titula999
10.11.05, 15:52
Wojtuś urodził się 2 września w 34tc i mimo hipotrofii był całkiem sporym
wcześniaczkiem (1750g i 46cm). Od początku samodzielnie oddychał i jadł w
inkubatorze z butelki. Zaraz po powrocie do domu rozpoczęliśmy naukę jedzenia
z cycusia i tu zaczęły się schody. Mały okazał się nadzwyczaj bystrym malcem
i od razu załapał o co chodzi. Niestety karmony butlą jadł ładnie i troszkę
ulewał, ale po cycusiu chlustał we mnie jedzeniem. Lało się z niego ustkami i
noskiem aż tracił oddech. Przestał też przybywać na wadze.
Zrobiliśmy przerwę i gdy mały skończył m-c spróbowaliśmy ponownie. Historia
się powtórzyła. Postanowiłam się nie zrażać i karmić dalej, do czasu aż mój
synuś tak zakrztusił się mlekiem, że mało się nie udusił i wylądowaliśmy w
szpitalu. Znienawidziłam karmienie piersią na jakiś czas. Dziś postanowiłam
ponowić próbę i znów to samo. Mały oblał mnie niczym wężem strażackim. Błagam
doradźcie coś. Czuję się beznadziejną matką. Nie dość, że przez moją gestozę
musiał wcześniej opuścić brzuszek, straci jeszcze mój pokarm, bo śvciągam go
coraz mniej.
Czy przyczyną może być niedojrzły układ pokarmowy? Wojtuś ma też inne
problemy z jedzeniem. W godzinę po karmieniu zaczyna mu być niedobrze,
wypycha języczek, stęka męczy się, płacze i trzeba go podnieść, żeby mu się
odbiło. To pomaga na jakieś 5 min. a potem jest to samo i trwa to do
następnego karmienia. Czasem aż żal patrzeć jak się męczy. Mówiłam o tym
lekarzom, ale to lekceważą, tłumacząc wszystko właśnie nie w pełni
rozwiniętym układem pokarmowym. Chciałabym jakoś pomóc mojemu maluszkowi i
chciałabym karmić go piersią, bo sporo czasu spędzamy w szpitalach, więc tak
byłoby wygodniej ale nie wiem czy wyjdzie mu to na dobre. A może ktoś miał
podobny problem?