ania.moc
08.06.10, 23:29
Witam wszystkie mamy
ostatnio rozmawiałam z swoją znajomą na temat naszych dzieci o
buncie 2 latka doszło do tematu klapsa czy można dać czy nie?
Dla wszystkich zainteresowanych przesyłam tekst;
DAJE ON ODPOWIEDZ
Każdy klaps bardzo boli
Nie wolno mylić zaniedbania z wychowaniem w poszanowaniu wolności i
godności dziecka. Nie jest wolnością, jeśli nikt nie interesuje się
dzieckiem i na wszystko mu się pozwala.
Iga Kiniorska: - Przełamuje Pani mury milczenia, pisząc o cenie
wyparcia urazów dzieciństwa, o dramacie dobrze wychowanych dzieci.
Co zapisuje się w życiu dziecka jako uraz?
Alice Miller: - Wszystko, co przeżywamy w pierwszych miesiącach i
latach życia, zapisuje się naszym ciele. Jeśli dziecko jest bite,
opuszczone, zaniedbane, traktowane z ironią czy wyśmiewane, nie może
się rozwinąć jego indywidualność. O urazie mówimy, gdy dziecko nie
jest w stanie poradzić sobie z tym, co go rani.
- Dlaczego tak często ranimy nasze dzieci?
- Bo sami byliśmy ranionymi dziećmi. Nieświadomie bierzemy za to
odwet na własnych dzieciach. Bijemy je i poniżamy, by zatrzeć
wspomnienie tego, co wyrządzili nam rodzice. Sytuację małego
dziecka, które od pierwszego dnia jest wychowywane do posłuszeństwa
rodzicom, można porównać z sytuacją więźnia w obozie
koncentracyjnym. Gdy to mówię, ludzie oburzają się. Lecz od więźnia
nikt nie oczekuje, że będzie kochał swoich prześladowców. A dziecko
ma szanować ojca, który je bije. W obozie koncentracyjnym ludzie
cierpiący nie byli sami. Mieli wokół innych, którzy też cierpieli i
byli świadkami ich cierpienia. Dziecko jest samotne ze swoim
cierpieniem.
- Nic dziwnego, że rodzicom trudno przyjąć takie porównanie.
Większość rodziców chce dobrze dla swojego dziecka.
- Dziecko też w to wierzy i tu jest źródło urazów. Chroni ono
rodziców, których kocha i potrzebuje. Nie może świadomie pamiętać,
co się stało, bo by umarło z bólu. Musi stłumić złość, zaprzeczyć
bólowi. Wypiera doznaną krzywdę, idealizując swoich prześladowców.
Wszystko, co dostaje od rodziców, uznaje za dobre: troskę, pokarm
matki, również lanie. Przyjmuje, że skoro jest bite, zasługuje na
lanie.
- Dlaczego rodzice biją?
- Bo sami byli bici. Nie wszyscy, którzy byli bici, biją. Ale
wszyscy, którzy biją swoje dzieci, sami kiedyś tego doznali. Jak się
czegoś uczy wcześnie, to zostaje na całe życie. Eksperymenty Harlowa
pokazały, że małpa, która była wychowywana z atrapą i sama nie
doświadczyła ciepła, nie interesuje się potem swoimi małymi, nawet
może je zabić. Gdy bite dziecko staje się rodzicem, tępi w swoich
dzieciach to, czego się obawia w sobie: spontaniczność, uczucia.
Bijąc dzieci, pokazuje, co jemu kiedyś zrobiono. To przymus
powtarzania swego losu. Badania pokazują, że 90 proc. rodziców w
Stanach bije dzieci.
- Biblia mówi: kto kocha, nie żałuje rózgi.
- Wiele osób nadal w to wierzy. Dawniej sądzono, że człowiek rodzi
się zły. Freud też dołączył do tej tradycji, mówiąc o instynkcie
śmierci. Psychoanaliza utrwaliła obraz złego dziecka, które musi się
nauczyć panowania nad popędami. Twierdzę, że nienawiść to nie
przejaw instynktu śmierci, lecz reakcja dziecka na wcześniejsze
cierpienia. Katharina Rutschky w „Czarnej pedagogice” pokazuje, jak
byli wychowywani nasi rodzice, dziadkowie. Krzyk i płacz dziecka to
fanaberie. Należy je wyplenić biciem - zalecał dr Schreber, którego
podręczniki miały 40 wydań. Jeden z jego synów popełnił samobójstwo,
drugi był pacjentem Freuda. Dorośli są władcami dziecka, oni
decydują, co jest dobre, a co złe. Dziecku jak najwcześniej należy
odebrać własną wolę wszystkimi możliwymi sposobami: kłamstwem,
manipulacją, siłą. Czułość jest szkodliwa, to małpia miłość. Tylko
chłód i bicie przygotowują dziecko do życia. Całe pokolenia
wychowano według tych zasad.
- A w efekcie ukształtowano przyszłych tyranów i zbrodniarzy, jak
twierdzi Pani w książce „Zniewolone dzieciństwo. Ukryte źródła
tyranii”.
