Pojęcie Niektórych mam o pracy pielęgniarek!!!!

06.09.06, 21:13
Wczoraj weszłam na forum "Szpitale" i znalazałam post o następującym tytule:
"Starynkiewicza - noworodki" , a w nim zapytanie:
"Sluchajcie, czy na Starynkiewicza mozna na noc oddawac dziecko na noworodki,
zeby sie wyspac ?"
Oczywiście pojawiły się różne odpowiedzi i między innymi taka (skrót):
"Z tego co pamiętam,
pielęgniarki są bardzo niezadodowle kiedy się je wzywa- zwłaszcza w nocy, bo
rzekomo mają u siebie chore noworodki w inkubatorach i nimi muszą się
zajmować w pierwszej kolejności".

Bardzo mnie to wyprowadziło z równowagi: RZEKOMO MAJĄ U SIEBIE CHORE
NOWORODKI....

POzdrawiam
Kasia
    • mamaigora1 Re: Pojęcie Niektórych mam o pracy pielęgniarek!! 06.09.06, 21:19
      taaa - nic dodac nic ująć...
      ciekawe czy za kilka miesięcy odda dziecko na kilka nocek do domu małego
      dziecka, żeby odespac te zarwane nocki na karmienie - zgroza
    • mathiola Re: Pojęcie Niektórych mam o pracy pielęgniarek!! 06.09.06, 21:22
      Tia. Wredne leniwe pielegniarki nie chca zajmowac sie jej dzieckiem. A biedna
      wykonczona macierzynstwem kobieta musi sie przespac, po wyjsciu ze szpitala
      bedzie juz latwiej, bo odda dziecko na wychowanie babci...
    • hania.wiecewicz Re: Pojęcie Niektórych mam o pracy pielęgniarek!! 06.09.06, 21:50
      Ja uważam, że niektóre kobiety mają bardzo ciężki poród np. trwający bardzo długo (znam takie przypadki). Kobieta nie jest w stanie zająć się należycie dzieckiem i to wg mnie jest zrozumiałe.
      Pielęgniarki mimo stanu matki potrafią nie pomagać niestety.
      Ja ze swojej strony mogę dodać tyle że dużo bym dała aby mieć swojego Misia od pierwszych chwil przy sobie.
      Pozdrawiam serdecznie.
    • tabaluga0 Re: Pojęcie Niektórych mam o pracy pielęgniarek!! 06.09.06, 22:26
      ja na pielegniarki na OIOMie nie moge narzekac, natomiast juz w innym szpitalu
      na chirurgii dzieciecej to szkoda gadac.
      • marta_i_koty Re: Pojęcie Niektórych mam o pracy pielęgniarek!! 06.09.06, 23:05
        A ja nie rozumiem, co zlego jest w tym, ze kobieta po porodzie chce sie wyspać...?
        • pkaszuba Re: Pojęcie Niektórych mam o pracy pielęgniarek!! 07.09.06, 10:24
          Witam,

          Tyle moge dodac od siebie po rozmowach z pielegniarkami z OIOM ze
          starynkiewicza, ze po urodzeniu dziecka to zabieraja na noc dziecko na oddzial
          jak oczywiscie w miedzy czasie maja spokoj i nie ma malych dziaciaczkow w
          inkubatorach, ktore niestety wymagaja wiecej opieki i ich matki nie moga i
          przytulac przez cala noc.
          A tak na marginesie to wiele kobiet uwaza ze jak juz urodzila to nalezy jej sie
          wypoczynek-tylko takiemu malenstwo ktore tez musialo sie bardzo natrudzic by
          wyjsc na ten siwiat i jest bardzo przerazone cala sytuacja wiec bicie serca
          matki i zapach i cieplo je uspokaja.
          PS. Na starynkiewicza jest zasada dziecko jest przy matce jak najdluzej.

          Pozdrawiam siostry ze Starynkiewcza

          Piotr K
    • beataklaudia Re: Pojęcie Niektórych mam o pracy pielęgniarek!! 07.09.06, 14:56
      W szpitalu, gdzie ja rodziłam, wcześniaki i noworodki chore są na zupełnie
      innych oddziałach - jest oddział "Wcześniaki" gdzie przebywaja wcześniakim w
      "dobrym" stanie, jest oddział "Intensywna terapia noworodka", gdzie przebywają
      zarówno wczesniaki jak i terminowe noworodki ,ale w ciężkim stanie, i jest
      oddział "Patologia noworodka", gdzie przebywają wcześniaki "na wylocie" czyli
      tuż przed wyjściem do domu oraz noworodki na obserwacji. Zdrowe noworodki
      przebywają gdzie indziej i położne i pielęgniarki wręcz same sugerają zabranie
      dziecka na noc w pierwszej dobie po urodzeniu, aby matka mogła odpocząć. Przed
      każdą następną nocą, przy okazji wieczornej kosmetyki i kąpieli pytaja czy chce
      się miec dziecko przy sobie na noc czy mają zabrać je do siebie. Oczywiście w
      każdej chwili w nocy można do dziecka iść lub zabrac je na swoja salę. Wydaje mi
      się , że to dobre rozwiązanie, kto jest zmęczony ten odpoczywa, kto chce mieć
      dziecię przy sobie ten je ma koło łózka smile
      • mathiola Re: Pojęcie Niektórych mam o pracy pielęgniarek!! 07.09.06, 18:37
        A ja uwazam i zdania nie zmienie ze po to sie wydalo dziecko na swiat zeby sie
        nim zajmowac. Dziecka nikt sie nie pyta, czy chce sobie spedzic noc bez mamy. A
        gdyby moglo powiedziec, pewnie powiedzialoby, ze wolaloby byc z mama. Poza tym
        nie rozumiem CO takie dziecko je kiedy jest glodne, z dala od mamy??
        Spedzilam w szpitalu kilka tygodni, uwierzcie mi, ze napatrzylam sie na kobieca
        glupote, lenistwo i skrajna niezaradnosc tyle, ze mialam ochote czasem jednej z
        druga w twarz dac na opamietanie. Pewnie uczucia moje byly zbyt gwaltowne, w
        koncu co mnie obchodzi co taka mamusia robi ze swoim dzieckiem, ale kiedy sie
        nie ma swojego przy sobie a wszystko by sie oddalo, by je miec, a taka mamusia
        ma pretensje, ze siostry dziecka nie chca wziac, a ono placze i ona jest
        zmeczona i niewyspana... ugh...
        • venla Re: Pojęcie Niektórych mam o pracy pielęgniarek!! 07.09.06, 19:20
          Ja mniej nażekam na pielęgniarki, więcej na towarzystwo w szpitalu. Leżałam na
          2-osobowej sali z dziewczyną tez po cc, której dziecko było zdrowe i
          przynoszone jej na karmienie. Większość czasu opiekowały się nim właśnie
          pielęgniarki. Ta dziewczyna była jednak pozbawiona jakiś uczuć. Wiedząc, że mój
          syn jest daleko ode mnie i ważą się jego losy, mówiła patrząc na swojego syna
          zwracając się do mnie tongue_outatrz jaki on jest śliczny" głaszcząc go po główce. Zero
          empatii sad
          Co do pielęgniarek to ogólnie jest różnie, jak w życiu w każdym zawodzie. To
          prawda, że czasem mama po porodzie naprawdę jest zmęczona i potrzebuje
          odetchnąć, wtedy w uzasadnionych przypadkach dzieci powinny być zabrane. W nocy
          mogłyby być przynoszone na karmienie. Na patologii nowor. gdy mama sobie
          życzyła, była budzona i schodziła na dół nakarmić dziecko, kiedy ono tego
          potrzebowało. Kiedy nie chciała, ściągała pokarm i wtedy dziecko miało zapas na
          noc (lub było karmione sztucznie). Ja nie karmiłam Miłosza w szpitalu moim
          mlekiem, bo nie umiał pić, ściągałam i robiłam mu zapas na kolejne karmienie z
          butelki. Jedna pielęgniarka mnie wtedy wurzyła, bo stwierdziła, że chcę, żeby
          dziecko mną rządziło, skoro nie zmuszam go jakoś do ssania z piersi. A ja po
          prostu nie miałam sumienia... Na szczęście w domu wszystkiego się nauczył.
          Pozdrawiam
          • trojakowamama Re: Pojęcie Niektórych mam o pracy pielęgniarek!! 07.09.06, 20:02
            Zgadzam się, że dzieci wydajemy na świat na dobre i na złe, czyli na
            nieprzespane noce teżsmile Ale z perspektywy czasu byłabym bardzo szczęśliwa,
            gdybym na noc mogła podrzucić komuś moje trojaki, żeby się wyspaćsmile I nie
            jestem wyrodną mamą, bo jak mam funkcjonować z moimi dziećmi za dnia, skoro w
            nocy przespałam tylko dwie godziny, bo jak nie jedno to drugie i trzecie się
            budziło? Powracając do czasu po porodzie - nie wyobrażam sobie jak mogłabym
            zaopiekować się swoimi dziećmi, czy chociażby jednym dzieckiem, bez pomocy
            pielęgniarek. Po CC przez tydzień dochodziłam do siebie, miałam trudności z
            oddychaniem, zespół popunkcyjny, byłam spuchnięta, nie mogłam się ruszać, przez
            pierwsze dni wożono mnie na wózku - wielkie cięcie pionowe (od pępka w dół)-
            należę do tych kobiet, które fatalnie zniosły CC, w tkakim stanie nie byłabym
            zmienić dziecku pieluchy. Jest i taka sytuacja, pielęgniarki - według
            niektórych mam słusznie, bo opieka nad dzieckiem jest zadaniem matki -
            zostawiają mamę samą z dziećmi (bliźnięta), mama jest przerażona, to jej
            pierwsza ciąża, pierwsze dzieci i od razu dwoje, nie sądzicie, że ingerencja
            pielęgniarek w tym momencie przyniesie więcej pożytku niż zostawienie matki
            samej z dziećmi? To prawda, że w omu będzie musiała sama sobie radzić, ale
            przynajmniej będzie na to przygotowana. Ja rozłożyłabym ręce, gdyby po porodzie
            przynieśli mi trójkę do pokoju.
            • mathiola Re: Pojęcie Niektórych mam o pracy pielęgniarek!! 07.09.06, 20:28
              No tak, ale ty urodzilas 3 dzieci smile) A to nieco zmienia postac rzeczy. Ja
              pisalam raczej o dziewczynach ktore urodzily jedno, nastepnie zapadly sie w
              poduszki i myslaly, ze do wyjscia ze szpitala dzieckiem beda opiekowac sie
              pielegniarki. A jeszcze ich mamusie przychodzily i podjudzaly: Jak to, to ty
              bedziesz je miala caly czas przy sobie????
              • mathiola Re: Pojęcie Niektórych mam o pracy pielęgniarek!! 07.09.06, 20:31
                A tak w ogole, Trojakowa Mamo, ja wlasnie mialam bliznieta smile) Uwierz mi, ze
                doczekac sie nie moglam, kiedy w koncu pielegniarki zostawia mi dzieci ze mna
                sam na sam smile Czekalam na nie w koncu ponad tydzien. Pewnie, ze troche pietra
                mialam, czy dam rade, ale zawsze kiedy mam watpliwosci, czy sobie z czyms
                poradze, mowie sobie, ze "nie swieci garnki lepia" smile)
                • kawaro Re: Pojęcie Niektórych mam o pracy pielęgniarek!! 07.09.06, 21:43
                  Drogie mamy wcześniaczkowe - to prawda, że po porodzie kobieta jest zmęczona i
                  pragnie odpoczynku, zarówno ta, która rodzila Sn i ta, która rodziła poprzez
                  CC. I wcale nie potępiam tego, że marzy o spokojnej nocy (sama jestem ogromnym
