mama-cudownego-misia
21.12.11, 11:12
Chodzi o młodą (lat 4 dla tych, co nie wiedzą), psycholog będzie w styczniu, a do tego czasu wszelkie sugestie mile widziane.
11 grudnia trafiła do szpitala z rotawirusem, po dwóch dniach ją wypisałam na własne żądanie, bo nie dawała się zbadać, wyrywała sobie wenflon, gryzła, kopała, wyła, uderzała główką o ziemię - generalnie bała się masakrycznie i nie dawało się do niej dotrzeć ani w żaden sposób jej uspokoić.
Fizycznie szybko doszła do siebie, ale psychicznie dzieje się z nią coś przerażającego - leje w majty, popuszcza w majty, bo nie chce zrobić kupy, z byle powodu wybucha płaczem (zawsze szybko się uspokajała, a ostatnio ukłułam się choinką, powiedziałam "auć", a ona dostała histerii i wyła pół godziny), nie je, źle śpi, stale wybucha płaczem, ze żyłki na jej nadgarstkach się rozrastają i niedługo będzie cała niebieska (u niej niebieski oznacza złe samopoczucie)...
Najgorzej jest w przedszkolu - cały ranek staram się ją dobrze nastawić, opowiadamy sobie, w co się będzie bawić, jak jej koleżanki się ucieszą, jak "ciocia" się uśmiechnie, potem po wyjściu z domu robimy w drodze do przedszkola wojnę na śnieżki albo bawimy się w berka czy zgadywanki - generalnie w drodze jest szczęśliwa, wszystko jest ok.
Przychodzimy do przedszkola, które lubi, zna i gdzie chce chodzić, i nagle dziecko blade, roztrzęsione, rzuca się z wyciem na podłogę, często od razu jest mokra plama na spodniach. I tak dzień w dzień.
Próbowałam jej przez parę dni nie puszczać do przedszkola - marudziła, ze chce tam iść. Poświęcam jej teraz wyjątkowo dużo czasu i zagoniłam męża, żeby codziennie się z nią pobawił. Dbam o wesołą atmosferę w domu, chociaż mi wcale nie jest do śmiechu. Przedszkolanki są uczulone, żeby jej nie stresować. Poję ją wieczorami melisą i ładuję w nią eyeQ. I nic, dalej się wszystkiego boi i wpada w te swoje histerie. Przed szpitalem to w ogóle nie miało miejsca.
Nie wiem już, co robić. Ma ktoś jakieś sugestie?