Złodziejski system opieki zdrowotnej

07.07.08, 17:39
O tym, że mamy chorą publiczną służbę zdrowia wiedziałem już dawno,
ale że dotyczy to także najmłodszych dzieci - nie przypuszczałem.
A chodzi o naszą Natalkę. Urodzona po 34 tygodniu, więc wcześniak.
Lekarz pediatra dał nam skierowanie do poradni patologii noworodka
(czy jakoś tak), a tam mieli nas ewentualnie kierować na inne
badania, gdyby były konieczne. Mamy podobno w królewskim mieście
Krakowie dwie takie poradnie - przy Al. Pokoju i na ul.
Strzeleckiej. Oczywiście w najbliższym czasie terminów brak - koniec
lipca, sierpień owszem. Ale nie ma szans np. w przyszłym tygodniu.
Ok. Spróbujmy do okulisty dziecięcego, bo podobno rozporządzenie RM
nakazuje wcześniaka badać w kierunku retinopatii w 4 tygdoniu życia.
Dzwoni zatem Edytamamanatalki do poradni na Kopernika i dowiaduje
się, że owszem można - waga urodzeniowa nie może przekraczać 2.500.
To ja się k....wa pytam, co determinuje wcześniactwo? Moment
urodzenia, czy waga? Terminy.... już zapomniałem. Oczywiście można i
z wyższą masą urodzeniową, pod warunkiem że ma się skierowanie od
normalnego okulisty. Na termin do normalnego okulisty też się czeka
kilka dni. Natalka za dwa dni zacznie czwarty tydzień i powinna być
badana w kierunku retinopatii. Na ubezpieczenie - fikcja.
Aha, pochwaliłem się, że dostaliśmy od pediatry skierowanie na USG
stawów biodrowych (rok temu dla Jakuba się nie dało). Pierwszy
dostępny termin w październiku.
Nie jesteśmy biedni, więc stać nas żeby za te wszystkie badania
zapłacić kilkaset złotych. Tylko krew mnie zalewa, bo za ubiegły rok
zapłaciliśmy, jeśli dobrze pamietam z PITu, grubo ponad 7 tysięcy
ubezpiecznia zdrowotnego.
Co za kraj, co za system!
    • tabaluga0 Re: Złodziejski system opieki zdrowotnej 07.07.08, 18:48
      moj drogi tak jest wszedzie i nie sądze zeby sie cos zmienilo w
      naszym kraju.
      I to dopiero sam poczatek, potem dojdą platne lepsze szczepienia,
      platne prywatne wizyty u specjalistów(neurologa, ortopedy, okulisty,)

      Ja ze swoim wczesniakiem miałam czekac pol roku do endokrynologa
      przy podejrzeniu niedoczynnosci tarczycy, gdzie nieleczona moze
      powodowac nieodwracalne uposledzenie, ale kogo to obchodzilo -tylko
      mnie. W koncu po awanturze znalazlo sie miejsce na drugi dzień.
      • gk102 Re: Złodziejski system opieki zdrowotnej 07.07.08, 19:20
        Echhh w listopadzie ub roku chciałam zarejestrować dziecko do
        okulisty, nie rejestrowali bo nie mieli kontraktu z NFZ, w styczniu
        gdy zadzwoniłam pierwszy termin - na 03 listopada... mała jest po
        laserze ROP III (29tc 1100g waga urodzeniowa). Ma być kontrolowana
        co pół roku, jak znam lekarkę na wstępie mnie opieprzy.
        • flowercia Re: Złodziejski system opieki zdrowotnej 08.07.08, 10:17
          To u nas we Wroclawiu jest ciut lepiej na badanie retinopatii mozna dostac sie
          bez problemu. Jesli chodzi o poradnie dla wczesniakow to czeka sie miesiac do
          kardiologa podobnie jedynie panstwowy neurolog to ok 2-3 miesiace czekania. Tak
          czy siak i tak chodzimy prywatnie sad
          bo np na adaniach na oczka zlapalismy ostatnio w szpitalu zapalenie spojowek
          wiec zdecydowalismy sie chodzi prywatnie... a do pediatry rowniez bo boimy sie
          zlapac czego w przychodniach.
          pozdrawiam flowi
    • karla73 Re: Złodziejski system opieki zdrowotnej 07.07.08, 21:07
      Niestety znam to z autopsji...Jestem z Poznania,mój synek jest 29
      tyg.wcześniakiem z wagą urodzeniową 790 gram.Na kontroli w Poradni
      wcześniaczej okazało się,że p.doktor słyszy szmery na serduszku więc
      dla sprawdzenia zaleciła echo serca,za które w owej poradni płaci
      się....poza tym w tej poradni dają tylko wytyczne i aluzje do jakich
      specjalistów się udać-o skierowania trzeba wykłócać się z pediatrą a
      o terminach nie wspomnę...pozostają tylko znajomości,albo gabinety
      prywatne...
    • gandzia4 Re: Złodziejski system opieki zdrowotnej 07.07.08, 22:14
      Moja córeczka urodziła się wedle papierka ze szpitala w 37 tyg. (bo to był już
      wrzesień i szpital statystyki sobie poprawiał), ale według lekarzy z drugiego
      szpitala do którego została przeniesiona to był to 35 tydzień. U nas na
      szczęście problemów z oczkami nie było, ale było za to wiele innych problemów. W
      pewnym momencie gdy mała miała 3 miesiące trafiła do szpitala z kolejnym
      zapaleniem płuc, do tego z bardzo wysoką leukocytozą, która to właśnie
      zaniepokoiła naszą pediatrę (rzężenia w osłuchu pojawiły się dopiero następnego
      dnia). Lekarz prowadzący trafił nam się fatalny, przekazaliśmy pani doktór od
      razu całą dokumentację medyczną małej, bo sądziłam ja naiwna, że powinna ona się
      z nią zapoznać, żeby móc odpowiednio leczyć dziecko, tym bardziej że mała miała
      wrodzoną wadę serca PDA, ale z dużym wtedy przepływem do płuc (co miało wpływ na
      leczenie zapalenia płuc), oraz nie do końca wchłonięty wylew dokomorowy II
      stopnia, silną anemię w trakcie leczenia żelazem oraz bardzo mocne kolki oraz
      stolce ze śluzem. Pani doktor te wszystkie wyniki wzięła od nas i owszem, nas
      nawet słuchać nie chciała no i zaczęła małą leczyć, gdy po kilku dniach mąż
      zaproponował by może wezwać na konsultacje kardiolog małej, która pracowała na
      tym samym piętrze tylko w sąsiednim skrzydle, lekarka przyleciała natychmiast na
      skargę do mnie, że mój mąż się czepia i jest upierdliwy. Leczyła dziecko przez
      tydzień, nie przeczytawszy chociaż jednego świstka z tej całej sterty którą jej
      daliśmy. Po tygodniu leczenia bez efektów raczyła wreszcie zapytać nas, czy
      małej przypadkiem coś jeszcze oprócz zapalenia płuc nie dolega, no i
      powtórzyliśmy jej to co mówiliśmy kilka razy przez te siedem dni, o wadzie
      serca, anemii i wylewie, a pani doktor tym razem wreszcie usłyszała co się do
      niej mówi, wydarła się na nas że o takich sprawach to się informuje od razu i że
      powinniśmy dostarczyć jej dokumentację medyczną małej jaką posiadamy, no i mąż
      mój nie zdzierżył opieprzył ją i uświadomił że dokumentację to ona ma od
      tygodnia. Raptem w ciągu niecałej pół godziny wezwano kardiolog na konsultację,
      neurologa też i włączono małej leki nasercowe i neurologiczne, okazało się że
      USG główki nie można zrobić bo się zepsuła głowica, ale dwa dni wstecz głowica
      była jeszcze dobra tylko wtedy as nie słuchano gdy prosiliśmy o konsultacje i
      dodatkowe badania. W efekcie wyleczono u małej zapalenie płuc, ale szpital
      opuszczaliśmy z jeszcze wyższą leukocytozą niż była w dniu w którym do szpitala
      dziecko trafiło, nadal nie wyjaśniono przyczyny kolek i śluzowatych stolców oraz
      słabego przyboru na masie i nawet nie próbowano tego wyjaśnićuncertain Po powrocie do
      domu dostaliśmy od znajomych namiary na bardzo dobrego pediatrę który przyjmował
      tylko i wyłącznie prywatnie, nasi pediatrzy z przychodni poziomem leukocytów u
      małej byli przerażeni i nie mieli już pomysłu na to jakie jeszcze badania jej
      zlecić by dojść co dziecku dolega. Pojechaliśmy do tego poleconego pediatry i na
      dzień dobry dostaliśmy całą stertę skierowań na badania (kał na trawienie,
      morfologia, badanie moczu, wymaz z gardła z posiewem, wymaz z nosa z posiewem,
      oraz ewentualnym antybiogramem, USG brzucha, USG główki) oczywiście wszystkie te
      badania odpłatnie. Już po pierwszych wynikach zaczął się klarować obraz tego co
      się dzieje z dzieckiem: mała miała problemy z przyswajaniem laktozy stąd okropne
      kolki i śluz w stolcach oraz tak wysoka leukocytoza, bo z powodu nietrawienia
      laktozy poszedł stan zapalny jelit, dodatkowo w gardle zaczął sobie dokazywać
      paciorkowiec i to szczep szpitalny bo odporny na prawie wszystkie antybiotyki z
      wyjątkiem jednego, kolejna kwestia to u małej był nie tylko wylew do komorowy
      ale też i pewna wada w budowie mózgu (przeważnie nie powoduje ona żadnych
      efektów ubocznych, ale może też doprowadzić do śmierci), więc konieczna była
      uważniejsza obserwacja córeczki, by nie przegapić najmniejszych symptomów
      mogących świadczyć że zaczyna dziać się coś złego. Wydaliśmy wtedy na te
      wszystkie badania i wizyty całą premię świąteczną około 1000pln (był to grudzień
      2004 roku) i to zaraz po wyjściu ze specjalistycznego dziecięcego szpitala
      klinicznego, w którym można było te wszystkie badania przeprowadzić w ramach
      leczenia szpitalnego bo mają sprzęt i laboratoria, gdyby tylko lekarce chciało
      się odrobinę wysilić, by dociec co naprawdę się z dzieckiem dzieje. Złodziejski
      system to jedno, a lekarze, którzy tak naprawdę do pracy przychodzą tylko
      godziny odbębnić i nie podpaść kierownikowi przychodni czy dyrektorowi szpitala
      zbyt dużą ilością skierowań do specjalistów lub na badania to drugi problem.
      Stan mojej córeczki wtedy był na tyle zły, że gdybyśmy nie mieli tych pieniędzy
      na te prywatne wizyty i badania, to mogłoby z nami już jej nie być:///
      • kasia284 Re: Złodziejski system opieki zdrowotnej 08.07.08, 09:44
        Zgadzam się w 100%, mam podobne doświadczenia, może i są wyjątki
        wśród lekarzy, ale tylko potwierdzające regułę, ze odbębniają swoją
        pracę. Pozdrawiam i duzo zdrówka
    • mama-cudownego-misia Re: Złodziejski system opieki zdrowotnej 08.07.08, 07:31
      Na szczęście jeśli chodzi o okulistyczną poradnię wcześniakową Wrocław ma więcej
      szczęścia - badają nie co kilka tygodni, ale co kilka dni nawet...

