attache1974
26.06.06, 14:02
Witam
11. 05. 2006 urodziła się (cesarka w 34 tygodniu) nasza druga córa Zosieńka.
Waga 1460 gramm, 5/6 pktów, długość ciała 41 cm.
NIestety od razu pojechała na OIOM a tam w 3 dniu stwierdzono wylewy
dokomorowe III/IV stopnia.
Pierwszy tydzień to było ratowanie jej życia (respirator na 30% tlenu - przez
półtora tygodnia) - 24. V. przewieziono ją samolotem do innego szpitala (w
tamtym postawiono 4 różne diagnozy co to za wylew może być) - koszt jedyne 30
000 zł. Miała wtedy 1600 gramm (czyli w niecałe 14 dni przybrała prawie 300
gramm).
W dniu przyjęcia w drugim szpitalu (CZMiD w Miedzeszynie) diagnoza wylewy
dokomorowe III na IV stopień i prośba o podpisanie zgody na szybkie pobranie
płynu rdzeniowo mózgowego do analizy. Po dwóch dniach - zrezygnowano z
pobrania płynu (obwód głowy nie powiększa się zbyt drastycznie) - Zosia
zostaje na patologii noworodka - 9 czerwca wypis do domu Zośka waży 2340
gramm - 22. VI na kontroli u pediatry waga 2720 (znowu w niecałe dwa tygodnie
300 gram do przodu). Pani pediatra mówi że po opisie spodziewała się gorszego
stanu a tu Zosia i sama je cycusia, i przenosi wzrok z twrzy osób które się
nad nią nachylają, obraca główkę położona na brzuszku (fakt że nie od razu a
po jakimś czasie jak znudzi się jej leżenie w jednej pozycji), ma odruch
pełzania - normalnie na zewnątrz wygląda jak zdrowy dzidziuś.
Oczki kontrolowane były dwa razy - druga wizyta wykazała wchłanianie się
jakiegoś wylewu który miała w jednym oku - następna kontrol 28 lipca.
Czekamy na neurologa i rehabilitanta - ale najlepszym rechabilitantem jest
jej starsza siosta (Aleksandra - 5 latek donoszona ale z wagą 2500 gram -
znaczy się nasze dzieciaczki są małe od urodzenia) co raz to podleci za ręke
złapie, pogłaszcze, cmoknie, zagada.
Badanie słuchu w CZMiD wykazało niby brak reakcji w jednym uszku ale robiły
je pielęgniarki i powiedziały że w 70% to badanie im się nie pokrywa z
rzeczywistością. Badanie EEG nie do zdiagnozowania dziecko się wybudzało -
wyniki nie są miarodajne - do powtórki we wrześniu.
Teraz tylko walka z tymi wylewami - oby się wchłonęły i można powiedzieć że
Zośka miała dużo szczęścia (raz odpięta od respiratora sama oddychała,
przewód Bottala zarósł się, zero problemów z nerkami czy innych) jedno
przetoczenie krwi.
Czasem jak się przeciąga drżą jej nóżki albo ręce - ale to podobno dlatego że
nie ma jeszcze tkanki podskórnej a i mięśnie słabiutkie są u takiej małej
pyzy. Cały czas ma podawany na wszelki wypadek Luminal (dla osłabienia
ewentualnych drgawek które mogą źle wpływać na układ nerwowy).
A tak w ogóle jest super dziewczynicha - o 21 otwiera oczy i dawaj do 1 w
nocy - rozgląda się po tym Bożym świecie (o 21 wychodziliśmy od niej ze
szpital - może coś się jej zapamiętało że ta godzina i może zostać sama)
Nie wiem jaki wpływ na jej mózg miały wylewy - ponoć się już nie powiększają -
i nie wiemy na razie jak się wchłoną - ale jak na swój wiek wszystkie
odruchy (przekładanie główki na boki, pełzanie, chodzenie ma jak na
wcześniaka w normie - a powiedział bym że takie same jakie miała jej starsza
siostra - oczywiście licząc od momentu jej datu planowanego przyjścia na
świat czyli na 16. 06. 2006).
Kiedy karmię ją butlą bo żona odsypia je tak łapczywie że na jedno
posiedzenie potrafi wydudlić 60 ml, a jak jest głodna i leży przy cycusiu śle
całą litanię sapnięć i pomruków (identycznie jak Olcia w jej wieku) czemu to
mleczko tak wolno leci (je równolegle cyca i butlę bo tylko tak wiemy ile
zjada).
Kupiłem nawet elektroniczną wagę żeby ją ważyć (sprawdzać jak zjada cycusia) -
wychodzi że z cycorka potrafi uciągnąć 40 ml na raz - a je cycusia dopiero
od półtora tygodnia.
Ufff to by było na tyle - lekaże mówią że trudno cokolwiek diagnozować i
mówią że może być tak a tak (czyli małe problemy - i wielkie problemy -
paraliż niedowład i inne powikłania) ale widząc jaki z Zośki rośnie mały
świrek trudno mi jakoś uwierzyć że może być aż tak strasznie jak
przedstawiają to lekaże - oczywiście zaraz dodając że nikt póki co nie wie
jak będzie.