pelna.nadziei
30.08.06, 10:33
nie mam siły patrzeć jak moje dziecko płacze w trakcie rehabilitacji, jak
spogląda w naszym kierunku, żebyśmy ją wreszcie zabrali, wzięli na ręce, dali
święty spokój.. nie mam sił do tej huśtawki pt. "jest dobrze - jest źle",
nie mam sił do sprzecznych opini na temat stanu mojego dziecka, nie umiem się
już modlić (bo nigdy więcej się nie modliłam o zdrowie dziecka niż w trakcie
ciąży, jak widać za mało), nie umiem spoglądać w stronę innych dzieci (też
wcześniaków), które jakoś się jednak pozbierały i nieraz mimo gorszego startu
i młodszego wieku potrafią dużo więcej niż moje dziecko (mówię tu o tak
przyziemnych i podstawowych rzeczach jak siadanie, swobodne utrzymywanie
rónowagi itp bo o raczkowaniu, pełzaniu do przodu, stanięciu na nogi nawet
nie śmiem śnić).
kiedyś w końcu wyleją mojego męża z pracy, za stawianie się w niej zamiast o
9.00 o 10-11... Nie mam prawa jazdy ani drugiego samochodu, żeby sama jeździć
z dzieckiem. nie ma sił i cholernie się boję, że mimo wszystkiego co robimy
efekt będzie żaden. i wcale nie jestem pełna nadziei, tylko goryczy, bólu i
złości na cały świat. mam strasznego doła.