wspomnienie :-)

17.11.06, 20:57
Jestem mamą wcześniaka 34 tydz. Waga urodzeniowa 2230 i długości 46cm. Ten
mój wcześniaczek ma już 5 lat. W styczniu urodziłam córeczkę w 38 tygodniu
2900 i 54cm. Boże jaka ona była duża. Wtedy miałam doświadczenie z mniejszym
dzieckiem. To tyle ze wstępu. Głównie chodzi mi o to że pamiętam jak bardzo
wtedy po urodzeniu synka pragnęłam porozmawiać z kimś kto też musiał zostawić
swoje dziecko w szpitalu, z kimś kto tak jak ja trząsł się strasznie z
niewiedzy, bezsilności i żył codziennym lękiem o zdrowie i życie swojego
maleństwa. Jak ja bardzo chciałam mieć przy sobie kogoś kto to poprostu
rozumie. Tak naprawdę po porodzie zostałam zostawiona sama sobie. Nikt ze mną
nie rozmawiał nie udzielał informacji na tyle ne ile ja bym chciała. Opieka
oczywiście w tym szpitalu był rewelacyjna ale nie opieka nad kobietą która
właśnie urodziła swoje pierwsze dziecko i które zostało jej odrazu zabrane i
nie wiadomo nawet dlaczego. Tylko dlatego że było wcześniakiem. Przez
pierwsze pięć godzin nawet dziecka nie widziałam. Nawet jak teraz o tym myślę
to płakać mi się chce. Pamiętam też jak w drugiej ciąży bardzo bałam się żeby
nie urodzić za wcześnie i żeby ie przeżywać tego wszystkiego ponownie. Moje
dzieci są zdrowe i cudowne. Mieliśmy wszyscy dużo szczęścia którego również
rzyczę wam i waszym dzieciaczkom. Cieszę się że jest forum na którym można
podzielić się właśnie takimi doświadczeniami, które są bardzo ciężkie a
niekiedy tragiczne. Trzymam za was wszystkich kciuki. Rośnijcie zdrowo
maluszki w was jest naprawdę niesamowita chęć życia. Pozdrawiam
    • venla Re: wspomnienie :-) 17.11.06, 21:57
      Iwto, ja czułam się tak samo, to było nie do wytrzymania. Ludzie mnie
      pocieszali "Miłosz ma dobrą opiekę", "Nie martw się, niedługo będziecie razem",
      ale mnie to wręcz denerwowało. Przecież doskonale wiedziałam jaką miał opiekę,
      wiedziałam, że musze być cierpliwa. Oni nie wiedzieli co powiedzieć bo nie
      wiedzieli co czuję, niektórzy uważali nawet że ze mną jest coś nie tak.
      Niestety wtedy nie wiedziałam, że jest takie Forum jak to, a to naprawdę by mi
      pomogło, rozmowa z innymi mamami, które miały podobne doświadczenia, dla
      których inkubator to nie tylko pomieszczenie dla wcześniaka.
      Fajnie, że napisałaś...
      www.venla.bobasy.pl/
      • jolantusia1 Re: wspomnienie :-) 18.11.06, 08:03
        tak to prawda co napisałaś. Nikt w szpitalu po porodzie się mną nie interesował.
        Opieka nad dzieckiem - fantastyczna, nade mną poprawna, ale zabrakło rozmów. I
        dopiero po znalezieniu tego forum zrobiło się lepiej. Były osoby które rozumiały
        mnie i wiedziały co czuję. Wspierały we wszystkim przez cały okres pobytu synka
        w szpitalu i teraz też. Wszystkim, którzy stworzyli to forum WIELKIE DZIĘKI
    • tabaluga0 Re: wspomnienie :-) 18.11.06, 21:07
      u mnie dopiero po 3,5 m, przed samym wypisem malego ze szpitala pojawila sie
      pani psycholog i zaproponowala rozmowe, ja jej na to gdzie byla 3,5 m temu? Ona
      wlasnie zaczela wtedy prace kiedy my juz wychodzilismy ze szpitala.szkoda, mam
      nadzieje ze teraz pomaga innym mamom.

      a inni lekarze? moglam lezec w sali sama i ryczec i nikt nawet o tym nie
      wiedział, nikt nawet mnie nie pocieszal, nkt nie pytał jak sie czuje, co czuje,
      jak mały itd. Gdyby nie mąz ktory był ze mna cały dzien to chyba bym oszalała.
      • venla Re: wspomnienie :-) 18.11.06, 22:36
        Co do tego ryczenia, przypomniałam sobie jak ja ryczałam, weszła na to
        pielęgniarka i zapytała z pretensjami dlaczego, kiedy nie umiałam nic
        odpowiedzieć, wzruszyła ramionami i wyszła!
        • molekula Re: wspomnienie :-( 20.11.06, 22:37
          Ja też ryczałam.
          Ryczałam przez 11 dni mojego pobytu w szpitalu po porodzie.
          Mój synek urodził się w 27 tygodniu i nie przeżył.
          Było to dawno temu, dziś z pewnością lekarze uratowaliby go.
          Kiedyś opieka nad wcześniakiem była inna, inny poziom medycyny.
          Po porodzie leżałam sama w małej sali 2-osobowej. Po dwóch dniach
          na sąsiednim łóżku położono szczęśliwą mamę. Wychodziłam z pokoju
          jak przywożono jej dziecko do karmienia (kiedyś dzieci nie były z mamą,
          ale leżały na oddziale noworodkowym) i samotnie spacerowałam po korytarzu
          podczas gdy inne matki karmiły swoje dzieci.
          Szczęśliwa mama okazywała mi wiele zrozumienia i serdeczności.
          Personel też z wyjątkiem ordynatora, który po kilku dniach przeniósł mnie
          na większą, chyba 8-osobową salę ponieważ uznał, że już się dobrze czuję.
          To był dla mnie koszmar, tylko ja wiem co wtedy przeżywałam.
          O psychologu nikt wówczas nie myślał.
          Nie byłam też na pogrzebie swojego dziecka.
          Do zdrowia dochodziłam z wielkim trudem.
Pełna wersja