pomoc dla mamy

17.04.08, 21:30
piszecie dużo o wsparciu dla mam w wątku FAQ. Ja urodziłam
wcześniaka dwa lata temu. Wprawdzie miałam urodzić jakieś 3 tygonie
przed czasem (jestem bardzo drobną kobietą i tak od 5 m-ca ciąża
była zawsze o te 3 tyg wyżej, cóż, za mały brzuch, za duże dziecko),
ale urodziłam o całe 30 dni wcześniej, po 8 dniach nonstop pod
kroplówkami...
Dziecko wprawdzie 2870, ale tylko 6,7,6 pkt, oczywiście inkubator,
tlen, zapalenie płuc. W 18 dobie z powrotem szpital jazda Nką do
innego na transfuzję (mały miał śmiertelne stężenie bilirubiny,
lekarka prosto w twarz powiedziała mi, że dziwi się, ze dziecko
oddycha i że żaden szpital nie chce mu zrobić te transfuzji). po
kilku godzinach jest Nka, jedziemy, lekarze rozsądniejsi, najpierw
naświetlają, badają, naświetlają, oczywiście wyrzucają nas do domu,
ale o północy jest wiadomość, że damy radę bez transfuzji. Szybko
też się dowiadują, że to klebsiella, zakażenie dró moczowych i stąd
bilirubina, która po antybiotyku i naświetlaniach spada. W końcu
jestem z małym w izolatce (hehe, dzięki tej bakterii tylko mi ją
załatwili) dostaję rota i znów mnie wyrzucają ze szpitala. Docieramy
w komplecie w 34 dniu życia małego, czyli tak jakbyśmy mieli wracać
po terminowym porodzie. Oczywiście litania konsultacji, z każdej
prawie wychodzimy obronną ręką, jestem szczęśliwa, mały nadgania
(został nam tylko botal, ale mały, do sprawdzenia w lipcu). I
oczywiście jedyne wsparcie to rodzina i internet. Ale ja się trzymam
dzielnie, bo muszę dla dziecka przecież. Problemy z mamą zaczynają
się, gdy sprawy z dzieckiem się stabilizują - mama zaczyna sie
sypać. Problemy zdrowotne, no i ten lęk, gdy tylko zobaczę karetkę.
Potrafię stanąć na środku drogi i płakać, dziś już doszło do tego że
płakałam jak auta przepuszczały konwój z banku. Gdy widze, że ktoś
nie wpuszcza karetki to mam ochotę biec i spychać auto. To chyba nie
jest normalne zachowanie i chyba samo nie przejdzie, czy możecie
polecić jakiegoś terapeutę? Jestem ze Śląska.
    • mariagajor Re: pomoc dla mamy 17.04.08, 21:45
      Kochana znam te stany doskonale i popieram,ze nigdzie tak naprawde nie ma pomocy
      dla matki wczesniaka ja urodziłam synka w 26 tyg z wagą 950g przez 2,5 miesiąca
      był w szpitalu potem znów i znów i znów miałam juz na koncu dosc kazdy lekarz
      mowił inaczej,ale nikt nigdy nie pocieszył nic nie doradził a co najwazniejsze
      nie uczył,o pomocy psychologicznej nie wspomne,ja równiez mam takie dziwne
      zachowania mimo iz synek ma juz 14 miesiecy nadal łzy napływaja gdy widze
      karetke,szpital dziecięcy itd,a gdy synek ma katar to juz wariuję dlatego
      doskonale Cie rozumiem.Dobrze,ze my mamy wczesniaków mamy siebie chociaz przez
      łączesmile
    • ania.silenter Re: pomoc dla mamy 17.04.08, 21:59
      Czyli mały Franek ma teraz dwa lata, tak? I jak się rozwija? Cóż, większość z
      nas ma traumatyczne przeżycia związane z przedwczesnym porodem (choć ja
      załamałam się, kiedy Ola umierała na sepsę, w stanie krytycznym była 2 tygodnie)
      i niestety większość z nas nie otrzymała pomocy psychologasad. W ogóle w
      większości szpitali nie ma czegoś takiego jak pomoc dla rodziców. Dużo też
      zależy od personelu, potrafi być bardzo pomocny - "mój" w IMiD nie dopuszczał
      abym wpadała w histerię tłumacząc mi, że 1120-gramowy wcześniak to duży wcześniakwink.
