Dzień powszedni a weeckend

16.06.05, 09:23
Mam nadzieję, że tym razem mój wątek nie skończy się tak, jak poprzedni.
Chciałabym się z Wami podzielić(może i Wy macie ochotę)tym jak wygląda nasza
codzienność.Może ktoś ma jakieś pomysły co zmienić, jak urozmaicić sobie
czas.Nasz dzień powszedni wygląda tak:
6 rano (to ta lepsza wersja)-mama (czyli ja) wstaję do pracy (konkretnie na
uczelnię), do Alusia przychodzi teść lub tata(zależy którą ma zmianę)
7-mam autobus (na uczelnię mam ok. 60 km)i tak codziennie
ok. 15.30 wracam-biorę Alusia.
Wspomnę jeszcze że zaczęliśmy się stołówkować i na szczęście gary odpadają.
Jak jest ładna pogoda to idziemy na kocyk do ogrodu lub do pobliskiego parku
na huśtawki. Czasami na lody (tak mówię dziecku, ale on oczywiście
wafelka).Jak wiecie moje dziecko nie usiedzi za długo w wózku i muszę
stosować przekupstwo.Jeśli jest brzydka pogoda to idziemy do moich rodziców,
albo oni przychodzą do nas.Teraz niestety moja jedyna siostra a Alusia ciocia
i matka chrzestna wyjechała do Szkocji i bardzo nam jej brakuje.Jak mąż ma
drugą zmianę to moja mama bawi się w ogrodzie z małym a ja w tym
czasie "upycham graty"(czyt. sprzątam).Najbardziej uwielbiam jak mąż ma
pierwszą zmianę i po południu jesteśmy wszyscy razem.Wtedy zwykle idziemy na
spacer lub na działkę do moich rodziców. Ok. 19-19.30 kąpanie Bąka i ok. 20-
21 jedno z nas idzie spać, drugie ma dyżur. W każdą sobotę mój mąż pracuje
więc ja (lub on) do południa sprzątam (raz w tygodniu tak porządniej) a potem
jak co dzień. Czasami w sobotę lub niedzielę mam zajęcia ze studentami
zaocznymi i wtedy to juz klapa, ale cóż.No i pozostaje niedziela. Trochę rano
odpoczywamy, potem śniadanie, obiad (w domu lub gdzieś tam-knajpa lub moi
rodzice)na 13 kościół- msza dla maluszków. A potem to różnie. Ja bardzo lubię
jeździć, ale moje dziecko strasznie histeryzuje w samochodzie i to nas
blokuje.Często chodzimy na różne festyny rodzinne albo jeździmy do lasu z
psem, albo na wieś do mojej babci.W niedzielę moi rodzice mają wolne i zwykle
zabierają wnuka na spacer lub na troszkę do siebie, wtedy mamy czas dla
siebie.No i tak przedstawia się nasza sielanka. A może Wy macie ochotę
podzielić się swoją "codziennością", może byśmy u siebie coś wtedy zmienili,
urozmaicili czas.Zapraszam, jeśli ktoś ma ochotę. Pozdrawiamy.Pa
    • mamaigora1 Re: Dzień powszedni a weeckend 16.06.05, 09:45
      No tak, u nas widac dość wyraźna różnice pomiędzy dniem codziennym a weekendem,
      bo na co dzień do 6 godzin dziennie z Igorem jest Babcia, a w weekendy ja
      jestem w domu więc nadrabiamy z Igusiem zaległości tygodniowe...

      Mój spryciarz jest na tyle kochany, że te przełomowe kroki milowe zawsze do tej
      pory miały miejsce własnie podczas tych naszych weekendów...

      Dzień powszedni jak i weekend ustawiony jest pod Igora i jego rytm dnia, śpi
      pomiedzy 11 a 13 więc wszelkie odwiedziny i dłuższe spacerki maja miejsce po
      obiedzie, a że o 16 zawsze jada jogurt z miskoptami, więc nie ogranicza nas w
      tym wzgledzie nic, bo jogurt mozna podac w kazdych praktycznie warunkach...

