czy udalo sie Wam nie rozpuscic dzieci?

18.10.06, 23:59
taki watek troche luzniejszy...
moj synek jest z 32tc, naprawde udalo nam sie uniknac wielu problemow, w tej
chwili to wielki chlop, ciezki i... rozpieszczony smile na poczatku, wiadomo,
stres przeslanial wszystko. nie bylo mowy o "rozsadku". w moim przypadku
usypianie przy piersi, dlugie karmienia, duzo noszenia, tulania itp. bardzo
pomagala mi mama, wiec starszy synek nie odczuwal specjalnie roznicy. ale od
dluzszego czasu jestesmy sami i widze, ze ktos tu rozpuscil sobie dziecko wink
starszy to odczuwa czasem mocno, bo maly spi max 3h dziennie, duzo go nosze,
bo nie chce, zeby duzo plakal itp... zwlaszcza, ze pierwszy synek mial nas na
kazde skinienie. tu tym bardziej.
pewnie wszystkie z Was uslyszaly juz nie raz, ze matki wczesniakow sa
przewrazliwione i przesadzaja wink albo raczej ;-( czy udalo sie Wam nie
umordowac SIE z tego powodu? czy udalo sie obiektywnie ocenic, co mozna
odpuscic? w miare mozliwosci oczywiscie, bo niekiedy dzieci wymagaja ogromnej
ilosci czasu np. ze wzgledu na wizyty u lekarzy.
czy udalo sie Wam nie rozpiescic wczesniaczka?
pozdr, monika
    • marta_i_koty Re: czy udalo sie Wam nie rozpuscic dzieci? 19.10.06, 00:48
      Mnie sie to udało... Starałam sie nie brac go na ręce na kazde pierdnięcie i w
      efekcie zawsze budził się zadowolony, ciagle sie smiał i zawsze sprawiał
      wrażenie zadowlonego z zycia... Nigdy nie miałam z nim zadnych klopotów, nawet
      bunt dwulatka trwał 1 dzień... Mam wrażenie, ze teraz jest gorzej, bo ma 11 lat
      i wlasne zdanie - to akurat dobrze, tylko często nie ma racji, a i tak sie
      upiera jak kozioł...smile Ale rozpieszczony nie jest i nigdy nie był, "Ballady o
      Januszku" bym raczej nie zniosłasmile
    • baszkas Re: czy udalo sie Wam nie rozpuscic dzieci? 19.10.06, 09:25
      I tak i niesmile Na poczatku wiadomo - ciagly strach, ze cos moze byc nie tak,
      liczne wizyty u lekarzy, duzo przytulania i noszenia na rekach (do tego te
      paskudne kolki), ale tez od poczatku, jak tylko stanela na nogach byly tez i
      granice wprowadzane, np. rzeczy mogla wyrzucac tylko z wyznaczonej do tego
      szafki, kwiatkow nie skubac itp i tego sie konsekwentnie trzymalam.
      Z 'przedobrzenia' zostalo: skubanie kogos za ucho podczas zasypiania, do dzis
      jeszcze czasem sie odganiam, jak od muchy jakiejs, ale juz bez histerii, ze nie
      wolno (chyba 2 lata miala, jak ja zaczelam skutecznie oduczac tego), nie
      zasypia wciaz sama, choc byl juz moment, ze sie udawalo, no ale potem
      przedszkole i chorowanie non stop i widze, ze wrocilysmy do starych nawykow, no
      i jeszcze nieumiejetnosc bawienia sie samej na dluzsza mete, bo najpierw ja z
      nia bylam w domu przez 1,5 roku, potem miala 'do dyspozycji' opiekunke, ktora
      poswiecala jej caly czas i byla naprawde fajna w organizowaniu zabaw Ali, no a
      teraz efekt jest taki, ze jak wroci z przedszkola, to dopoki nie pojdzie spac
      to wciaz domaga sie, zeby ktos sie z nia bawil i nie daje sie namowic na
      samodzielna zabawe (he he, w trakcie nauczania jak to sie robi). Co tam
      jeszcze, aha - jedzenie - do tej pory na glowie stawalam, zeby jadla -
      zabawianie, tv, komputer, ganianie z lyzeczka za nia - cokolwiek przy czym
      jadla, teraz juz powoli mi przechodzi, choc dalej miesci sie w wadze piorkowej
      (3 lata i jakies 11,5kg), ale ja juz nie mam sil i jak na razie najbardziej ja
      motywuje 'nie, to nie - ja nie bede sie prosic'wink)
      Ale co jakis czas zaliczamy okresy buntow, humorow i jeczenia - staramy sie
      jednak 'ustawiac do pionu', bo mimo, ze wczesniak, to wole nie miec malego
      tyrana w domuwink))
      Pozdrawiamy,
      Basia i Ala (32tc, 1190g)
    • simonhektor Re: czy udalo sie Wam nie rozpuscic dzieci? 19.10.06, 11:27
      Nie udało sie niestety wink No ale co zrobić... Z mojego synka jest prawdziwy
      urwis, a poza tym swoją drogą wcześnaki są często nadpobudliwe i mój synek też
      taki jest. Afery o to, czy tamto są na porządku dziennym. Ostatnio przegiął
      zupełnie chowając sie mojej żonie w sklepie z ciuchami - odwróciła sie się na
      10 senkund, żeby coś zobaczyć. 10 minut szukała go z ekspedientkami po całym
      sklepie, a ten cichutko sobie siedział między ubraniami... Czasami po prostu
      ręce opadają...
