Dodaj do ulubionych

Skrajne wcześniaki

06.11.21, 22:14
Witam wszystkie Mamy wcześniaków lub kobiety które czekają na (prawdopodobnie) przedwczesny poród.
Piszę ten post aby dać Wam trochę nadziei i opowiedzieć swoja historię.
Do szpitala trafiłam ok 21 tygodnia ciąży, po badaniu połówkowym w gabinecie ginekologa. Niewydolność ciśnieniowa szyjki macicy, jak się okazało oraz postępujące zakażenie, które wykluczyło możliwość szycia. Po kilku dniach, była to niedziela nad ranem, dostałam krwotoku. Mina lekarki po badaniu oraz słowa że czuje ręce i nogi dziecka... Przy obchodzie tego samego dnia inny lekarz, po moim pytaniu jakie są szanse i co dalej, powiedział że nie ma praktycznie żadnych szans i czekamy na poronienie, które według niego nastapi w ciągu kilku godzin. Czekałam cała niedzielę z rezygnacją i rozpaczą, w samotności (czasy pandemii), w kontakcie telefoniczym z mężem, któremu nie wiedziałam co powiedzieć. Wierzyłam w nieomylność lekarzy... W poniedziałek nadal nic się nie działo. Przychodziły do mnie położne i pielęgniarki, pytały czy mają sprawdzać tętno dziecka, współczuły, przyniosły ubranko do pochowania dziecka, wspominały o zasiłkach pogrzebowych. I mówiły że jeszcze kiedyś uda mi się urodzić zdrowe dziecko. We wtorek rano dostałam kolejnego krwotoku, od tego momentu krwawiłam już caly czas. Ok południa zaczęły się skurcze, które stawały się coraz silniejsze. Od 16 myślałam że umrę z bólu, pomimo zastrzyków. Po kilku godzinach zabrano mnie na porodówkę, zrobiono USG, dopytywano po raz kolejny o wiek ciąży, podano surfaktant. Nikt nic mi nie mówił, nie wiedziałam jak to wszystko będzie wyglądać. Poród trwał ok 15 min, przepłakałam go, zastanawiając się czy zobaczę moje dziecko chociaż chwilę żywe.... Przy porodzie było kilku lekarzy do mnie oraz pielęgniarki i neonatolodzy dla dziecka, co było dla mnie zaskoczeniem. Przez chwilę widziałam swoje dziecko, zanim zajęli się nim specjaliści. Następne godziny (a może nawet dni ?) pamiętam jak przez mgłę. Powiedzieć że byłam w szoku to przekłamanie. Najgorszy był brak informacji i dezorientacja, bo 3 dni żyłam w przekonaniu że moje dziecko umrze, nikt nawet słowem nie wspomniał, że mimo wszystko spróbują je uratować.... Moja Basia urodziła się w 22/23 t.c. z wagą 540 g i wzrostem 26 cm. Spędziła 160 dni w szpitalu, 44 pod respiratorem, 87 na OIOM. W dwóch pierwszych tygodniach życia miała wylewy III i IV stopnia. Przeszła retinopatię II stopnia, stwierdzono u niej dysplazję oskrzelowo-płucna. Miała liczne zakażenia bakteryjne i grzybiczne, 2 razy lekarze kazali nam się przygotować na najgorsze. Dzisiaj, 13 miesięcy po urodzeniu, Basia to energiczne, ciekawe świata dziecko, raczkujące, próbujące wstawać. Wszyscy lekarze są pod wrażeniem jak zmiany w mózgu po wylewach ładnie się wchłoneły. Chodzimy do dwóch neurologów, kontrolnie, obaj są zaskoczeni postępami w rozwoju i ich tempem. Oczywiście na tym etapie żaden lekarz nie powie nam, że wszystko będzie już dobrze. Na pewno jakieś problemy zdrowotne się pojawią. Pamiętam jak kilka mam z OIOM-u (ich dzieci są z późniejszych tygodni ciąży) mówiło do mnie, że podziwiają mój optymizm, bo one są załamane sytuacją.
Niezmiennie odpowiadałam, że moje dziecko ginekolodzy skazali na śmierć, a ono ma taką wolę życia, że sobie ze wszystkim poradzi. I wierzę w to nadal. I każdej mamie/przyszłej mamie to mówię, że nadzieję trzeba mieć do końca, bo lekarze są omylni (w takich przypadkach na szczęście 🙂 )
Trzymam za Was i za Wasze dzieci kciuki ❤
Obserwuj wątek

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka