Z czyjej winy to się stało?

19.12.09, 18:36
Witam was serdecznie
Moja siostra urodziła 26.11.2009 w Rzeszowie,w pierwszym dniu 26 t.c.Śliczna była malutka Lenka ,850 gr.Powodem wczesnego porodu były ciągłe nawracające infekcje.W ciąży praktycznie co miesiąc lądowała w szpitalu z powodu skurczy.Dziecko było pod tymi wszystkimi aparatami,siostra dowoziła codziennie swój pokarm.Mijał kolejny dzień,tydzień,wszyscy mieliśmy nadzieje coraz większe,że będzie dobrze,mała była stabilna.15 grudnia lekarze odłączyli małą od powietrza,nie wiem po co,siostra jak zwykle zawiozła pokarm,powiedzieli jej co zrobili,i że mała sobie radzi.Następnego dnia rano 16-tego dostałam sms-a od siostry"Lenka umarła"Kochana chciała żyć.Sama oddychała cały dzień,noc,zmarła 6.30 rano.Sukinsyny zabrali jej powietrze i się udusiła.Czy takie małe maleństwo w 20 dni po urodzeniu mogło samo oddychać.Potem powiedzieli że miała wcześniej bezdechy,a aparatura wyprowadzała ją z tego,tym bardziej dlaczego zabrali jej tak szybko powietrze skoro ja czytam na waszym forum,że wasze wcześniaki miały dużo dłużej podawany tlen.Czy rzeszowscy lekarze postąpili słusznie,czy ta śmierć była konieczna,kto będzie miał na sumieniu tą małą istotkę,czy tak musiało być?Przecież ona miała tak jakby była w 28 t.c.nierozwinięte płuca,gdyby nie zabrali jej powietrza mała by żyła,nie znam jeszcze wyników sekcji,ale ktoś tu do cholery popełnił błąd.DLACZEGO!!!
    • mama-cudownego-misia Re: Z czyjej winy to się stało? 19.12.09, 20:25
      Strasznie mi przykro z powodu Lenki sad
      Wiem, że jesteś rozżalona, ale pozwól sobie tylko powiedzieć, że
      lekarze nie zabrali małej powietrza, a jedynie może odłączyli
      respirator, chcąc jej oszczędzić ryzyka dysplazji i infekcji. Być
      może Lenka zmęczyła się tym samodzielnym oddychaniem, ale jednak
      oddychała całą dobę, była wydolna oddechowo... Problem w tym, ze te
      nasze wcześniaczki żyją na kredyt, nie mają odporności, są
      niedojrzałe, bardzo obciążone lekami i niesprzyjającymi warunkami,
      czasem się załamują w takim tempie, ze pomoc nie zdąży, czasem nic
      nie można zrobić... Przykro mi...
    • nastjaa Re: Z czyjej winy to się stało? 19.12.09, 20:27

      Po pierwsze współczuję ogromnej tragedii. Co do pytania czy takie
      maleństwo może samo oddychać, to "tak". Moja córeczka urodziła się z
      wagą 870g, została podłączona do respi, w drugiej dobie na cpap, w
      czwartej odłaczono cpap, kolejne 3 dni była na tlenie do inkubatora,
      a od 7 oddychała samodzielnie. W sumie nasuwa się wniosek, że Waszą
      małą za wczesnie odłączyli od tlenu, albo nie przypilnowali w
      trakcie bezdechu (u nas normą było to, że pielęgniarki nie wracały
      na wyjące alarmy, a raz się zdarzyło, że pielęgniarka przyciszyła
      pulsoksymetr i wyszła, a jedno z dzieci wpadło w bezdech i przeżylo
      tylko dzieki temu, że tam bylyśmy). Niestety przyczyn śmierci może
      być jeszcze wiele, np. jakas infekcja, niewydolność narządów itd.
      Musicie cierpliwie czekać na sekcję zwłok. Trzymajcie się jakos,
      choc domyslam się jak ogromnie Wam ciężko.
      • tartulina Re: Z czyjej winy to się stało? 20.12.09, 11:06
        (*) - dla Lenki
        Współczuję Wam bardzo i przytulam...
    • mama_krasnalka Re: Z czyjej winy to się stało? 20.12.09, 14:36
      Współczuje z powodu smierci Lenki .

      Musisz pamietac ze lekarze nie zabrali tlenu Lence, za pewne ja rozintubowano bo uznali ze da sama rade oddychac, pewnie miala podawany tlen cąły czas do respiratora. Niestety tak sie zdarza ze dzieciaczki sie załamuja i lekarze nie umieja pomoc juz dziecku crying
      • adminka74 Re: Z czyjej winy to się stało? 20.12.09, 18:11
        (*) dla Lenki - śpij śliczny aniele
        moja Julcia i Natalka była bardzo długo na respiratorze- Julcia się
        sama rozintubowała lekarze nawet nie zamierzali tego robić.
    • blaszka0662 Re: Z czyjej winy to się stało? 20.12.09, 18:13
      (*) dla ślicznej Lenki.

      crying
      • aga-i-michalek Re: Z czyjej winy to się stało? 21.12.09, 18:03
        W którym szpitalu urodziła Twoja siostra?
        Ja też jestem z Rzeszowa. Miałam cesarkę w 30 t.c. na Szopena. Na początku
        wydawało mi się, że lekarze i pielęgniarki bardzo dobrze zajmują się naszym
        maluchem. Ale z im dłużej tam byliśmy tym gorsze miałam zdanie o tym szpitalu a
        szczególnie o pielęgniarkach! Młody był po perforacji jelita a im się nie
        chciało za każdym razem podgrzać mojego mleka tylko wyciągały je z lodówki i
        trzymały po kilka godzin na sali. Jak im powiedziałam żeby tak nie robiły to
        byłam tą najgorszą co się czepia. Podobnych sytuacji było więcej. Na przykład w
        czasie kiedy nie mogłam go odwiedzać z powodu epidemii grypy zarazili go sepsą.
        Dużo zależało od tego kto był na zmianie bo niektóre pracujące tam panie były
        bardzo sumienne i pomocne a inne nie.
        Akurat mój Michał krótko był pod tlenem. Ale bezdechy zdarzały mu się później
        dość często. Kiedyś nawet u mnie na rękach. Zawsze ktoś przychodził jak włączył
        się alarm. Chociaż czasami trzeba było chwilkę poczekać. Myślę, że mało
        prawdopodobne żeby to bezdech był jedynym powodem śmierci malutkiej.
        Kto był jej lekarzem prowadzącym?

        Strasznie mi przykro z powodu dziecinki...
        • chiyo28 Re: Z czyjej winy to się stało? 21.12.09, 19:48
          ja też rodziłam w Rzeszowie. Moja córeczka miała 1170 gr, jak sie
          urodziła. Na respiratorze była bardzo krótko. Też ją odłączyli i
          dawała sobie radę. W domu mielismy troszke problemów z oddychaniem,
          ale daliśmy radę. Nie chce sie wypowiadać na temat konkretnego
          przypadku Twojej siostry, bo w zasadzie nie wiemy jak naprawde było,
          co sie stało. Ja rodziłam na Lwowskiej i jestem zadowolona z opieki
          i wsparcia, jakie tam otrzymałam.
    • gosia1422 Re: Z czyjej winy to się stało? 22.12.09, 21:01
      Siostra rodziła na Rycerskiej,nie powiem kto był lekarzem prowadzącym,bo też po
      co...Lekarz był w porządku,położne też,ale personel na tym oddziale dla
      wcześniaków pożal się Boże...Tak jak pisałam nie ma jeszcze wyników sekcji,jak
      będzie już to wam napiszę o co dokładniej chodziło.Na razie to wiadomo tylko,że
      miała wcześniej bezdechy,a jak zdecydowali się małą odłączyć to dawała sobie
      radę dobę,aż nad ranem dopadł ją bezdech i koniec,bez resp.nie dała sobie
      rady.Na moje oko to czytając,co dziewczyny pisały na forum dobre wieści to te
      dzieciaczki dłużej były na resp.potem miały podawany jeszcze tlen,a naszą Lenkę
      tak od razu bez powietrza zostawili sad i koniec.W ogóle jak siostra chciała ją
      zobaczyć to te wpadły w panikę bo nawet nie wiedziały gdzie jest ciałko.Nic
      zobaczymy jakie będą dalsze wyniki.Do usłyszenia.
Pełna wersja