kowali
28.07.07, 08:11
pytam, bo zastanawiam sięd laczego tyle jest takich malutkich wcześniaczków.
Mój Wiktor urodził się w 32hbd (skończonym 31hbd bo lekarze liczą tylko
skończone tygodnie). Był wyczekiwanym, wymodlonym dzieckiem (ciąża po
poronieniu, wyczekiwana)NIestety sama ciąża była jedną komplikacją.więcej niż
połowę ciązy leżałam, od 16tc zaczęła skracac mi się szyjka (niewydolność
cieśniwo-szyjkowa), trafiłam do szpitala, założyli szew, potem miesiąc
leżenia i założyli pessar bo szew zaczął spełzać. oczywiście nadal leżenie w
domu ale to nie pomogło, pocieszali,że z dwoma "przyrządami" będzie już
dobrze, niektórzy smiali się,że ja się martwię a na pewno donosze do
terminu...byłam ganiona za mój pesymizm...oni się pomylili, ja się nie
myliłam...niestety w 30tc (a jak zaczął się ten 30tc to mi troche ulżyło, bo
od 16tc liczyłam każdy dzień do przodu, każdą godzinę...)i nabrałam trochę
optymizmu,że może będzie dobrze. niestety - poszłam na kontrolną wizytę i
okazało się,że główka nisko,mogę urodzić w każdej chwili. trafiłam od razu na
porodówkę, pęcherz zaczął się wpuklać, przeleżałam tydzień bez wstawania
nawet do wc...potem jakieś wodniste upławy, nie wiedzieli czy to wody bo
testy barwne wychodziły +-, zabrali mnie do badania: lekarka, która miała
dyżur stwierdziła,że pessar już nie trzyma i zdjęli mi wszystko - resztki
szwu i pessar bojąc się,że dojdzie do zakażenia wewnątrzmacicznego bo pęcherz
się wpuklał (codziennie sprawdzali CRP) godzinę po zdjęciu wszystkiego
rozpoczęły się skurcze...Wiktor przyszedł na świat 09.06 o 10.37 z wagą 1850g.
przepraszam,musiałam o tym napisac, mam od wczoraj jakiegoś doła, nie mam z
kim o tym porozmawiać, czuję się winna. może gdybym w szpitalu nie martwiła
się tymi upławami i nie zgłaszała tak często to nie zdjęliby mi pesaaru i
może przeleżałabym dłużej...takie mysli mnie nie nachodzą...
wiem,że poród i ciąza to złe wspomnienia ale jak któraś chce to napiszcie
proszę dlaczego Wasze maluszki tak szybko wyszły na ten świat...