jola23061978
24.04.08, 13:21
Pogoda jest piękna. Nic strasznego się nie wydarzyło. A ja wczoraj
musiałam się wyryczeć i wyrzucić mężowi jak mi źle: patrzeć jak moje
dziecko stoi w miejscu, jak ma napady, nie uśmiecha się, nie wiadomo
co rozumie, szlag trafił już rozwój fizyczny - nie będzie chodzić to
trudno, nie będzie widzieć - z tym ciężej się pogodzić ale jak ma
jeszcze być upośledzona umysłowo to chyba się załamię.
Jeden lekarz powiedział mi, że dla zdrowia psych . powinni się mieć
drugie dziecko, żeby czerpać naturalną radość z prostych czynnosci,
które zrobi, że praca którą się wkłąda w chore nigdy nie jest
współmierna.
I ja się tego boję, że poświęcam tyle uwagi , czasu a może nic z
tego nie będzie i się wypalę, zgorzknieję.
Pierwsze macierzyństwo miało być takie szczęśliwe, chciałam
poświęcić dziecku dużo czasu, nie wracać do pracy, żeby mogło się
dobrze szczęśliwie rozwijać.
I po cholerę te piękne edukacyjne zabawki, ubranka, zabawy, płyty,
tyle czasu i energii - może to nic nie da.
JA wiem, że Oliwia czuje, kocham ją ale nie umiem zyć tylko tym
uczuciem. Może jak przypomnę sobie, że było gorzej jak leżała w
szpitalu - to pragnęłam żeby tylko była nieważne jaka.
A teraz chcę, żeby rozumiała, uśmiechnęła się.
Jak ja zacznę się łamać i dołować to żadnej z nas to nie posłuży.
Boję się że za parę lat nie dam rady, będę wrakiem, że z
uśmiechniętej, pogodnej JOli zostanie zgorzkaniała smutna baba z
cierpeniem wymalowanym na twarzy.
Nie umiem cieszyć się z opowiesći innych jak to ich dzieci chodzą,
co zrobiły zabawnego, co powiedziały, chce na siłe się z tego
cieszyć bo kocham dzieci, ludzi ale to sztuczne bo zaraz przychodzi
żal dlaczego do cholery nas nie może spotkać coś dobrego.
Dlaczego inni mają łatwiej, czy nie dość już wycierpiałyśmy, czy to
jakaś droga krzyżowa ? Czasem nie chce mi się żyć.
Jola