                  śpiochem i z trudem budziłam się w domku na karmienie). Ale zirytowało mnie
                  określenie "rzekomo tam mają chore noworodki w inkubatorkach". Kobieta, która
                  to pisała nawet chyba nie wie, że na OIOM-ie leżą wcześniaki i dzieci w ciężkim
                  stanie i one wymagają wyjątkowej opieki, wymagają dużo czasu.
                  Akurat ja rodziłam na Starynkiewicza (ta wypowiedź dotyczyła tego właśnie
                  szpitala) - OIOM to 3 sale, Dział noworodkowy - brak, przed drzwiami OIOM-u
                  pokój zabiegowy dla noworodków). Dzieci mam po CC, które I noc spędzały bez
                  mamy były w salce dla "lepszych maluchów" - i często tam takowe przebywały.
                  Sióstr naprawdę nie było dużo - max 5 na zmianie. Wcześniaczków, raz mniej, raz
                  więcej - stany zdrowia dzieciątek różne. 21 grudnia, kiedy my z Lubciem
                  wychodziliśmy do domku, jedna sala zamknięta (czyszczenie), w jednej sali
                  ciężkie przypadki, a w kolejnej (3-ciej) tłok łóżeczek podgrzewanych,
                  inkubatorków i "koszyczków", tak, że nie moglismy wejść tam i siostra ubierała
                  nam Lubka w pokoju zabiegowym noworodów. Tego dnia urodziło się siedmioro
                  wcześniaczków. Jak w takiej sytuacji te kobiety mogą brać do siebie zdrowe
                  noworodki, gdzie je ulokować.
                  Ale jedno jest pewne, mama która rodzi w tewrminie dzidziusia nie wie nic o
                  tych maleńkich wcześniaczkach, nawet nie wie, że istnieją OIOM-y.
                  Miałam to szczęście, ze miałam super dziewczyny w pokoju, jak one wstawały do
                  swoich coreczek - budziły mnie na odciąganie pokarmu, jak ja wstawałam na
                  odciąganie, a one przysypiały, budziłam je na karmienie. One pomagały mi
                  wstawać z łóżka, ja kiedy byłam już w lepszej formie pilnowalam im dzieci, aby
                  mogły spokojnie wziąć prysznic czy skorzystać z łazienki. Razem leżałyśmy równy
                  tydzień i one bardzo mi pomogły przeżyć ten trudny okres, dzięki nim nie
                  wpadłam w depresję. Dziękuję Wam Ewelinko i Martynko smile i jeszcze oczywiście
                  Sylwii, która była moim dzwigiem smile))
                  • venla Re: Pojęcie Niektórych mam o pracy pielęgniarek!! 07.09.06, 21:51
                    "Ale jedno jest pewne, mama która rodzi w tewrminie dzidziusia nie wie nic o
                    tych maleńkich wcześniaczkach, nawet nie wie, że istnieją OIOM-y."
                    Masz rację Kawaro i to jest smutne...
                    • mathiola Re: Pojęcie Niektórych mam o pracy pielęgniarek!! 08.09.06, 11:28
                      Dlaczego smutne? Smutne jest to, ze czasem niestety niektore z nas musza sie o
                      tym dowiedziec. Ja po urodzeniu swojego pierwszego synka nawet nie pomyslalam,
                      ze w szpitalu, w ktorym lezymy moga byc jakies chore dzieci. Cieszylismy sie
                      soba po prostu. I to nie bylo smutne. Bylam szczesliwa, co nie umniejszalo
                      chyba w zaden sposob faktu, ze wczesniactwo to powazna sprawa. Smutno mi bylo
                      kiedy kolejna ciaza zakonczyla sie chorymi wczesniaczkami sad( Ja nawet nie to,
                      ze nie myslalam nigdy o dzieciach przedwczesnie urodzonych. Ja po prostu
                      bagatelizowalam zazwyczaj taki przypadek, myslalam, ze dziecko urodzone w 7 m-
                      cu jest po prostu mniejsze... i to wszystko. A kobieta ma farta, bo o 2
                      miesiace wczesniej zakonczyla dzwiganie ciezarow. Potem dowiedzialam sie ze
                      dziecko jest nie tylko mniejsze, ale moze byc rowniez chore, niedojrzale,
                      nieprzystosowane do zycia... A ja, skonczywszy ciaze w 7 m-cu doswiadczylam
                      uczucia naglego osierocenia, niedosytu, niespelnienia...
                      Oby jak namniej kobiet musialo tego doswiadczac.
                      • venla Re: Pojęcie Niektórych mam o pracy pielęgniarek!! 08.09.06, 13:56
                        Powtarzam, że smutne jest to, ze mamy, które urodziły zdrowe, donoszone dzieci
                        często nie zdają sobie sprawy z tego, jak niektóre dzieci muszą cierpieć, żeby
                        żyć i walczyć o jakość tego życia. Dobrze, że nie przekonują sie o tym na
                        własnej skórze, lecz szkoda, że potrafią zrozumieć innej mamy, która właśnie
                        urodziła wcześniaka, o czym wiele było już mowy na Forum. Typowym na to
                        przykładem jest ten tekst jakiejś mamy, że nie może zostawić pielęgniarkom
                        dziecka, bo one niby muszą zajmować się jakimiś chorymi noworodkami. To jest
                        włąśnie żałosne, ta drwina, brak szacunku do słabości. To prawda, że w służbie
                        zdrowia jest za mało personelu lub też jest nie taki jak powinien być. Tego nie
                        krytykuję i w pełni się z tym zgadzam. Rozumiem te kobiety po porodzie,
                        zmęczone, ledwo żywe, jak najbardziej powinny mieć możliwość dojść do siebie,
                        odetchnąć itd. Ale jestem zbulwersowana postawą matek, które z kpiną
                        wypowiadają się o chorym noworodku, wcześniaku (mówię to teraz ogólnie, biorąc
                        pod uwagę fakty, których doświadczyłam). Żeby docenić zdrowie własnego dziecka,
                        przydałoby się każdą matkę zdrowego dziecka zaprowadzić na OIOM, pokazać sine
                        od wenflonów przezroczyste rączki, rurkę w ustach i grymas bólu na malutkich
                        twarzach. Szkoda, że to nie jest możliwe. Wtedy doceniłyby piękno zycia, nie
                        wytykałyby palcem "Tyle ma miesięcy i jeszcze nie chodzi!", nie bałyby sie
                        dotknąć dziecka z niepełnosprawnego i podchodziłyby do niego z szacunkiem. Nie
                        piszę teraz tego o wszystkich mamach, lecz o wielu z nich. Pozdrawiam
                        • nati1011 Re: Pojęcie Niektórych mam o pracy pielęgniarek!! 08.09.06, 14:28
                          wiesz ventla, na głupotę to jeszcze nikt lekarstwa nie wymyślił. Niestety.
                          Mnie też często wkurza bezmyślny tekst czy zachowanie kogoś tam. Ale z tym nie
                          da się walczyć. Mówię sobie wtedy, że to efekt niewiedzy, czy braku wyobraźni,
                          a nie złośliwości. A czasem odetnę się ostrym słowem. Mam też świadomość, że
                          czasem ja coś palnę bezmyślnie. Każdy ma swoje kłopoty i często nawet najbliżsi
                          nie potrafią nas zrozumieć.
    • nati1011 Re: Pojęcie Niektórych mam o pracy pielęgniarek!! 08.09.06, 09:22
      nie rozumiem twojego oburzenia.

