mirkad
19.04.11, 19:32
Wiem, że taki problem, to w sumie nie problem, ale.............. siedzę i ryczę - ze złości.
Spotkałam dziś koleżankę/znajomą - "na żywo" widziałyśmy się po urodzeniu Milenki, czyli jakieś 4 lata temu; w międzyczasie kontakt sporadyczny, częściej telefoniczny; urodziła córeczkę która ma teraz 2 latka ;
spotkałyśmy się dziś w parku, wiedziała o wszystkich problemach Milenki, więc ja z dumą potiwerdziłam, że już teraz jest ok, z wcześniactwa wbrew prognozom pozostała tylko drobna budowa ciała, że Mimi taka zdolna, wygadana itp. itd. Niestety, szybko zostałam zgaszona.
Po krótce:
- taka jestem zadowolona, jakbym do końca życia chciała już spocząć na laurach w trosce o Mimi
- tak na prawdę, to nie dbam o dobro Mimi bo: posłałam ją do przedszkola (o zgrozo państwowego), bo mimo licznych infekcji nadal ją do tego przedszkola posyłam - marnuję dzieciaka - i ani mi w głowie rzucenie pracy by Mimi była nadal w domu
- nieodpowiednio dbam też o jej rozwój ogólnie pojęty: nie zapisalam na dodatkowy angielski (Mimi chodzi tylko na zajęcia dla dzieci w szkole muzycznej, angielski ma w przedszkolu a wiadomo ze na 100% poziom w przedszkolach jest do d...y - ich dwulatka chodzi na angielski i gimnastykę korekcyjną, 2 x razy w tygodniu nauka pływania), na zajęcia sportowe, sporadycznie jeździmy na basen (bo Mimi chora - a wiadomo: nie chodziłaby do przedszkola to chorowałaby mniej)
- o zgrozo, zrezygnowałam z prywatnego lekarza (który jest dobry, owszem, ale tylko w doskoku np. podczas świąt), chodzę do pediatry - alergologa na skierowanie NFZ, a jak nie zapłacisz za prywatną wizytę to nie masz co liczyć na fachową poradę
Jeszcze było parę rzeczy, ale to może przypomnę sobie później. Wiem, że piszę chaotycznie, ale ruszyło mnie to strasznie. Małżonek stwierdził "olej ją, Mimi dobrze się rozwija, rośnie, lubi przedszkole, widać, że jest szczęśliwa, a życie nie polega na dożywotnim usuwaniu spod jej nóg wszelkich przeszkód i stresów ".
A ja sama nie wiem- może kurcze faktycznie nie robię dla Mimi wsZystkiego co najlepsze??? Czuję się jak najgorsza matka świata.