      Na moje "wcześniacze" lęki pomogła mi druga ciążatongue_out. A serio mówiąc - skoro
      czujesz, że potrzebny Ci terapeuta, idź do niego bez wahania, żałuję do dziś, że
      nie "wyrzuciłam" z siebie tego ładunku lęków i negatywnych emocji przed
      psychologiem w IMiD - byłoby mi lżej.
      • lili2006 Re: pomoc dla mamy 17.04.08, 22:07
        Tak, Franio 26 kwietnia skończy dwa latka. Rozwija się dobrze,
        intelektualnie na 2,5 (mówi wszystko, układa puzle, zna chyba
        wszystkie zwierzętasmile interesuje go wszystko itp), ruchowo na jakieś
        1,5 (problem ze schodami, nie rozumie co to podskok, boi się
        wysokości typu pierwszy stopień domowej drabinki), czyli jak
        uśrednimy to wyjdzie 2smile Tak jak pisałam mamy jeszcze tylko
        konsultację kardiologiczną, reszta już za nami, jesteśmy wielkimi
        szczęściarzami.
        Dziękuję Wam dziewczyny za odzew, wydawało mi się głupie to co
        pisałam, ale musiałam się przed kimś wygadać, mąż się ze mnie
        śmieje, gdy wariuję na widok karetkisad
        • tolka11 Re: pomoc dla mamy 17.04.08, 22:23
          A skąd dokładnie jesteś?
          • lili2006 tolka 17.04.08, 22:34
            mieszkamy w Tychach
        • bijou82 Re: pomoc dla mamy 17.04.08, 22:26
          rozumiem cie
          ja tez placze i wariuje na widok karetki
          jak czytam wasze historie to wyje do ksiezyca
          a dzis na okulistyce byly 2 zakonnice z dzieckiem wczesniakiem
          (dziewczynka 24tydz) i ja oczywiscie ryczalam przez prawie 2
          godz...a ludzie sie gapili...a zakonnice mnie pocieszaly
          ja bylam u pscyhologa-pomogl mi-po porodzie mialam mysli samobojcze
          i takie aby odlaczyc madzie i wziasc ja na rece (bo mi lekarze
          mowili ze ona umiera i ze do rana nie przezyje i tak kazdego
          wieczora) i bylam przez 3 tyg na domiesniowych uspokajajacych...
          teraz juz jest lepiej
          oprocz tego ze nie moge sie powstrzymac od placzu sad
          pierwsza ciaze poronilam w 7-8tyg...potem madzia
          wczesniak...kolejnej ciazy sie boje..a chcialabym
          ale mam tez taka glupia obsesje....i z tym sie chyba zglosze do
          specjalisty
          wydaje mi sie ze nie moge miec kolejnego dziecka bo nie bede go
          kochala...bo kocham tak madzie ze nie wyobrazam sobie pokochac kogos
          innego...czasem mysle ze męza nie kocham...bo kocham madzie
          to dopiero jest glupie???
          nie wyobrazam sobie co by bylo gdybym stracila madzie lub jej nie
          miala...a kolejne dziecko??-jesli go nie pokocham??
          • lili2006 bijou 17.04.08, 22:33
            miłość mamy się mnoży, a nie dzielismile
            ale rozumiem cię, ja też nie planuję więcej dzieci, bo wiem, że
            kolejne też się we mnie nie zmieści, a u nas w rodzinach rodzą się
            duże dzieci, więc nie mam szans donosić
    • madziach1 psycholodzy w szpitach 18.04.08, 09:55
      Witaj

      Ja jestem psychologiem, pracuję w służbie zdrowia i przy okazji jestem mamą wcześniaka.
      Jest ogromny problem z zatrudnianiem psychologów w pracówkach służby zdrowia. Niestety często taki etat traktowany jest jako trzeciorzędny w obliczu innych potrzeb. A wiadomo jest, że prawidłowa opieka psychologiczna nad dzieckiem i jego rodziną tak naprawdę skraca czas hospitalizacji i niweluje wiele negatywnych konsekwencji związanych z chorobą. No ale niestety rzeczywistość jest inna. Jak już jest jakiś psycholog - to jest jeden na cały szpital. To totalnie nie wystarcza. Zwykle wtedy pracuje na zasadzie konsultacji, jakie zleci lekarz. A tan naprawdę trzeba do każdego chorego czy rodziny podejść osobiście i spytać czego potrzebują. Chorym i rodzinom często trudno prosić o pomoc.
      Ja mam pod opieką jednocześnie 70 pacjentów - nie jestem w stanie każdemu pomóc. Mam tylko pół etetu. Pracuję parę godzin dzinnie - aby sensownie pomóc potrzebuję minimum godzinkę na pacjenta. Jak mnie teraz nie było przez rok - zagrożona ciąża, macierzyński - to nie wzięli nikogo na moje zastępstwo... oszczędności...
      Możesz starać się pomoc psychologiczną w Twojej okolic na przykład w ośrodkach interwencji kryzysowej. Przeżycia wcześniaczej mamy są traumatyczne i wymagają pomocy jak w sytuacjach kryzysowych. Ja jestem z Zabrza, niestety nie wiem kogo polecić w Tychach. Wiem, że w Katowicach są ośrodki interwencji kryzysowej gdzie udzialają pomocy, ale trudno mi się wypowiedzieć na temat osób, które tam pracują.
      Jeśli chcesz mogę spytać na liście dyskusyjnej dla psychoterapeutów czy mogę polecić kogoś w okolicach Tych - daj znać tylko czy jesteś w stanie zapłacić za wizytę czy wolisz szukać bezpłatnej pomocy.

      Pozdrawiam, Madzia
      • lili2006 madziach1 19.04.08, 21:33
        byłabym wdzięczna, gdybyś znalazła kogoś, któ mi pomoże, może być w
        katowicach, okolicach katowic, obojętnie. Nie robi mi różnicy, czy
        prywatnie, czy państwowo, tylko żeby pomogłsmile
        Dziękuję jeszcze raz i pozdrawiam, Ola
        • madziach1 Re: madziach1 20.04.08, 09:00
          Ola, podaj mi tylko jakiś Twój kontakt prywatny, to Ci wyślę info na priv. Chybaże wolisz abym podała namaiar ogólnodostępnie na forum ( o ile uda mi sie gogoś fajnego polecić).
          Pozdrawiam, Madzia
          • lili2006 Re: madziach1 20.04.08, 14:29
            Madziu, Jeśli ta osoba nie będzie miałą nic przeciwko temu to można
            wpisać jej dane, a nawet zapoczątkować taki wątek i przypiąć go
            szpileczką (ewentualnie ten podpiąć). Jeśli ma jakieś obiekcje, to
            mój mail lili2006@gazeta.pl
            Jeszcze raz dziękuję,
    • liti Re: pomoc dla mamy 18.04.08, 22:00
      Ja Ci powiem tak: jak było kangurowanie z moim synkiem to długo głos mi się
      łamał i dopiero po kilku dniach mogłam mu coś nucić do ucha a dokładnie dwie
      kołysanki. Jak wróciliśmy do domu to 3 miesiące mi zajęło, żeby zaśpiewać mu te
      same co w szpitalu i nie ryczeć przy tym.
