attache1974
19.03.07, 13:43
Witam
15. III. 07 mieliśmy kontrolną tomografię (Zośka po wylewach 3/4 stopień, 34
tydzień, 1460 gramm - urodzona 11. 05. 2006)
Jechaliśmy na nią z duszą na ramieniu z wizją wstawiania zastawki i różnych
komplikacji, a tymczasem ......
Na rejestracji podpowiedziano nam że skoro Zośka wczoraj odstawiła antybiotyk
to nic jej nie zrobią (a my pedałowaliśmy aż z Mińska na Białorusi do CZD w
Wawce - niecała 600 km) - ale bogu dzięki pani anestezjolog stwierdziła że
powinno się udać zrobić zdjęcie. W końcu udało się - z wynikami do naszej
pani doktor - weszliśmy - pani doktor poszła zapoznać się z wynikami a u nas
ciśnienie chyba z 200 na 400.
Koniec końców okazało się że głowa nie przyrosła właściwie nic a nic (obwód
47 i miesiąc temu też 47 cm) wskaźnik Evansa nie zmienił się jedyne co to po
wylewach zrobiła się torbiel którą można by endoskopowo naciąć żeby nie
gromadził się w niej płyn ale to będzie wiadomo jutro po konsultacji. W
pierwszej chwili ogromna radość że nie ma mowy o zastawce - a z drugiej to
czekanie kolejne 24 godziny. No nic co poradzić
Na drugi dzień dzwonimy - i słyszymy że póki co Zośka rozwija się w swoim
tempie (mogła by zacząć raczkować, ale że jest mądrala i nie widać różnic
między lewą stroną a prawą - wylew był po lewej więc teoretycznie jej prawa
strona mogła by być mniej sprawna jak lewa - więc nie ma sensu jej brać na
oddział) myślałem że z radości podskoczę do sufitu.
Teraz mamy kontrol w czerwcu.
Zośka po mojemu rozwija się wachadłowo (to samo było z jej starszą siostrą).
Mamy etap szybszego rozwoju fizycznego (np. przekręcanie się z pleców na
brzucho) a intelektualnie stoimy w miejscu by po pewnym czasie rozwinąć się
intelektualnie (macha łapkami robiąc pa pa - jak widzi mnie czyli ojca w
kurtce to od razu mi mówi po swojemu to cześć ojciec - macha po prostu łapką
na pożegnianie niezależnie czy wychodzę czy dopiero przyszedłem - tak reaguje
na mnie kiedy jestem w płaszczu, jak się jej śpiewa piosenkę - fanariki
fanariki fanariki gariat - niania białoruska tak jej śpiewa - co w wolnym
tłumaczeniu znaczy - świecą się latarki to kręci łapką jak by wkręcała
żarówkę - to samo robi jak się mówi - kruć kruć kruć - wychodzi że od
urodzenia będzie dwujęzyczna ale to może i lepiej na pewno też ją to jakoś
stymuluje - siedząc na słowo patataj próbuje podrygiwać w górę i w dół - u
teściów jest wyciąg w kuchni który bardzo ją interesuje na który mówimy szu
szu szu i kiedy bawiąc się w kuchni ni z tego ni z owego spyta się ją - Zosiu
gdzie jest szuszuszu bezbłędnie się odwraca i podnosi głowę patrząc na ten
właśnie wyciąg)
No i tak w ogóle straszna z niej łobuzica - babcie już sterroryzowała
totalnie - jak leży na brzusiu w naszym towarzystwie to jest oki - ale jak
tylko zobaczy babcię od razu płacz żeby brać ją na łapki.
Także cuda są wśród nas - i ja od jakiegoś czasu (maj 2005

) uwierzyłem w
nie i zobaczyłem je na własne oczy.
Jutro podłącze jakieś nowe zdjęcia Zośki
POzdrawiam