      Wbrew pozorom macie kilka opcji oprócz prywatnego załatwiania konsultacji:
      - jeśli rejestratorka robi problemy, porozmawiać z lekarzem. Zwykle to działa.
      Szczerze mówiąc ani razu się nie musiałam powoływać na koligacje rodzinne, żeby
      się zapisać do jakiejś poradni - po prostu szłam do lekarza, mówiłam w czym
      rzecz i że się niepokoję. Wystarczyło.
      - agrawować. Ominąć rejestratorkę, uderzyć do lekarza i poinformować, ze wasze
      dziecko robi zeza rozbieżnego i chyba nie reaguje na światło, a pediatra kazał
      szybko zbadać dno oka. Każdy lekarz wie, co mu grozi, jeśli odmówi konsultacji,
      a okaże się, ze to był galopujący ROP. Założę się, że termin się znajdzie na jutro.
      - zrobić awanturę (też lekarzowi). Żądanie skierowania od okulisty zwykłego jest
      nieporozumieniem - macie mieć skierowanie od lekarza rodzinnego, który opiekuje
      się małą, albo od pediatry. Nie mają prawa żądać skierowania od okulisty
      zwykłego, tym bardziej, ze dziecko nie powinno do niego trafić. Co lepsze,
      właściwie tego skierowania w ogóle mieć nie musicie do drugiego roku życia
      dziecka, ale niestety NFZ chce się na tej podstawie rozliczać, więc machnijmy na
      to ręką. Jak wyżej, lekarze wiedzą, co będzie, jeśli Wam odmówią, a okaże się,
      że mała ma ROP, więc nie powinni za bardzo fikać.

      A na przyszłość, kto się umawia do poradni na tydzień wcześniej?? To w Paryżu
      byś się tak nie umówił, a tam mają jeden z najlepiej zorganizowanych systemów
      opieki nad wcześniakami na świecie. Facet, ze służbą zdrowia masz do czynienia,
      a nie wiesz, jak to wszystko funkcjonuje? Ja się poumawiałam do neurologa,
      neonatologa i okulisty jeszcze zanim małą ze szpitala wypuścili...
      • marektatojakuba Nie umawiamy się tydzień wcześniej! 08.07.08, 15:13
        Żona próbuje umówić Natalkę już od kilku dni. Nie wiem czy jesteś w
        stanie sobie to wyobrazić, ale cudem jest dodzwonienie się do
        poradni. Np. ja dzisiaj próbowałem się przez prawie godzinę
        dodzwonić do poradni w krakowskim Prokocimiu. Raz na cztery telefony
        udaje się dodzwonić na centralę. Dwukrotnie mnie połączono do
        poradni okulistycznej (bezpośredniego numeru nie ma), ale ani razu
        nikt nie odebrał. Dużo nie brakowało a jechałbym tam dzisiaj i
        zrobił awanturę, że w normalnych godzinach rejestracji (opublikowane
        na www) nikomu nie chce się słuchawki podnieść.
        Dzisiaj żona dzwoniła przez całe przedpołudnie do poradni patologii
        nowordka w tym samym szpitalu. Nie udało jej się - nikt nie odebrał.
        Jutro rano jadę tam osobiście - będziesz szybciej niż wisieć na
        telefonie i płacić za czekanie na połączenie z centrali.
        • mama-cudownego-misia Re: Nie umawiamy się tydzień wcześniej! 08.07.08, 16:07
          Jestem, jestem, też przechodziłam, też parę razy pojechałam, też się wyczekałam,
          i mi się znudziło.
          Chodzi mi o to, ze z terminami nie ma co liczyć na cud, i że prędzej się
          znajdzie miejsce dla wcześniaka z wagą początkową 800 g, który ma kilkadziesiąt
          % szans na ROP, niż dla Was. Nie, żeby Wam się nie należało, ale musicie się
          wykazać siłą przebicia, albo zasobnym portfelem i iść prywatnie.
    • monikamadzia Re: Złodziejski system opieki zdrowotnej 08.07.08, 08:09
      Muszę się wtrącić i zgodzić się z mamą cudownego misia, ja też wychodząc z
      Madzią ze szpitala już lekarz prowadząca uczulała żeby od razu sie zarejestrować
      między innymi do neurologa czeka się 2 miesiące z Madzia po wypisie mieliśmy
      mieć kontrole jak osiągnie korygowane 4 miesiące, na badanie słuchu Bera też
      czekaliśmy ok 3 miesięcy ale miała mieć jak skończy pół roczku, do ortopedy też
      rejestrowaliśmy się z wyprzedzeniem tak że wszystkie badania miała o czasie.
      Jeżeli chodzi o badanie oczu rejestracja w ten sam dzień nie było problemów tym
      bardziej jak się mówiło że wcześniak tak samo na Patologia noworodka .Nas już
      uczulali w szpitalu że się czeka ale takie są realia służby zdrowia.Na usg
      ciemiączka też musieliśmy się rejestrować z wyprzedzeniem chociaż raz
      zapomnieliśmy to zrobili i nie robili problemów tylko musieliśmy donieść
      skierowanie z patologii choć nie mieliśmy w tym dniu wizyty i mąż pobiegł po
      skierowanie i wszedł bez kolejki to pani doktor taka miła że jeszcze chciała
      zobaczyć Madzie bo co szkodzi choć byliśmy tydzień temu. Ale może to trzeba
      trafić na lekarzy ja nie mogę narzekać. Wszystkie badania miała o czasie.
      Pozdrawiam.
      Madzia 31tyd.820gfotoforum.gazeta.pl/5,2,monikamadzia.html
      • marektatojakuba Re: Złodziejski system opieki zdrowotnej 08.07.08, 15:17
        A nas nikt na nic nie uczulił. Jedyne co, to jeszcze podczas pobytu
        w szpitalu mieliśmy konsultację z kardiologiem i wykonane echo
        serca. Jedno co na pewno dowiedzieliśmy się, to że pani ordynator
        przyjmuje też prywatnie za ciężkie pieniądze i można się do niej
        umawiać. Ona też może umówić do okulisty, który konsultuje na
        oddziale na prywatną wizytę na tym oddziale w godzinach pracy
        (sic!). Fajnie nie?
        Wszystkie nasze decyzje o konsultacjach specjalistycznych wynikają
        tylko z wnikliwej lektury forów internetowych. Do lekarza pediatry
        też nie dostaliśmy się od razu. Chcieliśmy na początku ubiegłego
        tygodnia, ale pierwszy wolny termin dla dziecka zdrowego był dopiero
        na piątek - wtedy dostaliśmy wszystkie skierowania i powiedziano nam
        z grubsza co mam robić i gdzie się udać.
    • www_kropka_pl Re: Złodziejski system opieki zdrowotnej 08.07.08, 10:24
      Urodziłam moją córeczkę (27/28tc.) również w Krakowie w szpitalu
      Narutowicza. Przy wypisie miałam napisane w karcie terminy
      wszystkich wizyt u specjalistów. Szpital sam je ustalił dla mojego
      dziecka. Ale pewnie co kraj to obyczaj. Najdłuzej -tydzień czekałam
      na wizytę u okulisty w Witkowicach. Powiedziano mi również gdzie mam
      pojechać zapisać córę na termin badania słuchu ale jeszcze kiedy
      lezała na oddziale więc też poszliśmy niedługo po wypisie do
      poradni na Lenartowicza.Świetny lekarz i ekstra opieka. Bardzo
      chwalę sobie oddział intensywnej opieki wcześniaków w Narutowiczu.
      Wszystkiego dopilnowali. Jest tu równiez poradnia dla wcześniaków i
      terminy o ile pamiętam nie były jakieś tragiczne. Dzwoniłam tydzień
      przed wizyta i umawiałam się bez problemów. Jedynie prywatnie byłam
      u neurologa ale tylko raz bo potem umawiałam się z tą samą panią
      doktro na Alei Pokoju oraz na USG główki bo bardzo zalerzał mi na
      badaniu przez dr. Cyrul (świetny radiolog dziecięcy) Poradnia dla
      wcześniaków jest tez w Prokocimiu. A okulistę polecam w
      Witkowicach.Życze powodzenia. kropka.
      • trolobojczyni Re: Złodziejski system opieki zdrowotnej 08.07.08, 13:46
        Zgadzam się z mamą misia. Na tydzień przed się nie załatwia i to nie wina
        lekarzy. Odpuściłam sobie publiczną służbę zdrowia już dawno. Na szczęście mam
        taką możliwość. I zgadzam się w 100% z autorką. Na co idzie ta #$%^ składka!!!
        Chciałam publicznie pójść z małą do okulisty (dobry ośrodek) i co? Wielkie
        G....O. Dostałam termin na 3 miesiące, OK, poczekam,w końcu późno się za to
        wzięłam. Przyszłam i czekałam z 4 miesięcznym dzieckiem 4,5 godziny! Pieprzę
        takie podatki....
        • mama-cudownego-misia Re: Złodziejski system opieki zdrowotnej 08.07.08, 14:40
          Wiesz, tak sobie myślę, wracając do naszej niedawnej dyskusji (przepraszam, ja
          się nie potrafię zamknąć smile, że jednak mimo wszystko ten system jest w miarę
          sprawiedliwy. Przy ograniczonych zasobach ludzko-sprzętowych skłania bogatszych
          rodziców, których na to stać, do szukania pomocy szybko, bez kolejek, ale za to
          prywatnie i za pieniądze. Zmniejsza to tłok w przychodniach państwowych, gdzie
          biedni rodzice odstoją wprawdzie swoje, ale się w końcu do lekarza dostaną.
          W USA by nie było tak różowo - Marek Tata Jakuba by się dostał do lekarza bez
          problemu, ale już mniej zarabiający i mało rozgarnięty (za mało, żeby sobie
          znaleźć np. jakąś fundację) Kowalski Tata Jasia by się musiał pogodzić z tym, ze
          jego dziecko może oślepnąć, chociaż wcale nie musi... A potem by Twoje podatki
          szły na rentę dla Jasia synka Kowalskiego, zapomogę dla rodziny Kowalskich,
          specjalne kształcenie małego Jasia. Obawiam sie, że społeczny koszt byłby
          znacznie wyższy.

          A swoją droga, też korzystam z prywatnej służby zdrowia - wole sobie sama dobrać
          zespół, który się zajmie moją małą, no i małżonek niezbędny na dalszych trasach
          więcej zarobi nie zwalniając się danego dnia z pracy, niż by zaoszczędził,
          gdybyśmy nie chodzili do prywaciarzy.
          • marektatojakuba Sprawiedliwy? Czy aby na pewno? 08.07.08, 15:45
            Sprawiedliwy to on by był, gdyby pozowlono mi z pieniędzmi na
            ubezpieczenie zdrowotne zrobić co ja chcę. A tu nie - państwo
            przymusowo zabiera mi składkę na ubezpieczenie zdrowotne i nie
            gwarantuje za to tego czego samo wymaga. Mogliby chociaż stworzyć
            możliwość dodatkowych ubezpieczeń z równoczesną możliwością odpisu
            podatkowego. Albo niech cholera jasna nawet podniosą tę składkę o
            100%, ale niech kontraktują tyle usług medycznych, aby czas
            oczekiwania nie narażał pacjentów na utratę zdrowia.
            Nie mieszajmy do tego podatków - taki mamy kraj i taki system, więc
            ktoś tam decyduje o tym, że część moich podatków idzie również na
            opiekę zdrowotną osób, których na ubezpieczenie społeczne nie stać.
            Mieści się to w granicach mojego poczucia sprawiedliwości i nie mam
            nic przeciwko temu. Nie może jednak być tak, że Minister Zdrowia
            wydaje rozporządzenie o obowiązku badania wcześniaka w kierunku
            retinopatii po 4 tygodniu życia, a ubezpieczony pacjent nie może z
            tego skorzystać w tym terminie. Narodowy Fundusz Zdrowia powinien
            zakontraktować tyle konsultacji specjalistycznych, aby czas
            oczekiwania nie był dłuższy niż to dopuszczalne zgodnie z najnowszą
            wiedzą medyczną. A to że może zakontraktować te usługi to nie ma
            chyba wątpliwości. Przecież lekarzy nie brakuje, skoro na prywatną
            wizytę można się umówić w terminie kilku dni.
            • mama-cudownego-misia Re: Sprawiedliwy? Czy aby na pewno? 08.07.08, 16:04
              Właściwie ten mój drugi post odnosił się do mojej dyskusji z Trollobójczynią o
              tym, jaki system opieki zdrowotnej lepszy - amerykański, gdzie masz dostęp do
              wszelkich nowinek techniocznych, ale tylko jeśli Cię na to stać, a 1/3
              społeczeństwa ma do opieki medycznej dostęp ograniczony lub nie ma go wcale, czy
              też ten, który funkcjonuje w większości Państw europejskich - oparty na
              solidarności społecznej. Trollobójczyni woli plan reformy żywcem zerżnięty z
              USA, ja bym wolała jednak powoli zmieniać to, co jest, a w najgorszym razie iść
              za doświadczeniami (niewielkimi na razie, bo dopiero rocznymi) Niemców.
              I masz rację, że NFZ powinien. Tyle, że wszystko się tu opiera o pieniądze. We
              Francji i Szwecji, gdzie są najlepsze systemy opieki zdrowotnej finansowanej ze
              środków Państwowych i samorządowych, wydaje się na jednego ludzia 11 razy
              więcej, niż w Polsce. We Włoszech, gdzie wydaje się o 100% więcej, niż u nas,
              też się niestety czeka podobnie, jak w Polsce - np. na wszczepienie protezy
              stawu biodrowego do dwóch lat. Wiemy, jak jest...

