yulia19791
08.09.11, 11:15
Bartek ma 5 lat. Został wypisany z poradni wcześniaczej wieku 3 z niewielkim wzmożonym napięceim w nóżkach, które od czasu do czasu objawiało się chodzeniem, bieganiem na palcach. Trafił wtedy do przedszkola integracyjnego, gdzie zajęła się nim pani rehabilitantka. Zaczął chodzić lepiej - miał np. specjalne buciki - ale nie do końca. Kiedy po roku rehabilitacji zgłosiłam, że nadal chodzi na palcach, pani powiedziała, że u niej nie chodzi na palcach, ale że w takim razie go jeszcze wyćwiczy - chodziło o rozciąganie ścięgien. Nie widziała powodu by iść do lekarza, mówiła coś o pamięci miejsc - w sensie, że bartek chodzi na palcach w domu, bo ma taki odruch, a w przedszkolu już nie itd. Kiedy przed weekendem zgłosiłam, że nic się nie zmienia - spojrzała jak na przewrażliwoną matkę i powiedziała, ze to niemożliwe, ale, że w poniedziałek przychodził ortopeda do dzieci, by badać wady postawy, zaprowadziała go. Wieczorem na zebraniu oznajmiła, że ortopeda stwierdził, że za poźno na rehabilitację i trzeba botoksu, albo gipsy! Jestem załamana! Debilka ze mnie totalna, że zaufałam jej i temu przedszkolu, myżląc, że mają doświadczenie. Umówiłam nas na 15-ego do dra Walczaka w Poznaniu - podobno jest dobry. Ale cały czas myślę, że jestem kretynką i może przez moje niedopatrzenie będzie synek nie w pełni sprawny. Oczywiście w żaden sposób to jego chodzenie nie przezszkadza mu w życiu, ale co z tego! Ryczeć mi się chce. Jakie są Wasze doświadczenia, co radzicie?
j.k.