(Nie)tolerancja...

07.08.12, 23:08
natemat.pl/26327,po-co-pani-chodzi-z-chorym-dzieckiem-w-miejsca-publiczne-to-codziennosc-rodzicow-autystycznych-maluchow
    • zdunia1979 Re: (Nie)tolerancja... 07.08.12, 23:57
      Moim zdaniem nie powinno się to znaleźć na face. Nie bardzo rozumiem kto komu co udowadnia. Kobieta upubliczniając jego wizerunek naraziła się tylko na konsekwencje, ale nie sadzę aby przyniosło to porządany efekt. Większość ludzi temat omówi, przedyskutuje ze znajomymi, ale "bez bliskiej znajomości tematu" te rozmowy nic nie wnoszą. Są puste i bezproduktywne.
      A facet, który zrobił tą scenę zrobił by ją każdemu innem, zdrowemu dziecku. Po prostu zwyczajny parasol, który uważa,że jego dziecko to pempek świata. Bardzo przykre jest,iż kobieta poczuła się upokorzona. Domyślam się jak bardzo było jej przykro, ale takim atakiem na "głupca" świata niestety nie zmienimy.
      A zresztą wcale nikomu nie trzeba tłumaczyć,że nasze dziecko jest autystyczne czy ma jakieś inne schorzenie. Człowiek mądry domyśli się,że być może jest jakiś problem, człowiek "beton" mimo wielu tłumaczeń i tak punktu widzenia nie zmieni.

      Po prostu najlepszym sposobem na taką "tolerancję" jest jej zlekceważenie. Jest to bardzo trudne, ale przeciez dzieci upośledzone, chore czy autystyczne nie są gorsze od reszty, sa takie same i tak je traktujmy.
      • mama-cudownego-misia Re: (Nie)tolerancja... 08.08.12, 06:07
        Zgadzam się ze Zdunią.
        Facet był bezdyskusyjnie burakiem, ale jej dziecko jednak pociągnęło jego dziecko za koszulkę i ja bym też nie tolerowała tego, co ta pani próbuje zbyć hasłem "zwykłe dziecięce przepychanki". Gdybym się w odpowiedzi dowiedziała, że dziecko jest autystyczne, na pewno nie robiłabym scen, bo rozumiem, że ta matka ma ograniczone możliwości wpływu na zachowanie dziecka, ale jeśliby się przepychanki powtarzały, pewnie zażądałabym od matki, żeby swoje dziecko zabrała, albo stała obok i reagowała. No bo niestety, niepełnosprawność nie sprawia, że muszę tolerować, gdy inne dziecko szarpie moje.
      • matka_courage Re: (Nie)tolerancja... 08.08.12, 21:59
        Absolutnie na nie tolerancje nie wolno nie reagowac. To zwykle tchorzostwo, ignorowac takie chamskie zachowanie w stosunku do niepelnosprawnego dziecka. Tylko stanowcza reakcja moze cos w tym chorym kraju zmienic. Ludzie sa bierni i udaja, ze pada deszcz jak im sie pluje w twarz. Zdrowe dzieci powinny bawic sie z chorymi, bo jak inaczej nauczyc ich wrazliwosci i zrozumienia dla innosci. Ale jesli tacy sa rodzice to tylko spoleczenstwo moze nauczyc prawidlowych zachowan, brawo dla tej pani. Zacznijmy zwracaj uwage na takie sprawy, kropla drazy skale. Odwagi
    • tartulina Re: (Nie)tolerancja... 08.08.12, 05:56
      Trzeba powiedzieć głośno-za mało się uczymy tolerancji w zyciu codziennym od najmłodszych począwszy,a potem wychodza takie kwiatki...Wszystko zalezy też od kultury osobistej człowieka...
      • polaa27 Re: (Nie)tolerancja... 08.08.12, 20:01
        MCM radzę przeczytać uważnie artykuł. Babka nie dość, ze zareagowała to jeszcze przeprosiła i wytłumaczyła czemu dziecko tak sie zachowało.

        Poza tym nigdy nie widziałam, żeby opiekun niepełnosprawnego dziecka nie reagował na jakiekolwiek agresywne zachowania dziecka. A mamuśki zdrowych dzieci i owszem.
        • mama-cudownego-misia Re: (Nie)tolerancja... 08.08.12, 20:16
          Polu, naprawde umiem czytac ze zrozumieniem smile facet byl burak, a baba zachowala sie odpowiednio przepraszajac i tlumaczac. Tyle, ze u mnie na osiedlu jest ten sam problem, chlopczyk o rok mlodszy od Gosi, w trakcie diagnozy, i ja naprawde bardzo dobrze rozumiem klopot jego rodzicow, ktorzy nie sa w stanie zapobiec jego przepychaniu sie, ciagnieciu za bluzeczke, rozpychaniu lokciami i zwalaniu Gosi z drabinek. Rozumiem tez stres tych rodzicow, gdy im zwracam uwage i wiem, ze ten stres powiekszam, nie pozwalajac im zbagatelizowac sprawy. Ale kurcze, ja nie moge nie reagowac. Te niewinne przepychanki dzieciece moga byc niebezpieczne, a na dodatek Gosia sie nie umie w takiej sytuacji zachowac, stale powtarza "nie rob mi tak" i widze po mordce, ze jest w tej sytuacji bezsilna. Musze dbac o swoje dziecko i jego interes przede wszystkim.
          Dlatego wkurzylo mnie stwierdzenie tej pani, ze ciagniecie za bluzke to byly niewinne przepychanki. Ona tez musi zrozumiec, ze rodzic drugiego dziecka ma prawo sobie nie zyczyc ciagniecia za bluzke, a na niej spoczywa odpowiedzialnosc za to, zeby dopilnowac swojego dziecka.
          Mam nadzieje, ze rozumiesz, o co tu chodzi. Chodzi o to, ze niepelnosprawnosc tlumaczy pewne zachowania, ale nie zwalnia rodzica z odpowiedzialnosci za zachowanie swojego dziecka.
    • marcowa82 Re: (Nie)tolerancja... 08.08.12, 21:54
      A ja gratuluję odwagi zdeterminowanej mamie. Mocne, zbyt mocne słowa padły z ust tego kolesia. Potrzeba wiecej takich akcji jak z Bartkiem Topą. Mamie życzę wytrwałości i cierpliwości w bytowaniu z takimi kretynami.
      • kinder0610 Re: (Nie)tolerancja... 08.08.12, 23:14
        pan z pewnością zachował się niekulturalnie, nie powinien takich rzeczy mowic. zachował się okropnie. I nic nie tłumaczy jego chamskiego zachowania. Ale słuchajcie popatrzmy z drugiej strony. Ktoś wam ciągnie za koszulkę dziecko, szarpie itp, w rtzeczywistoście nie wiemy jakie to były przepychanki, pewnie każda z nas stanie w obronie swojego dziecka. Moja córka jest spokojna nie zaczepia dzieci, nie bije, nie szarpie, raczej odsuwa się od dzieci agresywnych. Ale powiedzcie skąd mam wiedzieć, że dziecko, jest agresywne ze względu na autyzm czy po prostu jest niewychowane. widzę wiele przypadkow dzieci agresywnych, ich mamy często nie reagują, na zabieranie zabawek, popychanie szarpanie innych. ja nie chcę żeby ktoś moje dziecko bił, szarpał itp. Z takich dziecinnych popychanek może stać się naprawde nieszczęście. Wystarczy, że to drugie dziecko też będzie agresywne. Ostatnio młodszy chłopiec tak zlapał za policzek córkę, że poleciala krew. a co jakby złapał za oko? Córka byla przerażona i nie rozumiała kompletnie dlaczego tak zrobił, przecież tylko stali obok siebie. Ja też zwróciłam uwagę matce tego chłopca, zrobiłam to oczywiście grzecznie. Pani mnie przeprosiła i powiedziała, że cały czas patrzyla i pilnowała i od razu zareagowała. Może tez było jej przykro, może też dziecko miało autyzm, tego nie wiem. Ja stanęłam po stronie dziecka swojego. Nie chcę żebyście mnie źle zrozumiały, nie tlumaczę zachowania Pana, próbuję jedynie pokazać , że ten Pan bronil swoje dziecko. Jedynie, że zrobił to tak chamsko. Pani poczuła się urażona, piszę że grzecznie mu wytlumaczyła, że dziekco ma autyzm. A może nie, może też puściły jej nerwy, jak temu Panu. Wiemy tylko z jednej strony.
        • mama-cudownego-misia Re: (Nie)tolerancja... 09.08.12, 10:38
          No mi tez sie w tej historii cos wydaje niedopowiedziane. Tudno mi sobie wyobrazic sytuacje, w ktorej jedno dziecko ciagnie za koszulke drugie, tatus zwraca matce uwage, matka przeprasza, tlumaczy i reaguje, a cala rodzina ja zaczyna wyzywac. Bez sensu. Przypuszczam, ze pani byla na tyle grzeczna, zeby sie nie stawiac, bo sama pisze, ze sie nie awanturowala, jednoczesnie w jakis sposob zbagatelizowala sprawe, moze wlasnie strzelila tekstem w stylu "niewinne dzieciece przepychanki", zamiast zapewnic, ze postara sie, zeby sytuacja sie nie powtorzyla. Tak czy siak tatus burak, ale problem jest...

          Dodatkowo pani zali sie, ze bez przerwy slyszy na ulicy, ze ma dziecku wlac, i ze to dlatego, ze ludzie nie rozumieja jego niepelnosprawnosci. Tak szczerze mnieszkam w tym samym miescie i slyszalam taki tekst dziesiatki razy. A to w restauracji sie komus nie podoba, ze moje dziecko za glosno mowi, a to w sklepie mloda sie rozplacze, i zaraz sie znajdzie jakis madry inaczej... Raz sie na ulicy jakis facio zaoferowal z "meska reka" i dopiero zapytany, czy woli policje, czy w ryja
          • mama-cudownego-misia Re: (Nie)tolerancja... 09.08.12, 10:43
            Sorki, z komorki sie zle pisze. W kazdym razie zdarza sie takie pouczanie nagminnie. Mam wrazenie, ze w moim miescie po prostu sie dzieci nie lubi i wszystkim przeszkadzaja. Czasami jest to uzasadnione, bo faktycznie w restauracji mozna chciec zjesc obiad w spokoju, ale czasami jest to zwyczajna wrogosc i tyle. Co ciekawe, mama z tego samego osiedla ma dziecko na wozku i ona takich odczuc nie ma...
            • zdunia1979 Re: (Nie)tolerancja... 09.08.12, 11:02
              Ja wam powiem dziewczynki,że często to co notorycznie wybaczamy własnym dziecim wyjątkowo mocno przeszkadza nam u innych dzieciaków. No, ale w domu nikt nie wiedzi,że często nasze zabiegi i cięzka praca wychowawcza dają g...... efekt. Ale za to na podwórku, w sklepie itp. w stosunku do innych to mądrzy jesteśmy zawsze. A jeszcze jak nasze dziecko akurat zachowuje się książkowo to wogóle można brylowaćsmile Ja sama się na tym łapię, jak myślę sobie "ale rozpuszczony dzieciak, ja to bym...", po czym za chwilę mój Maksik daje pokaz i już jestem na ziemi.

              Tak naprawdę to ten artykuł nie jest o dzieciach tylko o nas samych. O tym,że to właśnie my dorośli sporo mamy jeszcze do nadrobienia. Tzn temat główny to nasza próżność. A dokładnie to chodzi mi o to,żeby każdy z nas umiał realnie oceniać sytuację i nie przeceniał siebie i swoich dzieci. Bo to robimy nagminnie.

              Pozdrawiam!
              • mama-cudownego-misia Re: (Nie)tolerancja... 09.08.12, 11:55
                Bardzo cenna uwaga, Basiu. Z Gosia na wlasnej skorze nie przetestowalam wprawdzie, jak to jest w innych krajach, ale co nieco widzialam, mam znajomych wlasciwie w kazdym kraju UE i na podobne pouczanie rodzicow skarza sie wlasciwie tylko w kilku: w Brukseli, ze jest sztywno, w Anglii, ze czesc restauracji nie wpuszcza z dziecmi, a w Norwegii, ze wszyscy leca ratowac dziecko i patrza na rece, czy mu rodzic krzywdy nie zrobil. Podobno potrafia zaalarmowac ochrone w markecie, zeby sprawdzila na monitoringu, czy ryczacy maluch nie zostal przypadkiem uderzony. W sumie to dobrze, ale przegiecie w kazda strone bywa zle smile
                W kazdym razie takie durne uwagi przechodniow to niestety norma, przynajmniej w moim miescie.
                • zdunia1979 Re: (Nie)tolerancja... 09.08.12, 12:07
                  Ja najbardziej lubię takie niesamowicie "wymowne", mocno krytyczne spojrzenia "życzliwych" np. w kościelalbo w przychodni. Ale najlepszy jest kontrast między moimi bliźniakami. Jaś grzeczny jak aniołek. Słucha się zawsze, reaguje na wszytskie uwagi. Maksik jest jak huragan. Nikt i nic nie jest w stanie go zatrzymać.
                  Ja w kościele zawyczaj stoję z chłopakami na dworze ale i tam się niektórym nie podoba. Zawyczaj to kiepskie słowo. Maksiu jak widzi kościół krzyczy, że nie do kościółka i tu nasza mnsza się kończysmile Ostatnio mamy dyżurysmile
                  • mamaduo Re: (Nie)tolerancja... 09.08.12, 13:22
                    MCM ale pociagniecie za bluzke przez 2 latke??? To ma byc "niebezpieczne" ? Moje dzieciaki nie raz wyrywaly innym zabawki czy mniejszym, czy wiekszym i zadne z rodzicow nie traktowal tego jako wielkie halo. Wiadomo, tlumaczenie bylo i proba rozejmu, ale bez przesady.
                    Moze tatus oprocz buractwa jest przewrazliwiony na punkcie takich zachowac, albo nie wiem, pierwszy raz byl z dzieciakami na placu zabaw? No nie wierze, ze skoro ma trzech chlopcow, to oni sami miedzy soba sie nie bija, nie popychaja itd.
                    Uwazam, ze cala agresje spowodowalo nie samo zachowanie dziecka, ale wlasnie fakt, ze ma autyzm.
                    I IMO trzeba mowic glosno o takich ludziach i takich zachowaniach. Ja nie twierdze, ze rodzice nie maja regaowac - ale niech reaguja madrze, a nie agresywnie.
                    • mama-cudownego-misia Re: (Nie)tolerancja... 09.08.12, 13:59
                      Mamoduo, tak, to moze byc niebezpieczne. Takie zachowania sie nie zdarzaja "na polu", ale tam, gdzie jest wasko i dzieciaki sie przepychaja. Ile razy widzialam takie akcje na drabinkach, schodkach na zjezdzalnie, roznych pomostach...
                      Poza tym, nawet gdyby to sie zdarzylo na plaskim gruncie, to mam prawo sobie nie zyczyc, zeby inne dziecko nie ciagnelo mojego za bluzke, nie? Szczegolnie ze moje sie tak nie zachowuje, za nic szarpane nie jest i w zwiazku z tym tez wyraznie protestuje. I mozesz sobie uwazac, ze to nadwrazliwosc, ale i tak to moje dziecko, jego (czyli de facto moja) bluzka i ja decyduje, czy zycze sobie takiego ciagniecia, czy nie. A Twoj problem, jak zdyscyplinujesz swoje dziecko.
                      Naprawde nie musimy wszyscy miec takiego samego zdania w tych samych kwestiach. Wystarczy, ze bedziemy sie stosowac do zasady, ze Twoja wolosc konczy sie tam, gdzie zaczyna moja.

                      I nie sadze, zeby to autyzm zadzialal jak plachta na byka. Raczej samo zachowanie z niego wynikajace, a potem zbagatelizowanie sprawy.
                    • kinder0610 Re: (Nie)tolerancja... 09.08.12, 15:35
                      A co fajnego jest w wyrywaniu zabawek innym dzieciom, czy ciągnięcie za bluzkę, nawet jeśli to nie jest niebezpieczne to jest to pewnego rodzaju agresja wobec innych. Nie musi się chyba coś stać, żebyśmy reagowali. Uważam, że dzieci mają naprawdę głupie pomysły i niejedna zabawa, mnoże się skończyć źle. I chyba jako dorośli powinniśmy reagować. I nie chodzi o robienie Halo, tylko o zwrocenie uwagi dziecku, że tak się nie robi - nie pcha się innych, nie szarpie, nie kopie itd.
                  • mama-cudownego-misia Re: (Nie)tolerancja... 09.08.12, 14:08
                    A wiesz, ze sie ostatnio nije moglam powstrzymac i tez zabilam spojrzeniem pewna matke. Ale kurcze, przychodzi na seans do kina (madagascar, wiec dzieciowy) z dzieckiem lat niespelna 2, ktore krzyczy, zlosci sie, przepycha miedzy fotelami, wlazi w butach na oparcia, dobiera ludziom do coli i popcornu (to drugie pol biedy, niech sie poczestuje na zdrowie, ale niekoniecznie chce dzielic slomke od coli z jakas bomba biologiczna)... A matka nic, zero rakcji, nawet jak dziecie spadlo ze schodow.
    • helka.pentelka Re: (Nie)tolerancja... 09.08.12, 17:22
      tak z zupełnie innej strony...

      Gdyby moje dziecko podczas zabawy pociągnęło za koszulę drugie, i ktoś zwróciłby mi uwagę, to ostatnią rzeczą, jaką bym w takiej chwili wyciągała, to niepełnosprawność dziecka. No bo co to w tym przypadku ma do rzeczy? Jeśli planujemy uspołecznianie dziecka, to trzeba przypilnować, by nie było to kosztem innych. Przeproszenie za niewłaściwe zachowanie i obietnica zwrócenia większej uwagi na dziecko powinno w zupełności wystarczyć.

      No kurcze, jak mnie kopnie upośledzony dorosły, to też mam nie protestować, bo chory?

      Dlatego przypuszczam, że tam się niezła pyskówka zrobiła, i chyba opisywana poszkodowana matka też ma spory problem ze sobą, czy akceptacją choroby własnego dziecka.

      • mamaduo Re: (Nie)tolerancja... 09.08.12, 19:43
        nie wiem czy to do mnie tongue_out o tym braku reakcji, bo wyraznie napisalam, ze reagowac trzeba. Dzieci maja pewne zachowania agresywne i to jest normalne - kazdy psycholog dzieciecy to powie. Nie twierdzilam nigdzie, ze to jest fajne, ale tak jest. Dlatego robienie halo, pyskowki, obrazanie rodzicow, czy agresja rodzicow do rodzicow czy dzieci jest IMO totalnym nieporozumieniem - jesli jest REAKCJA rodzica, to agresji i dazenia do jakiejs wiekszej konfrontacji nie kumam. Ale dla mnie reakcja ma byc spokojna i korygująca, a nie agresywna.
        W tym przypadku mama zareagowala, a tato chlopca zrobil afere - dla mnie to jest przewrazliwienie.
        Poza tym place zabaw to dzungla i niezla szkola przetrwania dla dzieci, jesli ktos oczekuje, ze tam dzieciaki beda w stosunku do siebie Ą i Ę to faktycznie nie powinien z dziecmi na takowe place zabaw chadzac.
        • mama-cudownego-misia Re: (Nie)tolerancja... 09.08.12, 20:51
          Nie no, ale naprawde wierzysz, ze to wygladalo tak, jak jest opisane, czyli:
          1. Jej dziecko szarpie jego dziecko za bluzeczke
          2. On zada od niej reakcji
          3. Ona spokojnie przeprasza, tlumaczy, ze dziecko jest autystyczne i reaguje
          4. On ja zaczyna wyzywac
          Come on.. to sie kupy nie trzyma. Miedzy punktem 3 i 4 czegos brakuje, przypuszczam ze wlasnie takiego bagatelizujacego tekstu.

          Druga sprawa: masz racje, jak dziecko jest agresywne albo zwyczajnie przegina w zabawie, rodzic musi reagowac. Nie masz natomiast racji, ze powinnysmy sie dostosowac do tego, ze bagatelizujesz nasze odczucia w tej sprawie. To nie dziecka wina, ze zachowuje sie brutalnie wobec innych dzieci. Ale to odpowiedzialnosc rodzica, zeby przestalo. I jesli rodzic nie jest w stanie tego dokonac, to wlasnie on powinien zabrac swoje dziecko z placu zabaw. To bardzo dobry srodek wychowawczy - odbierasz dziecku frajde, bo zachowuje sie niewlasciwie. Zadanie od rodzica, ktory nie zyczy sobie szarpania jego dziecka, by to on nie przychodzil na plac zabaw, jest zwyczajnie bezczelnie i ja bym w takiej sytuacji zrobila ostra awanture.
          • mama-cudownego-misia Re: (Nie)tolerancja... 09.08.12, 20:56
            I od razu dodam, ze z dzieckiem autystycznym sprawa jest o tyle trudniejsza, niz z lobuzem, ze trudno je "wychowac". Ale oczekiwalabym w takim wypadku od jego rodzica, ze w razie potrzeby bedzie chodzil za nim krok w krok i lapal za rece, a nie uwazal, ze jego dziecko moze mojemu psuc zabawe, bo jest niepelnosprawne. No trudno, wiem, ze w 100% nie dopilnuje, ale niech przynajmniej sie postara.
            • mamaduo Re: (Nie)tolerancja... 09.08.12, 21:12
              Beata jak mysle o tej sytuacji tej mamy, to fakt, z jednej strony rzeczywiscie moze czegos brakuje - byc moze jej jedyna reakcja bylo - ona ma autyzm i tak ma, przepraszam - no i dobra, mnie tez to nie satysfakcjonuje, bo to jest tak, jak z tym uposledzonym doroslym, ktory Cie bedzie kopal, bo jest uposledzony.
              Ale z drugiej strony, bylam wielokrotnie swiadkiem takich absurdalnych zachowan na placach zabaw, ze jestem sklonna uwierzyc, ze ona rzeczywiscie pilnowala to dziecko i jej reakcja byla wlasciwa, a facet zrobil afere ze wzgledu wlasnie na autyzm i wlasne przewrazliwienie. Widzialam dziecko ryczace z tego powodu, ze inne dziecko za blisko podeszlo i reakcje mamy, jakby conajmniej dziecku spadla cegla na glowe. Nie jest mi w zwiazku z tym trudno uwierzyc w wersje mamy.
              W kazdej grupie dzieci bedzie dochodzilo do konfrontacji i jakos to trzeba wywazyc, dziecko tez musi umiec sie znalezc w grupie, obronic itd.
              Natomiast macie racje w tym, ze faktycznie trudno sie wypowiadac nie bedac swiadkiem sytuacji i nie widzac tak naprawde tego pociagniecia, reakcji mamy i calej rozmowy.
              • helka.pentelka Re: (Nie)tolerancja... 09.08.12, 22:25
                > Ale z drugiej strony, bylam wielokrotnie swiadkiem takich absurdalnych zachowan
                > na placach zabaw, ze jestem sklonna uwierzyc, ze ona rzeczywiscie pilnowala to
                > dziecko i jej reakcja byla wlasciwa, a facet zrobil afere ze wzgledu wlasnie n
                > a autyzm i wlasne przewrazliwienie.

                No właśnie ten fragmencik mnie osobiście jakoś dotknął. Że matka nie powinna obcemu facetowi, który niby na nią wrzeszczy, tłumaczyć na czym polega niepełnosprawność córki. Nie powinna się tą niepełnosprawnością zasłaniać. Bo dziecko zachowało się standardowo jak na swój wiek i taka sama reakcja - adekwatna do wieku powinna nastąpić ze strony matki. A nie wywlekanie publiczne diagnozy lekarskiej dziecka.

                I absolutnie nie piszę do Ciebie osobiście - ot dyskutujemysmile
                • kinder0610 Re: (Nie)tolerancja... 09.08.12, 22:34
                  dokładnie dyskutujemy kulturalnie. : )
                • helka.pentelka Re: (Nie)tolerancja... 09.08.12, 22:40
                  Może z innej strony opiszę dokładniej, o co mi chodzi.
                  Kiedyś ciągle tłumaczyłam się wszystkim przypadkowym osobom, dlaczego mój syn jest taki malutki i chudy. W końcu stuknęłam się w głowę. Po cholerę mam się ciągle tłumaczyć?

                  Teraz na pytania o wiek, mówię, że ma półtora roku zamiast 2 i skończyły się komentarze o zabiedzonej drobince. Bo co przypadkową panią Zosię z warzywniaka, czy pana elektryka ma obchodzić problem zdrowotny mojego dziecka? Co to zmieni?
                  Nie uciekam przed niepełnosprawnością mojego dziecka, ale nie mam zamiaru jej wywlekać przy każdej okazji i zrzucać na nią winę za każdy przejaw najnormalniejszego buntu dwulatka.
                • mama-cudownego-misia Re: (Nie)tolerancja... 10.08.12, 09:43
                  A swoja droga, tez mi sie zdarza trafic na mame, ktora ostro reaguje na to, ze moje dziecko podeszlo do jej dziecka i jej dziecko sie wystraszylo. Zawsze wtedy biore Gosie za reke i prosze, zeby nie zaczepiala tamtego malucha, bo on sie jej boi. Bo w sumie rozumiem, Gosia swego czasu tak sie bala dzieci, ze na placu zabaw tylko stala po srodku i nie korzystala z zadnej atrakcji (bo wszedzie dzieci byly "za blisko").

                  Za to hitem sezonu byly dla mnie babcie, zupelnie obce osoby, ktore szczuly Gosie swoimi wnusiami kazac im "idz zrob cacy dziewczynce". Prawdopodobnie byl to wstep do nawiazania rozmowy, albo proba pochwalenia sie, ze wnusio taki uspoleczniony, potrafi zrobic cacy dziewczynce i ja obslinic. Ale dla mnie hardcore. Musialam sie napracowac, zeby te stare kwoki do siebie pozrazac: na probe poszczucia wnusia prosilam o niedotykanie mojej corki. Jak babcia argumentowala, ze to przeciez tylko calus, zeby sie zaprzyjaznic, to ja pytalam, czy ona tez sie rzuca obcym osobom na szyje. Zaloze sie, ze wszystkie myslaly o mnie jak o przewrazliwionej matce, ktora sie zachowuje co najmniej jakby jej dziecku cegla na glowe spadla wink
                  • helka.pentelka Re: (Nie)tolerancja... 10.08.12, 09:56
                    Oooooo smile
                    Nigdy nie pozwalam obcym kobitom na poufałości z moimi chłopakami - synem czy mężemwink
                    A tak serio, koszmarne i obrzydliwe pomysły mają baby z Twojej historii.
                  • kinder0610 Re: (Nie)tolerancja... 10.08.12, 11:45
                    Tak ja też uwielbiam dzieci rzucające sie na szyję innym, obściskiwanie jest super - szcze gólnie w okresie zachorowań na grypę jelitową iinne cuda wink wink
                    Albo "daj dziewczynce cistaeczko, no poczęstuj" - ze ślicznej brudnej rączki, która przed chwilą obmacała wszystkie drabinki, huśtawki, pogłaskała psa kota i Bog wiek co jeszcze....
                    Także każdy rodzic inny, należy więc uszanować to, że ktoś może nie lubić szarpanek, pchania, ciągnięcia lub po prostu dotyku innych. Szanujmy innych a nie krytukujmy.
              • mama-cudownego-misia Re: (Nie)tolerancja... 09.08.12, 23:58
                Wiesz, tu masz pelna racje, do konfrontacji w kazdej grupie dzieci dochodzi co chwile. Daleka jestem od reagowania, jesli dzieci sie swietnie bawia, a tak bywa, ze przepychanka jest wspaniala zabawa. Co najwyzej pilnuje, zeby sie to na drabinkach nie dzialo smile

                Ale nurtuje mnie, i to nie tylko w kontekscie tego watku, ale tez pierwszego wrzesniowego kontaktu Gosi z panstwowa placowka, jak dokladnie mam nauczyc swoje dziecko obrony w przypadkach, gdy inne dziecko przegina. Na razie mowi, nawet dosc ostro "nie bij mnie", czy ?tak nie wolno". Pomaga albo nie, najczesciej nie. Wie tez, ze moze przyjsc ze skarga do mnie albo do pani. Widze jednak, ze najczesciej sie wstydzi. Jakiej reakcji wlasciwie mam ja nauczyc? Oddawac? Wycofywac sie, chociaz ma takie samo prawo do zabawki czy zjezdzalni, jak to bardziej przebojowe dziecko? Dac sie bic i udawac, ze to nic?
                Nic mi z tego nie pasuje...
                Wiec po prostu jesli ona sobie nie radzi z jakims lobuziakiem, staram sie interweniowac i dawac jej przyklad, ze mozna zawalczyc o swoje, jak nie przy dzieciach, to przy doroslych. Mam cicha nadzieje, ze moze sama bedzie umiala z czasem warknac albo sie wydrzec na inne dziecko. Chociaz ciezko to idzie, bo to mala dama, w domu i w przedszkolu raczej wszyscy szanuja jej "nie" i widze, ze poza protestem nie bardzo ma inne sposoby na takie sytuacje...
          • kinder0610 Re: (Nie)tolerancja... 09.08.12, 21:05
            Zgadzam się z MCM, czegos tu brakuje - moim zdaniem jakiejś nerwowej reakcji tej mamy. To że plac zabaw to dżungla, to wiemy, ale dzieci nie muszą się zachowywyać jak dzikie zwierzeta. Nie muszę być Ą i Ę, ale kultura wszędzie wymagana. Jeśli teraz nie będziemy wymagać kulturalnego zachowania od własnych dzieci, to wyrosną takie buraki, jak ten Pan rzekomo wyzywający niepełnosprawne dziecko. Uczmy dzieci kultury wszędzie na placu zabaw też. Wiesz to chyba nie tak, że wpuszczasz dziecko na plac zabaw i hulaj dusza...
            zasad zachowania należy uczyć od najmłodszych lat i chyba wszędzie, a nie tylko w wybranych miejscach. Przynajmniej tak staram się robić. I to że dzieci tam szaleją biegają, krzyczą, to normalne, ale to , że się szarpią to chyba już nie bardzo. Jak będą starsze to co mają się bejsbolami tłuc, bo świat nastolatków to dżungla. Ja zauważam, że na placach zabaw większośc bawi się fajnie, ale zawsze trafi się ananasek, który psuje swoich zachowaniem zabawę innym. Jego mama najczęściej nie reaguje, a jesli ktoś zwróci uwagę to się strasznie oburza. Może i w tym wypadku tak było.
            • tolka11 Re: (Nie)tolerancja... 10.08.12, 12:51
              Odbiegając od meritum (a moze nie dobiegając) to socjalizacja dziecka polega tez na tym, ze musi samo radzic sobie w sytuacjach konfliktowych, a rola rodzica poelga na podpowiedzeniu co robić. Nie chodziłam nigdy na place zabaw, bo do szału doprowadzały mnie te wszystkie mamy, babcie i inni opiekunowie wrzeszcacy co chwilę: nie biegaj, uzażaj, bo spadniesz, nie zabieraj łopatki, proszę oddać mojemu dziecku łopatkę, i dalej w ten deseń. Toż to cholery mozna było dostać.
              Zawsze wydawało mi się, że rodzic na placu zabaw ma czuwać, aby nie doszło do sytuacji niebezpiecznej, a nie wydzierac się, ganiac za dzieckiem (rozumiem ganianie za malutkim dzieckiem, bo ono samo dla siebie jest niebezpieczne) i ingerować w każdą akcję swojego dziecka.
              Przeciez jak dzieciak dostanie łopatką w łeb, to sam wyciagnie wniosek. ja włazi na zjeźdżalnię nie z tej strony, co trzeba i ktoś na niego zjedzie to zaboli, będzie miał siniaka, albo obtarty łokieć/kolano. Ten plac zabaw to ważne doswiadczenie zyciowe. a wielu rodziców nie pozwala dzieciom tego doswiadczenia nabyć. A szkoda.
              Wyjaśniająć: na place zabaw chodził mój pan mąż: dzieci zyją, chociaż rozwalona warga, kolano, potargana koszulka czy spodnie, plus zapłakana buzia, bo ten czy tamten był złosliwy to była norma. Tłumaczylismy, pan mąz ingerował w sytuacjach absolutnie koniecznych czyli prawie nigdy jak sie okazało.
              • tolka11 Re: (Nie)tolerancja... 10.08.12, 13:09
                "I to że dzieci tam szaleją biegają, krzyczą, to normalne, ale to , że się szarpią to chyba już nie bardzo. Jak będą starsze to co mają się bejsbolami tłuc, bo świat nastolatków to dżungla."

                Szarpanie też jest normą, pozwala się nauczyć minimum 2 rzeczy: jak szarpie kogoś to on moze mi oddać a to boli, wiec nie warto szarpać. Typowy behawior.
                Dziecko uczy się, że są rózne sposoby rozładowania agresji i, ze agresja istnieje trzeba się nauczyć z nią żyć. Własnie po to, żeby poradziły sobie bez bejsbola w swiecie nastolatków. Pracowłam z nastolatkami do niedawna, przez kilkanascie lat. I tak to własnie działa i wbrew pozorom jest bardzo normalne i zdrowe. Swiat dorosłych to jest dopiero dżungla, dzieci i nastolatki w porównaniu z nami to aniołki.
                Kultura osobista jak najbardziej, ale nabywanie doswiadczenia tym bardziej. Plac zabaw, gdzie dzieci grzecznie się bawią, nie kłócą i jest tylko głośno nie jest rzeczą normalna.
                I jak takie dzieci poradzą sobie na tym placu zabaw same mając te 7 lat, a jak poradzi sobie w szkole, gdzie nie bedzie rodzica? dziecko, które zetknęło się z agresją rówiesnika, samo zareagowało agresywnie, które miało do czynienia z takim problemem, któremu rodzice wytłumaczyli (a nie wyręczyli je na tym placu) jak reagować bedzie normalnym, kulturalnym człowiekiem, radzącym sobie ze sobą.
                Trochę urpościłam, ale tak jest we wszystkim, nasza rodzicielska wszechobecność i wszechwiedza może mocno skrzywdzić nasze dzieci. Dajmy im szanse na samodzielność, bo nie chowamy ich dla siebie, a dla świata.
                • mama-cudownego-misia Re: (Nie)tolerancja... 10.08.12, 13:31
                  Sorry, nie przekonuje mnie ani troche Twoja argumentacja. Czego wlasciwie chcesz nauczyc dziecko? Ze konflikty rozwiazuje sie lokciami i waleniem lopatka, hierarchia i kolejnosc tez ustalana jest za pomoca piesci, a dziecko jest w tym wszystkim zdane na siebie?! No bez jaj, i to ma byc uspolecznienie? To co z takich dzieci wyrosnie?
                  Owszem, zgadzam sie, ze nie warto interweniowac za kazdym razem, gdy doszlo do jakiejs przepychanki, o ile popchniete dziecko nie robi dramatu. I o ile sytuacja nie byla potencjalnie niebezpieczna.
                  Ale dziecko trzeba nauczyc, ze lokcie, szarpanie i lopatka to nie sa dobre metody i ze ani nie powinno ich stosowac, ani pozwalac ich stosowac na sobie. I ze jesli samo sobie nie poradzi, bo protest sie na nic nie zda, to ma do dyspozycji cala siec osob chcacych i mogacych mu pomoc, zaczynajac od mamy, taty i przedszkolanki, a kiedys moze w powazniejszej sytuacji konczac na policji i prokuraturze.
                  • mama-cudownego-misia Re: (Nie)tolerancja... 10.08.12, 13:33
                    Bez jaj... Szarpanie jest norma... Akurat. To, ze sie czesto zdarza, nie znaczy, ze trzeba sie na nie zgardzac uncertain
                    • tolka11 Re: (Nie)tolerancja... 10.08.12, 13:51
                      Cytuje sama siebie:
                      "dziecko, które zetknęło się z agresją rówiesnika, samo zareagowało agresywnie, które miało do czynienia z takim problemem, któremu rodzice wytłumaczyli (a nie wyręczyli je na tym placu) jak reagować bedzie normalnym, kulturalnym człowiekiem, radzącym sobie ze sobą."

                      Czy to wystarczajaca odpowiedź?
                      dziecko powinno wiedzieć, ze tak się może stać, że może zostać uderzone, a nawet jemu moze się przytrafić i kogos walnie. Tego nie da sie uniknąć, chodzi o uniknięcie agresji w sensie, ze ją i tak widzi na tym placu (a czasem nie wytrzyma i walnie i to jest złe, ale tu już jest zadanie rodzica jak zareagować) . Po to ma rodzica, aby wytłumaczył, co jest dobre, a co złe i jak zareagować. Dziecko ma mieć w rodzicu wsparcie, ale on nie moze dziecka we wszystkim wyręczać.
                      I tak, szarpanie na placu zabaw czy wśród rodzeństwa w domu zdarza się (na placu jednak częściej) i kazdy psycholog powie, ze jest normalne. I trzeba wiedzieć, że jest, aby nauczyć się radzic sobie z nim.
                      Dzieci nie torują sobie drogi na szczyt łopatka, bo jak ktos bije to go zwyczajnie unikają ze strachu lub niechęci. i taki bojownik łopatkowy nie jest na szczycie tylko z boku.
                      Jeszcze raz powtórzę: dziecko musi nabyc doswiadczenie, aby móc sobie poradzić (oczywiscie nie mam na uwadze sytuacji niebezpiecznych dla zdrowia czy zycia), aby rodzic wytłumaczył, jak nalezy postepować.

                      • tolka11 Re: (Nie)tolerancja... 10.08.12, 13:57
                        W końcu mama z tego placu zabaw zniknie, nie? Bo ilez mozna. W szkole na przerwie też pani nie widzi wszystkiego, a dziecko, które wiecznie do niej biega z każdą pierdołą staje się skarżypytą. No i niestety powiem to, co jest niepopularne: jak Miłosz był popychany w szkole wiecznie przez kolegę to mówił pani, pani rozmawiała z kolegą, ale tamten swoje (bo Miłosz mały jest), więc absolutnie niepedagogicznie pan mąż rzekł do syna: oddaj mu. Oddał. i problem zniknął. i nagle Milosz nie zaczął bić innych. Raz uzył siły. Wiem, że źle. Ale kurcze nagle zyskał oddech i spokój.
                      • mama-cudownego-misia Re: (Nie)tolerancja... 10.08.12, 14:38
                        Tolka, jesu, ja to czytam i debieje...
                        Nie, to nie jest wystarczjaca odpowiedz, to jest zla odpowiedz. Jak niby dziecko ma sobie poradzic ze starszym, silniejszym czy agresywniejszym lobuzem inaczej, niz wlasnie zwracajac sie do rodzica czy opiekuna, zeby je w razie koniecznosci wyreczyl? Jak w ogole mozna dziecku mowic, ze musi sobie poradzic samo, a jak nie, to trudno, oberwie i musi sie z tym pogodzic.
                        Tak wychowuja dzieci np. W Szwecji, Norwegii, Belgii i jakos te dzieci nie wyrastaja na zmokle kury, a na umiejacych bronic swoich granic i korzystac ze swoich praw obywateli. To tylko u nas jest taka durna kultura, ktora zwrocenie sie do pani w szkole, de facto wyreczenie sie kims odpowiednim, gdy sami nie dajemy rady, uwaza za skarzenie. Od razu mi sie przypomina sytuacja tego gimnazjalisty, ktory zostal pobity przez kolegow za naskarzenie pani - rodzice bylo oburzeni, ze to bijacy dostali kare, a nie "skarzypyta". Idiotyzm po prostu. Wychowasz w ten sposob nie samodzielne, radzace sobie w spoleczenstwie dziecko, a albo niedorajde, ktory sie bedzie wycofywal, zeby nie oberwac, albo wrecz przeciwnie, dziecko, ktore bedzie oddawac, albo co gorsza, "oddawac najpierw".
                        Podstawowe zasady, ktorych powinno sie uczyc dziecko, to ze nikt nie ma prawa naruszac jego granic, jesli ono sie na to nie zgadza, i ze ma prawo w takiej sytuacji szukac pomocy u doroslych. Co innego mogloby zrobic?
                  • maja_wro Re: (Nie)tolerancja... 10.08.12, 14:16
                    W każdą stronę można przesadzić. Jeśli rodzic rozwiązuje za dziecko wszystkie problemy w piaskownicy to prosta droga do tego, że potem rodzić przychodzi na wywiadówkę do licealisty i mówi, że nauczyciel skrzywdził jego syna czy córkę bo przecież dziecko zasługuje na piątkę z matematyki i szóstkę z polskiego...
                    • mama-cudownego-misia Re: (Nie)tolerancja... 10.08.12, 14:52
                      Ale kto mowi o rozwiazywaniu wszystkich problemow? Dzieci najczesciej sobie same dobrze radza, odsuwaja sie, protestuja. Ale czasem nie daja rady, a czasem dochodzi do sytuacji zwyczajnie niebezpiecznych. Ciekawe, jak bys zareagowala, gdyby jakies inne dziecko przepychalo sie na zjezdzalni sciagajac za koszulke Twoje z drabinki (na moim placu zabaw synek sasiadki tak noge zlamal. Miesiac w gipsie...). Albo gdyby w piaskownicy notorycznie sypalo piachem w oczy i walilo inne dzieci lopatka. Tez bys byla "tolerancyjna"?
      • maja_wro Re: (Nie)tolerancja... 10.08.12, 14:11
        Czytam ten wątek od jakiegoś czasu.
        Jak ktoś przy mnie komentuje "co za niewychowane dziecko; widziałam w sklepie panią z tak niegrzecznym dzieckiem, że miałam ochotę coś jej powiedzieć; ot skutki bezstresowego wychowania" to widzę siebie za parę lat na miejscu matki tego dziecka. A myślałam, że nigdy nie będę miała problemu z konsekwencją wobec dziecka...
        Ale w tym momenie ten wątek zaczyna we mnie budzić obawy, że istotnie nietolerancja w społeczeństwie jest większa niż mi się zdawało, a wiedza na temat autyzmu nadal bardzo znikoma.
        > Gdyby moje dziecko podczas zabawy pociągnęło za koszulę drugie, i ktoś zwrócił
        > by mi uwagę, to ostatnią rzeczą, jaką bym w takiej chwili wyciągała, to niepełn
        > osprawność dziecka. No bo co to w tym przypadku ma do rzeczy?
        Dzieci autystyczne czy z zespołem Aspergera mają problemy z nawiązywaniem kontaktów. Zwłaszcza w tym drugim przypadku często nie potrafią inaczej nawiązać relacji niż właśnie przez pociągnięcie za koszulkę. Dziecko zdrowe pociągnie za koszulkę wiedząc, że drugiej osobie może się to nie spodobać, jest to świadomy akt agresji. Natomiast dziecko chore nie zdaje sobie sprawy z uczuć innej osoby. Oczywiście zgadzam się, że rodzic powinien reagować i zapobiegać takim zdarzeniom, ale przesadą jest twierdzenie, że dziecko autystyczne nie może chodzić na plac zabaw bo ciągnie za koszulkę. Zdrowe dzieci też ciągną, nie raz bardziej brutalnie.
        > No kurcze, jak mnie kopnie upośledzony dorosły, to też mam nie protestować, bo
        > chory?
        A co, zrobisz mu awanturę, że Cię kopnął?! Raczej nie zrozumie. Zrobisz awanturę jego opiekunowi? Chyba jest mu wystarczająco ciężko w życiu, pewnie nie raz mu ktoś naubliża bo podopieczny zachowuje się tak, a nie inaczej.
        Ja rozumiem, że są choroby psychiczne, przy których chory jest niebezpieczny dla otoczenia. Ale jeśli ktoś Cię lekko kopnie bo nie panuje nad swoimi kończynami to będziesz się awanturować? Uważać, że taka osoba powinna nie wychodzić z domu, bo jest niebezpieczna?
        Mnie kiedyś na ulicy niepełnosprawny umysłowo chłopak klepnął w cztery litery a potem pociągnął za koszulkę. Opiekun zareagował, tłumaczył mu że nie wolno. Ostatnią rzeczą jaką na jaką miałam ochotę było robienie awantury, choć moja "wolność osobista" oczywiście wolałaby nie być ciągnięta za koszulkę. Uśmiechnęłam się i powiedziałam że nic się nie stało.
        Moje dziecko krzyczy na ulicy czy w autobusie. Wiem, że innym to może przeszkadzać. Biorąc pod uwagę powyższe rozumowanie powinnam z dzieckiem nie wychodzić z domu.
        • mama-cudownego-misia Re: (Nie)tolerancja... 10.08.12, 14:47
          Maju, ale odpowiedz mi sensownie na jedno pytanie: w imie czego moje dziecko ma sie godzic na bycie szrapanym i potulnie to znosic (o ile akurat nie uwaza tego za swietna zabawe, bo i tak bywa).
          W imie czego ja mam sie zgadzac na bycie kopana? I poswiecac wlasne lydki tudziez samopoczucie dla dobrego samopoczucia opiekuna chorego?

          Wszystkie tu rozumiemy, ze chory, bez wzgledu na rodzaj niepelnosprawnosci, nie zawsze jest w stanie sie zachowywac zgodnie z normami spolecznymi, i to jest tolerancja. Ale juz potulne znoszenie bolesnych kuksancow to glupota, nie tolerancja. Taka osoba czy dziecko ma opiekuna, i to do niego nalezy zaaranzowanie sytuacji tak, zeby nie byla przykra, niebezpieczna czy bolesna dla otoczenia. Jak jego dziecko nie moze zapanowac nad nogami i kopie, ma je odsunac na taka odleglosc, zeby nikogo nie kopalo. Jak szarpie inne dzieci, tak samo. I nic a nic mnie w tym momencie nie musi obchodzic komfort psychiczny takiego rodzica czy niezaprzeczalny fakt, ze ma on ciezko.
        • tolka11 Re: (Nie)tolerancja... 10.08.12, 15:02
          W GW i jeszcze w paru innych gazetach były jakiś czas temu fajne artykuły na temat dzieci w Szwecji, wzrostu samobójstw wśród dzieci i ich nieradzenia sobie z rzeczywistoscia. Nie obiecuję, ze poszukam, ale jak znajdę chwilę to może.
          Od jakiegoś czsu jestem poza Pl, w kraju, o tzw. wysokim standarcie zycia. I przygladam się jak dzieci są uczone samodzielności: pani w szkole jest od spraw absolutnie najważniejszych, konflikty rozwiązuja same (różnie z tym bywa), pani ze względu na małą liczebnośc klas (do 16 osób) czuwa z daleka nad tym ichnim "rozwiązywaniem".Ja nie mówię, ze dzieci mają się bić, ja mówię, że tak się nader często zdarza, a rodzic niedługo ten plac zabaw opusci i ma obowiązek nauczyc dziecko, że agresja jest, że może paść jej ofiarą, ze bicie jest złe, ale, że trzeba umieć się temu przeciwstawić. Skutecznie. Rodzic ma być wsparciem, a nie zyć za dziecko. Mądrym wsparciem.
          Miłosz jest jaki jest, spectrum sprawia, ze ma dni agresywne, i wtedy wymaga izolacji. Ale Sara jest zwyczajna 6latką, która nikogo nigdy na placu nie uderzyła, potrafi jednak twardo postawić się agesorom, nawet starszym, czasem nawet zagrozić jak nie ma wyjścia. Jest lubiana, bo chetnie dzieli sie zabawkami i pomaga, ale też, gdy nie ma ochoty lub cos jest dla niej ważne nie ustepuję i trwa przy swoim. Do rodzica/nauczyciela zwraca się w sytuacji zagrożenia, wie, ze pomogą.
          To są oczywiście moje przemyślenia i moje zycie. Kazdy zrobi jak chce i ja nikomu nie zamierzam narzucać swoich metod. Po prostu podzieliłam się swoimi przemyśleniami.
          Moja nastarsza nastoletnia córka nigdy nie oddała, zawsze powtarzała, zeby zostawili ją w spokoju, biegała do taty lub pani. Uważała i uważa, że przemoc jest zła. Nie było jej łatwo. Czy było warto ją tak wychowywać dowiem się za parę lat.
          • mama-cudownego-misia Re: (Nie)tolerancja... 10.08.12, 15:28
            No jasne, bo w Polsce to ta mlodziez cud, miod, malina, samobojstw zero, narkotykow zero (pewnie mi sie tylko zdawalo, ze z mojej klasy do matury poszly nienacpane tylko dwie osoby).

            I raz jeszcze pytam, czego chcesz nauczyc dziecko? Bo piszesz, ze tego, ze agresja jest, moze je spotkac i ono ma sie jej umiec przeciwstawic. Przepraszam, ale to jest bullshit. Jak niby dziecko ma sie przeciwstawic agresji? Oddac walkowerem pole czy oddac cios? Jedynym sensownym rozwiazaniem, o ile oczywiscie nie pomaga oprotestowanie sytuacji, jest zwrocenie sie do rodzica czy nauczycielki.
            • phere_nike Re: (Nie)tolerancja... 10.08.12, 16:32
              Zgadzam sie całkowicie z Tolką. Dziecko musi umiec PORADZIC sobie z agresją, niekoniecznie sie jej przeciwstawiajac. Musi umiec podjac decyzje co zrobic, jak sobie poradzic. A tego nie nauczy sie jesli rodzic bedzie zawsze interweniował. Rodzic ma dbac o bezpieczenstwo - to nie podlega dyskusji - oraz nauczyc dziecko samodzielnosci. Samodzielnosc to w duzej mierze radzenie sobie w sytuacjach spolecznych, równiez agresji/przemocy. I nie mówimy tu - podkreslam raz jeszcze - o zagrozeniu zdrowia i zycia - ale o normalnych sytuacjach kłótni, przepychanek, prób wykorzystania, naciągnięcia, z którymi stykamy sie przez całe zycie, poczynajac od piaskownicy.
              Prawda jest w moim odczuciu taka - im mniej interwencji rodzica wprost, tym lepiej dla dziecka. Rodzic ma byc w tle, ma rozmawiac, omawiac, tłumaczyc. Decyzje i działanie zostawic dziecku.
              • mama-cudownego-misia Re: (Nie)tolerancja... 10.08.12, 17:23
                Dziecko ma byc samodzielne, z tym sie zgadzam. Samodzielnosc polega na tym, ze ma sie samo ubrac, zjesc, patrzec, czy nic nie jedzie, jak przechodzi przez ulice, potrafic odmowic obcemu, ktory je zaczepia i jesli trzeba, poszukac pomocy.
                Wy nie uczycie dziecka samodzielnosci, bo nie dajecie mu zadnych efektywnych i akceptowalnych narzedzi obrony przed agresja. Pozostawiacie je w stanie bezradnosci, z ktorej moze wyjsc na dwa sposoby: jako przegrany, albo jako agresor. Dziekuje bardzo, do d... Takie wychowanie...
                • phere_nike Re: (Nie)tolerancja... 10.08.12, 17:25
                  Beata,
                  zastanawiający jest ten brak wiary w mozliwosci dziecka. Stan bezradnosci?
                  • mama-cudownego-misia Re: (Nie)tolerancja... 10.08.12, 18:19
                    No to wrocmy do tego pytania, ktore zadaje od kilku postow: jakie dokladnie ma mozliwosci drobna pieciolatka w konfrontacji z silniejszym siedmiolatkiem, ktory ja wypycha z kolejki do zjezdzalni. Prosze, chetnie poczytam, jak w takiej sytuacji nauczysz pieciolatke sobie radzic i jakie sposoby radzenia jej zaproponujesz? Ma sprobowac mu oddac mocniej, czy zrezygnowac z zabawy, zeby nie oberwac? Bo jak rozumiem, pojscie po pomoc do mamy nie wchodzi w gre, w koncu ma byc samodzielna i sama sobie radzic uncertain
                • mama-cudownego-misia Re: (Nie)tolerancja... 10.08.12, 17:27
                  Bardzo mnie zreszta ciekawi, jak waszym zdaniem ma sobie poradzic mala pieciolatka zwalona z drabinek przez siedmiolatka-lobuza? Albo idzmy dalej, 7latek, ktoremu starsi chlopcy zabieraja codziennie kase na sniadanie, grozac pobiciem? Albo jeszcze nastolatka, ktora pada ofiara konskich zalotow kilku klasowych lobuzow. Chetnie poslucham, tylko konkrety prosze.
                  • tolka11 Re: (Nie)tolerancja... 10.08.12, 18:29
                    7latek?
                    To jest przestępstwo, zagrożenie zdrowia lub zycia, więc sprawa jasna, już się na ten temat wypowiadałam.
                    Końskie zaloty? Nie bardzo rozumiem? Przemoc seksualna, tak? Też sprawa zagrożenia zdrowia lub zycia. Jeśli chodzi o coś innego to trzeba pamietać, ze ostracyzm w srodowisku nastoletnim jest ogromny (a w tym wieku grupa rówiesnicza jest najważniejsza), więc nie wolno reagować wprost, trzeba dziewczynie poradzić, poszukać z nią rozwiązań, byc bardzo delikatnym, bo mozna zaszkodzic. To są sprawy, gdzie doświadczenie i wyczucie sytuacji są podstawą działania.
                    5latka? A czy ona wchodząc w inerakcje z innymi dziecmi nie ma kolegów, koleżanek? Ja cały czas mam wrażenie, że mówimy o dzieciach, które bawia się osobno i liczy się tylko "ja" i "moje". A przecież tworzą grupę, lubią się, bawią wspólnie i własnie o to chodzi, żeby one nawzajem stawały w swojej obronie i w obronie słabszych, zeby czuły siłe wspólnoty i robiły coś dobrego.
                    Sara przy próbach zrzucenia jej z drabinek woła koleżankę/kolegę i juz jest ich 2-3, albo więcej. Sprawa załatwiona. Jesli 5letnie dziecko cały czas bawi się samo i nikt nie stanie z rówieśników w jego obronie to coś jest nie halo.
                    I druga rzecz: trzeba pamiętać, że 50% agresorów jest bezkarnych, nawet po zwróceniu uwagi, bo rodzic nie zrobi NIC. Z róznych powodów. I albo rówieśnicy mu uzmysłowią (wcale nie muszą bić, wystarczy, że jest ich więcej), że grozi mu ban, albo się dostosuje. Większośc z czasem się dostosowuje. i rola rodzica jest tylko tłumaczenie dziecku jak postępować, a nie ingerowanie na tym placu.

                    Ale powtarzam raz jeszcze to moja subiektywna opinia, z która nie trzeba się zgadzać. Nikomu jej siła nie narzucam i w sumie to kazdy z nas bedzie zył ze swoimi dziećmi i zbierał owoce wychowania.
                    To "bullshit" było niepotrzebne.
                    • mama-cudownego-misia Re: (Nie)tolerancja... 10.08.12, 19:01
                      Jakie przestepstwo? 7latek poszturchujacy mlodze dzieci - tak wlasnie wyglada ta agresja na placu zabaw, ktora wedlug Ciebie jest norma, i w ktorej dziecko ma sobie radzic samo. A bullshit byl potrzebny, bo wciaz sie nie moge doprosic o odpowiedz, co konkretnie powiedzialabys dziecku, ktore inne dziecko traktuje zbyt brutalnie. Ma sie podporzadkowac i dac sie wywalac z kolejki do zjezdzalni, czy ma oddawac, liczac, ze okaze sie silniejsze? Bo werbalne protesty typu "nie rob mi tak", w ktorych zreszta moja corka jest swietnie wytrenowana, w 2 przypadkach na 3 nie zadzialaja. Po prostu. Ty zas uwazasz, ze dziecko w takiej sytuacji powinno sobie poradzic samo, nie zas zwracac sie do doroslych... I sorry, to jest bullshit, przynajmniej w mojej prywatnej opinii, z ktora oczywiscie nie musisz sie zgadzac.
                      • tolka11 Re: (Nie)tolerancja... 10.08.12, 19:17
                        Juz odpowiedziałam. Dziecko nie jest samo, ma koleżanki i kolegów, samo też może pomóc słabszemu. Jesli dziecko ciagle i zawsze jest na tym placu samo i samo musi sobie radzic to coś jest nie halo, bo gdzie rówieśnicy, czemu nie nawiązuje kontaków i czemu ono nie pomaga słabszym, gdy np 4latek bije 2latka?
                        Miłosz jak jest agresywny też dostaje bana od grupy i stara się dostosować, jak nie potrafi to go izoluję, ale coraz częściej udaje mu się trochę nad sobą zapanować.
                        I jednak dla mnie porównanie sytuacji, gdy ktoś szarpie koszulkę, popycha lub trzaśnie łopatką,i sytuacji, gdy starsi wymuszają pieniadze na 7latku grożąc pobiciem to nie to samo. To przemoc, ale w pierszym przypadku dzieci moga poradzić sobie same, w tym drugim to przestępstwo i należy zgłosić je na policję. Rozmawiałysmy od poczatku o zachowaniach na placu zabaw, przepychankach, a nie o zagrozeniu zdrowia i życia. Bo to drugie wg wszystkich biorących udział w rozmowie nie podlegało zadnym dyskusjom.
                        Pięknie dziękuję za dyskusje i się wyłączam.
                        • mama-cudownego-misia Re: (Nie)tolerancja... 11.08.12, 07:38
                          Rycerska pieciolatka? Wiesz co, chyba dawno na placu zabaw nie bylas. Maz albo ja jestesmy codziennie, oboje lubimy obserwowac ludzi, interakcje miedzy dziecmi, plac jest duzy, zwykle jest na nim kolo 20 dzieci, znaja sie i lubia bardziej lub mniej i nigdy, mowie to ze szczerym sumieniem, nie widzialam, zeby dzieci niespokrewnione bronily innego. Takie rzeczy, jak zepchniecie z drabinki czy walniecie lopatka, dzieja sie blyskawicznie, dzieci patrza, ale sa zaskoczone i nie wiedza, co robic.
                          Sorry, piaskownica to nie koszary trzech muszkieterow.
                          Moim zdaniem skazujac dziecko na takie wlasnie "radzenie sobie" de facto nie tylko pozostawiasz je samo z problemami, ale nie uczysz go najwazniejszego - ze nie jest samo z problemami, ze najpierw bedzie tata, mama, potem panie w szkole, potem jeszcze przyjaciele, maz, policja, psycholog... I ze to zaden wstyd nie radzic sobie samemu z agresja, z ktora sie stykasz, i zadna slabosc poprosic o pomoc. To wlasnie jest uspolecznianie, a nie traktowanie spolecznosci jak dzungli, w ktorej wygrywa najsilniejszy albo stado.
                  • phere_nike Re: (Nie)tolerancja... 10.08.12, 18:29
                    MCM,
                    abstrahując od powyzszych postów (poniewaz wcześniej wyraznie napisałam ze dbanie o bezpieczenstwo dziecka to obowiazek rodziców) mysle sobie, ze im mniejsze poczucie bezpieczenstwa u rodzica w stosunku do otaczajacego swiata, im bardziej rodzic ma poczucie ze wszyscy dookola są agresorami i go atakują, tym bardziej przenosi to na swiat swojego dziecka i kazdą sytuacje konfliktową interpretuje jako zagrozenie dla dziecka wymagające interwencji.
                    Wielką sztuka jest umiec oddzielic swoje lęki od dziecka i nie przenosic ich na nie.
                    • mama-cudownego-misia Re: (Nie)tolerancja... 10.08.12, 19:09
                      A ja sie od kilku postow zastanawiam, co powoduje rodzicem, ktory zostawia dziecko samo sobie wobec agresji innych dzieci, i mysli, ze uczy je samodzienosci w sytuacji, w ktorej dziecko ani nie musi sobie poradzic, ani w wielu wypadkach sobie nie poradzi.

                      Zdrowy rozsadek jest podstawa kazdej decyzji. Obiektywnie, w wiekszosci przypadkow wszyscy uczestnicy przepychanek sie dobrze bawia i interweniowac mozna co najwyzej, jesli bawia sie niebezpiecznie, np. Przepychajac na drabinkach. Ale to, co napisalam, to sa sytuacje z zycia i z placu zabaw przy moim domu wziete, zaobserwowane przeze mnie i mojego meza. Wiec prosze, odpowiedz na moje zadane wyzej pytanie. Konkretna sytuacja, powinno byc latwo odpowiedziec.

                      A tak na marginesie, Gosia nie ma problemow w kontaktach z rowiesnikami. Jedyny problem miewa z kolega w przedszkolu, ktory bije wszystkie dzieci wokol, i czesto w drodze powrotnej opowiada mi, ze powiedziala mu, zeby jej nie bil, ale nie pomoglo i jej bylo smutno. Ciekawe,co Twoim zdaniem mam jej odpowiedziec? Poradz sobie? Oddaj mu? Nie zblizaj sie do niego? Czy moze jednak "powiedz pani"?
                      • kinder0610 Re: (Nie)tolerancja... 10.08.12, 21:44
                        hm... czytam i oczom nie wierzę. Jak można kazać dziecku reagować agresją na agresję innych. Rany, ine mówicie, że wasze dzieci tak naprawdę robią. Chociaż czemu się dziwić skoro dorośli też na siebie wyskakują, a dzieci są tak uczone to też tak będą robić. Jak idziesz ulicą i zaczepia cię ktoś, jest powiedzmy wulgarny i agresywny, to przepraszam walniesz go, będziesz na niego krzyczeć, jednym słowem zachowasz się jak on?? czy postarasz się nie reagować? bo ja wybieram drugie wyjście. I podobnie jest z dziećmi, dlaczego kazać im reagowac agresją biciem itp. Moja mówi nie bawię sie z Tobą , bo jetseś niegrzeczny, nie chcę się z tobą bawić i w naszym przypaku to działa.

                        Moim zdaniem jest to kompletnie nie wychowawcze, żeby kazać oddać.. Przecież z tego może wyjść niezła bitwa.

                        Gdzieś tam jeszcze któraś mama pisała, że i tak kiedyś dostanie, albo kogoś walnie. Kurcze mam trzydzieści pare lat i nigdy nikogo nie uderzyłam i nikt mnie też nie. Nigdy nie reagowałam na zaczepki innych dzieci. I jakoś to działało, Tego uczę moją córkę. Nie musiałam rozładować emocji. A skoro dzieci muszą rozładować energię to jest wiele innych sposóbow niżbicie innnych. Zapiszcie dzieci na karate, basen inne sporty tam ich nauczą dyscypliny i odpowiedniego zachowania.

                        A to wołanie innych dzieci do pomocy to już ... pozostawię bez komentarza.
                        • tolka11 Kindero 10.08.12, 22:13
                          Nigdzie nie napisałam, ze na bicie dziecko ma odpowiadać biciem. Napisałam, że może się spotkać z agresja i może się zdarzyć, że zareaguje agresywnie. Bo może się zdarzyć. I od tego jest rodzic, zeby wyjasnic, zareagować i pokierować. Niekoniecznie na kazde szrapniecie lecieć na plac zabaw i pouczać i ratować, bo nie zawsze trzeba, czasem wręcz nie należy.Mam 3 dzieci, moim córkom nigdy się to nie zdarzyło, synowi tak, ale tylko ze względu na zaburzenia. No raz go tata nakręcił, przyznaję to było niepedagogiczne.
                          I myślisz naprawdę, że to jest takie straszne jak dziecko zrzucane z drabinek zawoła na pomoc koleżanki (lub same przyjdą) i stanowczo przeciwstawią się agresorowi? Nie zbiją. Nigdzie nie napisałm, że grupa ma tłuc. napisałam, że grupa to siła - siła przekonywania. jak mu 5 dzieci powie raz i drugi, żeby spadał, bo robi krzywdę to jest spora szansa, ze odpuści i się do grupy dostosuje. To jest naprawdę takie złe?
                          Twoje dzieci w domu rozumiem zawsze grzecznie bawią się ze sobą, nie kłócą, są zgodne? Bo moje mlodsze rzadko się szarpią i bardzo się lubią, ale kłótnie obrazanie się zdarzają się, zwłaszcza między najstarszą i młodszymi. I muszą sobie z tym radzić, bo ja oszalałabym rozwiązując kazdy ich konflikt. Ja jestem od sytuacji bardzo niebezpiecznych, jestem od tłumaczenia zasad, od egzekwowania, od wysłuchania żali i poradzenia. Nie od rozdzielania w zwykłej kłotni i wyrywaniu zabawki.
                          • kinder0610 Re: Kindero 10.08.12, 22:37
                            widocznie źle zrozumiałam Twoje wypowiedzi, wywnioskowałam z niech, ze na agresję reagować agresją, czyli na szarpanie szarpaniem , na bicie bicie itp. Rodzice nie mają biegać za dziećmi i rozwiązywac każdy problem, ale rozwiązywać własnie te sytuacje pełna agresji, bo o takich tu piszemy. Ja nie mówię o sytuacji kiedy masz ratowac dziecko, bo mu kolega zabrał samochodzik. tylko o biciu spychaniu, o sytuacjach, w których dzieci sa narażone na niebezpieczeństwo.
                            • tolka11 Re: Kindero 10.08.12, 22:49
                              Ano widzisz, słowo pisane jest podstępne. Nawet kilka razy napisałam, ze w sytuacjach zagrażających zdrowiu i zyciu reagować należy natychmiast i to nie podlega dyskusji. I nikt zresztą tu z tym nie dyskutuje.
                              Ja po prostu tak wychowuje dzieci, że z nimi rozmawiam, analizuję przed i po fakcie, tłumaczę, uprzedzam, ale prawie nigdy nie ingeruję w trwająca kłotnię, szarpnięcie gdzieś na placu i takie sytuacje. Patrzę jak sobie radzą, nie lecę. W zwyczajnych dziecięcych kłótniach. W sytuacjach niebezpiecznych reaguję, ale takich jest jak na lekarstwo.
                              Pozdrawiam.
                          • mamaduo Re: Kindero 10.08.12, 22:49
                            ja mam wrazenie, ze czytacie Tolke bez zrozumienia. Widze ciut braku dystansu do zachowan - uderzenie lopatka, czy wyrywanie zabawek nie jest sytuacja zagrazjaca zdrowiu i zyciu. Zwlaszcza jesli dochodzi do tego pomiedzt rowiesnikami. Nie kazda sytuacja "agresywna" wymaga interwencji rodzica.
                            Owszem, jesli konflikt nastepuje pomiedzy 9 latkiem a 4 latkiem, to rodzic jest potrzebny. Albo jesli sytuacja sie nawarstwia.
                            Ja natomiast jak czytam niektore wypowiedzi, odnosze wrazenie, ze kazdy konflikt wymaga rekacji rodzica. No nie kazdy.
                            Rola rodzica jest odrozniac syt. niebezpieczne od takich, w ktorych dzicko poradzi sobie samo - wlasnie po to, zeby z wiekiem dziecko potrafilo radzic sobie w grupie. Interwencja nie potrzebna moze wlasnie wyuczyc w dziecku bezradnosc i nie wiare we wlasne sily.
                            A co do bicia przez inne dzieci - tu akurat uwazam, ze jesli to sie dzieje notorycznie w grupie - typu wlasnie wymuszenia czy przesladowanie (szkola), lub nawet pkole - to jednak od tego konfliktu jest opiekun a nie dziecko, bo nie sa juz standardowe konflikty w grupie. My swoje dzieci nauczylismy lapania za reke i glosnego krzyczenia "nie bij mnie" "nie wolno" - poniewaz wlasnie w zlobku byl problem z jednym chlopcem, ktory bil dzieci. Tlumaczymy im, ze moga sie bronic - wlasnie zlapac delikwenta za reke, odpechnac, popchnac. W ich wypadku to pomoglo, chlopczyk ich przestal bic. Jednakze byla tez aktywna postawa pan, ktore za kazdym razem reagowaly na zachowanie tego chlopca.
                            Nie wyobrazam sobie, zeby w takiej sytuacji notorycznego zachowania agresywnego nie reagowaly i pozostawily wolna reke dzieciom.
                            Ale jak mowie - nie kazda przepychanka dziecieca jest zagrozeniem wymagajacym interwencji i to trzeba umiec rozroznic.
                            • mama-cudownego-misia Re: Kindero 11.08.12, 07:45
                              Oczywiscie, ze nie kazdy konflikt wymaga interwencji, wymaga go oprocz zagrozenia zycia i zdrowia (w co wliczam sypanie piachem po oczach, bo juz dwa razy po takiej akcji leczylismy zapalenie spojowek) sytuacja, w ktorej dziecko zwroci sie o pomoc - wprost lub placzem.
                              Wtedy trzeba podejsc, dopytac, jesli sie nie widzialo calej sytuacji, i jesli pretensje dziecka sa uzasadnione, to reagowac. A nie zawsze sa - moja panna miala okres "chce byc pierwsza" i trzeba jej bylo tlumaczyc, ze musi poczekac na swoja kolej, bo inne dzieci tez chca zjechac albo sie pohustac.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja