kasia_kp
17.05.04, 22:30
To było na drugi dzień rano ok 10 ... (urodziłam ok 21.oo)zeszłam na dół na
ojom .Poproszono mnie abym umyła ręce .... w uszach dzwięczały mi sygnały z
monitorów oddechów .Usłyszałam tylko ze w Podsiadły lezy w trójce .
W odkrytej cieplarce lezał Jas .... mlutki ,chudzutki a taki piękny .
Spojrzałam na niego i juz do konca wizyty nie przestawały mi kapać łzy
nie zpomne z jakim trudem Jaś oddychał ,wyglądał na zmęczonego .Co jakis czas
delikatnie się poruszał albo całym ciałem wstrząsała drgawka !Oczka miał pół
przymknięte .Chyba mu te wszystkie rurki przeszkadzaly ...
Miał szczuplutka bużke ,długie chude rączki i nóżki,ciałk obyło czerwone .
Bałam się go dotknąc ale musiałm to zrobić .Przsunełam delikatnie palcem
po jego policzku ... i wiecie co ! nigdy w zyciu dotąd nie dotykałma nic
równie akamitnego jak pysiulek mojego Misia !!!!
Póżniej wyłam godzinami jak bóbr ze smutku .... ale i ze szcęścia !!!