    • tolka11 Re: czy udalo sie Wam nie rozpuscic dzieci? 19.10.06, 15:25
      Nie rozpuściłam, mimo wielu operacji i niepełnosprawności. A może właśnie
      dlatego. Nie rozpuściłam, bo był drugi, a doświadczenie pokazało co i jak. Nie
      rozpuszczam, bo trzecie w drodze i później oszalałabym. Wymagam i to dużo
      więcej niż od córki, by miał taką szansę jak inne dzieci. Poświęcam mnóstwo
      czasu na terapię, mimo pracy i kłopotów z ciążą. Ale co prawda, to prawda -
      kocham go straszliwie.
      • venla Do Tolki 19.10.06, 20:53
        Gratulacje z okazji Twojej fasolki, trzymam kciuki za to by była grubiutka i
        miała dużo fałdek
    • venla Re: czy udalo sie Wam nie rozpuscic dzieci? 19.10.06, 20:27
      Hmm. Trudno powiedzieć jak to jest z Miłoszem. Nie mam za bardzo porównania z
      dziećmi w jego wieku, ale raczej uważam, że nie jest "przepieszczony" bo
      rozpieszczam go cały czas w dobrym tego słowa znaczeniu. Staram się, by znał
      granice możliwości zachowania się, choć nie zawsze jest dobrze, jest dzieckiem
      bardzo żywym i wymaga dużo uwagi. Ostatnio w sklepie znalazł sobie jakąś rurkę
      z kurkiem, odkręcił go i woda poleciała na podłogę. Nie wiem co to był za
      zawór, ale pani się wkurzyła. Zasypia sam, choć namawia mnie żebym się obok
      połozyła. Od kilku dni śpi w osobnym pokoju, lecz muszę w nocy do niego
      przyjść. Je siedząc przy stole lub ogladając bajkę. Rzadko robi sceny,
      zazwyczaj wtedy, gdy ja jestem nerwowa i nie mam do niego cierpliwości, zamiast
      wytłumaczyć zakazuję "i koniec". To odwraca się przeciwko mnie, ale nie zawsze
      mam siłę i nstrój by być cierpliwa. Mówi wtedy w sklepie np. "Sio mamo, nie
      lubie cię, idź do pokoju", tupie, zapiera sie i nie chce wyjść. Na szczęście
      jest to rzadko, staram się z nim rozmawiać i wytłumaczyć coś. Ogólnie jest
      bardzo pogodny, zawsze uśmiechnięty. Mobilizuję go do sprzatania po sobie
      zabawek, ale zazwyczaj musze mu pomóc, robi to bardzo powoli, albo musze przy
      nim stać i go mobilizować, zeby w ogóle skończył zadanie. Nagroda jest tu
      bardzo przydatna np. wspólne czytanie - uwielbia to. Karą za przeskrobanie
      czegoś specjalnie jest posiedzenie na krzesełku w swoim pokoju w samotności, to
      jest dla niego straszne (drzwi sa otwarte).
      Nie wiem czy dobrze to wszystko robię, staram się. Pracuje średnio 4 - 5 godzin
      dziennie, więc mamy dla siebie trochę czasu, a teraz, kiedy ma 2,5 roku można
      naprawdę z nim współpracować.
      www.venla.bobasy.pl/
Inne wątki na temat:
Pełna wersja