Dodaj do ulubionych

Czy z wcześniactwem dziecka można się pogodzić?

12.07.08, 21:32

Witam serdecznie wszystkie Mamy Wcześniaków. Mój Synek urodził się 2.5
miesiąca za wcześnie, ważył 1300 g. Powodem wcześniejszego porodu była wada w
budowie macicy, którą stwierdzono dopiero w 22 tygodniu ciąży.
Ale... no właśnie - pomimo tego,że Synek ma już 15 miesięcy i teoretycznie
wszystko z nim w porządku, ja ciągle chyba nie pogodziłam się z wcześniejszym
porodem mojego dziecka. Miewam jakieś napady ogromnego żalu,pretensji do
lekarzy, do siebie, do losu że tak się stało. Lekarze powtarzali mi, że w moim
przypadku wcześniejszy poród był raczej nieunikniony a mimo to ja wciąż myślę
- może gdybym nie robiła tego a tego, może gybym robiła tak i tak, to to
wszystko by się nie stało? Czasami myślę, że nie sprawdziłam się jako matka,
że zawiodłam swojego syna bo nie potrafiłam go donosić. Chyba nigdy nie
przestanę Go za to przepraszać.Do dziś zdarza mi się płakać w poduszkę gdy
nikt nie widzi. Czy z tym można się w ogóle pogodzić? Czy Wy też tak macie?
Obserwuj wątek
    • mamaigiiemilki Re: Czy z wcześniactwem dziecka można się pogodzi 12.07.08, 21:46
      nie musisz Go za nic przepraszac- przeciez to nie Twoja wina- i Ty i On
      powinniscie tak myslec!a zal moze sie pojawic...przeciez kazda z nas chcialaby
      byc w ciazy przez 9miesiecy...smilenatomiast łatwiej sie z tym pogodzic, jezeli
      dziecko jest w dobrej kondycji...pozdrawiam i głowa do góry!masz super syna!

      --
      Emilka i Iga mają już...
    • tekla33 Re: Czy z wcześniactwem dziecka można się pogodzi 12.07.08, 22:13
      Mój synek ur.się 3 miesiące i 13 dni temu
      i ja też nie mogę się z tym pogodzić,
      nie czuje się 100% matką, przy pierwszym porodzie i drugim zabrali
      mi dzieci, przy pierwszym oddali mi małą po 24h na chwilę, po drugim
      zobaczyłam synka dopiero po 4 dniach w innym szpitalu
      jedno i drugie kocham do szaleństwa, ale jakaś pustka pozostała
    • karla73 Re: Czy z wcześniactwem dziecka można się pogodzi 12.07.08, 22:23
      Mój synek ma w chwili obecnej 8 miesięcy urodzeniowych,5,5
      korygowanych.Cieszę się,że go mam,bo to co przeżyłam w ciąży i po
      urodzeniu małego to po prostu gehenna...Nie mniej nie czuję się
      winna jego wcześniactwa,tylko faktu,że ja zostałam okradziona z
      chwil kiedy czuję się ruchy...brzuch jest duży...no i poród...miałam
      cesarkę...
      • kasia284 Re: Czy z wcześniactwem dziecka można się pogodzi 12.07.08, 22:28
        To chyba całkiem naturalne,że każda normalna))) mama czuje się
        winna. W końcu mamy instynkt macierzyński, ale to jest nie nasza
        wina, właściwie niczyja ( no chyba, ze lekarza albo matek
        patologicznych). Los chce nas doświadczyć i pewnie jest tam gdzieś
        na górze ukryty cel, ja bardzo załuję,że mój Skarbek nigdy nie ssał
        mojej piersi, ale co tam,ważne ,ze żyje!!! A co mają powiedzieć
        mamunie, których Aniołki umarły, naprawdę Je podziwiam !!! Dobrej
        nocki!!!
        fotoforum.gazeta.pl/3,0,1165928,2,1.html
    • ania.silenter Re: Czy z wcześniactwem dziecka można się pogodzi 12.07.08, 23:09
      Można. Mnie się to udało. Po długim okresie czasu ale jednak. Duży wpływ na moje
      pogodzenie się z losem miał fakt, że Ola rozwija się nad podziw dobrze a Ada,
      moja młodsza córka urodziła się donoszona. Zrozumiałam, że wcześniactwo Oleńki
      nie jest moją ani niczyją inną winą - po prostu, tak wyszło. Robię wszystko co w
      mojej mocy aby moje córeczki były szczęśliwesmile. Obawiam się tylko, że gdybym
      zaszła w trzecią ciążę znów mogę nie donosićsad.
      --
      Ania z Olą i Adą
    • gosik293 Re: Czy z wcześniactwem dziecka można się pogodzi 13.07.08, 00:29
      witam.moje dzieci urodzily sie w 24 tyg.corka zmarla po trzech dniach a synek
      jest z nami rosnie tylko ze nie widzi,na prawe oczko calkowicie a lewe jest niby
      do uratowania ale ja to kiepsko widzę.Rozumiem jak najbardziej co czujesz
      rowniez tak czasami mam ze placze i obwiniam siebie albo caly swiat.No ale co mi
      to da,musimy sie poprostu wziąć w garść bo mamy dla kogo.Gdyby mozna bylo cofnąć
      czas.....Pozdrawiam goracosmile mama Michalka
    • artdesign84 ja od razu się z tym pogodziłam 13.07.08, 01:25
      mimo że poród był przedwczesny z mojej "winy" - łożysko nie
      funkcjonowało i w 35 tc miałam wywołany poród
      synek dostał 10 apgar
      i nigdy nie myślałam o jego wcześniactwie
      --
      Michałek - nasze szczescie smile 2500gr, 51 cm, 10 apgar
    • renia817 Re: Czy z wcześniactwem dziecka można się pogodzi 13.07.08, 08:23
      witam!!!!moja córeczka ma już 6latek ale gdy rodziła się miała700g i
      był to25tydzień ciąży.Jak najbardziej można z tym żyć a tym bardziej
      że z twoim maluchem wszystko ok.Moja córeczka niewidzi,nie chodzi i
      nie mam z nią zbyt wielkiego kontaktu także nie myśl o tym w ten
      sposób tylko trzeba dziękować Bogu że jest ZDROWY!!!
      pozdrawiam was gorąco
      • annawoj Re: Czy z wcześniactwem dziecka można się pogodzi 13.07.08, 08:38
        Mozna i trzeba.
        Porod mojego syna, w 34 tc, byl z mojej winy - niewydolnosc szyjki,a
        ze lekarz za malo mnie straszyl, nie dbalam o siebie tak jak
        powinnam, wlasnie sie przeprowadzalismy do wlasnego mieszkania, i w
        skurczach pakowalam sie, probowalam sprzatac, zamiast lezec
        plackiem. Zle robilam i mialam wyrzuty sumienia, ale wraz z rozwojem
        (Bruno nadrobil juz wczesniactwo) to minelo.
        Ciesze si, ze mam zdrowe dziecko!!!
        --
        Bruno, 30.09.2007
        • mamaiggiego Re: Czy z wcześniactwem dziecka można się pogodzi 13.07.08, 09:14
          Myśle że można tylko na to potrzeba czasu smile Ja mam tak samo jak Ty :
          ( Młody jest od czterech miesięcy w domku ( drugie tyle spędzone w
          szpitalu )więc tak naprawde niewiele upłynęło czasu więc wszystko
          jest jeszcze świeże.Do końca życia będą mi przypominać blizny po
          wkłuciach i ogromna blizna na brzuszku po perforacji jelita i ta
          mała po stomii.Ale myśle że z czasem będzie coraz lepiej smile
          --Igorek 29 tc ( 1480g i 43 cm )
    • 100ania Re: Czy z wcześniactwem dziecka można się pogodzi 13.07.08, 10:25
      im szybciej pogodzisz się z tym, co się stało tym lepiej dla ciebie.
      Ja przeleżałam 10 tygodni ze skurczami i kiedy już myślałam, że przeleżę jeszcze
      przynajmniej 6 i nic złego się po drodze nie stanie, odkleiło się łożysko.
      Moi chłopcy urodzili się 30/31tc. Cesarka uratowała życie ich i moje. Chyba
      nigdy nie zadręczałam się z tego powodu, tylko czasami miałam taki żal do losu,
      że tak się stało. A potem myślałam, że przecież karetka mogła przyjechać za
      późno, chłopcy mogli nie przeżyć, a ja mogłam zostawić starszego synka i juz
      tylko dziękowałam Bogu, że wszyscy jesteśmy tutaj, cali i zdrowi.
      --
      To są moje urwisy: chłopaki-bliźniaki i ich starszy brat .
      Just Five - reaktywacja smile
    • kicius_85 Re: Czy z wcześniactwem dziecka można się pogodzi 13.07.08, 11:33
      wiesz od mojego porodu minął zaledwie miesiac wiec nie moge powiedziec jak
      bedzie w przyszłosci ale cały czas sie obwiniam o to co sie stało..miałam miec
      bliźniaki a pozostała mi córeczka która walczy o zycie..
      duzo daje mi modlitwa wierze ze Natalce jest cudownie w niebie i ze Bog czuwa
      nad nasza Julcia zeby wyszła z tego cała i zdrowa..
      --
      Kaśka, mama Juleńki 25 t.c.(dzielnie walczy o życie) , Natki 25 t.c.(odeszła do
      nieba)
      • zuziakasi Re: Czy z wcześniactwem dziecka można się pogodzi 13.07.08, 11:49
        masz fajnie rozwijające się dziecko i z czym się nie możesz pogodzić? że wczesniej się maleństwo urodziło? kochana.. życie płata rózne figle.. może to kiepskie pocieszenie, ale ja tez mam wczesniaka z 33 tygodnia, nagle odkleiło się łożysko nie miałam żadnego ale to żadnego krwawienia, nieprzytomną zawieźli mnie na salę operacyjną więc nie wiem co wogóle znaczy poród, czy nawet przygotowania do cesarki..po prostu wyciągnęli Zuzię a ja na wybudzeniu nie wiedziałam czy mała jest nadal ze mną czy co się dzieje. zuzia jest dzieckeim niepełnosprawnym bardzo mocno uszkodzoanym (Apgar w 13 minucie 1 pkt) dzis ma 21 miesięcy i nie wyobrażam sobie życie bez niej. Moja miłość jest tak silna i tak ogromna że pokonuje trudności. I zamiast myśleć tym, że niepotrafiłam donosić dziecka (co moją winą nie było, bo nie miałam na to wpływu) musiałam zaakceptować jej niepełnosprawność. Więc cóż moja rada jest taka..zamiast wypłakiwac się w poduszkę i myśleć o tym co było, dziękuj Bogu, że jesteście razem i ze dziecko jest zdrowe... i po prostu je kochaj...
      • agatkach Re: Czy z wcześniactwem dziecka można się pogodzi 13.07.08, 11:49
        Mój ulubiony lekarz który robił mi cesarkę czekając do ostatniej
        chwili
        Powiedział tak
        „Wcześniaki nie rodzą się bez powodu , niestety często jest tak że 9
        mc by nie wytrwały , Często to natura decyduje i wielu przypadkach
        wie co robi „
        Nie do końca się z nim teraz zgodzę czytając to forum i mam które
        straciły swoje wcześniaki
        Ale w mojej sytuacji było to uzasadnione
        Mój synek Urodził się w 31 tyg na szczęście nie został w brzuszku
        dłużej bo nie wiem czy bym się nim teraz cieszyła albo takim
        zdrowiem mojego wcześniaka .