      1. Oddział noworodkowy zazwyczaj ma swoją obsadę i oddział neanatologiczny
      swoją.

      2. Mam za sobą 2 cesarki. Po pierwszej - kilkanaście godzin - przyniesiono mi
      córkę i nikt już palcem przy niej nie kiwnął. W efekcie po wyjściu ze szpitala
      przez 3 tygodnie leżałam plackiem z gorączką sięgającą 40 stopni i potężnymi
      krwawieniami. Omal nie skończyło się na zabraniu dziecka od piersi, bo groziło
      mi ostre leczenie hormonalne i operacja. Silne krwawienie utrzymywało się
      ponad pół roku.
      Szpital do 2 porodu wybierałam sprawdzając oddział noworodkowy. Rodziłam w
      wojskowym. Przez 4 doby pobytu, ani razu nie pozwolono mi podnieść dziecka. W
      nocy pielęgniarka przykładała mi małego do piersi, a po paru minutach zjawiała
      się SAMA i przekładała mi dziecko na drugą pierś. W efekcie na piątą dobę
      byliśy w domu - i bez problemu pojechałam na duże zakupy (wcześniej prawie
      miesiąc byłam w szpitalu). Sama oceń co było lepsze dla dziecka.

      3. Pielęgniarki mają dbać o WSPOLNE dobro matki i dziecka. Kobieta po porodzie
      też potrzebuje odpoczynku i czasu by jej organizm wrócił do równowagi.
      OBOWIĄZKIEM pielęgniarek jest jej to zapewnić. Tym bardziej, że nie każda może
      potem liczyć na pomoc w domu.

      4. Zamiast oburzać się na matki, zastanów się nad dyrektorem szpitala, który
      nie potrafi zapewnić odpowiedniej liczby personelu, który musi wybierać, komu
      może pomóc, a kto ma radzić sobie sam.
      • beataklaudia Re: Pojęcie Niektórych mam o pracy pielęgniarek!! 08.09.06, 10:22
        ja chyba skłaniałabym się ku temu co napisała nati..tj. każda kobieta ma prawo
        podjąć decyzję, czy chce mieć dziecko po porodzie przy sobie czy też nie, a
        pielęgniarki powinny uszanowac tą decyzje i jesli jest taka potrzeba pomagać. I
        wydaje mi się, że nie na miejscu jest ocenianie tu kobiet , które decydują się
        aby dziecko spędziło noc z pięlęgniarkami, bo żadna z Was nie jest w stanie
        ocenic ich samopoczucia, stopnia zmęczenia, przyczyn , które kierują nimi przy
        takiej decyzji, a Wasze domniemania , iż po prostu chiały sobie pospać i pośnić
        o różowych migdałach...mogą je krzywdzić. Więc najlepiej niech każdy pilnuje
        "swojego nosa" , robi to co jemu sumienie podpowiada, a nie krytykuje
        innych...choć tego chyba nie da się uniknąć, bo to nasza cecha narodowa...
    • nati1011 Re: Pojęcie Niektórych mam o pracy pielęgniarek!! 08.09.06, 09:38
      I zapewniam cię, że doskonale zdaję sobie sprawę i istnienia OIOM-ów i innych
      ciężkich oddiałów w szpitalu. Przeważnie jednak, podejście do pacjentów jest na
      wszystkich podobne. W pierwszym szpitalu - po kilku tygodniach wylądowaliśmy na
      oddziale noworodkow -niemowlęcym i opieka tam była jeszcze gorsza niż na
      położniczym. Wcześniaki (poniżej 2 kg) z niewydolnością oddechową - pod tlenem
      w inkubatorze kładziono na jednej sali z dziećmi z kokluszem i zapaleniem płuc.
      Na salę, na której leżało 8 dzieci pielęgniarka zaglądała 3-4 razy dziennie. Ja
      siedziałam od 6 rano do 22, więc naprawdę sporo widziałam. Wszystkie miały
      zapisane inhalacje, ale wykonywane tylko moje - przeze mnie - bo przeciez na
      pozostałe personel nie miał czasu. Leżała tam 5-cio miesięczna dziewczynka z
      kokluszem. Dusiła się co chwila flegmą. Trzeba było ją odsysać. Sądzisz że ktoś
      przy niej siedział? To ja wołałam lekarza że znowu się dusi.