- Wśród przywódców Trzeciej Rzeszy nie ma ani jednego, który nie
byłby bity. Ojciec Rudolfa Hessa chciał biciem wychować go na
misjonarza. Bite dziecko tłumi gniew, rozpacz, lęk i bezsilność.
Zakazany gniew przeradza się w nienawiść do siebie lub innych, np.
mniejszości narodowych. Hitler miał szczególne powody, by przelać
swą nienawiść na Żydów. Jego ojciec Alois bił synów pejczem.
Wyładowywał na nich złość za poniżenia z własnego dzieciństwa. Za
biedę, brak ojca, wątpliwe pochodzenie. Babka Hitlera zaszła w
ciążę, gdy pracowała jako służąca u pewnego Żyda z Grazu. Nie
wiadomo, kto był ojcem dziecka: czeladnik młynarski, którego babka
poślubiła pięć lat po narodzinach dziecka, jego kuzyn, ubogi rolnik,
któremu oddała dziecko na wychowanie, czy wspomniany Żyd. Choć Alois
zrobił karierę jako urzędnik celny, nie zapomniał poniżeń. Brał
odwet na rodzinie. Mały Adolf codziennie dostawał porcję batów.
Pozostawało mu zacisnąć zęby, wyprzeć się siebie i identyfikować się
ze swym prześladowcą, którego w „Mein Kampf” nazywa „panem ojcem”.
Wyparty gniew wrócił jako nienawiść do Żydów, którzy uosabiali
upokorzoną część jego „ja”. Badania pokazują, że 60 proc.
terrorystów niemieckich pochodzi z domów pastorów. Gdy możemy odczuć
gniew jako integralną część siebie, nie mamy potrzeby skakać innym
do gardła.
- Czy bicie wszystko wyjaśnia? Dziś mówi się o genetycznym
uwarunkowaniu zachowań.
- Dlaczego zatem tylu Niemców ze złymi genami urodziło się właśnie
trzydzieści lat przed Hitlerem? Żeby mógł zrobić tę robotę? Miliony
ludzi pozwoliły się zdominować ideologii, tak jak byli zdominowani w
dzieciństwie. Nawet intelektualiści niemieccy ulegli urokowi
Hitlera. Zdolność do przeciwstawienia się otaczającej rzeczywistości
nie wynika z inteligencji, lecz z dostępu do swego prawdziwego „ja”.
Wychowani w pruskim chłodzie Niemcy musieli stłumić swój ból i
współczucie. Wyparte uczucia musiały gdzieś znaleźć ujście. I
znalazły na Żydach. To był genialny pomysł Hitlera. Jak powiedział
Himmlerowi: „Gdyby nie było Żydów, należałoby ich wymyślić”.
Niszczono bezbronnych Żydów, uosobienie budzącej lęk części własnej
psychiki.
- Nie każde bite dziecko wyrasta na tyrana. Od czego to zależy?
- Jeśli dzieci są traktowane okrutnie przez rodziców, ale mają przy
sobie choćby jedną współczującą osobę: babcię, nauczycielkę czy
sąsiadkę, nie staną się w przyszłości oprawcami. Jeśli nie ma
nikogo, nie pozostaje dziecku nic innego, jak zepchnąć ból w
podświadomość i idealizować gwałt. Natomiast świadek oświecony to
ktoś, kto wie, co znaczą urazy dzieci. Terapeuta. Jego zrozumienie
pozwala doświadczyć, jak byliśmy niezrozumiani, jego uczciwość
ujawnia dotychczasowe kłamstwa, jego szacunek pozwala uświadomić
sobie pogardę dla siebie. Mówię o tym, by powiększyć liczbę świadków
oświeconych.
- Czy jest różnica między klapsem i biciem? Czy każdy klaps jest
urazem?
- Każde uderzenie jest poniżeniem dziecka. Gdy pytam matki, czy biją
swoje dzieci, mówią, że tylko dają im klapsy. Wiele z nich
mówi: „Nie biję dziecka, gdy jest starsze, tylko gdy małe, daję mu
klapsy”. Im wcześniej, tym gorzej. Właśnie w pierwszych trzech
latach życia kształtuje się nasz mózg. Dziecko, które dostaje od
kochanej matki czy ojca klapsy, nie umie sobie z tym poradzić. Klaps
boli. Ponieważ dziecko nie może przestać ufać tym, których kocha,
uczy się nie ufać własnemu cierpieniu. W jego mózgu utrwalają się
fałszywe informacje. Prowadzono badania nad maltretowanymi dziećmi
rumuńskimi. Tomografia komputerowa ujawniła, że w tych rejonach ich
mózgów, które kierują uczuciami, mają one o 20-30 proc. mniej
połączeń nerwowych.
- Matka daje klapsa, by uchronić dziecko przed zagrożeniem, by nie
wpadło na przykład pod samochód.
- Jeśli uderzymy małe dziecko, by nauczyć je, że auta są
niebezpiecz