Nasze pierwsze spotkanie ....

17.05.04, 22:30
To było na drugi dzień rano ok 10 ... (urodziłam ok 21.oo)zeszłam na dół na
ojom .Poproszono mnie abym umyła ręce .... w uszach dzwięczały mi sygnały z
monitorów oddechów .Usłyszałam tylko ze w Podsiadły lezy w trójce .
W odkrytej cieplarce lezał Jas .... mlutki ,chudzutki a taki piękny .
Spojrzałam na niego i juz do konca wizyty nie przestawały mi kapać łzy
nie zpomne z jakim trudem Jaś oddychał ,wyglądał na zmęczonego .Co jakis czas
delikatnie się poruszał albo całym ciałem wstrząsała drgawka !Oczka miał pół
przymknięte .Chyba mu te wszystkie rurki przeszkadzaly ...
Miał szczuplutka bużke ,długie chude rączki i nóżki,ciałk obyło czerwone .
Bałam się go dotknąc ale musiałm to zrobić .Przsunełam delikatnie palcem
po jego policzku ... i wiecie co ! nigdy w zyciu dotąd nie dotykałma nic
równie akamitnego jak pysiulek mojego Misia !!!!

Póżniej wyłam godzinami jak bóbr ze smutku .... ale i ze szcęścia !!!
    • unruzanka Re: Nasze pierwsze spotkanie .... 18.05.04, 13:06
      Dla każdej z nas pierwsze spotkanie ze swoim dzieckiem to przeżycie
      niezapomniane, które na zawsze pozostaje w naszej pamięci...U nas - mam
      wcześniaczków - wygląda to odmiennie niż u innych mam. To spotkanie odbywa się
      na sali intensywnej terapii, poprzez szybę inkubatora, wśród rurek, kabli i
      wszelkiej aparatury.
      Moje pierwsze "spotkanie" (jeżeli tak mozna to nazwać) z moją córeczką odbyło
      się jeszcze na sali porodowej. Co prawda nie widziałam Oli ale słyszałam jej
      niegłośny, ale całkiem wyraźny płacz...Nie musiałam pytać czy żyje, słyszałam
      ją...Zapamiętam tę chwilę na zawszesmile)).Mojego męża stojącego za drzwiami i
      myśl, że nie ma na tym świecie już mojego taty, który odszedłsad na 4 dni przed
      narodzinami Oleńki i pragnienie, aby zadzwonić do mojej mamy, że wszystko się
      udało i ma wnuczkę.
      Kocham Cię córeczko.
      Ania i Ola (22.01.2004)
      P.S. Dziś Ola zrobiła prezent swoim rodzicom - przespała noc od północy do 7
      rano.
    • tiya Re: Nasze pierwsze spotkanie .... 19.05.04, 09:18
      Nasze pierwsze spotkanie... Na sali operacyjnej(cc)usłyszałam pierwszy krzyk,
      Małą zajęli się lekarze, a ja dostałam środek nasenny. Potem przez 24h nie
      pozwolono mi wstawać, choc ja chetnie poszłabym do dziecka gdy tylko odzyskałam
      względną władzę w nogach... Niestety, nic z tego. Mogłam tylko słuchac
      opowieści mojego męza i dziadków, którzy już widzieli Malutką. Następnego dnia
      poderwałam się z miejsca i tylko samoloty w głowie przykuły mnie z powrotem do
      łózka.Pojechałam na wózku. W życiu tego nie zapomnę... Wydawała mi się tak
      maleńka i delikatna(choć to był prawdziwy gigant wśród wczesniaków-1730,
      najnizsza waga 1500). Rurek nawet nie było zbyt duzo(cewnik w pępku, wenflon,
      czujnik temp. i pulsoksymetr)ale i tak ten widok (bezradne dzieciatko w
      inkubatorze i ja, równie bezradna, na zewnątrz) podziałał na mnie strasznie
      przybijajaco... Popłynęły łzy i płynęły jeszcze długo i często.Lekarze nie
      ułatwiali mi sprawy. Na pytanie o stan ulubiona odpowiedzia było "trzyma się" i
      sceptyczne "to jest wcześniak"(tyle to widziałam!), co miało oznaczac, ze
      radość z macierzyństwa mam odłożyc na potem... Koszmar!