      A był to szpital przyjazny dziecku ...
      • gandzia4 Re: Pojęcie Niektórych mam o pracy pielęgniarek!! 08.09.06, 10:41
        Natii masz rację. Od siebie dodam, że szpital szpitalowi nie równy. Urodziłam
        cała trójke w jednym szpitalu. Pierwszą córke rodziłam tam, bo to był rok 89 i
        nie mogłam sobie wybrac szpitala, pozostałą dwójkę rodziłam tam już z wyboru.
        Synka rodziłam w roku 2002 był zdrowy i duży, ja czułam się dobrze więc opieka
        pielęgniarek była niewielka. Najmłodszą córeczkę rodziłam w 2004 mała urodziła
        się podduszona, miała trochę kłopoty z oddychaniem itd. Trafiła na oddział
        wcześniaczy do inkubatora, była zdana tylko a pielęgniarki, ponieważ w tym
        szpitalu matce wolno odwiedzać dziecko góra dwa razy dziennie na 5 minut. Mała
        miała odruch ssania, ale była zbyt słaba by się upominać o jedzenie, do tego
        pielęgniarki siedziały ciągle w pokoiku socjalnym (co 2 godziny nosiłam
        odciagnięty pokarm, a one zawsze tam były przy kawce i ciastkach w pełnym
        składzie) oddzielone od maluszków drzwiami na filtrze i jeszcze drzwiami do
        salek na których były dzieci). Efekt był taki, że zaniepokojona stanem dziecka
        (straszny spadek wagi w ciagu dwóch dni) doprowadziłam wraz z mężem do
        przeniesienia małej do kliniki dziecięcej na patologię noworodka. Tam dopiero
        mogłam zobaczyć jak wyglada prawdziwa opieka nad wczesniakiem. Pielęgnierka
        miała pod opieką 8 maluszków na dwóch salach w tym 5 w inkubatorach i 1 w
        namiocie tlenowym, tylko 3 maluszki miały przy sobie mamy przez cały dzień. Te
        pielęgniarki naprawdę wykonywały rzetelnie swoją pracę, do tego były miłe dla
        przerażonych rodziców, młodym nie mającym doświadczenia mamom chętnie pomagały.
        Kolejny raz córeczka trafiła do tej samej kliniki dzieciecej, ale juz na
        oddział niemowlęcy i to było dla mnie zaskoczenie, bo było kilka pielęgniarek
        (starej daty), które potrafiły nie podać leków dziecku (trzeba było się
        upominać), nie wykonywały zaleceń lekarskich (inhalacje, oklepywanie). Był na
        sali z moją córeczką chłopczyk, którego mama odwiedzała go co kilka dni, mały
        miał zapalenie płuc i dzięki "opiece" takich pielęgniarek bardzo długo trwało
        jego leczenie. Jedno wiem pielęgnierka to też człowiek i niektóre z nich po
        prostu pomyliły się przy wyborze zawodu, najgorsze jest to, że przez ich
        olewczy stosunek do obowiązków cierpią małe dziecisad
        • mathiola Re: Pojęcie Niektórych mam o pracy pielęgniarek!! 08.09.06, 11:33
          Dziwie sie tylko, ze jeszcze nikt nic z tym nie zrobil.
          Mi sie to nie miesci w glowie. Rowniez mialam zastrzezenia do pracy
          pielegniarek na oddziale wczesniaczym (niektorych) ale w moim przypadku to byla
          raczej kwestia niedociagniec, ze sie tak wyraze, kosmetycznych. Pielegniarki o
          ktorych piszesz powinny byc natychmiast wszystkie zwolnione ze szpitala! Wraz z
          dyrektorem tej placowki.
          • nati1011 Re: Pojęcie Niektórych mam o pracy pielęgniarek!! 08.09.06, 12:01
            jedyne co mogłam zrobić, to zabrać dziecko na własne żądanie - co też zrobiłam,
            gdy okazało się, że w nocy mój mąż musiał do małej oknem w toalecie wchodzić,
            bo oddział był zamknięty na głucho, a pielęgniarki spały w dyżurce.

            A te pielęgniarki co wcześniaki do fartucha wkładały, też zasługują na obronę?

            Spotkałam wspaniałe pielęgniarki, które były jak balsam. Inne może mniej miłe,
            ale za to fachowe i potrafiące opanować każdą pacjentkę histeryczkę (a takich
            też jest sporo, chyba zwłaszcza na porodówkach, oj jest). Ale były też baby,
            które w rzeźni powinny pracować, a nie z chorymi ludźmi.
            • jolantusia1 Re: Pojęcie Niektórych mam o pracy pielęgniarek!! 08.09.06, 13:02
              czytam wasze opinie i sama juz nie wiem co myslec. Spotkalam sie z roznymi
              pielegniarkami. Na intensywnej terapii byly bardzo kompetentne ale niektore
              niezbyt mile. Nawet jedna chciala mnie wyrzucic z oddzialu bo stwierdzila ze za
              dlugo tam siedze, ale wkroczyl na to ordynator i ja ustawil. Natomiast na
              patologii noworodka panie byly ok. Inaczej bylo juz na odz. dzieci mlodszych
              gdzie Alex wyladowal z zapaleniem pluc. Nawet monitor nie wszystkie potrafily
              podlaczyc i ciagle mialy pretensje jak ktoras z mam nie mogla byc z dzieckiem
              24godz bo pracowala. No coz to tez tylko ludzie i wybaczmy im to jesli nie
              zaniedbuja razaco naszych dzzieci. Pozdrawiam
    • tabaluga0 Re: Pojęcie Niektórych mam o pracy pielęgniarek!! 08.09.06, 14:09
      ja nie wyobrazam sobie zeby po cesarce wziąc wstac, zajmowac sie dzieckiem,
      kąpac itd. Sama ledwo moglam usiasc a co dopiero poczlapac sie do wc(nie
      chcialam nawet zeby mi cewnik zabierali).Co innego gdyby mi przyniesli do
      karmienia i zeby lezalo kolo mnie w lozku, tego pragnelam.
      Inna sprawa z normalnym rodzeniem, jesli jest wszystko ok to mama powinna sie
      opiekowac dzieckiem, no chyba ze porod trwal kilkanascie ciezkich godzin to
      chyba normalne ze organizm jest wycienczony i potrzebuje odpoczynku, ale potem
      do dziełasmile
      • hankam Re: Pojęcie Niektórych mam o pracy pielęgniarek!! 08.09.06, 15:19
        Też tak miałam z tym cewnikiem wink))) Uznałam, że to wspaniałe usprawnienie.

        Póki kobiety rodziły w domu, położnicy z reguły ktoś pomagał, przynajmniej w
        pierwszym momencie. A od czasu rooming in kobieta ma od razu dawać sobie radę
        sama.
        • mathiola Re: Pojęcie Niektórych mam o pracy pielęgniarek!! 08.09.06, 17:20
          Dziewczyny, chyba zartujecie????? Dla mnie to jedno z najgorszych doswiadczen w
          zyciu!! Blagalam siostre zeby mi to wyjela, a ona nie chciala. Poki mi nie
          wyciagneli cewnika, udawalam ze nie zyje, probowalam przespac ten czas zeby
          szybciej minal smile
      • mathiola Re: Pojęcie Niektórych mam o pracy pielęgniarek!! 08.09.06, 17:09
        Tabalugo, w szpitalu w ktorym lezalam, mamy nie musialy kapac swoich dzieci -
        robily to pielegniarki. Zadaniem mamy bylo lezec i karmic smile)
        • tabaluga0 Re: Pojęcie Niektórych mam o pracy pielęgniarek!! 08.09.06, 18:06
          TAK TO ROZUMIEMsmile
          Nie wiem jak wyglada oddzial polozniczy bo nie lezalam, na szczescie, bylam na
          ginekologii gdzie nie było mam z dziecmi i nie wiem jak to jest wlasnie w tym
          szpitalu.
          • venla Re: Pojęcie Niektórych mam o pracy pielęgniarek!! 08.09.06, 20:22
            Przyznam szczerze, że też cieszyłam się z "pieska" jak określiła położna
            właśnie cewnik. Gdy już go nie miałam musiałam wstać do toalety, a tak
            strasznie wszystko mnie bolało. To było straszne. Może gdyby było inaczej, też
            chciałabym się pozbyć tego wynalazku.
          • gruchotka Re: Pojęcie Niektórych mam o pracy pielęgniarek!! 10.09.06, 14:39
            tabaluga0 napisała:
            > bylam na ginekologii gdzie nie było mam z dziecmi i nie wiem jak to jest
            > wlasnie w tym szpitalu.

            Ja akurat to wiem wink
            Miki urodził się w 32 tyg. dostał 10 pkt, ale mimo to spytano się, czy chce
            lezeć na oddziale położniczym czy ginekologii. Wybrałam położniczy. Ze mną
            leżały jeszcze dwie dziewczyny , które miały CC w tym samym dniu, porody w
            terminie. A dzieci trafiły pod opiekę mam rano na trzecią dobę. I
            • gruchotka Re: Pojęcie Niektórych mam o pracy pielęgniarek!! 10.09.06, 14:53
              A dzieci trafiły pod opiekę mam, rano na trzecią dobę. I co dziennie była
              u moich koleżanek z sali pani z poradni laktacyjnej, a pielęgniarki były
              co godzinę. Mimo propagowania karmienia piersią w tym szpitalu nie było
              problemu z mlekiem i glukozą.
              A co do szpitala na Starynkiewicza, to jak najwyraźniej mają tam problemy
              kadrowe oraz problemy z organizacją pracy.
              Mojego pierwszego wcześniaka urodziłam w beznadziejnym szpitalu, ale był tam
              podział na: OIOM Neonatologiczny, Wcześniaki, sale dla dzieci donoszonych z
              róznymi problemami i oddzielnie oddział położniczy i oddział z dzieciaczkami
              oddanymi do adopcji, które niestety muszą spędzić w szpitalu 6 tyg.
    • margerita75 Re: Pojęcie Niektórych mam o pracy pielęgniarek!! 09.09.06, 20:48
      No cóz, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia... Mama wcześniaka w
      inkubatorze niczego bardziej by nie pragnęła niż mieć go przy sobie i jak
      najszybciej z nim wyjść do domu. Mama donoszonego dzidziusia, nierzadko
      wyczerpana porodem, chciałaby chociaż trochę odpocząć... Ja również przeżyłam
      przykrą sytuację w szpitalu w związku z pomocą pielęgniarek i nie potrafię tego
      z siebie wyrzucić. Po cesarce ledwo ruszałam się przez 3 doby, nie chciałam
      oddawać małej na oddział noworodkowy, bo chociaż była wcześniakiem łóżeczkowym
      (36 tc.), to obawiałam się braku opieki. Zabrali ją na pierwszą noc, bo cesarkę
      miałam po południu i byłam wręcz nieprzytomna. Ale za to odzyskałam ją już o 5
      rano i dowiedziałam się, że płakała prawie całą noc sad((. Potem wolałam żeby
      leżała w łóżeczku obok mnie, musiałam wołać pielęgniarkę, żeby wziąć ją do
      karmienia, a spotykało się to z dużą nieżyczliwością. Na pewno były wówczas na
      oddziale noworodkowym poważniejsze przypadki, ale to naprawdę szczyt, żeby przez
      całą noc dyżurowała tylko 1 pielęgniarka. Dzieci przy mamach - jak najbardziej.
      W nocy mała spała ze mną w łóżku i było jej bardzo dobrze. W dzień chciała jeść
      co chwilę i dobrze, że mogła być ze mną. Ale żeby tych pielęgniarek było tak
      mało, to naprawdę skandal. Nie każda kobieta czuje się na siłach, żeby od razu
      zerwać się na równe nogi i pielęgnować dzidziusia. Powinna być możliwość
      częstszego korzystania z ich pomocy. No, ale to już nie one są temu winne, ale
      ci, któzy szukają oszczędności w liczbie personelu...
      • mbkow Re: Pojęcie Niektórych mam o pracy pielęgniarek!! 09.09.06, 22:35
        to prawda, ze pierwsza doba, a czasem doby po cesarce sa fatalne w porownaniu z
        tym, co sie dzieje po porodzie naturalnym. bo nie chodzi o zmeczenie, ale
        zupelne unieruchomienie. po porodzie sn wzielam synka od razu prawie, bo spac i
        wypoczywac nie moglam z podekscytowania. a poza tym strasznie bylo mi glupio, ze
        on lezy gdzies samiutek. po drugim porodzie zobaczylam synka po 2 dobach prawie,
        bo sie wreszcie udalo podniesc z lozka. a probowalam wiele razy. i, jasna
        sprawa, oddalabym wszystko, zeby moc byc z nim od poczatku, moim malenstwem...
        generalnie jestem z tych, co nie chca po porodzie przesypiac nocy itp.
        a cewnik sobie bardzo cenilam wink
    • afire Re: Pojęcie Niektórych mam o pracy pielęgniarek!! 11.09.06, 09:00
      Ja po cc nie bylabym w stanie (fizycznie i psychicznie), żeby zająć się Kamilem.
      Myślę, że gdyby urodził się w terminie, a ja miałabym cc, również oddałabym go
      na pierwszą noc.
      To, czy dziecko przy sobie od razu, czy później powinno zależeć od stanu mamy.
      Ja osobiście nie widzę nic zlego w tym, że któraś z mam nie ma sił i na
      pierwszą noc prosi o pomoc pielęgniarki.
      Na pewno myślałabym inaczej gdyby Kamil urodził się mniejszy, dużo wcześniej i
      jego stan byłby gorszy, gdyby walczył o życie, dlatego rozumiem oburzenie
      innych mam na takie zachowanie, bo w zależności od naszych przeżyć formułujemy
      poglądy i oceny.
      Skrót RZEKOMO MAJĄ U SIEBIE CHORE
      NOWORODKI..., faktycznie brzmi dziwnie, najbardziej powinny się tu oburzyć owe
      pielęgniarkiwink

      Weszłam dziś przez zupełny przypadek na forum, gdzie nasze wypowiedzi na ten
      temat wywołały małą burzę, autorka najbardziej obraźliwych stwierdzeń na końcu
      przeprosiła (chociaż moim zdaniem tłumaczenia mętne), ale jak na początku
      przeczytałam kilka pietrwszych postów to zrobiło mi się bardzo przykro, mam
      tylko taką mała sugestię do Antyki, o ile tu wejdzie i to przeczyta,że jeżeli
      następnym, razem będzie chciała przedstawiać swoje opinie, czy argumenty o
      Mamach Wcześniaków, to niech to zrobi również na tym forum, abyśmy mogły nie
      się obrażać i wyzywać, ale może wyjaśnić dlaczego nasz pogląd na ten temat jest
      taki, a nie inny.

      Mama Kamila
      Ur.28.11.05r 33tc, 1720g, 49cm



      • sineira Re: Pojęcie Niektórych mam o pracy pielęgniarek!! 11.09.06, 10:35
        Afire, mogłaś zalinkować, bo w tej formie Twoja wypowiedź zdaje się zawierać
        pewne nieprzychylne aluzjesmile
        Za Antykę się nie będę wypowiadać, ale także mnie bardzo mocno oburzyły dwie
        wypowiedzi:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15302&w=48174007&a=48174449
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15302&w=48174007&a=48174657
        Mam za sobą ciężki poród zabiegowy. Dziecko wstawiło sie krzywo i lekarze
        musieli użyć kleszczy, przy okazji robiąc mi z tyłka jesień średniowiecza.
        I faktycznie, po wszystkim marzyłam tylko o tym, żeby się wyspać. Dokładniej
        mówiąc, zaczęłam zasypiać już w trakcie zszywania.
        Przez następne dwie doby nie byłam w stanie się zająć dzieckiem. Po prostu nie
        byłam w stanie - ani psychicznie, ani fizycznie. I gdyby mi wtedy ktoś
        przywalił takim tekstem o oddaniu dziecka do ochronki to... no cóż, nie
        miałabym siły nawet mu napluć w twarz.
        Rozumiem, że niemożność dotknięcia własnego dziecka, strach o jego życie to
        potworne doświadczenie. Jednak i Wy, mamy wcześniaków, spróbujcie się czasem
        postawić w sytuacji innej matki.
        --
        Eryk (Mrówkiem zwany) oraz www.twierdza.neostrada.pl
        "together we will live, this century got so much more to give
        together we will leave, giving to the world a better place to grow" (Samael)
        • ewelina-s-82 Re: Pojęcie Niektórych mam o pracy pielęgniarek!! 11.09.06, 10:56
          przeczytałam ten post i tez uwazam ze moze sie zrobic przykro po takim
          stwierdzeniu...bo wyszło na to że wcześniaki i chore noworodki są dodatkowym
          obciązeniem dla pielegniarek ktore "rzekomo "powimmy sie zajmowac zdrowymi
          noworodkami...ja miałam dwa rozne porody po pierwszym czulam sie dobrze po ok 5
          godzinacg,ale i tak dostałam mała rano choc chcialam zeby bylo inaczej..a drugi
          to cc i faktycznie dochodzilam do siebie około dwóch dni,ale gdyby wtedy ktos
          przywiózł mi do sali mojego wczesniaczka to bym sie nie obraziła tylko
          dziękowała Bogu...ani pierwwszego ani drugiego razu nie przyszło mi do głowy
          zastanawianie sie czy pielegniarki biora do siebie dzieci na noc bo wiedzialam
          ze czsaem porody ida jeden za drugim i one nie maja nawet czasu usiaść.a w
          szpitalu w ktorym ja rodzilam pielegniarki mialy jedna dluzsza przerwe obiadowa
          ale jak sie co dzialo to nie bylo zmiluj...
        • mathiola wyjasnienie 11.09.06, 11:21
          W zwiazku z tym, ze oburzyla cie miedzy innymi moja wypowiedz, spiesze
          wyjasnic: Moje poglady na ten temat zostaly uksztaltowane na podstawie
          obserwacji poczynionych podczas pobytu kilkutygodniowego na oddziale
          noworodkowym. Wypowiadajac sie w ten sposob, nie mialam na mysli wszystkich
          kobiet, ktore po porodzie maja zabierane dzieci. Tak naprawde moja wypowiedz
          tyczyla sie kilku mam, ktore mialam przyjemnosc obserwowac wlasnie w szpitalu.
          Lenistwo, rozmemlanie i niezaradnosc zyciowa az z nich wylazila. Jeden
          przyklad: Mama nie umiala ale i nie CHCIALA, nie probowala nawet nauczyc sie
          zajmowania wlasnym dzieckiem. Wolala oddac do pielegniarek, mimo iz dziecko
          plakalo tam cala noc (slychac je bylo na calym oddziale). Uznala, ze nie moze
          karmic piersia bo ma plaskie brodawki, w zwiazku z tym dziecko nie jadlo prawie
          nic, bo pielegniarki nie garnely sie do dokarmiania. Lekarka opieprzyla ja za
          to, ze dziecko kolejna noc spedzilo w sali noworodkowej, drac sie z glodu,
          zapytala czy chce je karmic piersia, powiedziala ze tak, oczywiscie - wiec nie
          dostala zalecenia dokarmiania - ale i nie karmila nadal. Dodam, ze do szpitala
          ubrala sie w koszulke z malutkim dekoltem, bez guzikow, wiec nie miala JAK
          podac dziecku piersi - musiala wyciagac cala reke z rekawa, zeby wydlubac piers
