nie mam już na to sił...

30.08.06, 10:33
nie mam siły patrzeć jak moje dziecko płacze w trakcie rehabilitacji, jak
spogląda w naszym kierunku, żebyśmy ją wreszcie zabrali, wzięli na ręce, dali
święty spokój.. nie mam sił do tej huśtawki pt. "jest dobrze - jest źle",
nie mam sił do sprzecznych opini na temat stanu mojego dziecka, nie umiem się
już modlić (bo nigdy więcej się nie modliłam o zdrowie dziecka niż w trakcie
ciąży, jak widać za mało), nie umiem spoglądać w stronę innych dzieci (też
wcześniaków), które jakoś się jednak pozbierały i nieraz mimo gorszego startu
i młodszego wieku potrafią dużo więcej niż moje dziecko (mówię tu o tak
przyziemnych i podstawowych rzeczach jak siadanie, swobodne utrzymywanie
rónowagi itp bo o raczkowaniu, pełzaniu do przodu, stanięciu na nogi nawet
nie śmiem śnić).
kiedyś w końcu wyleją mojego męża z pracy, za stawianie się w niej zamiast o
9.00 o 10-11... Nie mam prawa jazdy ani drugiego samochodu, żeby sama jeździć
z dzieckiem. nie ma sił i cholernie się boję, że mimo wszystkiego co robimy
efekt będzie żaden. i wcale nie jestem pełna nadziei, tylko goryczy, bólu i
złości na cały świat. mam strasznego doła.
    • tabaluga0 Re: nie mam już na to sił... 30.08.06, 11:10
      Nie mozesz sie poddac! ani na chwilkę!
      Wiem co czujesz, sama patrzylam na mojego synka jak plakal na cwiczeniach, jak
      sie prezyl z powodu kolek, nikt nie umial mu pomoc. Zasypial ze zmeczenia , z
      płaczu na cwiczeniach, to samo bylo w domu, zaczynalam cwiczyc, za 5 minut
      konczylam , bo był taki płacz.I tak kilka miesiecy. w koncu dalam spokoj na 2
      miesiace, Szymon sam zaczal robic postepy z dnia na dzien , zaczal sie obracac,
      potem czołgac , raczkowac, wstał w łozeczku, długo chodzil przy meblach, potem
      pól roku za reke, az sam poszedl i teraz biega- a pamietam jakie były
      diagnozy"dziecko nie bedzie chodzilo, widzialo, bedzie roslinką".Caly czas
      chodzimy na rehabilitacje, na koniki, i tez czasami placze, ale wiem ze trzeba
      to przetrwac, to dla jego zdrowia, dla jego dobra. Tak samo Ty pomysl.
      Nie wiem czy znasz historie Hanti i jej córeczki Karolinki, ale to wspaniala
      dziewczyna, uparla sie ze jej coreczka bedzie chodzic, i chodzi, poswiecila sie
      dla niej, na sile cwiczyła itd. I warto było.

      A co do prawa jazdy-ja mam prawko od ponad 10 lat ale dopiero cała ta sprawa z
      moim dzieckiem, ze szpitalem zmusila mnie do nauki jazdy samemu do innego
      miasta. Strasznie sie bałam, plakam, mialam biegunki ze strachu ale musialam
      jechac do Szymka zawiezc mu mleczko, i nauczylam sie, do dzis jezdze sama na
      cwiczenia, na koniki, do lekarza. Moze zrób prawko, wiem ze potrzeba na to
      czasu ale moze warto?

      I nie poddawaj sie, Twoje dziecko cie potzrebuje.
    • janka19 Re: nie mam już na to sił... 30.08.06, 12:09
      Kochanie nie poddawaj się!
      Wiem że jest Ci bardzo cieżko, sama przez to przeszłam-nawert podwójnie bo mam
      bliźniaki (27 tydz.c.). Też ryczałam, miałam dośc ćwiczeń. A jeszcze jak
      weszłam na forum i przeczytałam że ich rówieśnicy już siedzą/stają /chodzą a
      one nic, to kompletnie sie załamywałam.Ale perspektywa dwójki niepełnosprawnych
      dziecko szybko motywowała mnie do pracy. Nie mogłam sobie pozwolić aby
      scenariusze lekarzy (jedna niepełnosprawa, druga"roślinka") faktycznie sie
      ziściły.
      Każdą 4 razy dziennie ćwiczyłam Vojta, 2 razy dziennie Bobathy, 2 razy w
      tygodniu chodziłam na ćwiczenia do szpitala, 3 razy w tygodniu przychodziła
      rehabilitanta. Nic, tylko żyliśmy ćwiczeniami, nawet obiadów nie gotowałam bo
      nie miałam kiedy.
      Dziewczyny tez płakały ale wszyscy powtarzali mi "więcej płaczu teraz, wiecej
      radości później". Czasami też to wszystko chciałam rzucić w cholerę, wyjechac,
      odpcząć ale świadomośc tego że ich przyszłe życie zależy w dużej mierze od tej
      rehabilitacji szybko "dawał mi kopa" i z płaczem zaczynałam kolejną serię Vojty.
      Ale udało się. Myślałam że nigdy nie napiszę-moje córki chodzą. A to już fakt.

      Sytuacja zmusi mnie do zrobienia prawka, to własnie za pare dni podchodze do
      egzaminu.

      Trzymaj się ! I nie porównój swojego dziecka do innych wcześniaków ! Sama to
      robiłam i też wiecznie sie dołowałam. Po co ? Z opóźnieniem, ale też poszły do
      przodu i to jest naważniejsze.

    • mamaigora1 Re: nie mam już na to sił... 30.08.06, 12:12
      Twoja córeczka jest jeszcze Malutka - potrzebuje Ciebie bardzo silnej, bądź
      silna dla niej.
      To, że Twoja córeczka zostala rehabilitowana od razu, bardzo wczesnie na pewno
      odzwierciedli sie w tym, że postepy będą widoczne - tylko daj jej czas - dużo
      czasu.
      jeżeli chodzi o uklad nerwowy, o przepływ bodźców - to wiele rzeczy jest do
      wyćwiczenia - ale jest to żmudna i ciężka praca, z dołami i górkami.

      A może jakis sąsiad dobra dusza za np zwrot kosztów za paliwo zawosiłby Was -
      czsem sa tacy w okolicy, jakis emeryt etc.
      Tak przyszło mi do głowy po prostu...
    • uma76 Re: nie mam już na to sił... 30.08.06, 13:01
      bardzo dobrze Cię rozumiem, ale nie możesz teraz sie poddać! Walcz o dziecko!
      też płakałam, przeklinałam, nie widziałam efektu... Miałam ochotę, to wszystko
      rzucić... Musisz wytrwać.
      Mój synek teraz chodzi, rozwija się dobrze. Miał nie chodzić, nie mówić. To
      wszystko ciągnie sie długo. Długo, długo nic... i skok! U Was też tak musi być!
      My ćwiczyliśmy vojtą przez rok. Codziennie po kilka razy - najpierw 5, potem 4,
      a jak wróciłam do pracy 3 razy dziennie.

      Teraz okazało się niestey, że Pitu ma torbiel podpajęczynówkową, więc znów
      niepokoje. Takie już nasze życie matek...
      Zrób sobie odpoczynek od ćwiczeń 1-2 dni (bez wyrzutów sumienia) i spędźcie ten
      czas wspólnie, nabierz sił!
      A potem do roboty!!!!!
      Kiedyś Twoje dziecko podziekuje Ci za to najsłodszym usmiechem!
      mimo, że teraz płacze...
    • jolantusia1 Re: nie mam już na to sił... 30.08.06, 16:37
      musisz miec sily kochana. Tak jak napisaly dziewczyny odpocznij sobie z dzien od
      cwiczen a potem wez sie do pracy z wiekszym zapalem. Te cwiczenia na pewna dadza
      swietny efekt. To zmudne ale wiecej wiary. A moze rzeczywiscie pomoc sasiada
      kierowcy przydalaby sie. Sama z takiej korzystalam pare razy.
    • beataklaudia Re: nie mam już na to sił... 30.08.06, 17:10
      zaglądnij wieczorkiem na gg smile
    • pelna.nadziei Jak to dobrze, że jesteście... 31.08.06, 10:34
      że mogłam się wyżalić. dziś już jest lepiej. Pozbierałam się już wczoraj,
      wieczorem ćwiczyłam z moją lalunią jak codzień, dziś rano ćwiczył z
      nią "ulubiony" ;o) wujek Paweł (rehabilitant), wrzeszczała tylko na końcu, więc
      nie było aż tak źle. za to wczoraj po całogodzinnym seansie z wrzaskiem w tle
      poryczałam się na koniec razem z nią, mimo, że walczyłam ze łzami, nie udało mi
      się ich powstrzymać, ech... rehabilitanci chyba są przyzwyczajeni do takich
      zbiorowych histerii...
      Postanowione - przy najbliższym przypływie gotówki zrobię prawo jazdy, na razie
      jakoś musimy sobie poradzić sami, bo na sąsiadów nie możemy liczyć, nie dadzą
      rady nam pomóc. Ale poradzimy sobie. Jakoś to będzie. Dziękuję, kochane
      mamusie, za wsparcie w chwilach zwątpienia. Dobrze, że Was mamy...

      beataklaudia - nie dałam rady wczoraj wejść na gg - mąż pracował przy kompie uncertain


      Pozdrawiam Was gorąco
      pelna nadziei (znowu!)
      • uma76 Re: Jak to dobrze, że jesteście... 31.08.06, 11:01
        mnie pomogło jeszcze, jak sobie uświadomiłam, że dziecko nie płacze z bólu
        tylko z powodu "nielubienia bycia w takiej sytuacji". Nie dzieje mu się
        krzywda. Ono bardzo spija emocje z rodzica i jeśli wyczuwa jego niepokój
        niezdecydowanie i sprzeczne emocje - samo staje się niespokojne, pobudzone i
        płacze. Jeśli pokonasz w sobie tą barierę - będzie na prawdę dużo lepiej. Dla
        Ciebie i Malutkiej.
      • beataklaudia Re: Jak to dobrze, że jesteście... 31.08.06, 17:17
        smile pewnie jeszcze nie raz będziemy miały okazje pogdać na ggsmile u mnie też często
        mąż siedzi przy kompie a nie ja smile natomiast Twoje rozterki sa mi bardzo bliskie
        bo sama jeszcze nie tak dawno borykałam się z tym wszystkim i układałam plan
        "życia" na nowo smile
    • mamaalana1 Re: nie mam już na to sił... 31.08.06, 20:37

      Witamsmile
      Wiem że to trudne. Mojego szwagra córa miała zdiagnozowane mpdz. Ćwiczyli Vojtą,
      na zmianę, przychodziła też sąsiadka i też ćwiczyła kiedy oni już nie dawali
      rady. Pola jest w tej chwili nadzyczaj sprawna i niesamowicie inteligentna. Ma
      11 lat.
      Uprawia sport.
      Wiele ich to kosztowało, ale było warte tej męki.
      Nie martw się, będzie dobrze.
      Asia
    • wintergirl Re: nie mam już na to sił... 01.09.06, 13:59
      Rozumiem Cię doskonale, jak wiele z nas, i cieszę się, że już wychodzisz z
      kryzysu. To normalne i naturalne. Każda z nas miała chwile zwątpienia,
      załamania ale trzeba wierzyć, że na końcu czeka nagroda jaką jest zdrowie i
      dobre samopoczucie naszego dziecka.
      Ja przez rok ćwiczyłam z Konradem (25 tyg. 800g) metodą Vojty. Był taki maleńki
      i tak strasznie kwilił. Bo przecież wiemy, że wcześniaki nawet płaczą inaczej.
      Mimo strasznego zmęczenia leżałam w nocy i nasłuchiwałam czy jeszcze oddycha.
      Teraz ma 3 lata, w poniedziałek idzie pierwszy raz do przedszkola. Mówi, biega,
      korzysta z toalety. Od rówieśników różni się tylko wzrostem ... jest od nich
      większy smile
      Usłyszałam kiedyś bardzo mądre słowa, które powtarzam sobie, gdy zaczynam
      wątpić: Nie rezygnuj bo osiągnięcie celu wymaga czasu, czas i tak upłynie..
      • venla Re: nie mam już na to sił... 01.09.06, 15:01
        Przepraszam, że piszę dopiero teraz, ale mój dziadek zmarł, dlatego wiesz co
        działo się w moim świecie (*)(*)(*)
        Tak mi przykro, że tak się czujesz, choć piszesz, że jest lepiej. Niestety
        trzeba zrobić wszystko dla naszych dzieci bez względu na to czy mamy na to siłę
        czy nie. Myślę, że wiem co czujesz, ja też miałam chwile zwątpienia, załamania,
        buntu. Ćwiczyłam z Miłoszem metodą Vojty i nie mogłam przeżyć, że tak cierpi.
        Raz przyszli do nas znajomi, ale stali pod drzwiami na dworze tak długo aż
        skończymy ćwiczenia, bo przez płacz i krzyk Miłosza nie słyszeliśmy dzwonka. Za
        to oni słyszeli co dzieje sie u nas więc zaczekali. Musiałam zrezygnować z
        pozycji, w których Miłosz patrzył na mnie i jego oczy wręcz krzyczały
        zapłakane "Mamo, przestań, to boli". Byłam wkurzona, gdy patrzyłam na inne
        dzieci, które biegały i chodziły ot, tak sobie, a mój syn musi tak się męczyć,
        żeby próbować im dorównywać pod względem motorycznym. Tak bardzo marzyłam o
        tym, żeby jego nóżki były "miękkie", żebym mogła ubrać mu normalnie papcie. I
        ubrałam mu te papcie, zaczął stawać na piętach, chodzić. Jest bardzo silny, nie
        płacze kiedy się potyka i przewraca, kiedy ugryzła go pszczoła, skrzywił się,
        że to komar. Może jest bardziej odporny na ból? Pisała o tym niedawno
        Mamaigorka. Tak, berdzo tajemnicze są te nasze dzieci, ale może dzięki temu co
        dla nich zrobiłyśmy, dzięki pokonaniu bariery niemocy i własnej bezradności w
        obliczu walki naszych dzieci o to, co dla innych jest niemal naturalne i
        niedocenione, inaczej patrzymy na świat? Chyba tak.
        Uwierz i zrób wszystko co możesz dla Natalki, będziesz spokojna i szczęsliwa,
        że maksymalnie wykorzystałaś jej możliwości. Jesteś mamą, czy to nie jest
        najpiękniejszy prezent?
    • hania.wiecewicz Re: nie mam już na to sił... 02.09.06, 04:51
      Kochana,
      Wiem że jest cieżko. Też wszystko przeżywałam tak jak Ty. Brak samochodu, wszedzie jeździłam jednak sama. Codzienne wizyty u lekarzy w szpitalach prawie do roku. Rehabilitacja do roku. Jestem zmęczona tym strasznie. Zawsze chcialam dwójkę dzieci a teraz na razie mam dość. Szymek ma 16 miesięcy zaczyna chodzić. Robi wszystko w swoim czasie. Dasz radę - jesteś silną kobietą. Zobaczysz wszystko się ułoży.
      Buziaki
      Hania
    • pelna.nadziei Dobrze mieć świadomość, że nie jesteśmy sami... 02.09.06, 19:39
      dzięki Wam jest mi naprawdę dużo lżej. Szkoda, że spotykamy się tylko na forum,
      a nie na żywo...
      Venla, strasznie mi przykro z powodu dziadka (*)(*)(*) Trzymaj się jakoś...
      • jolantusia1 Re: Dobrze mieć świadomość, że nie jesteśmy sami. 02.09.06, 20:23
        tak masz racje szkoda ze nie spotykamy sie na zywo. "Normalni" rodzice nas nie
        rozumieja. Dzis nawet jedna z mam powiedziala mi ze kolezanka urodzila dziecko w
        31 tc i stwierdzila ze to bedzie "roslina" bo kazdy wczesniak ponizej 35 tc taki
        jest. Nic juz nie mowilam bo moj syn ur sie w 28 tyg i na pewno nie jest
        roslina. A to tylko tak na marginesie bo mnie to strasznie poirytowalo.
    • edyta7705 Re: nie mam już na to sił... 02.09.06, 21:30
      Moje dziecko nie wymagało aż tak drastycznie rehabilitowane, ale mimo to
      trafiłam z moim synkiem do rozreklamowanej w mojej miejscowości pani doktor.
      Przez godzinę chciała pokazać mu że jednak uniesie główkę z pozycji na brzuszku
      i................dusiła go zatykając mu no i buzię. Tenwrzask pamiętam do dziś,
      a jak przypomnę sobie o siniakachm które mu zrobiła to ciarki mi przechodzą po
      plecach. Na szczęście trafiłam do spokojnego i sympatycznego pana
      rehabilitanta, który swoją łagodnością pozwolił mojemu synkowi na
      us.nationalgeich podczas ćwiczeń, a jednocześnie mu pomógł. Wiem że niektóre
      metody rehabilitacji są drastyczne i ja chyba bym nie zniosła tego koszmaru.
      Podziwiam że jeszcze dajesz radę i życzę Ci abyś jeszcze znalała siły.
      Jesteśmy, jesteście silne tylko czy to wyróżnienie musi mieć smak bólu i
      bezsilności? Pozdrawiam
    • magda_w24 Re: nie mam już na to sił... 03.09.06, 12:42
      DOSKONALE CIĘ ROZUMIEM,BO CHYBA KAŻDA Z NAS MIAŁA CHWILE ZAŁAMANIA,ALE TRZEBA
      OTRZEĆ OCZY,WYTRZEĆ NOS I WALCZYĆ DALEJ,BO WARTO.ZOBACZYSZ ŻE ZA JAKIŚ CZAS GDY
      BĘDZIE LEPIEJ POWIESZ ŻE BYŁO WARTO.JESLI CHODZI O REHABILITACJE TO TEŻ TO
      PRZERABIAŁAM,MARCELEK STRASZNIE PŁAKAŁ W OŚ.WCZ.INT.,AŻ ROBIŁ SIĘ SINY.DLATEGO
      ZNALAZŁAM REHABILITANTKĘ KTÓRA PRZYJMUJE PRYWATNIE W DOMU (KOSZT ZA OK 40MIN.
      TO 35 ZŁ.)DZIECKO RPRZESTAŁO PŁAKAĆ CHETNIE ĆWICZYŁO I ROBIŁO POSTĘPY (KOBIETA
      MA PODEJŚCIE DO DZIECI).OBECNIE MOJE DZIECKO MA 15 MIES.OD MIESIĄCA BIEGA JAK
      PERSZING.WIĘC JEŚLI MASZ MOŻLIWOŚĆ TO MOŻE WARTO ZNALEŻĆ KOGOŚ INNEGO DO
      REHABILITACJI.POZDRAWIAM
Inne wątki na temat:
Pełna wersja