    • piechotka1 Re: Nasze pierwsze spotkanie .... 20.05.04, 00:17
      A ja mam w glowie 3 pierwsze 'razy' związane z Miłoszkiem wcześniaczkiem,
      oczywiście.
      Pierwszy pierwszy raz byl zaraz po porodzie. Nie umiałam Go urodziś, choć tylko
      700 gramów wazył, wymiotywalam, wykrwawialam się i ogólnie "zjeżdżalam" Chcialam
      otworzyć podczas porodu oczy, ale nie bylam w stanie. A potem nagle potrafilam
      nawet podnieść glowę by zobaczyć mojego Okruszka na dloni polożnej. I jeszcze
      nie wiedzialam czy żyje i czy przezyje... lekarze mowili mi przecież, że nie ma
      szans...
      ŻYŁ...RZEŻYŁ...
      Drugi pierwszy raz byl po 4 godzinach. Ja ciągle na porodowce pod kroplowkami, z
      przetaczaną krwią. Nagle przyszla moja przyjaciolka lekarka i powiedziała, że
      zabirają mnie na chwilke z porodowki. Wiozly mnie z tym calym sprzetem
      korytarzami, ludzie patrzeli, a ja nie moglam się doczekać... po chwili
      zobaczylam moje Szczęście w inkubatorze... byl prześliczny... Musialam się z Nim
      pożegnać, bo brali Go do kliniki. Wtedy się poplakalm razem z moję Mamą. Mama
      plakala z przerażenia, a ja sama nie wiem... balam się jak nigdy dotąd, ale
      gdzieś w glębi czułam, że Miłoszek CHCE żyć. Przez kolejnych 7 dni mogłam o Nim
      tylko myśleć. Ja w Rybniku, On w Katowicach...
      Trzeci pierwszy raz bylam z moim okruszkiem już dlużej. Wypuścili mnie ze
      szpitala i pojechałam prosto do Niego. Weszlam na oiom i zobaczylam maleństwo
      ważące wtedy 630 gramów. Byl taki bezbronny, zmęczony życiem, choć mial zaledwie
      tydzień...balam się Go dotknąć, nie wiedzialam czy mu nie zrobię krzywdy Wtedy
      przyszla pielęgniarka i poprosiła bym Mu zmierzyla temperaturę i zmienila
      pampersa... Dopiero wtedy tak naprawdę zaczęło sie nasze "wspolne" zycie. Choć
      w domciu razem byliśmy po 72 dniach...
      Zawsze kiedy sobie te chwile przypominam ściska mi gardlo i lzy same się pchają
      do oczu...
      I na pewno nikt nigdy nie będzie w taki sposób wspominal "normalnego" porodu...
      A porod Kajtusia byl taki normalny...
      wspomnienia są rożne, miłość taka samasmile

      Ania z Miłoszkiem (12.04.2001) i Kajtusiem (10.01.2004)
    • asiaaa25 Re: Nasze pierwsze spotkanie .... 26.05.04, 13:58
      Moje pierwsze prawdziwe spotkanie było nazajutrz porodu. Podczes cięcia
      cesarskiego (16.04.2004) słyszałam płacz mojego synka. Pamietam ten głosik jak
      dziś, silny, głośny, poczułam sie szczęśliwa, że jest już mój synek, że
      zyje.Zabrali go a pani anestezjolog za sekunde powiedziała mi że mam synka, że
      ma 1200 i 39 cm (był to 30tc).
      Na intensywna terapie zawiózł mnie mąż na wózku następnego dnia, gdy juz mogłam
      wstać. Wcześniej opowiadał mi jaka to chudzinka itp.
      Gdy go zobaczyłam nogi mi sie ugieły, był tak bardzo malutki, strasznie
      chudziutki. W oczy rzuciły mi sie jego duze stópki i szerokie ramionka w
      stosunku do reszty ciała i oczywiście meszek.Pomyślałam "prawdziwy mężczyzna".
