100ania
20.02.07, 18:20
No więc tak:
dzisiaj mieliśmy wizytę u neonatologa połączona z konsultacją neurologiczną.
Pani neurolog stwierdziła od razu na wstępie, że skoro byliśmy u neurologa w rejonie, to ona owszem, może dzieci skonsultować, ale co ja zrobię, jeżeli nie zgodzi się z opinią naszego lekarza? No i oczywiście się nie zgodziła. Nasza neurolo zaleciła rehabilitację, żeby wspomóc rozwój ruchowy chłopaków i dac im szansę na dogonienie rówieśników. Doktór w IMiD powiedziała, że ona tutaj absolutnie żadnej potrzeby ćwiczeń nie widzi, bo jak na 5 tygodni (wiek korygowany, bo urodzeniowo to oni już 4 m-ce za chwilę bedą mieli) to oni "są w sam raz" i niby ja się czepiam. Tylko, że ja bardzo bym chciała, żeby moje dzieci za kilka miesięcy chociaż częściowo dogoniły rówieśników. Cieszę się, że neurolog nie widzi niczego niepokojącego, ale to znaczy, że ma dzieci położyć i poeczekać, co będzie? A jak powiedziałam, że ćwiczenia mają wspomagać rozwój i zalecił je specjalista od rehabilitacji z Instytutu, to usłyszałam, że niby skąd ja wiem, że te ćwiczenia pomagają?
Pani neonatolog stwierdziła, że te zmiany na policzkach Igora (których tak na marginesie od kilku dni nie ma) to wcale nie alergia, tylko łojotokowe zapalenie skóry. Na fakt, że po zwykłym mleku robił paskudne, zieloniaste i śmierdzące kupy (w całym domu było czuć, że dziecko ma pełną pieluchę), a po Bebilonie Pepti zrobił żółtą nie zwróciła absolutnie żadnej uwagi.
Zaleciła powrót do zwykłego mleka i koniec kropka.
Nowe pokarmy mam im wprowadzać po skończeniu 4-ech miesięcy korygowanych, ale już za miesiąc (czyli po skończeniu dwóch i pół miesiąca korygowanego) mam im zmienić mleko na "2". Dziwne nieco zalecenia.
A ja i tak wiem swoje. Zbieram jeszcze opinie różnych specjalistów na ten temat, ale:
1. rehabilitacji nie odpuszczę, bo widzę, jak moje dzieci z dnia na dzień lepiej sobie radzą
2. mleka nie zmienię, bo tak mi podpowiada moja intuicja, zwłaszcza, że straszy syn ma problemy skórne po zjedzeniu zbyt dużej ilości nabiału
3. pokarmy zacznę im wprowadzać mniej więcej pod koniec piątego miesiąca urodzeniowego.
Powiedzcie, że nie zrobię krzywdy swoim dzieciom, a lekarze niekoniecznie są najmadrzejsi na świecie? Plisss

- bo szczerze mówiąc to po tej wizycie spodziewałam się zupełnie czegoś innego; spokojnej rozmowy, porad, a nie nakazów i zakazów i dodtakowo wpierania mi, że jestem przewrażliwoną mamuśką, która widzi problemy tam, gdzie ich nie ma.
To na tyle.