jak pomóc mamie wczesniaka?

19.03.06, 17:25
Dziewczyny moja siostra właśnie urodziła wcześniaczkę. Mała jest w fatalnym
stanie,siostra ma depresję(do nikogo się nie odzywa i nic nikt nie mówi co
jest
maleństwu!) Jak jej pomóc? Jak z nią rozmawiać? Czego ona w tej chwili
potrzebuje?

    • barmagos Re: jak pomóc mamie wczesniaka? 19.03.06, 18:11
      ...Twojej obecności, obecności męza, rodziców, zeby nie czuła sie z tym
      wszystkim sama. Nawet jesli do nikogo sie nie odzywa, to nie znaczy ,ze was nie
      potrzebuje( tez tak miałam), nie znaczy to, ze chce być sama. Rodzina tez może
      sie dowiadywać, o stanie dziecka, jesli lekarze nie chca nic mówić siostrze-
      niech pyta i dowiaduje sie mąż- ma prawo wiedzieć. Niech umówi sie z lekarzem
      prowadzacym dziecko na ścislejsze wyjaśnienia. Jeśli siostra jest po cesarce,
      pomóż jej sie rozchodzić po korytarzu- niech nie siedzi lub nie leży w jednym
      miejscu- to bardzo boli ale jest konieczne, zeby rana sie nie paprała, szybciej
      goiła, trzeba duzo chodzić, najlepiej z kims pod ręke własnie,w razie gdyby
      zasłabła.
      Osobiscie bardzo pomogło mi ściaganie mleka- poczułam ze jestem temu dziecku w
      minimalny sposób ale jednak, potrzebna, ze i ja moge cos zrobić-. To było
      bardziej dla mojej psychiki niz dla Córci- zajmuje czas, i mysli, jest
      działanie. Ale zalezy to też od stanu dziecka. Nie wiem jak ciężki jest stan
      Twojej siostrzeniczki, nam dawano 60% szans na przezycie...
      Bardzo mocno pozdrawiam całą Twoja, rodzine, szczególnie siostre - duzo dużo
      sił dla wszystkich...
      Jesli miałabyś jakieś pytania to postaram sie odpowiedzieć i podpowiedzieć na
      miare swoich mozliwości.
      pozdrawiam bardzo bardzo mocno.
    • mamaigora1 Re: jak pomóc mamie wczesniaka? 19.03.06, 18:32
      Mój Igor urodził sie w 26tc. z wagą 850g, przy urodzeniu dostał 1 pkt Apgar za
      pojedyncze uderzenia serca - umierał juz we mnie i to cesarskie cięcie odbyło
      si praktycznie w ostatniej chwili. Po tym całym przeżyciu gdy juz
      przetransportowali mnie na salę poporodową to chyba w szoku poporodowym bałam
      sie kogokoliwek spytać co z moim synem, czy żyje, jakie sa szane etc. - moim
      łacznikiem był mąż. Tylko on chodził pytać o stan zdrowia Igusia, on rozmawiał
      z lekarzami, on przychodził do mnie i siedzial ze mna cały czas gdy możliwe
      były odiedziny i wreszczie tylko z nim chodziłam do Igorka. Trwało to przez
      całe 4 dni mojego pobytu w szpitalu - prze ten krótki opis chciałam Ci
      powiedzieć, że niektóre Mamy tak jak ja - potrzebuja łacznika ze swoim
      dzieckiem - może to dziwne do zrozumienia, ale ze mna tak własnie było.
      Wszystko zmieniło sie o 180 stopni gdy wyszłam ze szpitala i zaczęliśmy jeżdzic
      do Malucha juz z domu, ja zaczęłam nabierac sił i chęci walki o zycie Igora i
      wtedy to ja stałam się tą która dyskutuje z lekarzami i wiedzie prym przy swoim
      dziecku, które jeszcze długo balansowało między życiem a śmiercią.

      Dawna pewnośc siebie wróciła do mnie dopiero wtedy gdy lekarka prowadząca
      poweidziała, że powinno byc już dobrze - był to 5 tydzień życia synka.

      Myślę, że w tych naprawde pierwszych dniach musi byc ktoś na stałe przy niej,
      mąż lub ktos inny kogo ona ceni, kto pomoże jej w pierwszych kntaktach z
      Maluchem i ze szpitalną biurokracją i oziębłością.

      Napisz w którym tygodniu urodził sie Maluch i z jaka wagą, a jak bedziesz
      wiedziec cos więcej daj tez znać.