      Kamilek długo leżał pod respiratorem. Teraz leży na odziale wczesniakow,
      przybywa powolutku na wadze, waży obecnie 1550, wczoraj zaczął jeść przez
      smoczek.
      Cały czas jak jestem przy nim, a jestem codziennie to serce mi się kraja. Taka
      moja drobinka, leży w inkubatorze a ja nie moge go przytulić, ale jestem
      szczęściwa i staram się być pełna nadziei że będzie wszystko dobrze a nasz
      synek będzie niedługo z nami.
      • ania.silenter_exunruzanka do asi25 26.05.04, 16:18
        Jakbym czytała o swoich przeżyciach z tym, że ja mam córeczkęsmile(Olcia urodziła
        się w 31 tc z wagą 1120g). Nie martw się Twój Kamilek na pewno będzie niedługo
        z Wami w domku... Moja Oleńka wyszła do domu po 44 dniach w szpitalu z wagą
        1870g, teraz (skończone 4 miesiące, 2 miesiące wieku korygowanego) waży 4100g,
        szybko przybiera na wadze i lekarze uważają, że rozwija się nad podziw dobrze.
        Z Twoim synkiem też tak będzie.
        P.S. Ola leżała w IMiDz, a gdzie leży Kamilek?
        • asiaaa25 Re: do asi25 31.05.04, 22:26
          Witaj Aniu!
          Przede wszystkim dziękuje na list i miłe słowasmileno i gratuluje Ci ślicznej i
          dzielnej córeczki.
          MÓj Kamilek "odpukać" też jest dzielny, ładnie je i powolutku przybywa, teraz
          ma 1680. W szpitalu bezie ponoć do 2 kg, a leży w szpitalu wojewódzkim w
          Legnicy, gdzie tez i ja mieszkam, tzn w Legnicy. Rozumiem że jestes z Warszawy.
          Jeśli moge spytać, to dlaczego Twoja córcia urodziła się przedwcześnie? mi
          rozwiazali ciąże z powodu gestozy.
          Pozdrawiam Cię i Olęńke bardzo gorąco, mam nadzieje że będzie tak jak mówisz i
          nasze dzieciaczki bedą sie ładnie rozwijały
          Asia
          • ania.silenter_exunruzanka Re: do asi25 01.06.04, 12:25
            Cześć Asiu!
            U mnie przyczyną przedwczesnego porodu - podobnie jak u Ciebie - była gestoza
            (od rozpoznania do porodu upłynął zaledwie tydzieńsad)
            A Twój Kamilek to zuch chłopak! Złóż mu od Oli i ode mnie życzenia na Dzień
            Dzieckasmile))
            pozdrawiam
    • basiaf1 Re: Nasze pierwsze spotkanie .... 31.05.04, 23:19
      Dlaczego dopiero teraz odkryłam to forum? Czytam i przypominam sobie co ja
      przeżywałam. Mojego synka zobaczyłam drugiego dnia po porodzie. Był taki smutny
      i chory. Ważył tylko 800 g. Wytrzymałam na oddziale może 5 minut cały czas
      rycząc i... prawie zemdlałam. Jeszcze długo przychodziłam do niego co pół
      godziny ale tylko na parę minut bo więcej nie mogłam wytrzymać. To były
      koszmarne dni, tygodnie, miesiące. Teraz już jest dobrze ale kiedy o tym myślę
      wszystko wraca z ogromną siłą. Pozdrawiam wszystkie wcześniakowe mamy a
      wszystkim kruszynkom życzę dużo zdrowia i uśmiechówsmile))
    • mamaigora1 Re: Nasze pierwsze spotkanie .... 30.11.04, 10:54
      Pierwszy raz Igora zobaczyłam w sobotę po 13 (urodziłam w piatek 18:12 -
      cesarka), poszlismy razem z mężem na OIOM. Do momentu przekroczenia progu byłam
      dzielna, ale jak zobaczyłam nasza Kruszynke to ryczałam jak głupia - leżał w
      inkubatorku popodłączany do respiratora, tysiąca kroplówek, włączona była lampa
      (naświetlania p/żóltaczkowe) - wnetrze inkubatora było całe zaparowane
      (włączone było nawilżanie), z Igor leżał nieruchomy, sinoblady...