              I niestety właśnie dlatego, ze wiemy, jak jest, i ze w szpitalu byliście za
              krótko, żeby się dowiedzieć, że już musicie rezerwować terminy u specjalistów,
              macie ten problem, który macie. Jeśli chcesz chodzić do lekarzy państwowo, to
              teraz po prostu się umów prywatnie, a jednocześnie zaklep sobie już następne
              terminy w państwowych ośrodkach. Innej rady nie ma.
      • marektatojakuba Re: Złodziejski system opieki zdrowotnej 08.07.08, 15:21
        Na Prokocimu do okulisty terminy sierpniowe. Po prośbach żony udało
        sie uzyskać ostatni dzień lipca. Za późno.
        W końcu udało się zapisać w Witkowicach tuż po ukończeniu 4
        tygodnia. Dobre i to na początek.
    • marektatojakuba Łatwo się krytykuje 08.07.08, 15:33
      Bądźcie trochę ostrożniejsze w swoich osądach. To nie jest tak, że
      załatwiamy wszystko w ostatniej chwili. W szpitalu przy wypisie nikt
      nam kompletnie nic nie powiedział. Owszem można pytać, ale najpierw
      trzeba wiedzieć o co pytać. Ja pytałem o różne rzeczy, ale niewiele
      mi powiedziano. Przecież najlepiej pójść na prywatną wizytę, to
      wszystkiego się wtedy dowiemy, nie?
      Liczyliśmy na to, że dużo dowiemy się od naszego pediatry, bo nie
      chcieliśmy się opierać tylko na naszej widzy internetowej.
      Myśleliśmy, bo do pediatry pierwszy wolny termin był w ubiegły
      piątek. Co, miałem kłamać, że dziecko jest chore, żeby mnie
      wcześniej przyjęła? No może, gdybym wiedział, że tyle będzie
      problemów, to byśmy nakłamali.
      Natalka ma dopiero 2,5 tygodnia, a my usiłujemy załatwić wizyty już
      od tygodnia, więc nie mówicie mi, że za późno. Owszem, moglibyśmy
      załatwiać dzień po urodzeniu, ale po pierwsze nie zawsze się da (ja
      byłem akurat zagranicą), a poza tym co zmieniłby ten tydzień jeżeli
      terminy i tak są 2-3 miesięczne? Wcześniej nie mogliśmy sie umawiać,
      bo nie wiedzieliśmy, że będziemy mieli wcześniaka.
      Łatwo się krytykuje, jak w szpitalu przy wypisie trafiło się na
      lekarzy, którzy wszystko powiedzieli lub napisali. Myśmy takiego
      szczęścia nie mieli. Przez pierwszą dobę nawet nikt się nie
      pofatygował, żeby z OIONu przyjść i powiedzieć mojej żonie co się z
      dzieckiem dzieje (leżała na sąsiednim oddziale). Na moje prośby o
      rozmowę z lekarzem z OIONu w pierwszej dobie usłyszałem "niech sobie
      regulamin przeczyta - lekarz udziela informacji od 13 do 14". Tyle,
      że ja w pierszy dzień po urodzeniu dziecku musiałem lecieć do
      Niemiec na spotkanie z szefem i nikogo specjalnie nie interesowało,
      że o godz. 13 to ja mam samolot, a żona nie podejdzie w późniejszych
      godzianch, bo jest po cesarskim cięciu i nie da rady się podniejść.
      • margaux4 Re: Łatwo się krytykuje 08.07.08, 18:05
        Witam wszystkich. Jestem mama Mateusza urodzonego na poczatku 33
        tygodnia ciazy z waga 1770 gram. Czytajac wasze posty musze
        stwierdzic, ze mam to szczescie, ze moje dziecko urodzilo sie we
        Francji. Maly procz tego, ze jest wczesniakiem to jest zdrowy (z
        wyjatkiem zoltaczki nie bylo zadnych komplikacji). Jeden dzien jego
        pobytu w szpitalu (a spedzil tam dokladnie miesiac) kosztowal
        podatnikow francuskich 1100 euro. Za szczepienia (infanrix 6+1,
        prevenar) nie zaplacilam absolutnie nic. Kazda wizyta u pediatry
        (nawet tego w prywatnym gabinecie) jest zwracana w 100%. Na wizyty u
        niektorych specjalistow trzeba troche czekac, ale jest to max 2
        miesiace. Podobnie bylo w czasie ciazy (nigdy nie zaplacilam za
        zadne USG, czy pobranie krwi). Dodatkowo przed porodem spedzilam 3
        tygodnie na patologii ciazy i tez nic mnie to nie kosztowalo (przy
        porodzie (sn) bylo obecnych chyba z 5 lekarzy i moj malzonek tez).
        Ogolnie wiec jestem zadowolona z calej opieki jaka otrzymalam i
        zyczylabym kazdemu takiego traktowania.
        • traganek Re: Łatwo się krytykuje 08.07.08, 20:19
          Niestety taka jest rzeczywistość. Na wszystkie wizyty państwowe się
          czekasad Byłam ostatnio świadkiem jak pewien starszy pan chciał się
          umówić na operację prostaty i wyznaczyli mu termin za trzy lata.
          Ale dzieci wcale nie mają lepiej. Jak mój synek wyszedł ze szpitala
          byłam przekonana, że wizyty uda mi się umówić na następny tydzień.
          Niestety wszędzie słyszałam "Za trzy miesiące". A ponieważ były
          akurat strajki niektóre wizyty przesunęły się o kolejne trzy
          miesiące. Na szczęście nie czekałam na nie tylko chodziłam wszędzie
          prywatnie. To znacznie lepsze rozwiązanie niż oczekiwanie godzinami
          w poczekalni z małym dzieckiem. Najbardziej denerwują mnie wizyty u
          okulisty. Nie dość, że czekamy zazwyczaj 2-3 godziny to potem wizyta
          trwa 5 minut. Prywatnie wizyta trwa czasami nawet 45 minut. Dlaczego
          taka różnica?
          Rehabiilitacja w OWI to też koszmar. Już kiedyś pisałam, że umawiali
          nas raz na miesiąc i potem się okazywało, że rehabilitantka jest
          chora i zajęcia przepadały. Ale po dwóch latach już zdążyłam się do
          takiej a nie innej sytuacji przyzwyczaićsad
          • angel818 Re: Łatwo się krytykuje 09.07.08, 09:59
            A w naszym przypadku to bylo tak:
            Jak zaczely odchodzic mi wody,w 33tc,udalam sie do szpitala,w
            Zakopanem.Po dwoch dniach zaczeli lekarze cos wspominac,o
            transporcie moim lub tylko dziecka do Prokocimia.Ale oczywiscie
            okazalo sie,ze nici z tego,bo TERAZ UWAZAJCIE-"TRWA OBECNIE TAM
            REMONT I NIE PRZYJMUJA NOWYCH PRZYPADKOW"-BUAHAHAAHA ALE SCIEMA !!!
            Taka prawda,ze nie przyjeli mnie tam,jak sie dowiedzieli,ze jestem w
            33 tc,a nie w np.25 tc.Wtedy nie byloby o czym mowic,nie byloby
            dyskusji.Ale i tak sie ciesze,ze Ania urodzila sie w 33/34tc w
            Zakopanem (i 10 pkt !!!),nizby mialo to nastapic 6 tygodni wczesniej
            w super(ha-ha) osrodku krakowskim.
            Ania lezala w Zakopcu miesiac.W tym czasie,nie miala robionych
            zadnych badan typu usg,rtg.Tylko krew i mocz.Zaden
            neurolog,kardiolog itp nie widzial Anki na oczy.A ja bylam taka
            przerazona i bez choc polowy wiedzy tej,jaka teraz posiadam,ze nie
            upomnialam sie o nic.Ania przez miesiac z trudem uzyskala wage 2050g
            i wypisali nas do domu.Na wypisie w zaleceniach bylo napisane jedynie
            (procz hemoferu itp)-kontrola w poradni okulistycznej i
            ortopedycznej.Do okulisty(wszystko panstwowo)dostalam sie po paru
            dniach,do ortopedy wyznaczono mi taki termin,jak dziecko skonczy 6
            tg,wiec ok.W poczekalni okulistycznej bylam proszona od razu jak sie
            pojawilam ("z tym wczesniaczkiem najpierw").Do pediatry tez sie nie
            rejestrowalam.
            • agusia79-dwa Re: Łatwo się krytykuje 09.07.08, 11:36
              MOja córcia urodziła się wmałym szpitalu powiatowym gdzie nawet nie
              mieli inkubatorów. Na szczęście została przetransportowana do
              Poznania na Polną. Spędziła tam 60 dni. Na wypisie oprócz sposobów
              leczenia mieliśmy zalecone kontrole specjalistyczne. Okulistę
              mieliśmy umówionego na tydzień później (ROP II,który rozwinął się w
              ROPIII- obyło się bez lasera- sam się wycofał), powtórne badanie
              słuchu na za 1,5 miesiąca- zapomnieliśmy skierowania i musiliśmy
              zapłacić. Poradnię oceny rozwoju musieliśmy sami załatwić- termin
              był miesiąc po wyjściu ze szpitala. Do okulisty chodzimy średnio co
              3 miesiące- teraz mamy wizytę na wrzesień- jeszcze dokładnie nie
              wiem bo termin umawiam przy mojej najbliższej wizytcie w Poznaniu.
              Najdłużej czekałam na termin miesiąc. Najgorzej jest do kardiologa-
              po wykryciu wady serca u małej (było to w sierpniu ubiegłego roku
              podczas normalnej wizyty w poradni oceny rozwoju) zabrano nas od
              razu na oddział Neonatoliczny i zrobiono USG serca- zapisano lek i
              umówiono termin na oddział kardiologiczny (i tu mnie dobił termin na
              listopada!). Najgorzej było jednak z terminami do poradni
              kardiologicznej- dzwonić mogliśmy dopiero w styczniu bo wcześniej
              nie przyjmowali zapisów- po telefonie okazało się, że najwcześniej
              możemy we wrześniu- kontrola w szpitalu była wcześniej! Dzięki
              znajomości mojego ojca udało się na marzec. Pediatrę mamy prywatnego
              i to w dodatku musimy dojechać do niego 20 km bo w moim miasteczku
              nie ma pediatry w ogóle!!! A do państwowej przychodni chodzimy tylko
              na szczepienia i po receptę na mleko i verospiron. Przy trzydniówce
              wysłali nas do szpitala bo nie wiedzieli co to jest! Mam nadzieję,
              że kiedyś będzie normalnieuncertain
      • www_kropka_pl Nikogo nie zamierzałam krytykować 10.07.08, 12:25
        i przepraszam jeżeli tak odebrałeś mój post Tatojakuba. Po prostu
        napisałam tylko o moich doświaczeniach z jednego z krakowskich
        szpitali. To dobrze ,że chociaż w nielicznych miejscach lekarze
        naprawdę się starają bo jak czytam niektóre wypowiedzi to skóra mi
        cierpnie i ciesze się,że mieliśmy tyle szczęścia i trafiliśmy na
        dobrych lekarzy. Służę radą i doświadczeniem z pola walki w
        krakowskich poradniach i szpitalach a także kontaktami z dobrymi
        lekarzami. Mam nadzieję,że info zawarte w poście pomoże ci szybko
        zorganizować odpowiednią opiekę dla córeczki.Czego z całego serca
        życzę.
        • marektatojakuba Poradnie w szpitalu Narutowicza 10.07.08, 13:54
          No to opowiem Ci o mojej wczorajszej przygodzie ze szpitalem
          Narutowicza. Od rana zaczęliśmy dzwonienie po poradniach, bo co
          prawda wyżebraliśmy okulistę w Witkowicach, ale ciągle nie mieliśmy
          umówioneju wizyty w poradni patologii noworodka. Żonie udało się w
          końcu dodzwonić na Prokocim, gdzie dowiedziała się, że poradnia
          nieczynna do 23 lipca i dopiero potem będą rejestrowali!
          No to biorę się ja tym razem za Narutowicza. Piękna strona
          internetowa, numery telefonów, godziny przyjęć - dzwonimy.
          Kilkukrotna próba połączenia w systemie tonowym nie daje rezultatów -
          nikt nie odbiera telefonów (po 9 rano). Spróbujmy zatem przez
          centralę. Odbija nas na centralę kilkakrotnie, ale uparcie proszę
          miłą panią z centrali, żeby łączyła mnie nadal do rejestracji. Mniej
          więcej po 20 minutach zmagań pani sama proponuje, że poprosi
          portiera, żeby sprawdził co się tam dzieje. Portier wraca i mówi, że
          telefon dzwoni a panie nie odbierają. No to dzwonimy dalej (wspólnie
          z panią z centrali). Mija następnych 10 minut i proszę panią, aby
          jeszcze raz wysłała portiera, z informacją, że od 15 minut nagrywam
          rozmowę i jeżeli nie podniosą słuchawki, to jeszcze dziś opublikuje
          nagranie w internecie i wyślę do wszystkich możliwych mediów. Pani z
          centrali łączy mnie ponownie i... rejestratorka podnosi telefon. W
          tle słyszę jeszcze uczynnego portiera, który podniesionym głosem
          mówi, że dzwoni jakiś gość z telewizji...
          No to spokojnie, bez nerwów, próbuję się umówić. Rejestratorka
          kompletnie nie ma pojęcia jak ma zarejestrować dziecko (centralna
          rejestracja do wszystkich poradni, nie można rejestrować się wprost
          w poradni). W końcu wpada na genialny pomysł - i tak pan musi tu
          przyjść ze skierowaniem, bo bez skierowania nie zarejestruje. No to
          odpowiadam, że nie będę brał dnia urlopu tylko po to, żeby
          przyjechać ze skierowaniem. Odpowiedź: no to niech pan zadzwoni za
          chwilę, a ja sprawdzę jak to załatwić. O co to to nie! odpowiadam.
          Jak po 40 minutach w końcu się dodzwoniłem, to nie odpuszczę. No
          więc okazuje się, że da się zadzwonić z drugiej linii. Po chwili
          dowiadujemy się, że nie trzeba się rejestrować (sic!). Trzeba
          przyjść do południa (choćby jutro) i będziemy przyjęci. Nie no,
          niemożliwe (mówię sobie) - w całym Krakowie 2 miesięczne terminy, a
          tu od ręki? Na koniec okazuje się, że tak naprawdę pani nie jest
          niczego pewna, ale przecież jak przyjadę z dzieckiem, to lekarz na
          pewno nie odmówi! Najwyżej zbada na oddziale. Ręcę opadają. Tłumaczę
          Pani, że to nie jest stan zagrożenia życia tylko rutynowa wizyta i
          chcemy się umówić do poradni. Nie, z tą panią się nie dogadamy, bo
          trudno podejmować decyzję, jeżeli pani po drugiej stronie sama
          przyznaje, że ona tu pracuje od 3 miesiecy i jeszcze nie wszystko
          wie, koleżanki z rejestracji też. Dziękuję zatem grzecznie i żegnam
          się nic nie załtwiwszy, żyjąc w przekonaniu, że tylko osobista
          wyprawa na drugi koniec miasta jest w stanie cokolwiek wyjaśnić.
          I to tyle o szpitalu Narutowicza i rejestracji do poradni. Jedno
          trzeba przyznać - wszyscy byli w miarę mili i uprzejmi (szkoda, że
          niekompetentni). Szczególne podziękowania dla pani z centrali i
          portiera.
          W następnym oddcinku o szpitalu w Prokocimiu.
          • mama-cudownego-misia Re: Poradnie w szpitalu Narutowicza 10.07.08, 15:57
            Oczywiście, że można by to wszystko rozwiązać inaczej, że kilka posunięć
            organizacyjnych sprawiłoby, ze system byłby trochę bardziej wydolny, że to
            wszystko powinno być inaczej, ale...

            Właściwie to mam stale w pamięci, jak to wygląda na oddziale prowadzonym przez
            moją mamę. Oddział nieduży, bo na 8 łóżek, ale pacjenci ciężcy, po operacjach
            kardiochirurgicznych, leżący tam tylko na czas ustabilizowania, a potem
            przekazywani dalej. Walka o ich życie trwa cały czas, alarmy wyją na okrągło,
            niektórzy chorzy są reanimowani po kilkanaście razy, często nie ma czasu zjeść
            ani iść siusiu. A tymczasem rodziny dzwonią. Ich prawo oczywiście, tyle, że
            dzwoni się dowiedzieć o jednego pacjenta po kilka osób - dzieci, wujkowie,
            sąsiedzi, kuzyni... Dzwonią po kilka razy dziennie, dzwonią przed obchodem,
            kiedy jeszcze nikt oprócz schodzącego z dyżuru nie wie, w jakim chorzy są
            stanie. Dzwonią po kilka razy dziennie, domagają się szczegółowych informacji o
            tym, co się przy pacjencie robi, jakie leki podaje, w jakich dawkach i dlaczego
            tak. Oczywiście to też ich prawo, tylko te dawki się zmienia na bieżąco co
            kilkanaście minut, a leków idzie kilkanascie naraz. No i przede wszystkim lekarz
            nie zawsze ma czas, siłę i cierpliwość wszystko tłumaczyć. Zdarza się, że
            huknie, żeby nie zawracali głowy i wyznaczyli jedną osobę, która zadzwoni w
            godzinach 9-14, kiedy na oddziale są jeszcze inni lekarze i ma czas podejść do
            telefonu. No i potem na różnych forach znajduje się informacje o tym, jaka to
            wstrętna baba pracuje na tym oddziale, jak się nie wczuwa w sytuację rodziny,
            jak to wszystko źle zorganizowane, że godzinami nie podnoszą telefonu albo
            odwieszają nagle w trakcie rozmowy (bo coś się złego dzieje na oddziale i trzeba
            tam biec), itd., itp.