          i to tez z trudem. Wiec jak w takiej sytuacji karmic dziecko?? Spadlo na wadze
          bardzo i przedluzyl sie ich pobyt w szpitalu. Inna miala problem z karmieniem,
          nie umiala przystawic dziecka, przez caly pobyt w szpitalu zrobila to doslownie
          kilka razy (fakt, ze powinna dostac w tej sytuacji fachowa pomoc, nie dostala i
          to byla wina szpitala), uznala, ze na pewno nie ma pokarmu, wiec po kryjomu
          kazala rodzinie przyniesc mleko sztuczne i po klopocie. A najlepiej sie czula,
          kiedy synek byl zabrany przez pielegniarki - na badania, na lampy, raz
          poprosila, zeby zabraly dziecko na noc. Takich przykladow bylo wiecej, naprawde
          wlos mi sie czasem jezyl.
          Teraz przeczytawszy cytat o rzekomo chorych niemowlakach, po prostu uaktywnilo
          sie w mojej glowie wspomnienie owych kobiet. Ja naprawde nie odbieram kobietom
          po porodzie prawa do zlego samopoczucia - pietnujac takie zachowanie mam na
          mysli te ktore czuja sie na tyle dobrze zeby brykac po salach w celu
          poplotkowania, a jednoczesnie na tyle zle, zeby oburzac sie na pielegniarki,
          ktore nie chca odciazyc przemeczonej matki, biorac od niej dziecko...
          Sama mialam straszny kryzys jednego dnia, nie spalam nie wiem ile, slanialam
          sie na nogach, odciagalam i znosilam dzieciom mleko co chwila, karmilam tak
          dlugo, ze jak skonczyly, zblizala sie pora kolejnego karmienia. W koncu padlam
          na pysk. Sciagnelam wiekszy zapas mleka i powiedzialam pielegniarce, ze nie dam
          rady przyjsc w nocy na karmienie, bo musze sie wyspac, zeby funkcjonowac. Do
          dzis nie zapomne, jak mnie potraktowala, pytajac, czy wiem, ze kiedys dostane
          dzieci do domu i bede musiala karmic je w nocy... Tak jakbym juz jednego
          cycocha nie wychowala! Tak jakbym nie spedzala z dziecmi kazdej mozliwej
          chwili! tak jakbym nie odciagala mleka dla nich w pocie czola, zeby dostawaly
          to co najlepsze! Poczulam sie jakbym dostala w twarz, a ja po porostu bylam
          naprawde bardzo, bardzo zmeczona...
          • tabaluga0 Re: wyjasnienie 11.09.06, 13:01
            Kazdy moze byc kiedys zmeczony, czy tego chce czy nie. I ma prawo do pomocy.
            Mnie nikt w domu nie pomagał, ale teraz kiedy synek jest juz duzy prosimy
            tesciowa zeby zabrala go na noc do siebie. I mamy chwilke spokoju, głownie na
            posprzatanie, na odespanie(chociaz jak byl malutki to bardziej przydalaby sie
            pomoc , bo karmilam w nocy kilka razy , no i kolki nie dawaly spac).
            Jak bylam w szpitalu lekarz umowil dla mnie panią od laktacji, ktora nauczyla
            mnie odciągac mleko, potem pielegniarki pokazaly jak karmic piersia, ale
            najpierw bylo pytanie czy tego chce, bo wcale nie musze i czy dam radę.Jesli
            nie chcialabym to one maja mleko dla wczesniaczkow i od tego mleko dzieci tez
            rosna itd. Wiec nie bylo zadnych przykrych uwag. Nikt nie robił problemu jak
            raz nie dalismy rady pojechac do szpitala z mlekiem , bo była taka ślizgawica
            ze nie dalo sie jechac autem, sama pani ordynator wrecz odradzała nam przyjazd,
            mowila ze dziecko ma opieke, ze nic mu nie bedzie, ze mleko dostanie itd. A my
            sie czulismy dziwnie, ze nie pojechalismy do malego.

            I jezeli teraz macie okazje odpoczac od dziecka chociaz jedna noc, jezeli ktos
            wam proponuje pomoc , to nie odmawiajcie, przeciez nie oodajecie dziecka do
            schroniska czy domu dzecka na zawsze. Kazdy moze czuc sie zmeczony.
            • tolka11 Re: Na spokojnie 12.09.06, 17:20
              Córkę rodziłam s.n. 22 godziny, szybko doszłam do siebie, ale nocami w szpitalu
              marzyłam tylko o tym, żeby nie ryczała i, żeby ją zabrali. Żadnej miłości z
              mojej strony, żadnych uczyć, byle ją zabrano. Pokochałam ją dużo później. Syna
              urodziłam w 28 t.c. w godzinę, na ręce wzięłam, gdy miał 40 dni. marzyłam o
              tym, śniłam, ale walczył o życie o własny oddech i wczesniej się nie dało. Do
              dziś tulę go często wbrew jego woli [ma 3 lata]. Mloda budziła się w nocy
              kilkanaście razy przez 2,5 roku, a ja chodziłam do pracy nieprzytomna. Młody
              budzi się do dziś często, a ja jakoś pracuję i żyję. W lutym będzie trzeci
              maluch i już wiem, że niezależnie od trudów porodu choćbym padała na twarz
              zrobię wszystko, aby był przy mnie. Teraz to doceniam.
              Nie oceniam postępowania innych kobiet, to ich życie i ich wybór. Mnie to
              wszystko nauczyło, aby nie tracić ani chwili, bo nigdy nie wiemy jak długo
              potrwa szczęście.
Pełna wersja