skomroch1
10.01.09, 20:13
Dziewczyny, mam taki pomysł od dawna, ale że żyjemy w dziwnym kraju to
marzenie chyba nie ma szans.A mianowicie:wyobraźcie sobie, że na oddziale
intensywnej terapii noworodka i neonatologii zatrudniona jest na normalny etat
mama wcześniaka, który już nie potrzebuje całodziennej opieki. Mama ta
zajmowała by się zagubionymi mamami dzieci leżących na oddziale(pamiętam, jak
zupełnie nie wiedziałam, co sie dzieje, co to za badania, dlaczego znów trzeba
małemu podać krew, itd., itp.)Generalnie zupełnie nowe środowisko, a do tego
ogromne, największe w życiu zmartwienie, czyli zdrowie i co tu dużo mówić,
życie mojego maleńkiego dziecka. Pani ta mogłaby też niańczyć dzieciaczki,
których mam nie byłoby w pobliżu. Koło Rocha leżał chłopiec, którego mama
mieszkała 120 km. od Warszawy. Chłopiec bardzo płakał, godzinami, dostawał
bezdechy, musiał mieć podawane środki uspakajające, tlen, a wystarczyło go
tylko wziąć na ręce i wszystko było dobrze. Ja nie mogłam, Roch
spał,pielęgniarki były zabiegane, siedziałam bezczynnie i szlag mnie trafiał,
chłopczyk był taki nieszczęśliwy, a nie można mi go było dotknąć.Taka pani
byłaby odpowiednio przeszkolona oczywiście, jeśli chodzi o podstawowe zasady
opieki nad naszymi maluchami.W efekcie pewnie pensja tej pani nie kosztowała
by szpitala wiele, bo dzieci byłyby spokojniejsze, więc lepiej by się
czuły,może nawet skróciłby sie nieco ich pobyt w szpitalu, pielęgniarki byłyby
odciążone, mamy spokojniejsze i chociaż odrobinę mniej nieszczęśliwe.
U mnie po porodzie niby była psycholog, po poronieniu też ale to zupełnie nie
to. Nie było czegoś takiego jak współodczuwanie.Taka mama byłaby wtedy moim
dobrym duchem.
Idealistka ze mnie

No i czy to nie byłaby to idealna posada dla Joli, mamy Oliwki?