przebadaniu Maksia wysłał Was do rehabilitanta na ćwiczenia?
          Czy rehabilitant pokazał dokładnie co, jak, jak często robić, i czy mówił jak reagować na płacz w momencie ćwiczeń?
          Czy wyznaczyli Wam wizyty kontrolne/ ew. spotkania z rehabilitantem?
          Jeśli nie, zadzwoń i popytaj, czy macie ćwiczyć, czy przerywać, gdy mały płacze.

          • asia-damian Re: może pocieszę 25.11.09, 13:49
            my nawet u neurologa nie byliśmy bo neonatolog nie widział takiej potrzeby, on
            sam skierował nas do pani rehabilitantki-ona pokazała jak ćwiczyć (rączki
            prostujemy pukając nasze dłonie o siebie i tak robimy takie półksięzyce na
            leżąco- ciężko to opisać)stwierdziła ze dziecko przechyla sie na prawą strone i
            jest niespokojne. pójde do neurologa
            • anjazzielonego Re: może pocieszę 25.11.09, 14:12
              Asia,

              dla "świętego spokoju własnego" idź faktycznie do neurologa, zawsze to bardziej
              fachowa opinia, niż neonatologa.
              Potem do rehabilitantki, zgodnie z planem ułożonym przez neurologa.

              Wiem, że wykonywanie ćwiczeń, gdy dziecko płacze, wydaje się nieludzkie; lekarz
              na pewno Wam powie, czy mały nie lubi ćwiczeń, czy sprawiają mu ból, czy jest
              jakaś inna przyczyna.
    • karro80 Re: Rozczarowały mnie spełnione marzenia 25.11.09, 13:45
      Ja na "klasycznej" kolce się nie znam, bo dziewczyny były w
      czasie "kolkowym" w szpitalu na mocnych prochach.
      Ale, ponieważ wraz z zaprzestaniem karmienia przez sondę, weszła
      humana mct gęściutka, ale nie "bólobrzuszna" to dopiero z calkowitym
      wprowadzeniem mleka zagęszczanego nutritonem przeżyliśmy
      nawrót "kolek", zaparcia itp. Początkowo z racji upodbań smakwych
      zagęszcząłam nenatal i bebilon kaszką bananową i było ok - niestety
      wydawało mi się, że lepiej dla małego brzuszka będzie z zaleconym
      nutritonem. Zwłaszcza, że dziecko "rzygliwe" było.
      Niestety, że winowajcą jest zagęszczacz kapnęlismy sie dośc późno -
      jak mała sama odmówiła jedzenia z nutritonem.

      Dlaczego o tym piszę - w razie gdyby coś się nasiliło po ew
      wprowadzeniu mleka ar czy nutritonu do mleka - czasem w gąszczu
      problemów trudno "wyłowić" przyczynę.

      U nas trochę pomagała poduszka-klin, ale mała i tak obficie
      chlustała do ok roku, potem tendencja spadkowa - refluksu nie
      diagnozowaliśmy, ani przeczulicy ale raczej była fuzja tych dwóch
      rzeczy.
      Baardzo pomaga zachowanie przez matkę spokoju i dobrego nastroju
      (choćbyś po karmieniu czy rzyganiu musiała zamknąć się w jakimś
      pomieszczeniu i wgryźć w klamkęwink), wiem jak to jest - karmisz
      dziecko - moja jadła z apetytem ale malutkie porcje, a tu mega haft
      i cały system na nic, a moja jadąła najpierw rowno co 3 godziny,
      potem co 4 te same ilości, jak było zachwianie to waliło się całe
      jedzenie w ciągu dnia...
      Tylko ja wtedy nie wiedzialam, że jest tak ciężko(mieliśmy jeszcze
      parę problemów), dopiero jak wszystko zaczeło mijać zobaczyłam jak
      jest lekkosmile Bo nie musisz zmieniać ciuchów pościeli kilka razy na
      dzień, nie musisz rehabilitować przy każdej zmianie pieluchy,
      przemycać wody, bo nie pije i takie tam.
      Teraz kobita ma 20 mies - stawiam przed nią michę z żarciem i
      spokój, z lekarzy zostały tylko kontrole, prania o ile mniejwink
      Ale teraz dopiero wiem jak się człowiek narobił...

      PS nie wkurza mnie to co napisałaś - w pewnym momencie tylko wyć mi
      się chciało z tych "perypetii" z żarciem, bólem, kupą i haftami,
      choć to nie był najpoważniejszy mój problem zyciowy, ale męczący
      jednak okrótnie. Nie mogę roztrząsać, kto "ma gorzej" - ja dostałam
      po głowie ostro, ale też twarda sztuka raczej jestem to i wiem, że
      drugiego to samo przygniecie dużo bardziej.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka