masiamichasia
12.08.12, 21:30
Urodzilam w 31 tygodniu ciazy chlopczyka, dostal 9 pkt Apgar, wazyl 1650 gramow. Przeszedl ciezka sepse, wylewy I/II stopnia. Po miesiacu wrocilismy do domu szczeliwi, ze synek zyje i jest juz zdrowy. Po kilku dniach dostal bezwladu raczki, znowu 3 tygodnie w szpitalu. Raczka niby wrocila do normy, ale nie jest az tak aktywna jak druga. Po 1,5 miesiaca w domu ponownie szpital - przykurcz nozki. Oba przypadki nie maja podloza neurologicznego (odruchy glebokie sa) ani ortopedycznego (usg i rtg ok). Do tego dochodzi asymetria ulozeniowa.
W usg glowy widac pojedyncze echa, ale w rezonansie magnetycznym czysto.
Dzis synek konczy 4 miesiace...
Wiem, ze sa tutaj ciezsze przzypadki, ze dzieci przechodzily operacje, ze o nie walczylyscie. Ja tez to robie, ale juz nie daje rady. Codziennie mysle o tym co sie stalo i nie moge sobie wybaczyc, ze urodzilam wczesniej (nieznany jest powod, choc mialam gronkowca i paciorkowca, wiec pewnie infekcja wywolala porod). Patrze na mojego synka i mysle, jaki ja mu los zgotowalam. Od poczatku tyle wycierpial, co chwile cos nowego sie pojawia i nie wiem co nas jeszcze czeka. raczka niby zdrowa, ale nie rusza nia aktywnie, jakby nie byl nia zainteresowany, czyli nawet nie ma co leczyc... z nozka to samo... moze juz ja wyprostowac ale jakby mu sie nie chcialo, tylko jak boli go brzuch to kopie obiema... czyli cos, czego znow sie nie wyleczy...
z asymetria walczymy z rehabilitantem, wierze ze bedzie ok.
Tylko boje ssie, ze za chwile znow bedzie cos, czego nie bedziemy umieli wyleczyc i synek nie bedzie w przyszlosci zdrowym, pogodnym chlopcem.
Pojutrze skonczylby 2 miesiace, gdyby urodzil sie o czasie. Od kilku dni sie usmiecha, czasami potrafi wodzic wzrokiem za osoba, dzwiekiem czy przedmotem, a czasami w ogole nie jest kontaktowy. Nie guga, czasami bardziej jakby jeczy, typu "ajjj", "ahh". Neurolodzy mowia, ze jest opozniony, rehabilitant mowi, ze jest na poziomie 4-5 tygodnia....
Dla mnie nie ma znaczenia, czy on bedzie opozniony 2 czy 4 miesiace, bo za 2 lata nikt juz nie bedzie mierzyl rozwoju w miesiacach. chce tylko zeby byl zdrowym, pelnosprawnym i usmiechnietym dzieckiem.
Nie moge pozbyc sie mysli, ze to wszystko moja wina. wiem, ze moj maz i tescie tez sa tego zdania, co wcale nie dodaje mi otuchy.
wiem, ze moge skorzystac z pomocy psychologa, ale nie do konca wiem, w czym on moglby mi ppomoc. powie, ze to nie moja wina? przeciez ja wiem ze moja i chocby mi to wszyscy wmawiali, ze nie to ja i tak wiem...
musialam sie wygadac...