aga.n.f
09.02.10, 15:05
Mój Franiu skończył 2 dni temu pół roku. Pierwsze dwa miesiące życia był zaintubowany. Wielokrotnie rozintubowywał się, dwukrotnie doszło do zapadnięcia się gardła, trzeba było podawać atropinę przez rurke i sterydy żeby można go było ponownie zaintubować.
Po zejściu z respiratora a potem jeszcze z CPAPu trochę trwało zanim usłyszałam pierwszy raz płacz krasnala (wszystkie doskonale wiecie o czym mówię). Od tej chwili minęły juz prawie 4 miesiące a Franek nadal ma problemy z głosem: bardzo cicho płacze, udało mu się dosłownie kilka razy zagłużyć, pozostałe próby to wyduchanie powietrza, któremy nie towarzyszy drganie strun głosowych, mówi samogłoski, ale też cicho. Planowałam wizytę u foniatry na wczoraj, ale zrezygnowałam z niej, gdy się zorientowałam ilu ludzi jest w poczekalni do innych lekarzy..

Neonatolog, która badała w ub tygodniu małego powiedziała, żeby najpierw udac się do logopedy (przyszły tydzień), że nie jest tak źle, bo jednak jakieś dźwięki wydaje, więc struny głosowe nie zostały całkowicie uszkodzone.
Czy któraś z Was ma podobne doświadczenia ze swoim dzieckiem? Nie chcę małego niepotrzebnie męczyć wizytą u foniatry, może to kwestia czasu? Może struny sie zregenerują i maluch się rozkręci?