      Jak słyszę karetkę, to zamieram.
      Jak widzę kobietę w dużej ciąży w sklepie z wózkiem na zakupy to robi mi się
      słabo, bo mi się wydaje , że ona zaraz urodzi i będzie tragedia. Jak kupowałam
      spacerówkę, to sprzedawczyni była chyba w 8 miesiącu ciąży ja jej kazałam usiąść
      i z 5 razy powtórzyłam, że powinna dużo odpoczywać a najlepiej pójść na
      zwolnienie i żeby na siebie uważała.
      No to dopiero jest obsesja.
      Takich przykładów to mogę podać kilkadziesiąt. Życzę Ci jak najszybszego
      "stanięcia " na nogi .
      • niuniadr Re: pomoc dla mamy 18.04.08, 22:23
        U mnie jest podobnie, jak tylko słyszę karetkę to aż cała sie trzęsę
        a jak widzę, że samochody nie chcą jej przepuścić, to drę się mężowi
        nad uchem, że zaraz wysiadę i objadę odpowiednio tych kierowców, jak
        słyszę o kolejnych wczesniaczkach, to płaczę jak bóbr, a dzisiaj
        prawie cały dzięń ryczałam, bo minął dokładnie rok jak trafiłam na
        patologię ciąży i tam rozpoczęła sie walka o kolejny dzień mojego
        maluszka w brzuchu.Udało sie 2 dni, ale to zawsze coś, a ja chodzę
        strasznie przygnębiona, jak widzę ciężarne kobiety, to chce mi się
        płakać, albo jak słyszę o tych wspaniałych 9 miesiącach ciąży, ja
        niestety dotrwałam do 5 dnia 8 miesiąca.Mój mąż juz przestał się
        dziwić moim emocjom i dziwnym zachowaniom, a co do karetek, to tez
        strasznie to przeżywa, bo wraca do niego chwiola, kiedy jechał za
        karetka przewożącą Huberta w krytycznym stanie do innego
        szpitala.Doskonale rozumiem Twoje lęki i odczucia.Trzymam kciuki,
        zeby udało Ci powrócić do spokojnej codzienności.
        • trojakowamama Re: pomoc dla mamy 20.04.08, 09:07
          Ja potrafię pobeczć się jak patrzę na dłonie i stópki moich
          trzylatków....całe w malutkich bliznach po wkłuciach, te na główce
          zakryły włoski. Wspomnienia wracają.
          • traganek Re: pomoc dla mamy 20.04.08, 09:16
            Te białe plamki po wkłuciach są straszne. Dosłownie wszędzie. Do
            tego jeszcze większe rany po włuciach. Po operacjach
            laparoskopowych...
            Nie wszyscy rozumieją. Nieraz w towarzystwie znajomych słyszę: Ty to
            miałaś dobrze, bo miałaś krótszą ciążę, nie musiałaś rodzić
            naturalnie". Szkoda gadać.
            • ania.silenter Heh, Traganek 20.04.08, 10:04
              traganek napisała:


              > Nie wszyscy rozumieją. Nieraz w towarzystwie znajomych słyszę: Ty to
              > miałaś dobrze, bo miałaś krótszą ciążę, nie musiałaś rodzić
              > naturalnie".

              Też zdarzyło mi się usłyszeć coś takiego i to od kogoś z rodziny. Odpowiedziałam
              spokojnie i głośno przy wszystkich, że "do tej pory wydawało mi się, że jesteś
              kretynką (to była kobieta) a teraz jestem tego pewna". Od tej pory nikt nie
              ośmielił się wygłosić podobnej bzdury.
              • mama-cudownego-misia Re: Heh, Traganek 20.04.08, 17:39
                Dobrze powiedziane!

                U nas wszystko poszło w objawy somatyczne. Mąż się dorobił nadciśnienia, mi ze
                względu na napięte mięśnie odnowiła się kontuzja kręgosłupa, a brzuch po cięciu
                koszmarnie boli, mimo, że z medycznego punktu widzenia nie ma żadnego powodu.
                Mamy nadzieję, że z czasem nam minie... Za to niesamowicie się zbliżyliśmy do
                siebie przez ten trudny rok, i chyba też mądrzej podchodzimy do dziecka.
                Wcześniactwo Małgosi wyleczyło mnie, przynajmniej na razie, z perfekcjonizmu, z
                pakowania się w wyścig szczurów pt.: czyj poród będzie najbardziej książkowy i
                przygotowany, czyje dziecko będzie się najszybciej rozwijać i będzie najbardziej
                udane, itd. Strach przed skutkami wcześniactwa pozostał, ale generalnie jest
                fajnie smile
    • venla Re: pomoc dla mamy 20.04.08, 20:48
      Ja też mam takie obsesje w głowie. Nienawidzę kiedy przychodzi mi do
      głowy obraz ciemnej sali w szpitalu i blask światła z korytarza
      wpadający przez lekko uchylone drzwi. Odgłos inkubatora na kółkach
      jadącego po zimnej posadzce na korytarzu w kierunku windy a potem
      karetki i innego szpitala gdzieś daleko i paniczna niepenośc co
      bedzie dalej. I to, że byłam wtedy sama, że nikogo nie obchodziło,
      że ryczę. Psycholog? Bardzo potrzebny a jeżeli już nie on, to
      chociaż jakaś pielęgniarka, którą obchodziłby mój strach i amok w
      głowie
    • ciociakubusia Re: pomoc dla mamy 21.04.08, 10:38
      Tak bardzo Was rozumiem i jednocześnie podziwiam. Ja jestem tylko
      ciocią wcześniaka i siotrą jego mamy, a jednak również przeżyłam
      wielką traumę, której z pewnością nie da sie porównać do Waszych
      przeżyć. Widok kobiety w ciąży czy zdrowego radosnego niemowlaka
      budzi we mnie uczucia, których sama nie rozumiem. Jest to wielki
      żal,rozgoryczenia, smutek a nawet złość że w przypadu siostry była
      inaczej. I to bezsensowne pytanie dlaczego musiała przez to przejść?
      Tak sobie myśle, że jednak te mamy które są na forum to ta
      silniejsza ich część. Miałyście odwagę szukać pomocy, informacji. Z
      moją siostrą jest inaczej - mimo, ze jej synek ma juz prawie 6
      miesięcy czuje wielki strach, który obezwładnia ją przed szukaniem
      pomocy. Nie chce wiedzieć za duża ponieważ każda zła informacja
      strasznie ją załamuje. I ciągle pyta - DLACZEGO?
      Kiedyś usłyszałam wypowiedź aktorki Ewy Bałszczyk, która zmaga sie
      od lat z chroba swojej córki. Powiedziła bardzo mądre słowa - Nigdy
      nie pytałam dlaczego mnie to dotknęło. Zadawałam sobie innego
      rodzaju pytanie - Jeśli ja to dlaczego i co w związku z tym
      powinnam zrobić. Ponoć nic w życiu nie dzieje się bez powodu,
      wszytko ma swój głęboki sens. Cierpienie otwiera szeroko oczy na
      wiele spraw, życie ulega przewartościowaniu i wtedy najlepszym
      wyjściem jest szukanie nowych celów.
      Pozdrawiam Was wszystkie serdecznie
    • jola23061978 Re: pomoc dla mamy 21.04.08, 11:15
      Ja sama siebie nie umiem zdiagnozować . Psycholog powiedziała, że na
      dzień dzisiejszy nie wydaje jej się abym potrzebowała pomocy. Ludzie
      mówią, że po mnie nie widac, że dotknęła mnie tragedia i mam chore
      dziecko bo jestem taka uśmiechnięta, pełna energii, optymizmu.
      Sama się zastanawiam czy to prawda czy to maska ( w końcu 8 lat
      pracowałam w biurze podróży z ludźmi i potrafiłam się uśmiechać
      nawet gdy było mi smutno i źle).
      Na początku przepłakałam morze łez.
      Teraz płaczę jak przeczytam jakąś rozwalającą historię innego
      dziecka, wiersz, usłyszę piosenkę, jak widzę blizny na rączkach,
      nóżkach, szyi Oliwii, jak oglądam jej zdjęcia z tragicznego okresu
      kiedy z powrotem trafiła do szpitala i walczyła z sepsą po zakażeniu
      na operacji gronkowcem, jak pomyślę że może nigdy mnie nie zobaczy
      nie usmiechnie się.
      Ciężko mi patrzeć na 9 m-czne ciąże , zdrowe biegające maluchy -
      staram się nie czuć zazdrości, umieć prawdziwie cieszyć się że rodzą
      sie o czasie zdrowe dzieci w rodzinie u znajomych ale to trochę
      sztuczne uczucie.
      Jak sobie pomyślę co czuła Oliwia przez tyle miesięcy wyrwana z
      brzucha , po stracie siostry z którą razem wojowały (mam film 3D),
      kłuta, szarpana , niewidoma, delikatna, bez uczucia i miłości, bez
      oddechu, ciepła i głosu mamy - to zawsze mnie rozwala.
      Dlatego staram się nie myśleć, wyrzucam mysli z głowy, odsuwam je bo
      cóż mogę zrobić, czasu i zdarzeń nie cofnę a moje zamartwianie się
      ani o krok nie zmieni naszej sytuacji, chyba że na gorsze.
      W takich chwilach najlepiej czymś się zająć: praca, rehabilitacja,
      internet, książka, zdobywanie środków na rehabilitację, rozmowa z
      innymi ludźmi.
      Ostatnio zaczynam się użalać bardziej nad sobą niż nad Oliwią, że
      nie chce w wieku 30 lat siedzieć w domu i może do końca życia
      karmić, zmieniać pampersy, nie chce czekać latami na uśmiech, krok
      do przodu - ja chce już. Moze jestem złą mamą choć kocham Oliwię
      bardzo bardzo mocno.
      CHciałabym dla swojego zdrowia psych. drugie dziecko choć boję się
      (9 m-cy to tak długo). Mój mąż bardziej się wacha, myśli że jak
      zrobimy 1000 badań to będzie 100 % pewnośc że dziecko urodzi się
      zdrowe o czasie.
      Nic w życiu nie ma pewnego

      Jola
      • madziach1 myśleć i płakać 21.04.08, 14:41
        Jolu...

        Dobrze jest właśnie myśleć o tym wszystkim i przepłakać to co jest trudne. Innej drogi niestety nie ma. Przedwczesne urodzenie dziecka jest wydarzenie traumatycznym i bolesnym dla większości matek. Tym bardziej jeśli jest związaną z długą i bolesną dla dziecka hospitalizacją. To boli... a o bólu tak prostu nie da się zapomnieć. Nie da się na dłuższą metę udawać, że jest wszystko w porządku - bo w środku i tak jest burza. Wiem, że otoczenie wymaga aby być superdzielną matką, ale nie jesteśmy maszynami. Masz prawo płakać i pozwalać sobie na płacz. Aby uporać się z tymi wszystkimi emocjami - trzeba je po prostu na wskroś doświadczyć. Powolutku sobie to poukładać w sobie, aby stworzyć to silne ja, które poradzi sobie z problemami.
        Dobrą metodą jest spisaywanie tego wszystkiego - pamiętnik piany na świeżo, albo po czasie napisane wspomnienia. Przelanie całego tego bólu na papier - to otwiera, łatwiej jest wszystko spisać niż wypowiedzieć. Trzeba powzwolić temu ujść.

        Pozdrawiam, Madzia
Pełna wersja