      O 19:00 kolacja, 19:40 kapiel i 20:00 do spania

      I tak światek, piatek i niedziela...
      • basiaf1 Re: Dzień powszedni a weeckend 16.06.05, 10:06
        U nas niestety nie różnicy pomiedzy dniem powszednim i światecznym. Wynika to
        ze specyfiki naszej pracy (prowadzimy pensjonat). U nas okresy dzielą się na
        sezon i poza sezonem. I tak w sezonie to prawie jasia nie widuję, tata spedza z
        nim trochę więcej czasu no i mamy opiekunkę. To znaczy nie bardzo opiekunkę,
        dziewczyna robi wszystko i tak na zmianę podrzucamy sobie Jaśka. Jak ktos już
        coś zrobi co do niego nalezy to zostaje z Jasiem i ktoś inny idzie do swoich
        obowiązków. Straszne wtedy zamieszanie niestety. Poza sezonem czyli np. teraz ,
        oboje jestesmy w domu i mamy dużo czasu dla małego.Wstajemy ok. 8 jeśli nie ma
        nikogo bo jesli ktoś jest to ja wstaje o 7 zeby przygotować sniadanie, młody
        dostaje butlę i jest gotowy do zabawy. Jak mąż ma coś do roboty to sobie idzie
        a my zJasiem bawimy się do ok 11 kiedy mały ma drzemkę. Potem druga butla,
        zabawa, zupka, zabawa, obiad, zabawa, drzemka, kasza, kąpiel, spanie.
        Monotonia. Jak jest ciepło to bawimy się na dworze ale ostatnio bywa niestety
        paskudniesmile I tak w koło Macieju... Juz niedługo bo na początku sierpnia
        wracamy do domu tzn do teściów. Tam jasiek będzie miał raj, bo na zawołanie
        cała rodzina męża, baaardzo duża no i moja mama niedaleko. Trochę juz marzę o
        tym, żeby Jaśka komuś podrzucić i np. isc do pubu albo potańczyćsmile)) Tutaj nie
        mamy z kim wieczorem zostawić dziecka więc od pół roku nigdzie nie byliśmy.
        Zresztą nie bardzo możemy zostawić pusty pensjonat.
        Czekam więc z niecierpliwością na sierpień kiedy to nasze życie sie w końcu
        unormujesmile
        Basia
    • axamit1 Re: Dzień powszedni a weeckend 16.06.05, 23:42
      u nas tygodnie dzielimy na takie, w trakcie ktorych tata jest w delegacji i
      takie, gdy pracuje "na miejscu"... w tym drugim przypadku budzimy sie mniej
      wiecej kolo 8-Krystian budzi nas pytaniami kontrolnymi "mama?,tata?". Dajemy mu
      jakies zabawki i ksiazeczki do lozeczka i probujemy powrocic choc na 20 minut w
      blogi sen. Nastepnie ja wstaje, ubieram Maluszka i po obowiazkowym wspolnym
      wyjmowaniu naczyn ze zmywarki-upodobal sobie to zajecie, wkrotce bedziemy
      zmuszeni kupic nowy serwis-jemy sniadanie. Tata w tym czasie zbiera sie do
      pracy (z lazienki dobiegaja nas pelne zlosci okrzyki "no nie,spoznie sie przez
      ten cholerny krawat!!!"), zabiera w biegu sniadanie "robocze" i wychodzi-a my
      machamy mu wygladajac przez kuchenne okno.
      Po mojej "swietej kawie", gdy Krystian musi przez chwile zajac sie soba, robimy
      male porzadki-scielenie, pranie itp. Przed poludniem jesli jest pogoda, a
      zazwyczaj nie ma bo przeciez mieszkamy w Krainie Deszczowcow, znikamy w
      ogrodzie. Bawimy sie w piaskownicy albo Krystian pomaga mi w pielegnacji
      roslin. Uwielbia podlewac kwiaty, obserwowac mrowki i pszczoly, zbierac
      liscie.Taki maly ogrodnik nam rosnie wink. Jesli leje to po prostu bawimy sie w
      domu.
      kolo 12tej, po malej przekasce (jakies owoce, serek) klade go spac i gdy usnie,
      wreszcie pije kawe w prawdziwym spokoju wink))Krotki przeglad prasy albo relaks
      z ksiazka i do roboty!Prasowanie i inne temu podobne zajecia "gospodarskie"
      ktorych sila rzeczy nie da sie robic przy dziecku. Gdy wstanie (drzemka
      zazwyczaj 1-1,5 godziny) je obiad i idziemy na spacer polaczony zazwyczaj z
      drobnymi zakupami. Atrakcji u nas specjalnie wiekszych niestety nie ma-w
      tzw. "centrum" pare sklepikow i kawiarenka, sa za to nawet fajne trasy
      spacerowe-lasy, pola-tylko ze to akurat Krystiana nie bardzo interesuje...
      Po dwugodzinnym spacerze bawimy sie w domu i czekamy na tate ktory zazwyczaj
      wraca kolo 18tej. Panowie bawia sie razem a ja mam okazje przygotowac obiad, po
      ktorym Krystian z kolei je swoja kolacje, sklada zabawki i kapie sie. Nastepnie
      obowiazkowe i skrupulatnie przez niego przestrzegane "la la la" (czyli
      spiewanie kolysanek wink i kolo 20:30 jest juz w lozku. Gdy zasnie oddychamy z
      niejaka ulga i rzucamy sie w wir rozrywek intelektualnych pod postacia rozmow,
      gazet, ksiazek oraz internetu.
      Gdy tata jest na wyjezdzie "program dnia" ulega nieznacznym zmianom-m. in.
      wspolne zabawy obu panow zamienione zostaja na pogawedki (a wlasciwie monologi
      taty) telefoniczne. No i Krystian pyta "a tata?" mniej wiecej 20 razy na
      godzine...
      Z kolei w weekendy, oprocz watpliwej rozrywki w postaci dokonywania zakupow
      spozywczych na caly tydzien, staramy sie zawsze gdzies wyrwac, troche zwiedzic,
      albo chocby zabrac malego do aqua-zoo itp. Czasem wpadna do nas znajomi,
      niestety odleglosc wplywa na czestotliwosc tych wizyt...
      My (mam na mysli my-rodzicewink wychodzimy do knajpki, znajomych czy tez "na
      miasto" tylko wtedy gdy akurat jest u nas z dluzsza wizyta babcia Krystiana.
      Czyli ostatnio poczatkiem kwietnia a nastepnym razem to dopiero w lipcu...
Pełna wersja