        Agata
        • agusia79-dwa Re: Czy z wcześniactwem dziecka można się pogodzi 13.07.08, 12:06
          długo nie mogłam się z tym pogodzić- czasem nawet teraz robię sobie
          wyrzuty, że mogłam chodzić do innego lekarza itp., ale moja ciąża
          przebiegała prawidłowo i nagle w 30tc odkleiło mi się łożysko. Teraz
          gdy patrzę na mojego skarba (który właśnie drzemie w swoim łóżeczku)
          cieszę się, że ją mam. Owszem brakuje mi tych 10 tygodni, dużego
          brzucha, pierwszego krzyku i karmienia piersią- nie udało mi się
          utrzymać laktacji. Pojawiła się wcześniej, ale najważniejsze, że
          jest= nie wszystkie dzieciaczki miały tyle szczęścia. A plusem tego,
          że jest wcześniakiem jest to, że miała wcześnie wykrytą wadę serca-
          urodzonej o czasie nie robiliby tylu szczegółowych badań. Czasami
          zdarzają się chwile kiedy mam doła, że sobie nie radzę- ale depresję
          mogą mieć także kobiety, które urodziły w 40tc. KOCHAJ SWOJE
          MALEŃSTWO I CIESZ SIĘ, ŻE JE MASZ!
          Pozdrawiam Agnieszka
          --
          Marysia- moje szczęście (2.05.2007,30tc,860gram)
          fotoforum.gazeta.pl/5,2,agusia79-dwa.html
    • niuniadr Re: Czy z wcześniactwem dziecka można się pogodzi 13.07.08, 21:17
      Ja jeszcze czasami miewam takie nawroty myśli, że moze czegoś nie
      dopilnowałan, nie zauważyłam i dlatego mój synek urodził sie w
      niespełna 33 tc, a ma juz 14 miesięcy.Wtedy po prostu tłumaczę
      sobie, ze przeciez nic nie mogłam zrobić, gdyby Hubert był u mnie w
      brzuszku trochę dłużej, zapewnw teraz przy mnie by go nie było.
      Miałam ogromna infekcję, nie waidomo czego i z jakiego powodu, mały
      sostał 3 pkty, był bardzo niedotleniony i miał wrodzone zapalenie
      płuc i posocznicę oraz jeszcze wiele wczesniaczych przypadłości, a
      teraz jest zdrowy.Dziękuję codziennie Bogu za to, ze jest, zyje,
      bardzo dobrze sie rozwija, juz dawno dogonił rówieśników(a nawet w
      niektórych kwestiach trochę przegonił), wiem, że mogło by być
      inaczej, mógłby umrzeć, albo być chory, dlatego jak tylko nachodzą
      mnie takie myśli, spogladam na Hubcia i cieszę się z każdego dnia
      przeżytego razem.Wiem, ze gdyby Bóg chciał inaczej, to by tak sie
      stało, a jednak dał mi to szczęście bycia jego matką i przeżycia
      tego wszysykiego, co było dla mnie ogromną szkołą życia i pozwoliło
      mi ujrzeć wszystko "innymi oczami".Głowa do góry, ciesz się swoim
      dzieckiem, tym że jest z Tobą, jest zdrowe i nie myśl o jego
      wcześniactwie, a tym bardziej nie obwiniaj siebie za to.
      Trzymajcie się cieplutkosmile
      Pozdrawiam
      --
      niuniadr
      Hubercik (33tc,2310g)
      fotoforum.gazeta.pl/5,2,niuniadr.html
      • workmama ja też pytam "dlaczego" 13.07.08, 21:28
        mimo,że córka ma już 14,5 l,jest zdrowa,jedynie ma esowate skrzywienie
        kręgosłupa 10st.Urodziłam ją w 34tyg,ważyła 1.980kg...,urodziła sie zupełnie
        zdrowa,nie potrzebowała nawet tlenu,tylko maleńka i chudziutka była,w
        inkubatorku leżała tydzień,bo bardzo się oziębiała,ssała z piersi już 16godz. po
        porodzie..itd...Jednak poród(nagły) przeżyłam
        traumatycznie,potworny,paralizujący mnie strach wracał przez lata,nigdy nie
        zapomnę jak leżałam na porodówce,brzuch miałam zupełnie płaski,i ze strachu nie
        mogłam nawet oddychać........,ciągle zastanawiałam się czy moje dziecko będzie
        żyło......Dla mnie to byl horror,i do dzis wspomnienie wraca jak
        koszmar....Dlatego rozumiem Cię doskonale.
    • skomroch1 Re: Czy z wcześniactwem dziecka można się pogodzi 14.07.08, 12:40
      Witaj Zosiu.Jak każda wcześniakowa mama masz prawo do przerażenia na
      wspomnienie tego co Ciebie i dzieciaczka spotkało.I smutku po tym co was
      ominęło. Mam za sobą taka sama historię i radzę sobie z nią jak umiem, a staram
      sie bardzo bo myślę, że smutna mama nie jest najlepszym kompanem dla dziecka. Co
      było minęło i tylko jak widzę blizny na ciele synka ściska mi się serce. Zapewne
      Roch będzie kiedyś "szpanował" tymi bliznami przed kumplamismileA teraz
      rozpieszczam go nieprzyzwoicie i cieszę się każdym dniem, może nawet bardziej
      niż "zwykłe" mamy.I może to jest ta nagroda za cierpienie? Ta większa radość z
      najdrobniejszych codziennych wydarzeń, z każdego uśmiechu na całe osiem zębów.
      Trzymaj sie dzielnie tak jak dotychczassmile))))
    • zurawska.barbara Re: Czy z wcześniactwem dziecka można się pogodzi 14.07.08, 13:01
      Nie ma co patrzeć w przeszlość, ja też mam do siebie żal o to że moje dziecko
      musiało przez to przejść (i do innych osób też...). Dzięki Bogu poza zezem i
      lekkim opóźnieniem rozwoju fizycznego jest okazem zdrowia. Jest naszą radością i
      dumą! staram sie dbać o niego jak najlepiej umiem i w ten sposb troche
      wynagrodzc mu to cierpienie przez które przeszedł. Ale żeby normalnie żyć trzeba
      iść do przodu! Żeby przez rozpamiętywanie przeszłości nie zaniedbać rzeczy
      aktualnych. Wierzę że nadal to przeżywasz - mi też się zdarza, szczególnie jak
      przejeżdżam koło szpitala... Ale pamiętaj jak dziecko ma szczęsliwą mamę to samo
      jest szczęśliwsze! Nasz synio (12mcy, ur. 31/32 tc 1650gr, 1-3 apgar) teraz
      najbardziej ma zadowoloną minkę jak buszuje na łóżku między mamą i tatą albo jak
      widzi jak sie przytulamy. Bądź dzielna, czas leczy rany, najgorsze juz dawno za
      Wami. Pomyśl ze robisz to właśnie dla synka!
      Pozdrawiam i trzymam kciuki!
      --
      "Każdy z nas ma swoje Westerplatte"
      Synio
    • angel818 do zasia1 14.07.08, 14:25
      Świetny wątek.
      Ja mam pretensje do siebie,ze nie pamietam juz Ani sprzed 16-17
      mcy...I z tym nie moge sie pogodzic.Nie pamietam,jak bardzo byla
      mala,pamietam tylko kolosalna roznica pomiedzy nia a innymi
      noworodkami.Wogole juz bardzo malo pamietam z tego pierwszego
      miesiaca...a bylam z Ania 24 h...;/
      dobrze,ze chociaz sa zdjecia.
      A czy moge pogodzic sie z wczesniactwem Ani?oczywiscie,ze
      tak,przyjelem to normalnie,zwlaszcza,ze nie ma zadnych tego skutkow.
      (spodziewalam sie tego,lekarz od poczatku mowil"nie wiadomo jaki
      final bedzie miala ta ciaza").Pewnie to bulwersujace,co teraz
      napisze,ale ja celowo nie zzywalam sie z Ania bedac w ciazy,bo
      lekarze ciagle straszyli-PORONIENIE,POROD PRZEDWCZESNY.Nie
      chcialam,zeby w razie czego ta utrata byla jeszcze potworniejsza.
      Mam tylko wyrzuty sumienia z powodu jej wagi-1400 g 33/34 tc.Byla za
      mala jak na swoj wiek ciazowy i ja uwazam,ze to jest moja wina(zle
      sie odzywialam,ale to dlatego,ze WOGOLE nie mialam apetytu).Ciagle
      tylko jakies dziadostwa z mc donalda.Aczkolwiek przez cala ciaze nie
      wypilam jednej kawy,ani zadnych farbowancow.Musialam caly czas
      lezec,maz przychodzil z pracy tylko na noc,a tesciowa na wiesc o
      ciazy czym predzej zabrala sie z domu.Wiec obiadow nie jadlam,tylko
      to,co bylo "pod reka".
      Przez ten miesiac w szpitalu czulam sie strasznie wyalienowana.Nie
      bylo mowy o zadnych odwiedzinach,co kilka dni przychodzil maz,to
      moglam do niego wyjsc,a on przynosil mi rozne potrzebne rzeczy.Ja
      mialam zakaz wychodzenia poza oddzial.Na korytarzu mijalam tylko te
      rozanielone acz wykonczone rodzeniem 3,5 kg dziecka
      dziewczyny,pchajace przed soba wozeczek z tlustym,rozowiutkim
      dzidziusiem.A zmierzaly np.do pokoju odwiedzin,gdzie juz szczesliwie
      czekaly na nie matki babki ,siostry itp.A nam zabrano z pokoiku ten
      wozeczek,bo"wam i tak niepotrzebny,a na oddziale brakuje".
      Dziwnie one wszystkie patrzyly na mnie.Bo przeciez wczesniak w
      Zakopanem to niezla rzadkosc i widowisko...Patrzyly na mnie
      podejrzliwie,tak jakby to byla moja wina to wszystko,wrecz czulam
      sie jak chodzaca zaraza,od ktorej mozna zarazic sie porodem
      przedwczesnym.
      A co one moga wiedziec o problemach.Wlecialy sobie na porodowke,za
      chwile urodzily,a po 3 dniach sobie wyszly.
      Żal mi najbardziej karmienia piersia przez wiele miesiecy.Ania nie
      miala odruchu ssania,ja mialam malo pokarmu i 0 doswiadczenia,a
      final tego byl taki,ze po 3 mcach przestalam ja karmic,bo nie bylo
      czym.
      Mam marzenie,zeby miec jeszcze jednego dzidziusia,ale zeby bylo od
      poczatku wszystko normalnie-zdrowa ciaza,bycie w 9tym mcu,zdrowy acz
      ciezki porod,zdrowe,3 kg dziecko,zdrowe karmienie piersia przez
      rok.Żeby przezyc to wszystko,czego jeszcze nie dane mi bylo przezyc.
      Ale nikt mi nie da tej gwarancji.
      Moje marzenie moze sie spelnic,ale moze tez zdarzyc sie cos
      takiego,co zniszczy moja psychike do konca zycia.A odwagi mi
      brak,przynajmniej na razie.
      • zorka7 Re: do zasia1 14.07.08, 15:26
        Zasiu, ja jestem dość ekstremalnym przypadkiem - urodziłam dwoje
        wcześniaków.
        Martynkę w niespełna 27 tyg., Bartka w niespełna 29-tym...
        Bartek ma dziś 4,5 roku, Martynka... żyła zaledwie 10 dni...

        Znam od podszewki poczucie winy z powodu niemożności donoszenia
        ciaży, wiem, co to pretensje do lekarzy, Boga, losu etc.
        Do tego moje dwa porody to cesarskie cięcia - właściwie więc nie
        wiem, co to "urodzić dziecko" - moje dzieci zostały mi wycięte, w
        dodatku przedwcześnie i w dość dramatycznych warunkach.

        Powiem tak - po stracie dziecka perspektywa się zmienia, dziś
        skupiam się na tym, co jest, co zostało mi dane, nauczyłam się
        wynajdywać plusy.
        Największym plusem jest to, ze moje drugie dziecko żyje, a przecież -
        co już wiem... - wcale nie musiało tak się stać.
        Również to, że Bartuś nie będzie pamiętał tego, co się z nim działo
        na początku, jak się rodził, późniejszych operacji, rehabilitacji.
        To - na szczęście - osad tylko w mojej głowie, nie jego.

        Kiedyś, próbując uporać się ze złością na własne ciało - prowadziłam
        na DLACZEGO taki wątek:


        www.dlaczego.org.pl/forum/download_thread.php?site=nowe&bn=nowe_strata&thread=1113984494


        Zapraszam. Ciekawe, czy znajdziesz tam swoje myśli.

        Kurcze, szklanka jest jednak do połowy pełna. Chodzi tylko o
        perspektywę - jak się patrzy od dołu, ma się więcej.wink

        Powodzenia!

        --
        DLACZEGO
        Myszka
        ...i Jej historia
    • flowercia Re: Czy z wcześniactwem dziecka można się pogodzi 14.07.08, 18:08
      ja mam identycznie kropka w kropke doslownie sad tez sie obwiniam ze
      moze z wyrostkiem moglam jescze na jakis antybiotykach kolejne 2-3
      tygodnie wytrzymac (walczylam z nim od 26 tyg urodzilam w 32)
      no ale juz w 32 tygodniu wyniki poszybowaly wysoko w gore
      (leukocytoza, CRP sad) boli jeszcze nie mialam takich strasznych,
      potem w histopatologii okazalo sie ze to byl przewlekly stan zapalny
      wyrostka no i moze moglam wytrzymac... moze moglam jeszcze dociagnac
      do ostrego stanu, no i mam teraz tak jak Ty placze w poduche
      przepraszam malutką w kółko sad choc mala chowa sie b. dobrze i
      lekarze spodziewaja sie ze bedzie zdrowiutkim dzieckiem...
    • mbkow Re: Czy z wcześniactwem dziecka można się pogodzi 14.07.08, 21:23
      tez sie obwinialam. po ok.8mies takiego stanu stwierdzilam 'hola, hola', tak byc
      nie moze. mlody zdrowy, wesoly, okraglutki, a ja ciagle zyje tym, co bylo i nie
      jest. jezeli juz czuje sie taka winna, to raczej nie powinnam chodzic przybita i
      'karac' go swoimi dolami, rozpatrywac 1000 scenariuszy, co powinnam byla, a jak
      moglam, jaka bylam glupia itp... doszlam do wniosku, ze bylam bardzo dzielna
      oraz zrobilam, co w mojej mocy i mozliwosci... moze te mozliwosci byly nieco
      rozczarowujace, ale trudno wink))
      naprawde, mozna sie pogodzic. oraz trzeba sie pogodzic, bo trzeba doceniac, co
      sie ma, tu: rzut okiem na Twoje 15miesieczne cudenko smile)) nie zadreczaj sie!!!
      zwlaszcza, ze uczucie zawodzenia jako rodzica dopadnie Cie jeszcze wiele razy z
      1000 innych powodow wink))
      --
      monika&synów dwóch
      rodzeństwo - 2 lata rożnicy
          • kamila_m_g Nie miałam z tym problemu 15.07.08, 10:05
            Ani przez myśl mi nie przeszło by się zamartwiać. Cieszyłam się, że
            dotrwałam do 34tc, nawet lekarz mi gartulował, bo ciąża od początku
            była zagrożona. Nie raz jadąc wcześniej do szpitala z krwawieniem,
            bądź silnymi skurczami żegnałam się z małą, ale była silna i dała
            radę.
            Moja szyjka też za szybko się skracała, ale na szczęście w tej ciąży
            udała się do wychwycić, bo były też skurcze. Wcześniej chyba właśnie
            z tego powodu, plus coś jeszcze straciłam maleństwo w 16tc. Ale
            wtedy też się nie obwiniałam, bo ani lekarz tego nie mógł
            przewidzieć, ani tym bardziej ja.
            W ostatniej ciąży naprawdę dużo przeszłam, i dla mnie cudem było to
            że mała ciągle się rozwija. Tylko przez chwilę czułam się nie tak,
            po cesarce, gdy mała leżała na neonatologi a ja sama. Jakoś ciągle
            psychicznie byłam w ciąży, na instynkt musiałam poczekać, bo
            brakowało tych chwil z porodu. Ale nie przeszkadzało mi że inne
            dziewczyny mają dzieci przy sobie, bo ja też miałam, tylko kawałek
            dalej i inkubatorku.
            Mam 4 aniołki w niebie i jednego rocznego aniołka na ziemi.
        • barmagos Re: Czy z wcześniactwem dziecka można się pogodzi 16.07.08, 14:22
          Witaj
          Myslę ze każdy przez to przechodzi, i ma żal- do siebie, do losu.Jesli dziecko
          "wyjdzie z wcześniactwa" obronną ręką, rozwija sie normalnie, choć ma pewne
          problemy( ale te maja i dzieci urodzone o czasie) to można zapomnieć. Po trzech
          latach zapominam powoli jak to było, wróciłam do normalności, nawet myslę o
          drugim dziecku , co jeszcze rok temu było u mnie nie do pomyślenia.Nawet
          pogodziłam sie z niska waga mojego dziecka- obecnie Jula ma 3 latka i waży ok 12
          kg. Dla mnie to i tak sukces- powiedziałam sobie kiedyć- niech tylko przekroczy
          magiczne 10 kilo i przestaje się zadręczać jej jedzeniem.Tak się stało, a kiedy
          dorosła do 3 latek powiedziałm po raz pierwszy" nie chcesz jesć- to nie jedz,
          nie bedę Cie zmuszać, ale bedziesz głodna..." Teraz to mały żarłok-wcina
          wszystko- odżywiamy sie b. zdrowo ze względu na serce- niedomykalnosć zastawki
          mitralnej, drożny otwór owalny zasklepił się ponoć. Pozdrawiam
    • mamaewci Re: Czy z wcześniactwem dziecka można się pogodzi 15.07.08, 11:02
      Ja tez mialam potworne wyrzuty sumienia, ze jestem zla matka, ze
      przeze mnie dzicko tyle sie musi nacierpiec, ze lezy samo w szpitalu
      zamiast byc z nami w domu. Najgorzej bylo kilka dni po porodzie,
      kiedy juz troche doszlam do siebie oraz w dniu wyjscia ze szpitala -
      ja wychodze z Ewunia zostaje... Na szczescie nie przybijal mnie
      widok innych donoszonych dzieci. W pokoju lezalam z cudowna
      dziewczyna i jej donoszonym dzieckiem i nawet przez moment jej synek
      nie powodowal u mnie wiekszych wyrzutow sumienia.
      Teraz jestem juz calkowicie pogodzona z tym co sie stalo, moze
      dlatego, ze Ewa rozwija sie dobrze poza kilkoma drobnymi
      zaburzeniami, ktore da sie wyprowadzic...
      W trudnych chwilach rodzina pocieszala mnie, ze przeciez nie robilam
      w ciazy nic takiego, co mogloby jej zagrazac. Dbalam o siebie,
      chodzialm do lekarza a to, ze pracowalam do konca nie mialo wplywu
      na przedwczesny porod. A jak juz mieli "dosyc" mojego gadania, to
      mowili "Przeciez gdyby nie ciaza, to bys sie tak na koniec nie
      meczyla, nie musialabys teraz dbac o watrobe, byc na ostrej diecie,
      badac cisnienia itp - czy Twoim zdaniem to wina dzidzi?". I to mi
      przemawialo do rozumu, ze nie ma co szukac winnego, tylko patrzec w
      przyszlos i kochac dziecko.
    • jola23061978 Re: Czy z wcześniactwem dziecka można się pogodzi 16.07.08, 00:37
      U nas zbyt wiele się wydarzyło i zbyt wiele zostało z wcześniactwa
      aby po 1,5 roku zapomnieć.
      Zdrowa ciąża, świetne wyniki badań a potem szok...26 tydzień.
      Ja wtedy nie wiedziałam co to znaczy.
      NA drugi dzień umiera KAsia (990 g-masywne wylewy,przepuklina
      przeponowa,niewydolność oddechowa).
      Oliwia walczy, dostaje 4,5,6 apgar ale przechodzi wszystko co
      najgorsze:wylewy III/IV stopnia, wodogłowie pokrwotoczne,ponad 3 m-
      ce respirator, zamykanie Bottala, żółtaczka (bilirubina ponad 20),
      gronkowiec-sepsa, retinopatia V stopnia.
      Jak cieszyliśmy się , że pokonała żółtaczke - dowiedzieliśmy sie o
      wylewach, jak poprawiła się z oddychaniem, przypadkiem dostaje
      informacje że nigdy nie bedzie widzieć; jak jesteśmy pierwsze m-ce w
      domku i powoli idziemy do przodu-dochodzi padaczka, postępują zmiany
      w mózgu, operacja zastawki, zarażają ją gronkowcem-prawie umiera i
      kolejny raz błagam o życie dla niej. To że nie widzi, ma padaczkę,
      jest spastyczna, mały jest z nią kontakt schodzi na dalszy plan.

      Ale teraz kiedy żyje, jesteśmy w domku - chcę czegoś wiecej, chce
      żeby siedziała, chodziła, mówiła, rozumiała, widziała ale czesc
      lekarzy przygotowuje nas że może coś trochę uda się osiągnąć ale
      Oliwia bedzie zawsze zależna od nas - wiec nie mogę zbyt dużo
      oczekiwać, nie mogę mieć nadziei, marzyć że bedzie taka jak inne ba
      nawet nie zdrowe a niepełnosprawne dzieci.

      To straszne ale chyba szybciej pogodziłam się ze śmiercią Kasi -
      czuje taki spokoj, że nie cierpi, że mam aniołka, może za mało się
      znałyśmy (26 tygodni brzuszka i 1 dzień wtedy kiedy mój umysł był w
      rozsypce)
      Z wcześniactwem OLiwii NIGDY się nie pogodzę !!!!
      Analizowałam 1000 razy moją ciąze, przyczyny, poród,szpitale,
      leczenie - znajduje 1000 powodów że można było lepiej i pewnie
      znajde kolejne 1000 przez całe życie.

      O tym, że podejście co niektórych lekarzy i personelu med.nie
      pozwoliłoby mi zapomnieć o tamtych chwilach nawet jakby Oliwia była
      zdrowa to odrębna długa historia ale musze im podziekować bo
      zahartowali mnie, musiałam zagryzać wargi żeby się nie popłakać,
      samemu dużo szukać info, czytać i walczyć o swoje dziecko bo co
      niektórzy nie traktowali Oliwii nawet jak człowieka.

      Niby już się pogodziłam z myślą , że jest jak jest, ale co jakiś
      czas dopada mnie doł, depresja , zal, agresja, złość że tyle nas
      spotkało i ciągle ponosimy tego skutki, że mam ochotę płakać ,
      krzyczeć, przekląć, że całę to życie do dupy i nie chce mi sie juz
      tak żyć, chce tak normalnie bez tych wspomnień, bez patrzenia na
      napady Oliwii, bez życzen mamy na świeta ze łzami w oczach "żeby
      Oliwia była zdrowa".

      Więc się chyba nie pogodziłam sad

      Powtórzmy ten wątek za kilka lat - zobaczymy co wtedy napiszę


      pozdr

      Jola * Oliwia

      Cuda się zdarzają
        • zuziakasi Jolu... 16.07.08, 16:35
          Jolu Ty wiesz, że ja wiem, że rozumiem Cię doskonale, bo takie samo lustrzane odbicie małego człowieczka mam i ja, ale pomyśl dobrze, czy nie możesz pogodzić sie z wczesniactwem czy tak dużą niepełnosprawnością... to jest naprawdę trudne pytanie. Pomyśl, czy z takimi przeżyciami jak masz teraz i z takim samym doświadczneniem gdyby Oliwka była zdrowa i rozwijała się prawidłowo siedziałabyś i umartwaiła się, że dziecko pojawiło się wczesniej na świecie???
          Chyba nie...
          a jezeli chodzi o pogodzenie człowiek się nigdy nie pogodzi z niepełnosprawnoscią swojego dziecka..nigdy...taka jest prawda, ale i Ty i ja wiemy kochana, że czym szybciej zaakceptujemy taki stan rzeczy, ktory mamy w swoich domach będzie łatwiej..będzie łatweij i nam i dziewczynkom.. może nasze dziewczynki nie widzą i nie potrafią siedzieć i ciągle meczą je napady, ale są darem od Boga, największą miłością świata..bo łatwo kochać to co piękne..ale piękniej kochać to co "inne"..
          wiesz jak czasami usiadę i popatrzę na Zuzię, to tak sobie myślę, "Boże może lepiej by było gdybyś ja zabrał wtedy do siebie" po czym walę się mocno w głowę mówiąc "Boże dzięki Ci że ona jest..jaka jest taka jest ale jest, zostawiłes mi ją bo wiedziałeś co robisz, wiedziałeś, ze my poniesiemy ten krzyż" i wiesz...później patrzę na zuzie i myśle sobie "dziecko..wybacz, ze w ciebie wątpie, bo skoro ja nie byłam przez moment pewna, że Ty jesteś, to jak Ty możesz być pewna czy chcesz tu zostać"
          chyba tyle mam na ten temat..i aż tyle
          • jola23061978 Re: Kasiu... 17.07.08, 01:17
            Ciężkie czasem te nasze chwile ale i czasem szczęśliwe , piękne. My
            to dopiero czujemy że żyjemy, tyle emocji, wielka radość, wielkie
            cierpienie.
            Ja choć nieraz żebrałam o litość jak było źle, żeby Oliwia tylko
            przeżyła teraz czasem przyłapuję się na tym, że chcę więcej od życia
            i uważam za bezsens ratowanie coraz mniejszych coraz bardziej
            skrajnych wcześniaków bo potem większa częśc ich życia to operacje,
            rehabilitacje, ból. Myślę, że lepiej KAsi bo nie cierpi, jest
            aniołkiem. Może przez to że lekarze i rehabilitanci tłuką mi do
            głowy, że po wielu latach pracy uważają, że to nie sukces uratowanie
            takiego delikatnego człowieczka a porażka; że te dzieci nie mają
            dzieciństwa bo tylko szpitale , centra rehabilitacyjne, ćwiczenia,
            zabiegi, że nie są szczęśliwe. Opowiadają że mimo że tego że nie
            widać nasze dzieci baardzo cierpią - ponoć sa badania określające
            ból. Jak mówię im , że napisała do mnie mama 24 tyg wcześniaka po
            wylewach mówią, żebym odpisała żeby się modliła żeby Bóg je zabrał.
            Oczywiście w życiu tak nie napisze bo tak nie czuję bo to nie ich
            dziecko, wnuczka tam lezy.
            Czasem wątpie w sens tego życia ale potem opamiętuję się bo przecież
            ile dzieci wychodzi z tego obronną ręką to jakbym miała powiedzieć
            tragankowi i innym mamom że 26 hbd to za wcześnie że nie ma sensu
            ratować.
            Poza tym co ja bym bez Oliwii zrobiła - kocham ją. A moze jestem
            niedobrą matką, że tak czasem myślę ale myśli to myśli.
            Jak była w szpitalu - wyłam do pustego łóżeczka, wózeczka, do
            maleńkich ciuszków - wszystko mogą mi zabrać tylko nie OLiwię.
            Ja ją kocham bezwarunkowo i wiem że ona mnie też - nikt tak się do
            mnie nie tuli, nie słucha w takim skupieniu mojego śpiewania,
            gadania. Ja ją dużej mierze akceptuję taką jaka jest ale w
            zderzeniu ze światem zdrowych ludzi co jakiś czas słyszę:a co U
            Oliwii - juz widzi, siedzi, to nic nie daję ta rehabilitacja,
            operacje ? "Powinniście zdecydować się na drugie dziecko, żeby
            zobaczyć jak fajnie mieć normalne zdrowe dziecko "
            I ta litość, łzy, podziw że jej nie oddaliśmy - i jak ja mam się
            czuć że wszystko jest Ok jak społeczeństwo wciąż uświadamia mi, że
            tak nie jest ? I to zdziwienie, że staramy się żyć normalnie,
            uśmiechamy się, nie chodzimy zdołowani, zaniedbani ze smutną miną.
            Ja zawsze byłam zakompleksiona, przejmowałam się opinią ludzi więc
            jest mi ciężko w tej całej sytuacji.
            Boże nie wiem czy wiecie o co mi chodzi - moze już za późno na
            pisanie.
            Jutro rano jedziemy do czeskiego cieszyna do neurologa i na eeg -
            żeby chociaż mniej o tą padaczkę....

            Jola
            • tabaluga0 Re: Kasiu... 17.07.08, 13:24
              Kazda matka chce zeby jej dziecko przezylo, chocby mialo byc chore,
              dopiero pozniej kiedy widzi cierpienie czasami wegetacje takiego
              dziecka wie ze lepiej dla wszystkich byloby zeby to dziecko odeszlo,
              ale tak naprawde nie wiadomo jak sie potoczą losy takiego dziecka,
              nam tez lekarze mowili ze to bedzie roslinka, wegetacja, a tak nie
              jest. Ja ani razu nie pomyslalam, zeby Bog zabral nam Szymka,
              przeciwnie, prosilam zeby nam go nie zabieral skoro pozwolil na to
              zebym nie poronila wczesniej. Pozniej wiele razy myslalam i nadal
              mysle jak bedzie wygladalo zycie naszego dziecka. Takie dziecko
              powinno byc cudem a nie udreką dla innych, ale tak jak piszesz
              spoleczenstwo nie chce kalek, mowią ze takich nalezy eliminowac, to
              bardzo przykresad

              Piszesz o sobie, ze bylas zakompleksiona, ja tak samo, nie
              wychodzilam do ludzi, bo czulam sie inna, bezradna, slaba, a teraz
              wiem ze Bog dal mi Szymka zebym pokazala na ile mnie stac, ze
              potrafie byc silna dla niego, ze sie nie poddalam.Moge sie nim
              pochwalic, bo mam dziecko z cudu.
              Wiele znajomych sie od nas odwrocilo, ale to swiadczy tylko o ich
              slabosci, bo nie chcą widziec cierpienia innych, nie rozumieją, ze
              są wizyty u lekarzy, ze nie pojedziemy na wycieczke itd, nawet teraz
              nie zapytaja nas czy mamy ochote z nimi gdzies wyjsc. Takich
              znajomosci to mi nawet nie żal. Niech zyją w przekonaniu ze są
              silni , piekni i bogaci i ich to nie dotyczy.Do czasu.

              --
              mój synuś:

              foto.onet.pl/33m79,fs87scj7oj9s,u.html?V=1
          • tabaluga0 Re: Jolu... 17.07.08, 13:28
            Moj synek odchodzil od nas 2 razy,a wlasciwie to 3 , biorąc pod
            uwage mozliwosc poronienia na poczatku i dlugi pobyt w szpitalu, to
            dzieki temu ze ON chcial zyc, jest teraz z nami. Byl taki silny, nie
            poddal sie, i ja nie moglabym powiedziec , ze chcialabym zeby Bog go
            zabral, decyzja nie nalezy do mnie.
            --
            mój synuś:

            foto.onet.pl/33m79,fs87scj7oj9s,u.html?V=1
            • jola23061978 Tabaluga ... 21.07.08, 11:32
              SZymuś wyrósł już na mężczyznę a po zdjęciach nie widać pozostałości
              wcześniactwa. Może tylko okularki ale ważne że widzi bo to bardzo
              dużo. MIejmy nadzieję, że w okulistyce też coś ruszy do przodu.
              A jak będzie wiekszy to okularki może zamienić na soczewki jak będzi
              echciał. Ja do okularów nigdy nie mogłam się przyzwyczać i nosze
              soczewki a wade też mam niezłą - 7.
              Dla Oliwii która ma ROP V i widzi światło kazda wada wzroku to
              marzenie - oby cokolwiek widziała. (A potem oczywiście chciałabym
              więcej wink
              pozdr
              Jola
              • tabaluga0 Re: Tabaluga ... 21.07.08, 12:33
                zycze wam zeby malutka cokolwiek widziala. Pamietam jak nam doktor
                mowi ze Szymek nie bedzie widzial, to byl koszmar, nie moglam sie z
                tym pogodzic, nawet teraz jak czytam jakies historie, ze wczesniaki
                slabowidzace w wieku ok 13 lat traca wzrok to dla mnie smutne , bo
                to moze spotkac takze Szymkasad
                wada wdą, bo mozna widziec nawet ka sie ma-20, ale u nas są slabe
                nerwy wzrokowe, a tych juz nie uratujesz.
                --
                mój synuś:

                foto.onet.pl/33m79,fs87scj7oj9s,u.html?V=1
    • aba-baba Re: Czy z wcześniactwem dziecka można się pogodzi 21.07.08, 11:02
      Czytając to forum czuję, że nie powinnam mieć się źle czuć z
      wcześniactwem mojej córeczki. Malwinka urodziła się w 34 tc,
      szczęściem w nieszczęściu jest to, że od 31 tc miałam skurcze więc
      mała miała podany lek na rozwój pęcherzyków płucnych. Mam strzaszne
      wyrzuty sumienia, że czując że coś się ze mną dzieje tylko
      zadzwoniłam na patologię ciąży (na której wcześniej leżałam) a nie
      pojechałam na IP. Mój gin był na wakacjach i powiedział, że w razie
      skurczów mam jechać do szpitala. Skurczów nie było, miałam tylko
      bóle krzyża i dodatkowo plamienie (które na patologii zostało
      zignorowane i potraktowane jako plamienie po badaniu przy wypisie do
      domu). A ja głupia wiedząc, że muszę leżeć stwierdziłam że nie ma co
      organizmu obciążać jazdą do szpitala. W szpitalu pojawiłam się dzień
      przed porodem i już nie dało się powstrzymać akcji. Mała jak na
      razie rozwija się dobrze i wierzę że tak będzie dalej. Ja jednak
      czuję że popełniłam wielki błąd, który mógł ją dużo kosztować. Chyba
      nie potrafiłabym sobie wybaczyć gdyby coś się jej stało. Nie
      potrafię przestać myśleć - a gdybym....

      --
      Maluch
      • ciesia Re: Czy z wcześniactwem dziecka można się pogodzi 21.07.08, 14:41
        WIEM,ZE JEST BARDZO CIEZKO ZAPOMNIEC O TYM CO PRZESZLYSMY.JA TEZ CZULAM SIE
        WINNA,TYM BARDZIEJ,ZE W SWOIM PRZYPADKU DALEJ NIE WIEM CO BYLO TEGO PRZYCZYNA,ZE
        MALY MIAL HIPOTROFIE,NIE MAM OSPOWIEDZI A TO JESZCZE BARDZIEJ DRECZY,ALE MAMY
        ZDROWE DZIECI,KTORE Z TEGO WYSZLY A MOGLYSMY ICH NIE MIEC,NIE WIDZIEC ICH
        USMIECHOW,TEGO JAK WYSRASTAJA Z UBRANEK,PRZYTULAJA SIE DO NAS,ONE POPROSTU
        KOCHAJA ,BO JESTESMY ICH MAMAMI NAJUKOCHANSZYMI NA SWIECIE I POWIEM CI ZE SWIATA
        POZANAMI NIE WIDZAsmileJESZCZE PRZEZ JAKIES KILKA LAT(JAK ODKRYJA INNE KOBIETYsmileMY
        JESTESMY CALYM ICH SWIATEM,TAK JAK ONE SA NASZYM.TO ZE WIEKSZOSC Z NAS URODZILA
        PRZEZ CESARSKIE CIECIE NIC NIE ZMIENILO,ONE KOCHAJA I POTRZEBUJA NAS TAK SAMO A
        MOZE I BARDZIEJ I SA DO NAS PRZYWIAZANE,MOZE TEZ I BARDZIEJ BO BYLYSMY Z NIMI
        ZAWSZE,W TYCH NAJGOSRSZCH CHWILACH,GLADZILYSMY PO MALYCH GLOWKACH I
        RACZKACH.STARAM SIE NIE MYSLEC,CO BYBYLO GDYBY...BO TO NAJGORSZE CO MOZNA
        ZROBIC,A MOGLOBYC JESZCZE GORZEJ,MOGLYBYSMY ICH WCALE NIE MIEC.WIEC CIESZMY SIE
        TYM CO MAMY I DZIEKUJMY BOGU.JA ZAWSZE UWAZALAM ZE COS DZIEJE SIE PO COS.JA
        UWAZAM MOJEGO SYNKA ZA PROMYCZEK OD BOGA,PO TYM JAK ZMARLA MOJA BABCIA.KACPER
        URODZIL SIE MIESIAC PO JEJ SMIERCI,MOZE TO PRZEZ JEJ WSTAWIENNICTWO ZYJE,BO MOZE
        MIALO BYC INACZEJ.JA WIERZE,ZE JEST DAREM OD BOGA.
        • delfinewa Re: Czy z wcześniactwem dziecka można się pogodzi 24.07.08, 17:21
          rozumeim Cie autorko doskonale, mam tak samo jak Ty...tylko u mnie jest trochę
          inaczej bo nie wszytsko jest okisad Córeczka urodziła sie w 31 tyg w dobrym
          stanie , dostała 9 pk , w domu była krótko bo złapała paciorkowcasad gdyby była
          większa na pewno by infekcja jej nie dopadła, często placze w nocy jak przypomnę
          sobie jak ją kłuli godzinami zeby znaleźć żyłę , aby założyć wenflon, jaka była
          wystraszona po powrocie do domu , przy zmianie papmersów płakała, dlatego ze jej
          zakladali w szpitalu codzinnie worec zki na mocz i odrywali bez uczucia ) po
          tamtej infekcji ma ciągl;e erytrocyty w moczu i narazie lekarze nie wiedza co
          jej jest, badanai nic nie wykazuja . do końca życia będe sie wynić za to że ja
          predzej urodziłam!!! i nikt mi nie pomoże!
    • blaszka0662 Re: Czy z wcześniactwem dziecka można się pogodzi 23.07.08, 23:15
      Ja się chyba pogodziłam z wcześniactwem mojego synka, piszę chyba, ponieważ żal
      ciągle noszę w sercu o to, dlaczego mnie to spotkało. O ten strach czy wszystko
      będzie dobrze, czy malutki przeżyje. Jak jechałam na salę operacyjną, to tylko
      jedną myśl miałam w głowie: żebym go nie straciła, tak jak moja mama swoje
      pierwsze donoszone dziecko. Na szczęście Karolek urodził się w stanie ogólnym
      dobrym. Podjął wszystkie funkcje życiowe samodzielnie. Dostał 9 pkt. w skali
      Appgar ze względu na słabe napięcie mięśniowe. Nie złapał żadnej infekcji w
      szpitalu i po 3 tygodniach podtuczania wyszliśmy do domku. No ale cóż, nadal
      patrzę z zazdrością na inne kobiety z wielkimi brzuchami. Ostatnio moja
      koleżanka urodziła w terminie synka, który ważył 4650g. Oczywiście poryczałam
      się ze szczęścia, a później do mnie dotarło, że taką wagę osiągnął mój Karolek w
      4 miesiącu urodzeniowym (2,5 koryg) sad Teraz wagą też nie grzeszy ale jest
      fajnym, wesołym chłopcem i kocham go najbardziej na świecie. Dla niego muszę
      przestać rozpamiętywać przeszłość i po prostu być super mamą, cieszącą się z
      każdego nowego osiągnięcia mojego dziecka. Bardzo chciałabym dać mu rodzeństwo,
      dlatego mam nadzieję, że w kolejnej ciąży mój organizm spisze się na medal i
      będę narzekać z uśmiechem na twarzy na wszystkie niedogodności 3 trymestru.

      --
      Zdjęcia mojego największego szczęścia: fotoforum.gazeta.pl/u/blaszka0662.html
    • symilek Re: Czy z wcześniactwem dziecka można się pogodzi 24.07.08, 18:42
      Przyznam , że zirytowało mnie to co napisałaś...Boże masz zdrowe
      dziecko!!!!!!! Wiele mam wczesniaków oddałoby wszystko, aby ich
      okruszki były zdrowe, żeby mogły usłyszeć ich głos,żeby zobaczyć
      pierwszy krok... Ile mam straciło swoje dziecko ( tak jak ja sad).
      Ile rodziców walczy o swoje pociechy w szpitalach i wpatrują się w
      maluszka za szybkami inkubatorów????? Oddział intensywnej terapii-
      czy ty wiesz jak tam jest...?????.(poza miłym personelem....)
      Na początku mnie to przerastało , ale teraz mam swoją "kropeczkę", o
      którą muszę walczyć, bo nie wiem jaki bedzie jej rozwoj
      neurologiczny???? Pewnie , ze gdzieś pozostaje żal, ze nie donosiłam
      ciąży,że nie urósł mi brzuch,że córeczki co dopiero dały o sobie
      znać swoimi kopnieciami i musiały stamtąd zostać brutalnie
      wyciągnięte na ten świat!!!!!! ALE MAM DZIECKO!!!!!!!!!

      Mama Kamilki (700g/26t.c.), Olgi (aniołka) i Kingi (3,5 l)
    • symilek Re: Czy z wcześniactwem dziecka można się pogodzi 24.07.08, 18:49
      No może trochę mnie poniosło...bo i może twoje dzieciątko było na
      OIOMie......
      Jako matka nosząca w sobie dzieci chciałam , aby moje macierzyństwo
      było spokojne, radosne z dwiema kruszynkami u boku. A nie takie, ze
      całe macierzyńskie córcia przelezała w szpitalu...sad Ale trwałam
      przy niej cały czas.
      • zasia1 Re: Czy z wcześniactwem dziecka można się pogodzi 29.07.08, 22:34
        Tak, chyba rzeczywiście Cię poniosło sad(. Mój synek spędził w szpitalu 56 dni z
        czego 4 tygodnie na intensywnej terapii, później na patologii noworodka.
        Rehabilitowany Bobathem, później Vojtą. Napisałam, że jest z nim "teoretycznie"
        wszystko w porządku bo miał wylewy dokomorowe II stopnia a jak pewnie wiesz
        zniszczeń w główce których mogły one dokonać nie da się zbadać, zmierzyć...Nigdy
        nie dowiem się jaki byłby mój synek gdyby to się nie stało, co mógłby osiągnąć
        gdyby urodził się "normalnie".
        Zakładając ten wątek szczerze mówiąc nie spodziewałam się i nie oczekiwałam rad,
        że powinnam to a nie powinnam tamtego. Chciałam tylko powiedzieć jak ja się
        czuję z wcześniactwem synka i zapytać czy inne dziewczyny czują podobnie. Na
        pewno nie spodziewałam się ataków takich jak ten. Jest mi po prostu przykro.
        • monika774 masz racje! 30.07.08, 12:54
          moje dzieci bliżniaki 25 t.c. przeżyły wszystkie możliwe powikłania wcześniacze,
          miały wylewy IV st. teraz gdy mają 2 latka ja wciąż się zastanawiam jakie by
          były gdyby się urodziły jako zdrowe donoszone dzieci. Wcześniactwo po nich
          widać to skutek wylewów i to bardzo poważnych.
          • donmari Jolu, Kasiu... 30.07.08, 14:58
            Ja mam obecnie 17 lat i też trudno pogodzić mi się z moim
            wcześniactwem. Urodziłyśmy się z Sandrą 12. 06. 1991 w 30/31 bhd.
            stan ciężki. Ja ważyłam 1300, 2/4 Apgar,zespół zaburzeń oddychania,
            podobno niedotlenienie,co wyczytałam niedawno w książeczce
            zdrowia,nikt mamie o tym nie powiedział, mówili, że wszystko OK.
            Sandra ważyła 1365, zespół zaburzeń oddychania, 2/6 Apgar. Czyli,
            niby w lepszym stanie niż ja. I co? W 22. dobie Sandra miała
            zamykanego Botalla. Nie przeżyła. Sekcja nic nie wykazała. Co ze
            mną? U mnie na jakieś dwa dni przed Botall się zamknął. W 15. mies.
            zdiagnozowano MPD dwukończynowe lekkie. Przeszłam dwie operacje
            neurochirurgiczne. Żyję, skończyłam I klasę liceum z dobrym
            wynikiem, planuję iść po ogólniaku na iberystykę... Przyjaciel
            założył ogólnomiejską gazetę, zbiera skład redaktorski ze wszystkich
            liceów w mieście i w gronie 14 wybrańców znalazłam się ja. Chwalę
            się, gdyż wiem, że to buduje...Ale wciąż jest mi trudno z MPD...
        • mama-cudownego-misia Zasiu, donmari, 30.07.08, 15:29
          Przepraszam, jeśli wywołam kłótnię, ale... Zoasiu, przedłużając i rozpamiętując
          żałobę po dziecku, jakim mogło być Twoje dziecko, gdyby nie było wcześniakiem,
          wysyłasz do dziecka sygnał, że z nim coś jest nie tak. Ja wiem, ze tego nie
          chcesz, ale to jest nieświadome, a Twoje dziecko wychwytuje takie nastroje i
          rozumie je na swój sposób - uznając, ze nie spełnia Twoich wymagań. Twoja żałoba
          po dziecku, jakim miał być Twój synek, źle wpływa (a będzie wpływać coraz
          gorzej) na jego poczucie wartości. Może się zdarzyć, że z czasem samo zacznie
          szukać przyczyny swych dolegliwości czy niepowodzeń w swoim wcześniactwie (mam
          wrażenie, ze dlatego właśnie Donmari tak się dobrze czuje na forum
          wcześniakowym), a to nie jest właściwa droga.
          Co gorsza, Twoje lęki o to, jakie zniszczenia mógł wywołać wylew, są niezbyt
          uzasadnione, i wynikają z niewiedzy o funkcjonowaniu mózgu - Twoje dziecko jest
          zdrowe, nie ma neurologicznych uszkodzeń, a tkanka mózgowa malucha jest jeszcze
          niezróżnicowana i tak plastyczna, że małe uszkodzenia nie wpływają w żaden
          sposób na jej funkcjonowanie w przyszłości. innymi słowy, to naprawdę nie jest
          tak, ze jeśli zniszczony został fragmencik mózgu, który u innego dziecka
          odpowiada za poprawne pisanie "ó" i "u", to Twoje dziecko już się tego nie
          nauczy. Nauczy się, bo po prostu tą umiejętnością będą zarządzać inne neurony
          troszkę dalej. Naprawdę, Twój synek wyszedł z wcześniactwa obronną ręką i jest
          dokładnie taki, jaki by był, gdyby się urodził o czasie. W przyszłości osiągnie
          tyle, ile Ty z nim wypracujesz i ile się nauczy w szkole, a nie mniej, niż by mógł.
          Nie karz siebie i nie rób mu krzywdy swym żalem. Czas już to zostawić za sobą...
          --
          Miś ma roczeksmile
          • tolka11 Re: Zasiu, donmari, 30.07.08, 16:54
            Zgadzam się w pełni z powyższym postem!!! Nie mozna zapomnieć, ale
            pogodzić się trzeba.Jak wiekszość wie dwoje z trójki moich dzieci to
            wczesniaki i gdybym cały czas myslała w kategoriach przedstawionych
            przez autorkę wątku to pewnie mój Miłosz byłby innym dzieckiem, bo
            Sara jest super zdrowa. A tak Miłosz nie czuje swojego wczesniactwa,
            mimo, ze je widać, jest szczęśliwy i radzi sobie doskonale. I
            chociaz teraz mam megadoła to nie myślę o wczesniactwie tylko o tym
            jak się wyprostować psychicznie, żeby moje samopoczucie nie wpłynęło
            na Miłosza.
            I marzę o czwartm dziecku, chociaż wiem, że znowu byłby wczesniak.
            --
            Judyta 40Hbd, Miłosz 28Hbd, Sara 34Hbd
              • mama-cudownego-misia Re: tylko jak? 30.07.08, 21:58
                Moniko, kochana, przykro mi, ale pogodzenie się z tym, że dziecko mimo
                wcześniactwa jest zdrowe, może nastąpić dopiero gdy to dziecko faktycznie będzie
                zdrowe. Jak długo Twoje skarbki będą odstawały od rówieśników (a życzę Ci, żeby
                odstawały jak najkrócej), tak długo stoi przed Tobą inne, znacznie trudniejsze i
                wymagające o wiele więcej siły zadanie - pogodzenie się z tym, że Twoje dzieci
                są chore albo mają jakieś deficyty będące pozostałością wcześniactwa sad. Myślę,
                że w sytuacji takiej, jak Twoja nie da się uniknąć tych momentów smutku i żalu.
                Było mi ostatnio dane poznać Jolę23061978 i Bijou, i nie mogłam wyjść z podziwu
                nad przepięknym radosnym uśmiechem jednej i mądrymi oczami drugiej - dla mnie są
                to takie bohaterki dnia codziennego, które codziennie rano znajdują w sobie
                siłę, żeby podnieść się i iść dalej. Wielkie z Was kobiety i cudowne mamy.
                --
                Miś ma roczeksmile
                • flowercia Re: tylko jak? 06.08.08, 15:28
                  to ja musze tez koniecznie je poznac smile, bo ja siedze i rozpaczam... tym
                  bardziej ze u mnie przyczyna byla zupelnie bezsensowna wyrostek sad i zaluje ze
                  nic sie nie dalo zrobic zeby go wyciac bez cesarki sad sad
                  • marzena280476 Re: tylko jak? 06.08.08, 17:54
                    To ja chyba rozwiążę Wasze rozważania jednym zdaniem.Pogodzić nie
                    mozna sie ze śmiercią dziecka.Dała bym wszystko,żeby mój
                    wczesniaczek był ze mną.
                    --
                    Kamilek(36 tc 2001)Aniołek Jasio (25 tc 30.11.2007-05.02.2008)
                    jasstandura.pamietajmy.com.pl/index.php
          • zasia1 Re: 30.07.08, 22:07
            Być może moja pierwsza wypowiedź sugeruje, że cały czas siedzę i rozpaczam,
            rozważam co by było gdyby, obwiniam się, ryczę, chodzę przygnębiona itd. Otóż
            NIEEEEEEEEE! Jestem przeszczęśliwa, że Synek jest z nami, kocham go nad życie a
            może jeszcze bardziej wink). Robię wszystko żeby był zdrowy i szczęśliwy. Jest
            moim WSZYSTKIM!!!!
            Tylko od czasu do czasu jeszcze miewam takie chyba słabsze dni (zwłaszcza
            wieoczorem wink), że zaczynam o tym myśleć i zdarza mi się rozkleić itd. Ale to
            zdarza się już coraz rzadziej wink. Zwłaszcza wtedy kiedy moje koleżanki umawiają
            się z dziećmi do parku a my mamy wizytę w poradni rehabilitacyjnej, kiedy
            umawiają się na wycieczkę do ZOO a my mamy kontrolę u neurologa, kiedy umawiają
            się nad wodę a my mamy kolejne badanie dna oka. Ja wiem, że inni mieli mniej
            szczęścia od nas ale gdy męczę dziecko jakimiś ćwiczeniami, wlokę do kolejnego
            lekarza, robimy mu kolejne badanie, które jest dla niego ogromnym stresem,
            uważam że mam prawo się tak czuć i czasami sobie z tym nie radzić - tak po
            prostu nie radzić!
            Wiem o tym doskonale, że mózg nawet osób dorosłych jest w stanie przejąc funkcje
            zniszczonych jego fragmentów ale naprawdę - NIE WIERZĘ w to, że dojrzewanie
            płodu w jakże innych warunkach niż brzuch mamy, bombardowanie niedojrzałego
            mózgu różnorodnymi bodźcami świata zewnętrznego nie ma absolutnie żadnego wpływu
            na dalszy rozwój takich dzieci chociaż uważa się je za absolutnie zdrowe!!!
            Dlatego chyba zawsze w sercu pozostanie takie ukłucie, że moje dziecko miało
            gorszy start, że....itd. itd., ale nigdy nie przyszło mi do
            głowy, że miał być inny a jest taki. Jest WSPANIAŁY!!!
            • mama-cudownego-misia Re: 31.07.08, 10:41
              Zasiu, życzę Ci, żeby takie dni zdarzały się jak najrzadziej. Oczywiście, masz
              prawo do złych dni i złych emocji, ale szkoda na nie życia.
              Buziaki dla Twojego dzielnego malucha!
              --
              Miś ma roczeksmile
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka