powrót nadwrażliwości w jamie ustnej i krtanii

08.12.11, 11:07
U nas jakby za mało było problemów... Wróciły nam problemy z napięciem w jamie ustnej i krtani. Chyba wróciły, bo tak do końca to nie wiem - nikt nam nie potrafi pomóc, ani tak na 100% zdiagnozować co to jest. Do ok. 1,5 roku mieliśmy problem z pokarmami stałymi - tj. jadł je ale często zdarzał się odruch wymiotny. Wydawało mi się, że już sie z tym uporaliśmy - od grubo ponad roku raczej nie zdarzało mu sie to "łechanie" (no chyba że chciałam mu wcisnąć coś za czym nie przepadał). Od jakiś 2 tygodni mamy nawrót odruchów wymiotnych - przy płynnych konsystencjach nie ma problemu (zjada porcje jak do tej pory). Przy zupach, drugim daniu czy kanapkach znowu ma odrych wymiotny najczęściej po kilku już gryzach. Z wyjątkiem kaszy, jogurtu nie zjada normalnych porcji. Załamka. Do tego mamy problem z wagą i wzrostem (3 lata - 88 cm i 12 kg). Nie mogę sobie pozwolić na odpuszczenie i dawanie tylko płynnych, bo problem będzie narastał - tak mówi mi terapeutka od SI (tzn. że musi jeść te stałe pokarmy aby odwrażliwić jame ustną). Do tego zaczął pakować palce do buzi; ma też odruch wymiotny jak mu zawiązuję czapkę, czy szalik. Z kolei mycie zębów go nie rusza -sama juz nie wiem co to może być.
Lakarz rehabilitacji powiązał to z podaniem botuliny tzn. że zwiotczyła nie tylko nogi ale też krtań. Tylko że objawy te wystąpiły ponad miesiąc od podania botuliny. Inny lekarz i rehabilitantka twierdzą że to za długi okres od podania.
Czy zdarzały się Wam takie sytuacje nawrotów? jak sobie radziłyście?
Wspomnę, że nam w okresie niemowlęctwa pomogły masaże w jamie ustnej, ale teraz nie da sobie ich robić.
    • mama-cudownego-misia Re: powrót nadwrażliwości w jamie ustnej i krtani 08.12.11, 12:34
      Zdarzały i zdarzają, zarówno przy wiązaniu szalika, jak i grudkach. U Gosi pojawia się to przy jakiejś lekkiej infekcji gardła zwykle.
      Generalnie staram się tylko, żeby przez te wymioty nie nabrała awersji do jedzenia, więc daję supersmaczne rzeczy, jak jest chlup, mówię "eee, zdarza się" i trzymam nerwy na wodzy, czasem bawimy się w "rzyganie misiów" (jak to moje dziecię uroczo nazywa), no i tyle. Zwykle po jakimś tygodniu-dwóch przechodzi.
Pełna wersja