lili2006
17.04.08, 21:30
piszecie dużo o wsparciu dla mam w wątku FAQ. Ja urodziłam
wcześniaka dwa lata temu. Wprawdzie miałam urodzić jakieś 3 tygonie
przed czasem (jestem bardzo drobną kobietą i tak od 5 m-ca ciąża
była zawsze o te 3 tyg wyżej, cóż, za mały brzuch, za duże dziecko),
ale urodziłam o całe 30 dni wcześniej, po 8 dniach nonstop pod
kroplówkami...
Dziecko wprawdzie 2870, ale tylko 6,7,6 pkt, oczywiście inkubator,
tlen, zapalenie płuc. W 18 dobie z powrotem szpital jazda Nką do
innego na transfuzję (mały miał śmiertelne stężenie bilirubiny,
lekarka prosto w twarz powiedziała mi, że dziwi się, ze dziecko
oddycha i że żaden szpital nie chce mu zrobić te transfuzji). po
kilku godzinach jest Nka, jedziemy, lekarze rozsądniejsi, najpierw
naświetlają, badają, naświetlają, oczywiście wyrzucają nas do domu,
ale o północy jest wiadomość, że damy radę bez transfuzji. Szybko
też się dowiadują, że to klebsiella, zakażenie dró moczowych i stąd
bilirubina, która po antybiotyku i naświetlaniach spada. W końcu
jestem z małym w izolatce (hehe, dzięki tej bakterii tylko mi ją
załatwili) dostaję rota i znów mnie wyrzucają ze szpitala. Docieramy
w komplecie w 34 dniu życia małego, czyli tak jakbyśmy mieli wracać
po terminowym porodzie. Oczywiście litania konsultacji, z każdej
prawie wychodzimy obronną ręką, jestem szczęśliwa, mały nadgania
(został nam tylko botal, ale mały, do sprawdzenia w lipcu). I
oczywiście jedyne wsparcie to rodzina i internet. Ale ja się trzymam
dzielnie, bo muszę dla dziecka przecież. Problemy z mamą zaczynają
się, gdy sprawy z dzieckiem się stabilizują - mama zaczyna sie
sypać. Problemy zdrowotne, no i ten lęk, gdy tylko zobaczę karetkę.
Potrafię stanąć na środku drogi i płakać, dziś już doszło do tego że
płakałam jak auta przepuszczały konwój z banku. Gdy widze, że ktoś
nie wpuszcza karetki to mam ochotę biec i spychać auto. To chyba nie
jest normalne zachowanie i chyba samo nie przejdzie, czy możecie
polecić jakiegoś terapeutę? Jestem ze Śląska.