asiula1987
09.08.10, 13:04
nie wiem czy pamietacie jak pisalam o tym czy kazdy wczesniak musi byc
ogladany przez tych wszzystkich specjalistow,przepraszam ale bedzie dlugie...
noi bylam u pediatry powiedzialam ze niepokoi mnie ze synek jeszcze nie mowi
noi ogolnie ze to wiadomo wczesniak zeby go tam ogladneli wiec dala mi
skierowanie na rehabilitacje
najpoerw przyjela mnie pani lekarz rehabilitacji(cos takiego) ogolnie
obejrzala synka widziala jak sobie chodzi stwoerdzila tylko ze baaardzo pozno
zaczal chodzic(18msc) no ale ze raczej reszta w normie wiec powiedzialam ze
niepokoi mnie ze synbek nie mowi jeszcze prawie nic, czasem zdarzy mu sie
mama-do mnie, tata, dada-na wszystko dookola
lekarka wypytala o wszystkie umijetnosci zabawy itd powiedziala ze fizycznie
nie widzi przeciwskazan noi chciala zeby maly pokazal jej co potrafi np rzucil
pileczka ulozyl klocki czy pojezdzil autkiem, pokazal ucho oczko (wszystko to
robi w domu chyba ze akurat nie ma ochoty no to nie) ale kiedy lekarka
zwrocila sie nie do mnie ale bezposrednio do niego i podala mu jakies zabawki
synek podbiegl do mnie wtulil sie i zaczal szlochac...
cos tam lekarka jeszcze probowala zagadac ale nie bylo skutku wiec przyszla
psycholog...bylo jeszcze gorzej synek kurczowo trzymal sie mnie wtulil nie
patrzyl sie nawet na nia, jakakolwiek proba "konwersacji" czy zaczepnienia
malego konczyla sie szlochem, podawala mu jakies klocki zeby jej pokazal co
umie robic ale rzucal tylko tymi zabawkami albo w nia albo w sciane i dalej
ryczal jak bóbr...
no to odpuscila i kazala przyjsc za tydzien jak sie oswoi ..(?) no wiec bylam
dzis i jestem zalamana bylo jeszcze gorzej, jak tylkolekarka sie od niego
odezwala i podala mu klocki zaczal nimi rzucac (choc w poczekalni z
zamilowaniem bawil sie autkami klockami itd) wtulil mi sie w nogi osmarkal
mnie cala tak szlochal, pani psycholog probowala na wszystkie sposoby do niego
dotrzec ale nie dalo sie byl tak zamkniety w sobie i wtulony ze nic do niego
nie docieralo, w koncu kazala mi odejsc i usiasc na krzesle
obok...boze...myslalam ze sie porycze razem z nim tak wyl

widzialam ze
psycholog juz traci cierpliwoc probuje i probuje a on dalej nic wyl jak
opetany dopoki nie znalazl mnie wzrokiem i uciekl do mnie sie przytulic wtedy
placz ustal, pani kazala odniesc go z powrotem i odejsc noi tak chyba z 10
razy a on ciagle wyl i przylazil do mnie...
jakbyscie zinterpretowaly takie zachowanie? bo ja znam swoje dziecko na tyle
ze wiem ze sie po prostu bal, kiedy o tym powiedzialam pani psycholog, ona
troszke chyba zla byla i powiedziala ze on sie wcale nie boi tylko jest
wymuszaczem i terrorysta...ze takie zachowanie trzeba unicestwic i zaczal go
tresowac(!) bo za rok czy 2 lata nie dam sobie rady, bo ona stwierdzila ze
dziecko teraz wymusza ze nie chce sie bawic zabawkami i dlatego tak placze
(jak mnie sie po prostu bal)...ze on sie ma bawic tymi zabawkami ktorymi JA
chce zeby sie bawil a nie tymi co ON chce...(???) ze to ja ustalam zasady ma 3
zabawki do wyboru i konsekwentnie mam wymagac zeby sie nimi bawil..
co o tym sadzicie bo dla mnie to troche absurd niech nie bawi czym chce, nie
chce sie wogole bawic tylko przytulac? prosze bardzo chce sobie pochodzic
pobiegac? prosze bardzo,
najgorsze jest to ze naprawde chce zeby mi pomogla i zebysmy zobaczyly czemu
on jeszcze nie mowi ale w takiej sytuacji musi byc jakas komunikacja miedzy
nimi jakas wspropraca...a jak dla mnie to takie spotkania gdzie dziecko ryczy
i sie wtula nie ma sensu...nie wiem co robic zmienic osrodek? dac spokoj? czy
kontynuowac wizyty??