      I jeszcze jedno, napisz w jakim mieście, w jakim szpitalu może znajda sie Mamy,
      które też tam rodziły i posłuża Ci jakąs rada z doswiadczenia wink))
      • venla Re: jak pomóc mamie wczesniaka? 19.03.06, 22:43
        Bardzo współczuję Twojej siostrze. Ja też nie odbierałam telefonów, nie
        odpisywałam na smsy z gratulacjami (Miłosz urodzi się w 36tc i nikt nie sądził,
        że będą takie problemy). Za to bardzo mocno czekałam na każdą wizytę męża,
        który codziennie jeździł do małego 45 km dalej i przekazywał mi informacje na
        jego temat. Teraz wiem, ze nie do końca mówił mi prawdę żeby mnie nie martwić
        ale te słowa otuchy były dla mnie bardzo ważne. Miałam cesrkę i niestety nie
        mógł wchodzic do mnie do sali.Rozmawialiśmy na korytarzu, gdzie wszystkie mamy
        chwaliły się rodzinom swoimi dziećmi. Możesz pomóc swojej siostrze właśnie tak
        jak mówiły dziewczyny, swoja obecnością, przekazywaniem informacji o dziecku bo
        osobiste zaangażowanie w tą sprawę może być dla matki zbyt bolesne. Bądźcie
        cały czas z nią. Mój mąż zrobił nawet Miłoszowi zdjęcia i przyniósł mi do
        szpitala, żebym mogła go zobaczyć. Widziałam go wprawdzie przez chwilę zaraz po
        urodzeniu się, ale to był naprawdę mały wycinek. Chciałam mieć go "więcej".
        Oglądałam wtedy te zdjęcia kilka rezy dziennie i czułam, że jestem bliżej
        niego. Z całego serca życzę Twojej siostrze siły w prztrwaniu tych strasznych
        chwil w zyciu i bardzo duzo zdrowia maleństwu
        • mamaigora1 Venla... 20.03.06, 07:53
          ...współczuję Ci, że mąz nie mógł byc choc troche przy Tobie po cesarce...

          Ja miała cesarke w piatek o 18:12, mąż oczywiście podczas operacji byl pod
          drzwiami, potem pobiegł za inkubatorem, za Igorkiem, ale zaraz wrócił do mnie -
          ja miałam cesarke pod całkowita narkozą, więc byłam bardzo ogłupiała, ale
          spałam jak zając na anestezjologii - mąż zapytal czy może być ze ,mna i
          przekimal cała noc przy moim łóżku na krzesełku - nie wiem czy to była dobra
          wola lekarza, czy jest to praktyka oglna szpitala w którym rodziłam...
          Co jakis czas przebudzałam sie i kazałam męzowi biec na góre do Igorka zobaczyc
          co sie dzieje - dalam mu spokój dopiero kolo 6 rano i pozwoliłam jechac sie
          przespać (w czasie bytności Igora w szpitalu mieszkalismy u moich Rodziców,
          jakies 50 km od szpitala). O 13 mąz byl znowu u mnie (teraz dopiero zdaje sobie
          sprawe, że w tym momencie liczyłam sie dla niego najbardziej ja i to jak sie
          czuję - na to co działo sie z Igorem nie mielismy juz wpływu, musielismy zaufac
          lekarzom). O 13:30 ochrzcilismy naszego Maluszka i czekalismy, czekalismy -
          najgorsze były noce, baaaardzo długie bezsenne noce.
          Uciekałam z tego szpitala aż sie za mna kurzyło, po stokroc wolałam dojeżdżac
          codziennie te 50 km niz leżec tam w trzyosobowej sali, ja miałam łozko po
          środku, a po bokach dwie szczęśliwe mamusie z dzieciatkami - to dopiero była
          trauma (jak tylko przychodzili goście w odweidziny to my z mężem wychodzilismy -
          na szczęście trafilismy na kulturalnych ludzi).

          Do dzis nie moge sobie wybaczyć, że przez te pierwsze dni po porodzie bywałam u
          Igora tak niewiele, dzieliło nas jedno pietro, a ja nie miałam w sobie dośc sił
          aby zdobyć sie na pokonanie tej odległości - dopiero gdy wyszlam ze szpitala,
          pewnośc siebie powoli wracała i chęc do zycia też wink)))

          Przepraszam,ale sie ropisałam - ale jakos tak poczułam nagla potrzebę.

          Mój mąz tez nie mówił mi wszystkiego na początku, mówił, że Igor ma 50 % szans
          na przezycie - potem okazało się, że dodal sobie zero, bo to było tylko 5% -
          sam musiał bardzo wierzyc w to co mówi - dzis dopiero wiem jaką silna presje
          musial czuc na sobie, że ja chce usłyszec choć troche dobrych nowin w tej
          lawinie złych - sprawdził sie mój kochany w 100%.

          Wrócily do mnie te wszystkie wspomnienia, poczulam znowu te paskudne motylki w
          zołądku - jak ja ich nie cierpię - zawsze sa zwiastunem czegos złego!!!
          • venla Re: Mamoigora1... 20.03.06, 22:34
            Odgoń te złe motylki z żołądka! Miałaś bardzo dobra opiekę w szpitalu. Wyobraź
            sobie, że u mnie mąż nie mógł do mnie wejść nawet zaraz na drugi dzień po
            cesarce (miałam ją ok 22.00). Żebyśmy mogli się spotkać wywieziono mnie z
            łóżkiem na korytarz, było bardzo wcześnie rano więc nikogo na nim nie było.
            Poza tym nie miałam tyle szczęścia co do koleżanki w pokoju. Ona tez była po
            cięciu, miała synka, zdrowego, kiedy trzymała go przy sobie zwracała sie do
            mnie "Patrz jaki on jest śliczny". Zupełny brak empatii, tektu, szkoda słów, a
            ja leżałam z książką na łóżku i myślałam czy mąż już dojechał do małego, jakie
            wiadomości...Poza tym szlak mnie trafiał, że z trudem wyduszałam z siebie kilka
            ml mleka a ją mleko zalewało. A mąż z tymi kilkoma kropelkami jechał tak daleko!
            To niby drobnostki, które właściwie nie wpływaja na zdrowie dziecka ale sa
            przecież takie ważne dla mamy, dla jej stanu emocjonalnego. No, ale dość tego
            marudzenia, teraz Miłosz jest cudowny, muszę wysłać tu na forum jego zdjęcia.
            • mamaigora1 Re: Mamoigora1... 21.03.06, 07:35
              No własnie - pochawal sie swoim Skarbem wink))
          • slanty Re: Venla... 21.03.06, 11:09
            Witam,

            ja nie tylko motylki mam - od samego czytania. Strasznie łatwo się rozklejam.
            Może kiedyś powinniśmy zorganizować sobie wspólne wyryczenie się na całość, to
            trauma trochę zejdzie...

            martas14, z tego co piszesz, personel szpitala nie jest pomocny - to naprawdę
            fatalnie - pamiętam swoją niepewność. Może mogłabyś jako osoba najbliższa
            siostrze trochę ich uprzejmie popytać i przekazać siostrze; wiem, że w praktyce
            to trudne, ale w moim przypadku moja uprzejmość wobec niezbyt uprzejmego
            personelu zadziałała cuda - też trzeba dać im poczuć się ludźmi - dostałam w
            końcu wspaniałą pomoc od położnych i pielęgniarek, z lekarzami też w końcu
            poszło dobrze.

            Ja jeszcze miałam taki objaw - inny niż inne dziewczyny, że nie chciałam nikogo
            poza mężem widzieć, ponieważ byłam taka zmęczona (cesarka, a potem fatalna
            infekcja poporodowa, do tego ściąganie co 3 godz. i karmienie mojego Jaremuszki
            przez rurkę). Jeżeli twoja siostra tak sobie zażyczy (np. tylko ty o jej mąż),
            to może być to wbrew pozorom dobre dla niej.

            I przyłączam się do wszystkich - trzeba starać się być potrzebną dziecku do
            maksimum, a szybko zauważy, że małymi kroczkami maluszek zmierza ku światu.


            Poza tym trzeba pamiętać, że taka depresja jest także częściowo wynikiem pracy
            hormonów - może kiedy towja siotra spojrzy na to z tej strony, to uświadomi
            sobie, że ten zły nastrój nie tylko od niej świadomie zależy i trochę ją to
            podbuduje.

            Może nawypisałam głupot, ale w takich sytuacjach najdziwniejsze argumenty
            trafiają do mam.

            Życzę wam powodzenia z całego serca.

            Pozdrawiam,

            Basia
    • hania.wiecewicz Re: jak pomóc mamie wczesniaka? 20.03.06, 11:03
      Stan wielu wcześniaków w pierwszych dniach jest dość cieżki. U mnie
      podejrzewano wade serca. NIe chcieli nic mówić i dawać nadzei. Tez byla
      depresja i bylam sama. Kiedy lezalam na patologii nie chcialam aby mnie nikt
      odwiedzal. Uznalam ze to ja sama musze walczyc o swoje dziecko i tyle. Nie
      chcialam nikogo martwic dodatkowo. Potem tez snulam sie po korytarzach po cc i
      nawet nie bolalo z tego strachu o dziecko. Bylam odretwiala zewnętrzne i w
      strasznym stanie. Po 3,4 dniach zaczelam odczuwac bol fizyczny po cc kiedy
      sytuacja sie troche normowala i wiadomo bylo ze Szymcio przezyje. Teraz
      wychodzimy z wcześniactwa, ktore zaczyna byc za nami. Ciesze sie ze mam
      zdrowego chlopczyka.

      pozdr
      Hania
    • magda_w24 Re: jak pomóc mamie wczesniaka? 20.03.06, 19:48
      Ja urodziłam synka w 29 tc.z wagą 980g.Z początku nie docierało do mnie co może
      się stać i w jakim marcelek jest stanie,ale dla większości wcześniaków pierwsze
      dni są ciężkie.potem nadchodzą dobre dni.Trzeba być dobrej myśli.Mój mąż przez
      tydzień nie widział (tylko zdjęcie) dziecka bo leżał w szpitalu (miał operacje
      kolana) a ja byłam w innym szpitalu.
      Ważne żeby cała rodzina była przy twojej siostrze,początek jest najgorszy.Do
      mnie w szpitalu przyszedł psycholog.Niech mąż porozmawia z lekarzem prowadzącym
      oni muszą powiedzieć co jest z dzieckiem.Jeśli siostra chce się wypłakać to
      nadstawcie ramienia,rozmawiajcie z nią niech wie że myślicie o dziecku i że nie
      jest z tym sama.w końcu nabierze sił o walke.
      Pozdrawiam
      wszystkiego dobrego
    • roksana.cz Re: jak pomóc mamie wczesniaka? 21.03.06, 08:20
      przede wszystkim potrzebuje tego, aby były z nią bliskie jej osoby. Ciężko jest
      dźwigać samej taki ciężar. Wiem coś na ten temat, sama miałam depresję,
      Kacperek w szpitalu walczył o życie, a mój mąż w delegacji, rodzice ok. 80km
      ode mnie, szkoda słów. Wspierajcie ją, niech się nie poddaje i wierzy w to,że
      będzie dobrze. Musi być dobrze. Niech powtarza sobie te słowa: moje dziecko
      będzie żyło, będzie zdrowe, a ja muszę być silna dla niego. Pozdrawiam
      serdecznie.
      Odezwij się czasem i napisz co się dzieje u Siostry - Roksana z Kacperkiem
      • basiaf1 Re: jak pomóc mamie wczesniaka? 22.03.06, 09:28
        Pamiętam swoją sytuację. Na pewno nie pomagały mi słowa rodziny typu: może
        jakoś się uda, może zdarzy się cud, ty jesteś najważniejsza. Zdecydowanie
        jednak pomogły mi słowa : na pewno będzie dobrze, nic się nie martw, ja to
        wiem. Po prostu. Nawet jeśli to były słowa baaardzo na wyrost, nawet jeśli
        nieprawdziwe, to zadziałały. Będzie dobrze i już. Taką przyjęłam wersję i teraz
        z perspektywy czasu myślę, że najważniejsze to:
        obecność bliskich
        utwierdzanie nawet w fałszywym przekonaniu, że będzie ok.
        Pozdrawiam bardzo serdecznie i trzymam kciuki
        Basia
    • malzona1 Re: jak pomóc mamie wczesniaka? 22.03.06, 22:07
      Wsparcie na pewno jest ważne, ale ja byłam w stanie zniesc tylko obecnosc mojego
      meza. Inni dzialali na mnie strasznie.. Problemy zdrowotne dzidziusiow, z
      latacja, walka ze stresem i zmeczeniem, irracjonalnym poczuciem winy. Wspolna
      sala z mamami zdrowych, donoszonych dzidziusiow. Wytrzymalam z blizniakami w
      szpitalu prawie miesiac (duzoo mnie to kosztowalo), potem dojezdzalam. Odwiedzin
      własciwie nie przyjmowalam, nie bylam w stanie..
      Ktos bliski na pewno bedzie pomocny, niekonicznie tlum, ale ktos kto przytuli,
      pozwoli poplakac. Czasami lepiej dojezdzac do szpitala niz w nim byc. Warto tez,
      aby ktos pomogl w podjmowaniu decyzji lub wrecz podjal ja za mame. Ja w szpitalu
      juz nie moglam wytrzymac psychicznie, ale balam sie o tym powiedziec, wydawalo
      mi sie, ze wychodzac bede wyrodna matka, ze zostawiam dzieci same. Poza tym
      czasami zasypialam przy sciaganiu pokarmu, albo nie slyszalam dzwoniacego
      budzika. Wtedy pomogl mi mąż, ktory kazal mi się spakowac i zabral do domu, tam
      kazal spac i to on pilnowal zebym wstala. Niejako przejal czesc
      odpowiedzialnosci.. I to pomoglo, choc wychodzac ryczalam i mialam ogromne
      poczucie winy, ze zostawiam dzieci same.
      Pozdrowienia dla siostry, niech wierzy, ze bedzie dobrze. Duzo zdrowia dla
      maluszka..

      Trzymamy kciuki, Asia i bliźniaki
Pełna wersja