yulia19791
12.05.08, 22:18
Nie mogę wprost uwierzyć, że to trwa tak długo! Wciąż jemy tylko
kaszki i obiadki zmiksowane na papki. Rano dodaję do kaszki kilka
kostek banana, ale przechodzą przez gardełko niezbyt łatwo. Nie wiem
co robić. Dziś zauważyłam, że Bartek ma też bardzo wrażliwe wargi i
koniuszek języka - od razu odruch wymiotny. Przez 3 miesiące
robiliśmy masaż podniebienia i języka wg zaleceń logopedy. Ale
postępy marne - właśnie ten banan - a ja się przeraziłam, że jak
kilkadziesiąt razy dziennie wywołuję u niego odruch wymiotny, to w
końcu on mu się gdzieś w głowie zakoduje i będzie następny problem.
już zauważyłam, że zaczął sam go sobie wywoływać poprzez wkładanie
ręki głęboko do buzi - więc się przeraziłam i zaprzestałam. Gdzie
szukać pomocy? Na każde jedzenie w innej niż zwykle formie synek
reaguje natychmiastowymi wymiotami, płazczem i ucieczką. On nawet
chleba nie chce dotknąć! Tak dalej być nie może. Przecież dwulatek
musi umieć gryźć i połykać! A boję się, że im dłużej ten stan trwa,
tym trudniej będzie z niego wyjść. I widzę, że gdy nawet namówię go
na połkmięcie kawalątka czekolady (wszystkim innym może się
udławić), to na etapie przełykania mruży oczka i się krzywi jakby go
bolało. Co robić? Jestem zrozpaczona i coraz bardziej przerażona!
j.k.