            Podobnie to wygląda w naszej wrocławskiej poradni retinopatii - zarejestrować
            się wprawdzie łatwo, ale potem wszystkie dzieci są zbierane o 9.00 i czekają,
            czekają, czekają. Czasem i do 17.00. Nie tylko na swoją kolej, ale również na
            lekarza z łapanki, który między jedną operacją a drugą je zbada. Też nie jest to
            ideał, ale rozumiem, że nie bardzo się da inaczej.

            Masz wcześniaka, ale dużego, najprawdopodobniej zupełnie zdrowego. Dlatego też
            trudniej Ci załatwić przyspieszenie terminów, niż rodzicowi 800-gramowego
            chucherka. Rozumiem, ze jesteś wściekły, zestresowany, ale fakt faktem, że skoro
            jedna poradnia jest zamknięta, to oznacza to tłok w drugiej i wyjaśnia trochę te
            długie terminy oczekiwania. A rejestracja telefoniczna? Nie znam szpitala, gdzie
            by się było do niej łatwo dodzwonić - wszędzie rejestratorki obsługują przede
            wszystkim pacjentów stojących w kolejce (zdębiałbyś widząc np. poranną kolejkę
            do rejestracji w naszej nowej Akademii Medycznej, spokojnie ze 4 godz. stania) i
            tłum by je zlinczował, jakby stale wisiały na słuchawce, dając pierwszeństwo
            dzwoniącym.

            Wiem, ze dobre rady Cię teraz jeszcze bardziej wpienią, ale każdy prawie rodzic
            wcześniaka przypłaca ogromny stres związany z jego narodzinami własnym zdrowiem.
            Nawet tu na forum znajdziesz rodziców, którzy się "dorobili" w ten sposób
            cukrzycy, nadczynności tarczycy czy innych problemów zdrowotnych. Mój mąż
            przypłacił wcześniactwo Małgosi nadciśnieniem, a ja zapaleniem jelit. Przyjmij
            więc dobrą radę: zamiast się pienić, wyluzuj. Dla własnego dobra. Da się
            załatwić konsultacje państwowo, to dobrze. Terminy za odległe? Stać Cię na
            prywatny gabinet. Szkoda życia na pienienie sie, gdy masz to szczęście, że masz
            już w domu dziecko, i nic nie zapowiada, ze to dziecko będzie chore...
            • marektatojakuba Za takie "dobre rady" to ja podziękuję, OK? 10.07.08, 19:25
              Prawdę mówiąc nie rozumiem dlaczego w odpowiedzi na mój post
              napisałaś to co napisałaś.
              1. Nie dzwoniłem na oddział tylko do centralnej rejestracji do
              poradni, którą szpital specjalnie stworzył po to, aby można było się
              telefonicznie rejestrować. Nie dzwoniłem na oddział, nie zawracałem
              tyłka lekarzom i nie robili tego także członkowie mojej rodziny.
              Stoję na stanowisku, że jeżeli szpital stworzył możliwość
              telefonicznej rejestracji, to powinien przy tym telefonie posadzić
              pracownika, który będzie wykonywał te obowiązki. Rozumiem, że przy
              okienku też czekają ludzie, ale przecież nikt szpitalowi nie kazał
              tworzyć centralnej rejestracji telefonicznej. Można przecież napisać
              na stronie www - rejestrujemy tylko osobiście, albo telefonicznie od
              godz. 14 do 15 (wtedy gdy już przy okienku nie ma pacjentów).

              2. Może i nasza Natalka urodziła się w dość zaawansowanym wieku i
              dobrym stanie, ale nie mnie to oceniać, tylko neonatologowi. Bardzo
              bym chciał, żeby tak było jak piszesz, ale nie możesz twierdzić, że
              moje dziecko jest najprawdopodobniej zupełnie zdrowe. Nie mam cienia
              wątpliwości, że gdyby chodziło o Twoje dziecko, to nawet gdyby się
              urodziło w 34 tygodniu i w dobrej kondycji, to nie zaryzykowłabyś
              takiego stwierdzenia, a już tym bardziej pierwszej wizyty u
              neonatologa i okulisty 2 miesiące po urodzeniu.

              3. Nie jestem pieniaczem, co próbujesz dać do zrozumienia,
              aczkolwiek nie ukrywam, że mnie ta cała sytuacja denerwuje. To nie
              jest tak, że jedna poradnia jest zamknięta i w drugiej się zrobił
              tłok. Bardzo upraszczasz to co napisałem. Rzecz w tym, że odmówiono
              nam przyjęcia dziecka w koniecznym terminie we wszystkich(!)
              krakowskich poradaniach. Rozumiem, że jesteś niemal zadomowiona na
              tym forum, ale jeżeli czujesz potrzebę, aby wypowiadać się w niemal
              każdym wątku i na każdy temat, to chociaż przeczytaj dokładnie co
              napisałem zanim zaczniesz mi niesłusznie imputować pieniactwo lub
              sugerować, że sami jesteśmy sobie winni, bo umawiać dziecko do
              poradni trzeba z większym wyprzedzeniem. Jeszcze raz powtórzę -
              zabraliśmy się do tego w pierwszym możliwym terminie i nikt nam
              nawet nie powiedział co mamy zrobić. Łatwo Ci przychodzą różne
              zaowalowane sugestie, bo już przez to wszystko przechodziłaś. Ja też
              dzisiaj jestem dużo mądrzejszy w tym obszarze niż 3 tygodnie temu.

              4. Piszesz coś o "dobrych radach, które rzekomo mają mnie wpienić",
              a gdzież są te dobre rady w Twoim poście? Mówisz mi żebym "przestał
              się pienić i wyluzował", a może to Ty wyluzuj? Ja piszę na tym
              forum, bo liczę na to, że może ktoś podsunie mi jakiś pomysł jak
              rozwiązać problemy z moim dzieckiem. Jak nie masz pomysłu na to jak
              mi pomóc, to po prostu nie odpowiadaj na moje posty.

              5. Nie chodzi o te 100 zł za wizytę i dobrze o tym wiesz. Po prostu
              warunki badania dziecka w poradni szpitalnej są zupełnie inne niż w
              prywatnym gabiniecie gdzieś w bloku lub starej kamienicy, gdzie
              jeszcze godzinę temu chałturzył laryngolog, a rano przyjmował
              ginekolog. Nie każdy prywatny gabinet jest wyposażony we wszystkie
              niezbędne urządzenia czy narzędzia, dlatego chcę aby moje dziecko
              zostało zbadane w poradni patologii noworodka, bo mam do takiego
              badania większe zaufanie.

              Jak dla mnie to EOT.

              PS
              Mamy wizytę umówioną w Prokocimu. Pomogło kłamstwo i przedstawienie
              się jako reporter TVN przygotowujący reportarz na temat
              niewydolności opieki neonatologicznej. Nagle się okazało, że w
              nieczynnej do 23 lipca poradni pracuje jednak jeden lekarz i po
              osobistej i naprawdę rzeczowej rozmowie z lekarzem udało się umówić
              wizytę już za tydzień. Ten lekarz to była jedyna kompetentna osoba,
              którą spotkaliśmy w trakcie tych kilkudniowych zmagań z publiczną
              służbą zdrowia. Dziękujemy panie doktorze.
              • mama-cudownego-misia Re: Za takie "dobre rady" to ja podziękuję, OK? 10.07.08, 21:31
                No właśnie widzę, żeś wesoły, jak szczygiełek wink

                Marku, nikt Ci tu na złość nie chce zrobić, po prostu chciałam Ci wyjaśnić,
                dlaczego w zderzeniu z nasz służbą zdrowia spotyka Cię to, co Cię tak denerwuje:
                - obiektywnie masz dużego wcześniaka, na tyle dużego i na tyle dobrze
                rokującego, że jesteś traktowany trochę inaczej, niż rodzice "chucherek". To nie
                było oskarżenie o roszczeniową postawę, tylko stwierdzenie faktu - sam się
                zresztą z tym zetknąłeś w poradni okulistycznej, gdzie usiłowano stworzyć
                sztuczną zaporę wagi, żeby się Ciebie pozbyć.
                - są wakacje, sezon urlopowy, jedna poradnia nieczynna, albo prawie (bo jak
                wiele poradni w całym kraju nie przyjmuje nowych pacjentów), nie dziw się, że
                kolejki w tym okresie będą straszne.
                - rejestracja telefoniczna - wszędzie funkcjonuje tak samo - wierz mi,
                dorabiałam w sekretariacie na studiach doktoranckich - nie da się siedzieć koło
                dzwoniącego telefonu i nie reagując pić kawę. Te panie na pewno miały coś innego
                do roboty i nie ignorowały Cię specjalnie. Owszem, szpital powinien zatrudnić
                (inna sprawa, czy lepiej, jeśli zatrudni pielęgniarkę, czy rejestratorkę),
                owszem, powinno to być inaczej zorganizowane, ale nie jest. Nie jest to powód do
                pisania długiej epistoły i takich nerwów... To nawet nie jest donkiszoteria, bo
                donkiszoterią byłoby zrobienie awantury w rejestracji, które nic by nie dało,
                ale przynajmniej miałbyś poczucie, że może coś zmieniasz.
                - służba zdrowia w Polsce jaka jest, każdy widzi. Gdzieniegdzie jest lepiej,
                gdzieniegdzie gorzej. Wiemy, ze jest źle, ale mimo wszystko trzeba się
                dostosować i jakoś sobie radzić. Szkoda zdrowia na takie nerwy.

                Jeśli chodzi o przewagę państwowych przychodni dla wcześniaków nad prywatnymi
                gabinetami, pozwól, że się z Tobą nie zgodzę w całej rozciągłości. Ze
                specjalistów, do których będziesz chodził w najbliższym czasie, neonatolog
                potrzebuje stetoskopu, szpatułki i wagi, neurolog stołu i młoteczka, ortopeda w
                najgorszym wypadku USG (które ma, bo na tym zarabia). Zostaje USG (dowolnie
                główki, serca, które tez możesz wykonać prywatnie, zwykle na nowszym sprzęcie),
                poradnia audiologiczna i okulistyczna. Tu również, jeśli wydasz te 100 zł i
                pójdziesz do zatrudnionego w tychże poradniach lekarza, to już jesteś swój
                pacjent, i bez problemu dostaniesz termin w państwowej placówce w dowolnym
                pasującym Ci dniu i godzinie. Przecież wiesz, ze tak to działa. Nie jest to
                dobre ani moralne, ale za to właśnie płacisz te 100 zł - żeby nie musieć się
                użerać w rejestracji.
                I wreszcie najważniejsze - do poradni i przychodni chodzi znacznie więcej
                dzieci, co oznacza znacznie więcej zarazków i wirusów oraz więcej okazji do
                zarażenia się dla Twojego dziecka. W państwowej służbie zdrowia jest też często
                większy syf, co oznacza kolejne okazje do zarażenia, a lekarz przyjmujący w
                przyszpitalnej poradni idzie tam często prosto z oddziału, przenosząc na sobie
                różne paskudne zarazki. Ja się wyleczyłam z państwowej służby zdrowia po tym,
                jak nam w poradni okulistycznej zarazili córcię wirusowym zapaleniem rogówki -
                ona z tego wyszła bez szwanku, ja też, ale już mąż będzie miał na resztę życia
                pamiątkę w postaci zmętnienia rogówki w jednym oku. Weź i to pod rozwagę -
                wcześniak czy nie, musisz dziecku zapewnić to, co naprawdę jest dla niego
                najlepsze.
                • marektatojakuba Nikt nie wie o jakie dziecko chodzi 10.07.08, 22:12
                  Oprócz tej idiotycznej poradni okulistycznej, nikt nigdzie nie
                  zapytał mnie ani o wiek dziecka, ani kiedy się urodziło, ani ile
                  waży. W okulistycznej zresztą zapytali tylko o wagę urodzeniową i
                  nic poza tym. Nie mów zatem, że przeszkody robią bo dziecko jest
                  duże i dobrze rokuje. Mógłby to być także 30 tygodniowy wcześniak a
                  i tak by nie miało to znaczenia, bo nikt o to nie pyta. Po prostu
                  wyznaczają termin za 2 miesiące, bo twierdzą że wcześniej nie ma. No
                  chyba, że się dzwoni z TVN.
                  • mama-cudownego-misia Re: Nikt nie wie o jakie dziecko chodzi 10.07.08, 22:31
                    Mogę oczywiście nie mówić, ale w poradni okulistycznej jednak zapytali...
                    Najważniejsze, że sobie poradziłeś, ale jak możesz, to naprawdę się trzymaj z
                    dala od poradni, przychodni i ambulatoriów. Mi to zresztą ciocia-pediatra od
                    początku doradzała, ale do tej "wpadki" z oczkiem (zarażone wtedy zostały 3
                    wcześniaki tego dnia i 4 następnego) nie wierzyłam. Teraz neonatolog przychodzi
                    od domu, szczepienia w domu, rehabilitant, neurolog i okulista nas obsługują
                    prywatnie, to samo dotyczy USG kontrolnych główki, a o ortopedzie zapomnieli nam
                    zawczasu powiedzieć, więc się nam upiekło wink
    • iksantia Ano,mamy chorą! 09.07.08, 20:21
      Taki list dzisiaj napisalam do nfz:
      Jestem ubezpieczona, place skladki. W jaki sposob moge odzyskac oplate za usg
      przezciemiaczkowe wykonane dla dziecka, zalecone w wypisie ze szpitala? Lekarz
      POZ wystawil skierowanie, ale okazalo sie, ze nie zostanie ono zrefundowane
      przez NFZ, gdyz takie skierowanie moze wystawic tylko neurolog. Do neurologa
      udalo mi sie zarejestrowac dopiero na 10.pazdziernika!! w wypisie ze szpitala
      jest napisane, ze konieczna kontrola usg po 2 tyg. Dziecko jest wczesniakiem,
      mialo wylewy 3 stopnia.
      Poczekam na odp.
      • traganek Re: Ano,mamy chorą! 09.07.08, 20:51
        Wątpię, żeby nawet Ci odpisali. A już na 100 $ nic nie zapłacą.
        Powiedzą co najwyżej, że nie mają przyznanych na to środków. A tak
        wogóle to nam skierowanie na usg przeciemiączkowe wystawiał kilka
        razy neonatolog i nie było żadnych problemów.
        Ale jakby się zdarzyło, że zapłacą to daj znać. Wystąpię o zwrot
        kosztów półtorarocznej prywatnej rehabilitacji (też zaleconej w
        wypisie), bo w OWI wyznaczali mi tylko co miesiąc a dzieci musiały
        być rehabilitowane częściej.
        • mama-cudownego-misia Re: Ano,mamy chorą! 10.07.08, 08:42
          Wiesz, jakby człowiek był mądry przed szkodą, to by oprócz rehabilitanta wziął
          jeszcze przed rozpoczęciem rehabilitacji i w czasie jej trwania zaświadczenia
          biegłych sądowych, a potem pozwał ośrodek. A tak to się NFZ wypnie.
          • traganek Re: Ano,mamy chorą! 10.07.08, 14:37
            Tak tylko z rehabilitacją zakładam (a raczej powątpiewam), że
            wcześniej będzie precedens zrefundowania kosztów usg
            przeciemiączkowego jak wyżej.
            • mama-cudownego-misia Re: Ano,mamy chorą! 10.07.08, 16:00
              Prędzej mi kaktus na dupie wyrośnie.
              • mama-cudownego-misia Re: Ano,mamy chorą! 10.07.08, 16:00
                Ekhem... Szanowna Moderator wybaczy, dupa to staropolskie słowo oznaczające
                pierwotnie dziurę w ziemi, i w razie czego będę się upierać, ze ja w tym
                prastarym znaczeniu wink
                • gandzia4 Re: Ano,mamy chorą! 10.07.08, 23:44
                  O ile ten wacik czytam zazwyczaj z coraz większym wku.... na to co się wyprawia,
                  to twoje wyjaśnienie użytego słowa Mamo-cudownego-misia wywołało we mnie tak
                  wielki smiech, że obudziłam moją najmłodszą, no i jesteś mi winna jedno usypianie;D
                  • mama-cudownego-misia Re: Ano,mamy chorą! 11.07.08, 08:52
                    Ależ nie wykropkowuj, trzon słowa "wku..." jest jeszcze starszy, bo pochodzi od
                    łacińskiego curva, czyli krzywa, można więc powiedzieć, ze się elegancko
                    skrzywiłaś czytając ten wątek smile
                    Od kiedy sądy RP nr 3,5 zaczęły dawać wiarę wyjaśnieniom łysych osiłków w
                    brunatnych koszulach, że oni nie hajlują, tylko podnoszą ręce w staropolskim
                    geście powitania słońca, straciłam respekt dla netykiety...
    • gk102 Re: Złodziejski system opieki zdrowotnej 10.07.08, 14:06
      Tato Natalki, uważam, że Natalkę po prostu potraktowano jak zdrowe
      dziecko a nie jak wcześniaka, stąd Wasze problemy. Moja córka
      urodziła się w Opolu (oddział wcześniaczy świetny) - przy wypisie
      dostałam harmonogram wizyt w różnych poradniach (szpital umówił
      Hanię). Dodatkowo, żeby nie jeździć z dzieckiem po szpitalach,
      sprowadzają specjalistów do swojej poradni przyszpitalnej i umawiają
      hurtem np. na USG bioderek, p/ciemieniowe, rehabilitanta... A więc
      za jednym razem załatwia się parę wizyt. Z kolei nasze doświadczenia
      z okulistą są jak najgorsze - wizyty odbywają się w innym szpitalu,
      w ścisku, tłumie, bez jakichkolwiek warunków do przewinięcia i
      nakarmienia dziecka (2 kilogramowego na przykład). Jak widać wiele
      zależy po prostu od LUDZI, organizacji pracy a nie od samego NFZ
      (niemniej powinni mieć pieczę nad ową organizacją pracy). Z kolei
      lekarze rodzinni nie są wogóle przygotowani do opieki nad
      wcześniakiem. Nasza pani doktor gdy przyszła z wizytą i zobaczyła 2
      m-czną - niespełnka 1,8kg Hanię krzyknęła "o matko!" i zdała się na
      mnie - tzn. wypisała taką ilośc skierować jak sobie zażyczyłam, i
      takie lekarstwa jak chciałam. Najbardziej wkurzająca jest nieustanna
      WALKA z lekarzami, pielęgniarkami, rejestratorkami czyli z systemem,
      o miejsca, informacje (rodzica traktują jak tłumoka), zresztą o
      wszystko.
    • oyate Re: Złodziejski system opieki zdrowotnej 10.07.08, 22:12
      To pomyśl sobie jak ja się wkurzyłam jak pierwszą wizytę w Poradni
      Patologii Noworodka nam odwołano z powodu strajku Matki Polkia a jak
      chciałam zapisać na kolejną wizytę to pani mi powiedziała,
      że ....mały ma już kilka miesięcy i już jest za duży na tą roradnię:-
      O Normalnie ręce opadły...olałam ta poradnię z przyczyn ewidentnych,
      mój synek rozwijał sie prawidłowo.
      • oyate Re: Złodziejski system opieki zdrowotnej 10.07.08, 22:19
        Dodam, że pierwsze wizyty miałam już umówione przez szpital gdzie
        urodził się mój synek...szkoda, że to nie reguła..
        Moje córki nie były kierowane nigdzie, nie dostałam żadnych namiarów
        na poradnie kompletnie nic, równie dobrze mogły mieć retinopatię,
        wylewy i inne problemy ale nikt się o to nie martwił. Ale córki
        urodziły się w naszej o sorry mojej małej mieścinie, gdzie wcześniak
        to dziecko ..małe z potrzebą dojścia do wagi.Problemy są
        rozwiązywane w szpitalu a jak dziecko wyjdzie to już ok....dodam, że
        moje córki sama wypisałam ze szpitala bo miałam dość "opieki"
        szpitalnej.

        --------------------
        • ewbert Re: Złodziejski system opieki zdrowotnej 16.07.08, 20:19
          podczytuje ten watek i porpstu wierzyć sie nie chce ze takie rzeczy
          sie dzieja ...
          moje dziewczynki urodziły sie w 33 tyg. ciązy z waga po 2000g
          w szpitalu mieliśmy zrobione wszelkie badania - serce, sluch, usg
          jamy brzusznej, usg przeciemiączkowe, i mase innych - o wszelkich
          badaniach byłam informowana, nie moge zarzucic nic opiece
          neonatologicznej, a dodam ze wszsytkie inkubatroy były zajete i
          dziecieczków do opieki dużo...
          po dwóch tygodniach przy wypisie setki zaleceń i wogóle, skierowanie
          do okulisty do Centrum Zdrowia Dziecka w Międzylesiu - zadzwoniłam i
          termin dostałam zaraz po ukończeniu 4tyg przez dziewczynki, kolejna
          wizyta wyznaczona juz przez pania dr w czasie badania... fakt ze nie
          dostaliśmy konkretnej godziny ale wszsytko sprawnie tam idzie smile)
          kolejne badania i specjalistów już prywatnie nie miałam siły na
          walke o każde skierowania... naszczesie mąż ma dodatkowe
          ubezpieczenie medyczne w prywatnej firmie i to nas ratuje bo nasz
          pakiet wszystko zapewnia... i kosztuje mniej niż składka zdrowotna
          Pozdrawiam
          Ewa..
Pełna wersja