      Pierwsza moja reakcja - policzyłam czy ma wszystkie paluszki (jakby to było
      najwazniejsze...)
      Pod mostkiem mial takie wgłębienie gdzie zebrała sie woda z nawilżacza...

      To pierwsze spotkanie było bardzo smutne, Igor został ochrzczony, ale potem juz
      było coraz lepiej...
    • kasiamarias Re: Nasze pierwsze spotkanie .... 30.11.04, 11:16
      Patrzą na mnie dziwnie w pracy... łzy spływają mi po policzkach gdy czytam
      Wasze wspomnienia, są takie jak moje...
      Zobaczyłam Karolinke pierwszy raz bezpośrednio po porodzie, zwiniętą w jakieś
      białe coś, pielęgniarka podsuneła mi jej główkę i mogła ją pocałować. Pamiętam
      że zapytałam wcześniej dlaczego nie płacze, chwilę potem odezwało się
      kwilenie... Urodziłam w niedzielę w samo południe, następne spotkanie było w
      poniedziałek o 10.55 (pamiętam dobrze). Co się działo ze mną w nocy na sali -
      pominę milczeniem... znacie to z pewnością. Mąż zawiózł mnie na wózku na
      pośrednią, tam zobaczyłam córeczkę w inkubatorze, chudziutką, trochę siną, z
      czarną główką. NIe miała jeszcze wtedy wielu rurek, ale i tak wyglądała
      słabiutko i biednie. Pamiętam moje przerażenie tymi dźwiękami, piskami
      urządzeń, alarmami... Okupiłam to płaczem i już tak zostało na kilka następnych
      dni. Tylko przy niej byłam silna (powiedziano mi, że wyczuje mój nastrój).
      Głaskałam, dotykałam, masowałąm malutki rączki, nóżki - grubość jej rączki była
      równa grubości mojego kciuka. A gdy w końcu otworzyła oczka - zobaczyłam dwa
      wielkie czarne węgielki wpatrzone we mnie - w tym momencie zakochałam się
      miłością bezwarunkową, za zawsze...
    • hanti Re: Nasze pierwsze spotkanie .... 01.12.04, 00:54
      Moje spotkania pierwsze spotkania z dziećmi miały miejsce zaraz po porodzie
      kiedy każde z nich było kładzione na moim brzuchu. Były to spotkania bardzo
      krótkie, przepełnione strachem i płaczem. Ale mogłam dotknąć i usłycheć moje
      dzieci.
      Drugi raz zbaczyłam Kubę wieczorem (urodził się o 13:35) wcześniej położne nie
      pozwalały mi iść do niego (moja kondycja fizyczna i psychiczna nie pozwalał na
      to). Jednak nasze prawdziwe spotkanie miało miejsce czwartego dnia kiedy mogłam
      na chwileczkę otworzyć inkubator i przytulić maluszka. Dopiero po tygodniu mały
      został przełożony do łóżeczka i wtedy mogłam go nosić, i przytulać do woli.
      A Karolinkę drugi raz widziałam 1,5 godziny po porodzie, ponieważ nikt nie
      chciał mnie do niej zaprowadzić, uciekłaz z porodówki tongue_out i poszłam przywitać się
      z moim szczęściem. Pierwszy raz mogłam wziąć ją na ręce w Wigilię (mała urodziła
      się 17-stego), to był taki prezent którego nie zapomnę do końca życia.
    • klosia Re: Nasze pierwsze spotkanie .... 03.12.04, 13:25
      Moje pierwsze spotkanie z Victoria odbylo sie na drugi dzien po porodzie.
      Lezala w inkubatorku z wenflonem wbitym w malutka gloweczke, rurka w nosku ,
      przez ktora dostawala tlen... razem z mezem plakalismy jak male dzieci... byl
      to okres zaraz po swietach( urodzila sie 27.12.03.).Calymi dniami
      przesiadywalam przy mojej Kruszynce , proszac Boga aby nam jej nie zabieral...
      Udalo sie, Victoria byla silnym Maluszkiem, niemal bez komplikacji...

      Dzis jest juz malutka pannica smile)
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=17996089&a=17996089
Pełna wersja